KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala tortur

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24, 25, 26  Next
AutorWiadomość
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Lip 30, 2017 10:07 pm

Nie mogłem w to uwierzyć, on się mnie bał. Chociaż nie, mogłem uwierzyć, w końcu ten osobnik mnie nie znał, więc przy ocenianiu mnie kierował się tylko moim wyglądem. W tym samym czasie ja również go oceniałem, odważny i zbyt pewny siebie gdy ma całkowitą władzę, tchórzliwy, gdy coś idzie nie tak jak planował.
Widziałem jak jego śliczna główka pracuje, próbuje wymyślić rozwiązanie z tej niekomfortowej dla niego sytuacji. Znowu powołuje się na zasady i zwyczaje jego stada.
Zatrzymałem się więc i odwróciłem, by być bardziej przodem, niż bokiem do fryza.
-W takim razie wybacz, że nie respektuję waszych zwyczajów.-przeprosiłem prześmiewczo.
W tym momencie zobaczyłem cień, stukot kopyt doleciał do mych uszu. Znowu zaatakował. Odskoczyłem niezgrabnie. Nie dało to wiele bo szybko wylądowałem nogami na ziemi, pociągnięty za szyję. Zakrztusiłem się lekko, krótko kaszlnąłem. No tak lina, zapomniałem. To co on uskuteczniał nie miało większych szans na powodzenie. Nie powiem, że stałem jak kamień, w tym samym miejscu, niewzruszony jego wysiłkami, bo ogier miał jednak swoją siłę i szarpnąwszy mnie kilka razy faktycznie zbliżyliśmy się do ściany, całkiem sporo. Krótka przepychanka zakończyła się jednak szybko, bo co innego może zrobić biedna, stara lina, maltretowana przez dwa wielkoludy, niż poddać się i przerwać.
Gdy sznur puścił cała siła jaką wkładałem by się zaprzeć, cofnąć odrzuciła mnie do tyłu. Zachwianie, kilka kroków w tył, piruet i galopem do drzwi, przy których już ktoś stoi i właśnie je zamyka. Szybki jest, szybszy ode mnie. Zatrzymałem się. Z drugiej strony ma on odwagę atakować kogoś takiego jak ja. Może nie jest to godna konkurencja, na moim poziomie, ale przynajmniej próbuje.
Z resztką lin na szyi i niezachwianą pewnością siebie, która kiedyś mnie zgubi, podszedłem bliżej karego, parsknąłem głośno, uniosłem łeb by patrzeć na niego z góry.
-Czego teraz użyjesz?-zapytałem.
Przyznam, że przed chwilą dwa razy był naprawdę blisko uwięzienia mnie. Musi mieć spore doświadczenie w tym temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Lip 30, 2017 10:23 pm

Bałem się go. Oczywiście, że bałem. Wystarczyło go porównać ze mną. Był wyższy, znacznie cięższy. Ja większość dnia spędzałem na tym, co najważniejsze, czyli na dbaniu o grzywę. A że, jak przystało na fryza, lubiłem dobrze zjeść, szybko dorobiłem się nadwagi. A on? Był masywniejszy, ale nie z powodu nadwagi tylko mięśni. Z jednej strony uznawałem to zawsze za skazę na urodzie zdradzającą, że pracował fizycznie – czego ktoś taki jak ja, stworzony do wyższych celów, nie musiał robić. Ale z drugiej znaczyło to również, że jest ode mnie silniejszy. A to nie było za dobrze.
- Jak możesz nie respektować naszych zwyczajów?! Nie wypada tak mówić gospodarzowi! Ja Cię zabieram na wycieczkę, opowiadam o naszych włościach a ty… a ty odwdzięczać się ostentacyjnym okazywaniem pogardy dla naszych zwyczajów?! – robiłem mu wyrzuty, mając nadzieję, że ten się przejmie, przeprosi i obieca poprawę. Ale chyba na to była marna szansa.

Doskoczyłem do ogiera ciągnąć za linę, podduszając go za nią i próbując go przyciągnąć do ściany. Szarpałem, ciągnąłem, nieustannie próbowałem i już, już prawie mi się udało, ale w ostatniej chwili sznur pękł, uwalniając go… a ja rzuciłem się szybko do drzwi by je zatrzasnąć – nie zamierzałem dać mu uciec, skoro już tak niewiele brakowało, a bym go miał. Gdy ten… gdy ten zbliżył się do mnie, zacząłem się panicznie cofać. Byłem pewien, że ten lada moment mnie zaatakuje i się na mnie rzuci z zębami i kopytami, ale to nie nastąpiło. Było jeszcze gorzej – zaczął sobie ze mnie kpić! Bo chyba jego słowa można było odczytywać jako taka mieszanka pogardy, wyzwania i szydzenie? A może groźba czy ostateczne ostrzeżenie?
- Ale… ja? Użyję? Ale… ale nie wiem o co chodzi. Ja… ja nie miałem nic złego na myśli – zaprotestowałem, zastanawiając się, co teraz zrobić… i nagle chwyciłem jakąś sieć, którą szybkim ruchem narzuciłem na niego. Trafiłem? Jeśli tak, to ta opadła, szczelnie go opatulając i plącząc się w nogi przy każdym kroku… to im bardziej by się drań szarpał, tym mocniej by się w nią zaplątywał. A ja, w razie sukcesu, rzuciłem się na niego, próbując go dookoła obwiązać dodatkowymi linami, by nie mógł pozbyć się sieci i by dodatkowo nogi zaczęły się mu mocniej plątać. A na końcu wbiegłem w niego, próbując go powalić na ziemię i przygnieść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Lip 30, 2017 11:39 pm

Czy używał przestraszonej wersji siebie by mnie podejść, oszukać czy wzbudzić litość? Robił to świadomie czy wynikało to z prawdziwego lęku? Nie wiem, w każdym razie podziałało. Podszedłem do niego pewnie, zakpiłem z niego. Chyba właśnie to go zirytowało, dodając do tego mój brak ostrożności, dramatycznie mówiąc to był mój koniec. Już chwilę potem byłem oplątany siecią, która za nic nie chciała ze nie spaść. Co gorsza z każdym kolejnym wierzgnięciem ograniczała moje ruchy coraz bardziej. W końcu przestałem się ruszać chcąc zastanowić się nad rozwiązaniem. Nie miałem dużo czasu na namyślenie się, bo zostałem powalony przez tego drania na glebę. Próbowałem wstać, co zakończyło się fiaskiem przez sieć i liny. W końcu znieruchomiałem i rozluźniając się zaległem na ziemi. Jedyną częścią jaką poruszałem były uszy. Ciężar ogiera nie był dla mnie przytłaczający, choć wygodnie nie było, bo część sieci na której leżałem pozwijała się pode mną i uciskała w kilku miejscach. Westchnąłem ciężko, uśmiechając się słabo. W końcu mu się udało, jak to się mówi? Do trzech razy sztuka?
-Jestem Ju.-przedstawiłem się. Może moment nie był najlepszy, ale ciężko było znaleźć bardziej odpowiedni.-A ty?
Zdawałem sobie sprawę, że ogier może mnie olać lub wyśmiać i nie powiedzieć swojego imienia, ale to już jego sprawa. Jeśli ujawnił swoje imię skinąłem głową, jeśli nie prychnąłem pogardliwie.
-Dziwne macie te zwyczaje.-zachichotałem, poruszając się niespokojnie pod nim.-Co macie jeszcze w zestawie?-zapytałem patrząc kątem oka na fryza.
Chwilowo nie mogłem nic zrobić, wstać, wierzgać, walczyć uciekać. Mogłem tylko czekać, aż ten tu zdejmie ze mnie sieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Lip 30, 2017 11:54 pm

Udało mi się! Trafiłem! Miałem go w sieci! Uśmiechałem się złośliwie widząc, jak ten wierzga, próbując się uwolnić a tylko bardziej się w nią zaplątuje. Cudowny widok! W końcu rzuciłem się na niego, bez większych problemów powalając go na ziemię. Miałem! Miałem go! Był mój!
- Jesteś już? Już spętany? Tak, wiem! – uśmiechnąłem się triumfalnie. I jeszcze bym go ugryzł, ale z powodu owinięcia siecią nie było to możliwe – Co ja? – zdziwiłem się, kompletnie nie rozumiejąc, o co mu chodzi.
- Czemu dziwne? Chyba normalne? Naruszyłeś moje tereny, ja złapałem Cię i jesteś teraz mój! – wyjaśniłem mu triumfalnie, kompletnie nie rozumiejąc tego, że ten się śmieje. Czułem, jak ten się poruszał pode mną i to już było mniej przyjemne. Silny był. Dało się wyczuć każdy skurcz jego potężnych mięśni. Ale co z tego że był silny? Był też unieruchomiony! – A czemu Ci tak wesoło? – spytałem zaskoczony – W zestawie? W znaczeniu co Cię czeka? Zobaczysz! – zapowiedziałem mu. Upewniłem się, że liny go dobrze obwiązują i zszedłem z niego tylko na chwilę, by skoczyć po kaganiec. A gdy już go miałem, to powoli zacząłem odwijać jego pysk z sieci, przecinając niektóre oczka nożem, który również przyniosłem. Byłem ostrożny. ale nie dlatego, by go nie zranić, tylko dlatego, by mi nie wyrwał noża ani bym nie przeciął za dużo. A gdy tylko odwinąłem jego łeb ba tyle, by się dało mu założyć kaganiec, to starałem się to zrobić, zapinając ciasno paski od niego. W razie sukcesu zacząłem odwijać jego przednie nogi, ale tylko same pęciny, by zapiąć na nic ciężkie, mocne pęta, czyli kajdany dla koni. A następnie zacząłem to samo robić z zadnimi nogami, je również próbując skuć. I jeśli udało mi się to zrobić, to po prostu położyłem się na nim, potrzebując chwili odpoczynku.
- Jestem Espilce i jestem Twoim właścicielem – przedstawiłem się – A ty? Kim jesteś mój niewolniku? I dlaczego naruszyłeś tereny mojego stada? – dopytywałem się, zastanawiając się, co z nim zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Lip 31, 2017 5:46 am

Popatrzyłem na niego zdezorientowany, chyba nie zrozumiał o co mi chodzi, no, ale kto by się przedstawiał w takiej sytuacji. Aczkolwiek wydaje mi się, że procesy myślowe są dość powolne i nie przebiegają u niego tak jak powinny. Mój biedak, co jak jest upośledzony, wykluczony ze społeczeństwa czy coś w tym stylu i próbuje się dowartościować, udowodnić innym, że nie jest taki beznadziejny jak myślą. Przez moją niewiedzę zrobiło mi się go żal. Nieco żałosne. Ale co zrobić gdy masz gołębie serce.
Więc leżałem tak w niewygodnej pozycji przykryty kocem z jeszcze żywego konia.
gdy przecinał sieć ja wierciłem się bezustannie, nie za mocno, ot podniosłem łeb, przesunąłem nogę. Trudno się dziwić, że założenie mi kagańca nie wymagało jakichś specjalnych umiejętności. Tylko paski mógłby nieco poluzować. Ruchy kończyn miałem ograniczone, mogłem je tylko przesuwać w przód lub tył. Zimny metal objął moje pęciny, obręcze zamknęły się również na tylnych nogach o czym dało mi znać specyficzne szczęknięcie żelastwa.
Skoro byłem już zapięty w kajdany myślałem ,że sieć zostanie ze mnie natychmiastowo zdjęta, ale się myliłem. Ogier najzwyczajniej położył się na mnie, jak na stercie miękkiego sianka.
Czyli teraz to on się pyta o imię? Mam się przedstawić jak na spotkaniu AA? Cześć jestem Juet. Mam problem. Chciałem się zaśmiać, ale nie specjalnie to wyszło przez naciskającą na moje żebra kupę mięcha. Przewróciłem oczyma.
-Juet.- powiedziałem krótko-Jestem koniem. -tyle informacji mu o mnie wystarczy.
-Przyszedłem tu bo uwielbiam być porywany, wiesz to moje takie jakby hobby.-odpowiedziałem sarkastycznie, mrużąc oczy i uśmiechając się szelmowsko.
Fryz wyglądał jak na wakacjach nad morzem. Plaża, słońce i on leżący sobie, prażący się w promieniach gwiazdy. Podjąłem próbę przekręcenia się na drugi bok, tym samym próbę zrzucenia z ciebie Espilca, dobrze mówię jego imię, chyba tak. Mimo sieci i uwięzionych kończyn zacząłem wierzgać i kręcić się po podłodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Lip 31, 2017 8:19 am

/Będę wieczorem, jakoś tak koło 18

Nie byłem pewien, jak odczytywać spojrzenie ogiera. Z powodu sieci nie widziałem go zbyt dokładnie. Spiorunowałem go wzrokiem, gdy ten się wiercił i ruszał, jak zajmowałem się zakładaniem mu tej całej "biżuterii". Przecież powinienem być wdzięczny i zadowolony, za ten piękny kaganiec i ciężkie "bransoletki". Cóż, dzisiejsze konie były coraz bardziej roszczeniowe i nawet jak dostawały coś za darmo, to nie potrafiły tego okazać a wolały ostentacyjnie okazywać bezdźwięczność. Bo czego on mógł jeszcze chcieć? Może obroży... to znaczy "naszyjnika"? Na to przyjdzie czas później!

Położyłem się na nim, ciesząc się swoim sukcesem i wypoczywając po pewnym wysiłku związanym z pogonią za nim. Nie miałem dobrej kondycji, więc nawet taki ruch spowodował, że dostałem zadyszki. W końcu byłem fryzem a nie jakimś arabem od rajdów, angloarabem od wyścigów czy... czy zimniokiem od wozu.
- Juet? - zdziwiłem się - Chyba Żuet - poprawiłem go. W końcu byłem fryzem, wiec znałem język Francuski w stopniu umożliwiającym mi przedstawienie się, czy przeczytanie nazw sklepów, sprzedających dobre szampony aloesowe. Już, już miałem mu odburknąć coś na bezsensowną odpowiedź dotyczącą kim jest, gdy zostałem kompletnie zaskoczony jego deklaracją.
- Lubisz... lubisz być porywany? - zdziwiłem się. Mówił to na serio, czy to był taki żarcik? Nigdy nie byłem dobry w rozpoznawaniu takich rzeczy. Może rzeczywiście mi się trafił masochista? Podobno bywały takie konie.

Nagle poczułem, jak drań zaczął się pode mną ruszać. Było to... dziwne uczucie. Nie był pierwszym koniem, którego przyciskałem do ziemi, ale był od wszystkich pozostałych wyraźnie masywniejszy i silniejszy. Kwiknąłem z oburzenia, gdy silne wierzgnięcia zaczęły mną rzucać jak szatan. I ugryzłem go w szyję. A przynajmniej spróbowałem, bo sieć zatrzymała moje zęby - prawie jak średniowieczny kropierz czy hiszpański peto - koński strój ochronny, używany w trakcie corridy. Nie, nie pozwoliłem mu się zrzucić. Dalej miał ograniczony ruch i skute nogi... ale po kilku potężnych wierzgnięciach sam zdecydowałem się z niego zejść i szarpnąłem za sieć, próbując mu ją zdjąć z szyi na tyle, aby zapiąć mu na niej mocną obrożę, przykutą grubym łańcuchem do ściany. A następnie całkiem zdjąć mu siatkę, również z reszty ciała, co wcale nie było za łatwe.
- Mówi się dziękuję! - przypomniałem mu. Bo powinien być chyba wdzięczny za pomoc w uwolnieniu z sieci. W końcu sam się w nią zaplątał. Ja mu ją tylko zarzuciłem na grzbiet.
- To kim jesteś i co robiłeś na naszych terenach? - spytałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Lip 31, 2017 4:20 pm

Nasza krótka przepychanka widocznie zmęczyła fryza, mimo tego nie przestał się wymądrzać. Żeby poprawiać kogoś, gdy ten wymawia swoje imię. Przecież wiem jak się nazywam, przez bite cztery lata mówiono do mnie Juet. Losowy zlepek liter, całkowicie przypadkowy. Moi właściciele nie byli wykształceni, francuskiego nie znali na tyle dobrze by wprowadzać takie udziwnienia do mojej nazwy.
Ale wybaczam, praktycznie każdy mnie poprawia lub pyta się upewniając czy na pewno dobrze to mówię.
-Nie jestem francuzem, więc czyta się Juet.-wyjaśniłem przekręcając oczyma na znak zirytowania i znudzenia zaistniałą sytuacją. To pewnie nie ma sensu, poprawianie go, bo będzie mówił do mnie tak, jak jemu się zachce.
Zignorowałem pytanie, przecież całym sobą pokazywałem, że żartuję i to co się dzieje co najmniej lekko mi nie odpowiada. Dotknięcie w szyję, które miało być chyba ugryzieniem, ale nie wyszło. Zapięta obroża wydawała się być solidna, to wrażenie potęgował łańcuch, którego koniec był przyczepiony do ściany. Gdy sieć została ze mnie zdjęta natychmiast wstałem. Trochę pokracznie, szarpnąłem się do tyłu licząc, że albo rozerwę ogniwa łańcucha albo w ogóle wyrwę go ze ściany. Pewnie niewiele mi brakowało. Pocieszałem się, stojąc już spokojnie.
-Dziękuję.-odburknąłem bo faktycznie było za co.
Siłowałem się jeszcze kilka sekund z obrożą. Przekręcając głowę z nadzieją, że ta wyślizgnie się z uścisku, wysapałem.
-Już ci powiedziałem. Liczyłem tylko, że uprowadzi mnie jakaś ponętna klaczka, a nie....ty.-zaakcentowałem ostatnie słowo dziwnym tonem, jakby połączenie pogardy i jednocześnie podziwu, ukrytego pod warstwą udawanej obojętności.
Spiąłem grzbiet i nogi, machałem szaleńczo ogonem, stając niskiego dęba i próbując wyszarpnąć się. Jedynym efektem była zmierzwiona sierść na szyi, co zaraz może przerodzić się w nieprzyjemne otarcia. To oczywiście dla mnie nie problem, nie raz mimo ran i innych urazów byłem zaprzęgany i zabierany do roboty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Lip 31, 2017 5:29 pm

Spiorunowałem go wzrokiem, gdy ośmielił się mnie poprawić! Byłem jego właścicielem, więc nie powinien mi zwracać uwagi! Nie poprawia się Fryzów, które przecież wszystko wiedzą lepiej! A jego imię… dużo o nim mówiło. Musiał pochodzić z patologicznej rodziny jakichś zimnioków, w której rodzicie pili i mieli kompleksy. I dlatego wybrali imię jakieś takie światowe, obco brzmiące jak Żuet. A on sam, wstydząc się tego, twierdzi że imieniem jest Juet.
- Dobrze, że Twoi patologiczni rodzice nie nazwali Cię Brajanem. A jak nazwali siostrę? Pewnie Dżesika? – parsknąłem śmiechem.

Założyłem mu obrożę na szyję i zdjąłem z niego sieć, w odpowiedzi na co ogier natychmiast wstał. Uśmiechnąłem się, gdy mnie przeprosił. Czyli miał jednak elementarne wychowanie, co mogło dziwić w kontekście tego, że był jakimś patolem.
- Co? Co chciałeś przez to powiedzieć! – kwiknąłem oburzony. Przesadził! Stanowczo przesadził! – Sugerujesz, że nie jestem ponętny? Widziałeś kiedyś taką piękną, bujną i gęstą grzywę? – spytałem, zarzucając łbem. Niestety nie byliśmy na zewnątrz więc podmuch wiatru nie mógł jej rozwiać, ale sam ruch szyi powinien wystarczyć, aby dało się podziwiać jej niezaprzeczalne piękno. Żadna klacz, żaden ogier, nie byli tacy piękni jak ja! Ja byłem najpiękniejszy w całej krainie! Uwielbiałem spędzać czas na pielęgnacji swojej grzywy i na podziwianiu swojego odbicia w lustrze wody.

Zadrżałem widząc, jak ogier staje niskiego dęba, próbując się uwolnić. Łańcuch napiął się, zgrzytnął nieprzyjemnie, ale wytrzymał. Niby wszystko było w porządku i święcie wierzyłem, że łańcuchy, obroża, kajdany i kaganiec powinny wytrzymać, ale i tak zacząłem wpadać w panikę.
- Ej! Nie rób tak! Nie wolno! Spokój! Jesteś moim więźniem! I masz być posłuszny! – wydarłem się na niego, doskakując do niego i próbując go ugryźć w łopatkę, by mu dobitnie dać znać, że takie zachowanie nie będzie tolerowane. Ostrzeżenie wystarczyło? Miałem nadzieję, że tak, bo inaczej musiałbym podjąć inne kroki, aby go mocniej unieruchomić. Widziałem, jaki jest duży i silny, więc tym bardziej nie chciałem, by taka wielka, kara bestia się uwolniła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Lip 31, 2017 6:50 pm

Uwagi co do mojego imienia, pochodzenia, rodziny były niesłuszne, przynajmniej nie całkowicie. Powiedzenie, że zraniły moje biedne, wielkie serducho to za dużo, ale tego typu przytyki są według mnie poniżej pasa. Dlatego z godnością dżentelmena zbyłem jego zaczepkę prychnięciem wyrażającym moją wyższość i obojętność na takie obraźliwe rzeczy. Odwróciłem tym samym łeb od niego w akcie strzelenia focha.

W trakcie szarpania ignorowałem Espilca, byłem zbyt zajęty uwalnianiem się. Ten musiał być z tego powodu niezadowolony gdyż przypomniał o sobie poprzez ugryzienie. Na ten atak odskoczyłem nieco w bok, tylko trochę, pamiętałem o kajdanach i starałem się wykonywać oszczędne ruchy by nie upaść. W odpowiedzi machnąłem mocno wielką głową, starając się uderzyć tudzież odepchnąć ogiera. Może i uszczypnąć go nie mogłem przez kaganiec, ale łeb mam dość twardy.
- Wszechwiedząca Savillo jak dopuściłaś do powstania czegoś takiego?-szepnąłem, zrozumiale tylko dla mnie, unosząc oczy ku niebu, które w tej chwili przybrało postać kamiennego sufitu.
Postanowiłem trochę się podroczyć z towarzyszem.
-Bo co mi zrobisz?-zapytałem i nie czekając na odpowiedź kontynuowałem- Jesteś słaby, nie masz ze mną szans, zaraz się uwolnię a wtedy wolałbym nie być w twojej skórze.-zagroziłem poważnym głosem, dla efektu kuląc uszy i patrząc się nachalnie na tego chłystka. Podszedłem do niego na tyle na ile pozwalał mi łańcuch. Parsknąłem butnie, mierząc go wzrokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Lip 31, 2017 7:14 pm

Trochę mnie rozczarował ten jego brak reakcji. Spodziewałem się, że się wkurzy, ale ten… nic nie powiedział. Nie zaprzeczył, czyli miałem rację. Ale również się nie burzył – czyli był z tym pogodzony? Cóż, najwyżej później spróbuję podążyć temat. Lubiłem obrażać i denerwować inne konie? Chyba tak. A dlaczego to robiłem? Może dawało mi to poczucie wyższości nad nim? Chyba w pewnym sensie tak. Lubiłem się czuć lepszy, piękniejszy, ważniejszy od innych. I lubiłem czuć, że mam nad nim pełnię władzy. Było w tym coś złego? Ja tego tak nie odbierałem.

Doskoczyłem do ogiera gryząc go, mając nadzieję, że dzięki temu uda mi się go spacyfikować i zmusić do posłuszeństwa. Niestety chyba nie za wiele to pomogło, bo ten rąbnął mnie swoim wielkim łbem, odrzucając mnie od siebie. Kwiknąłem z bólu, odskakując do tyłu o krok, by ten nie ponowił ataku. Położyłem uszy po sobie, piorunując go wzrokiem. Savillo? Nie miałem pojęcia co to jest i o co mu chodziło. A obecnie to nie miałem czasu nawet o to zapytać. Zażądałem, by był posłuszny… a ten zamiast się zgodzić i mnie przeprosić, zaczął mi grozić.
- Ja Ci… ja Ci… – próbowałem coś powiedzieć, ale nic mi nie przychodziło do głowy – Wcale nie jestem slaby! – zaprotestowałem, po czym gwałtownie umilknąłem słysząc groźbę. I zacząłem przerażony się cofać, widząc że ten kuli uszy i do mnie podchodzić. Bałem się go! Cholernie się go bałem! A groźba uwolnienia się karej bestii… przerażała mnie. Nie mogłem! Nie mogłem mu na to pozwolić! Musiałem działać korzystając z tego, że miał skute przednie i zadnie nogi. Ale postanowienie, podjęcie decyzji to jedno, a przejście do działania to coś innego. Dopiero po chwili się na to zdecydowałem. Chwyciłem jakieś łańcuchy zakończone okowami i dopadłem do jego prawej przedniej nogi, próbując zapiąć na niej okowy, by drugi koniec krótkiego łańcucha przymocować do pierścienia wystającego z posadzki. Udało mi się? Z jednej strony to, że drań miał nogi skute kajdanami ułatwiało mi zadanie a jemu utrudniało wymachiwanie nimi, a z drugiej… więzień był naprawdę silny. Jeśli w końcu dałem radę, to tak samo próbowałem postąpić z jego drugą przednią nogą a w razie sukcesu z oboma zadnimi, oczywiście podchodząc do nich z boku, aby kopniaka nie zarobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Lip 31, 2017 9:11 pm

Nie cierpię takich przeciwników jakim on jest. Tchórzliwy, bez przerwy ucieka, wycofuje się, ale z drugiej strony zachowuje trzeźwość umysłu i gdy ty myślisz, że to koniec on układa plan jak cię pokonać i jest gotowy zaatakować bez zapowiedzi. Ze stanu przerażenia przejść we wściekłość.
Otoczenie również nie działało na moją korzyść. Żelastwo w postaci kajdan, łańcuchów, noży i innych dziwnie wyglądających narzędzi walało się wszędzie po ziemi.
Wybiłem się przodem w górę, mimo szarpnięcia obroży, machnąłem nogami. Jednak nie zapewniło mi to wolności. Prawa noga została ozdobiona metalem. Jestem ciężki, a im cięższy jesteś tym bardziej grawitacja cię przyciąga. Moment lądowania wykorzystany został przez fryza, jeszcze zanim kopyta dotknęły ziemi byłem przykuty do posadzki.
Odskoczenie w tył, pociągnięcie za uwięzioną nogę, upadek zadem. Szkoda, że fryz tam nie leżał, gdybym na nim wylądował było by po problemie. Nim wstałem obie nogi były już skute.
Tylnych nie oddam za nić. To moja jedyna deska ratunku.
W miarę podchodzenia do mnie ogiera ja odchodziłem od niego, krążąc tak dookoła siebie. Wkrótce łańcuchy przednich kończyn, jak i one same, zaczęły mi się plątać. To może w drugą stronę. Ustawiłem się bardziej zadem do Espilca. Teraz łatwiej będzie go kopnąć. Kilku wierzgnięciom wtórowało głośne rżenie, jak w trakcie prawdziwej walki dwóch ogierów o dominację w stadzie.
Wiedziałem, że nie mam zbytnio jak walczyć, a ten tu się nie podda dopóki nie będzie pewny, że nie będę miał jak go atakować.
-No choć tu...-zachęcałem-Chyba się mnie nie boisz, co?-zadrwiłem z niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Lip 31, 2017 9:32 pm

Miałem plan. Może niezbyt skomplikowany i rozbudowany, ale podobno proste plany sprawdzają się lepiej, gdyż mniej rzeczy może w nich nie wyjść. A brzmiał on: skuć ogiera a później się postanowi co dalej. Rzuciłem się na jego przednią nogę i mimo, że ten próbował dębować, to najpierw zapiąłem okowy na niej a następnie drugi koniec łańcucha przymocowałem do posadzki. Druga przednia noga została jeszcze prościej przykuta, gdy wykorzystałem jego upadek. Rzuciłem się na jego zadnie kończny… ale niestety z nimi nie poszło mi tak łatwo. Za każdym razem, jak próbowałem się zbliżać, ten odwracał się tyłem i prał z zadu. Widziałem, ile ma siły w nogach. Głośny dźwięk rżenia i uderzania kopytami o posadzkę prawie mnie ogłuszył. Miałem wrażenie, że w momencie gdy jego ciężkie kopyta lądowały na posadzce, to cała Sala Tortur się trzęsła. I może rzeczywiście tak było? A ja… ja nie wiedziałem, co zrobić.
- Wcale się Ciebie nie boję! – skłamałem niepewnym tonem, dla odmiany biorąc jakiś sznur, na którego końcu zrobiłem pętlę. Zacząłem się ponownie zbliżać do ogiera. Znowu starał się kopać? Jeśli stał spokojnie, to bez większych problemów powinienem przykuć nogę do posadzki. Jeśli jednak kopał, to spróbowałem narzucić to prowizoryczne lasso na którąś z jego nóg, gdy była w powietrzu. Jeśli mi się udało, to zacząłem obchodzić ogiera szerokim łukiem, aby linę przywiązać gdzieś przed nim, lekko ją napinając, by ogier nie był w stanie wyrzucać tej nogi w tył, co mu praktycznie uniemożliwiało kopanie czy wierzganie. I jeśli mi się udało, to spróbowałem ją przykuć okowami i łańcuchami do posadzki. A w razie sukcesu z drugą zadnią nogą nie powinno być problemu, skoro była skuta kajdanami z przykutą już nogę, więc ją również spróbowałem przymocować do posadzki łańcuchami i okowami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Lip 31, 2017 10:32 pm

Jestem dość wytrzymały, ale to ciągłe, bezsensowne szarpanie się, wierzganie nieodnoszące żadnych długotrwałych rezultatów powoli zaczynało mnie męczyć.
Skute przednie nogi, obroża z łańcuchem jak u psa. Nie wygląda to dobrze, nie powinienem był mu folgować na początku. Płakanie nad rozlanym mlekiem nie ma żadnego sensu dlatego zabrałem się do roboty.
Tym razem ogier pokusił się na lżejszą i cichszą broń. Sznur z pętlą znalazł się na mojej tylnej nodze zanim zobaczyłem, że ogier trzyma ją w pysku. Starałem się zrzucić linę z pęciny albo wyrwać ją fryzowi, przerwać, cokolwiek. Nie udało się. Szorstki sznur nisko przywiązany do metalowej obręczy w ścianie praktycznie uniemożliwił mi ruszanie nogą. Pff, żeby tylko jedną. Dwoma!! Co za irytujący facet. Wie co robi. Podskakiwałem zadem gdy próbował mi skuć ostatnią z wolnych nóg. Nie dało to wiele, ponieważ z każdym skokiem plątałem linę i pogarszałem swoją sytuację. Stojący teraz na środku Sali Tortur, prawie tonowy koń, czyli ja, był totalnie bezbronny. Znaczy mogę chlastać ogonem na boki, ale co to niby da? Mogłem się poruszać w miejscu o mniej niż pół metra w przód lub tył. Jedno było pewne...daleko w tym stanie nie pobiegnę.
Położyłem uszy i schyliłem łeb prawie do ziemi. Gęsta grzywa spłynęła mi na czoło, patrzyłem od dołu na karego. Słabego, narcystycznego, egoistycznego karego, który jeszcze przed chwilą drżał pod wpływem mojego wzroku. Obserwowałem go gniewnymi oczyma, głośno dysząc i parskając, gdyż był to jedyny sposób na pozbycie się frustracji z mojego wnętrza. Spokojnie, tylko spokojnie. Nie marnuj niepotrzebnie energii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Lip 31, 2017 10:52 pm

Zarzuciłem mu pętlę na zadnią nogę, na co ten zareagował machaniem nią. Szybko doskoczyłem do ściany, przywiązując sznur do obręczy wychodzącej z muru, co na tyle unieruchomiło jego potężną kończynę, że w końcu dałem radę przykuć ją do posadzki. A gdy z nią się uporałem, to druga była sporo łatwiejsza, skoro była przykuta kajdanami do tej pierwszej. Gdy mi i ją udało się przykuć, to pierwsze co zrobiłem, to odszedłem kilka metrów od więźnia… i po prostu się położyłem na ziemi. Byłem całkowicie styrany. Ja nie miałem takiej kondycji jak on. Ciężko dyszałem, byłem cały spocony i potrzebowałem dobrych pięciu minut, by odpocząć na tyle, by być w stanie powstać. A wtedy… wtedy uśmiechnąłem się szeroko do mojego więźnia, który miał przykute wszystkie cztery nogi do posadzki, kaganiec na pysku a obrożą i łańcuchem był przymocowany do ściany. I do najbardziej zadowolonych nie należał, co dało się domyślić po tym, jak bardzo się szczurzył.
- Oj Żuet, coś Ci humorek nie dopisuje – zauważyłem rozbawionym tonem. Owszem, jeszcze chwilę temu się go bałem… a nawet dalej budził we mnie pewien strach, tym swoim spojrzeniem, głośnym dyszeniem i parskaniem. Ale skuty już nie wydawał się taki groźny.
- Widzisz? Niepotrzebnie Cię tak rzucałeś. Jesteś teraz mój. Skuty, słaby, bezbronny – napawałem się władzą nad nim. Podszedłem bliżej do niego od boku, gdzieś tak w połowie jego długości, by nie próbował rzucać głową. W końcu już raz od niego oberwałem. Lekko uszczypnąłem go w łopatkę, by mu pokazać, że mam nad nim pełnię władzy. W końcu mogłem mu się spokojnie przypatrzeć z bliska, uważnie mu się przypatrując.
- To powiedz mi, skąd się wziąłeś na naszych terenach? – spytałem – I kim w ogóle jesteś Żuecie? Gdzieś ty się nabawił takiej muskulatury? Wyglądasz jak jakiś koń od wozu – parsknąłem z pogardą, wodząc pyskiem po jego boku a następnie podszczypując go po umięśnionym zadzie. Z jednej strony gardziłem takimi silnymi końmi, bo ich budowa zdradzała, że były jakimiś zimniokami pracującymi fizycznie, a nie szlachetnymi Fryzami, całymi dniami zajmującymi się wyższymi celami takimi jak na przykład pielęgnacja grzywy. Ale z drugiej strony… on mi się w pewien sposób podobał. Taki silny i potężny. Na swój sposób był fascynujący.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 1:01 am

Patrzyłem na niego tym wzrokiem gdy leżał. Uśmiechał się jak szaleniec, który właśnie złapał w pułapkę bezbronnego szczura. Zdziwiło mnie, że tak szybko się zmęczył. Po jego wyglądzie myślałem, iż pod, jak widać grubą, warstwą tłuszczu skrywają się jednak jakieś mięśnie. A tu? Słaby. Przyjrzałem mu się bardziej. Zadbana sierść, piękna grzywa, zawyżona samoocena. Zamiast ćwiczyć, czy chociaż wybrać się na spacer ten pewnie tylko siedział przed lustrem i mówił do odbicia "Jaki ty jesteś piękny." Laluś. Dziwny laluś. Skoro obchodzi go tylko wygląd jaki ma cel w porywaniu i więzieniu koni? Znaczy to, że klacze porywa, bo tak pewnie robi, to rozumiem, ale po kiego mu ogier. Tylko się spoci i poczochra grzywę.
Wiedziałem, że tak będzie.
-Jestem Juet.-poprawiłem go-Kiedy to zapamiętasz Espicle?-zapytałem retorycznie.
Skoro on mi nadaje inne imię, to ja jemu też mogę. Chyba wraz z unieruchomieniem mnie zaczął tracić respekt do mojej osoby, trzeba to jak najszybciej naprawić. Bezzwłocznie. Stwierdziłem to po tym jak ten nietaktowny arogant uszczypnął mnie gdy ja nie mogłem go ani kopnąć, ani ugryźć. Nawet zwykłe odepchnięcie, uderzenie łbem nie wchodziło w grę. Nie jestem aż tak giętki. Może tym razem odpowiem prawdę, co mi szkodzi?
-Nie wiedziałem, że to są wasze tereny. Zwyczajnie wybrałem się na spacer.-to nie było kłamstwo, ale stuprocentową prawdą też tego nie można nazwać.-Masz rację, dużo pracowałem, ale co może o tym wiedzieć taki delikatny piękniś jak ty.-wyjawiłem prawdę i zarazem opinię o ogierze. Nie czułem się gorszy z powodu mojej przeszłości.
Jego dotyk był...dziwny. Zbyt delikatny jak na tortury, no i nie pamiętam, żeby jakikolwiek ogier dotykał w ten sposób innego samca. Cóż różne są kultury i szkoły wychowania, poza tym, jak stwierdziłem wcześniej on może mieć jakieś problemy natury psychicznej. Machnąłem ogonem by odgonić od siebie narcyza. Przestępowałem z nogi na nogę, w końcu zirytowany bezsilnością mocno przysiadłem na zadzie i odbiłem się przodem. Nie było to tak spektakularne stanie dęba jak wcześniej, w sumie tego nie można było nawet nazwać dębem. Ot krótkie odbicie od ziemi na wysokość może dwudziestu centymetrów. Przyciągnąłem przednie kończyny  pod siebie, znaczy tak to miało wyjść. Nie wyszło. Wylądowawszy wierzgnąłem tyłem. Jedynym rezultatem było nic. Jedne wielkie nic. Przez duże "N". Może wywołałem w nim resztkę strachu przede mną? Patrzyłem na niego. Ładny był. Taka przystojniejsza, bardziej zadbana i lżejsza wersja mnie. A może to ja jestem brzydszą, cięższą wersją jego? Można w dwie strony, jak kto chce. I tak nie mogłem uciec od jego bliskości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 11:05 am

Słysząc, jak ogier mnie poprawia, przewróciłem oczami.
- Chyba lepiej wiem, jak wymawia się Twoje imię! Zresztą… zresztą jesteś moim więźniem. I mogę cię nazywać, jak tylko chcę! – parsknąłem z irytacją a następnie położyłem uszy po sobie – Espilce! Jestem Espilce! Chyba Ci mówiłem! – prychnąłem. Czy on… czy on niechcący pomylił imię? Czy zrobił to specjalnie? Zmrużyłem oczy, przypatrując mu się uważnie. Ale chyba… chyba nie ośmieliłby się tego zrobić?

Wytłumaczenie powodu przebywania na naszych terenach nie było jakieś zaskakujące. Powiedziałbym nawet, że dość typowe i oklepane.
- Wiesz o tym, że nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania? – upewniłem się – A nasze zasady mówią, że intruz może zostać schwytany, a wtedy staje się własnością porywacza, który ma prawo z nim zrobić, co tylko chce – wyjaśniłem mu. I… i zdziwiłem się, gdy ten przyznał, że dużo pracował. Spodziewałem się raczej, że będzie próbował ukrywać taką hańbiącą przyszłość. Skoro jeśli się miało nadwagę to można było twierdzić, że to „genetyczne” albo „kwestia grubych kości” lub zwyczajnie jakaś „choroba” a wcale, ale to wcale nie lenistwo, awersja do ruchu, słaba wola i skłonność do obżarstwa, to może zbytnie umięśnienie też można było jakoś tak tłumaczyć? W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
- Czyli byłeś… niewolnikiem? – upewniłem się, bo to przecież oczywiste. Nikt z własnej woli nie wykonywałby żadnych męczących, fizycznych czynności przez długi czas. A takie było konieczne, aby dorobić się takich mięśni, jakie on miał – A skoro byłeś niewolnikiem… to dlaczego chodziłeś po naszych terenach? Uciekłeś? – domyśliłem się – Ale nie martw się. Ode mnie nie uciekniesz, a dobry, silny niewolnik mi się przyda – oznajmiłem mu, uśmiechając się triumfalnie. Tak, kogoś takiego mi trzeba było!
- Delikatny piękniś? – powtórzyłem z wahaniem, zastanawiając się, czy to pochwała czy obraza. W sumie nie byłem pewien – zwykle to określenie było używane przez brzydkie konie, które były zazdrosne o moją grzywę i miały straszny ból zadu o to, że ich uwłosienie nie było takie bujne i gęste jak moje – Tak, ja jestem Pięknym, Szlachetnym Fryzem Stworzonym Do Wyższych Celów. Ja nie muszę pracować fizycznie jak jakiś zimniok – prychnąłem zgodnie z prawdą – Od czynności fizycznych mam takich niewolników jak ty – oznajmiłem mu, podszczypując go po umięśnionym zadzie, na co ten machnąłem ogonem, zmuszając mnie do cofnięcia się. Już miałem mu coś powiedzieć, gdy ten nagle przysiadł na zadzie i odbił się przodem. Szybko co prawda został zatrzymany przez łańcuchy, ale wcale mi się nie podobało takie jawne okazywanie mi nieposłuszeństwa.
- Spokój! Stój grzecznie! – rozkazałem mu, doskakując do niego i gryząc go dość mocno w bok. Tak, by go zabolało, ale nie do krwi. W końcu miał być moim niewolnikiem, więc lepiej by się nie wykrwawił.
- Co? Zapomniałeś już, jak to jest być posłusznym niewolnikiem? Na bunty Ci się zbiera? Myślisz, że możesz zwiać? Nie! Jesteś teraz mój i masz się słuchać! – zarżałem głośno. Chwyciłem za łańcuch od jego obroży i próbowałem go ciaśniej przymocować do pierścienia wychodzącego ze ściany, by tak łbem nie mógł machać. Niezależnie, czy mi się udało, to ugryzłem go w szyję w ramach napomnienia.
- Będziesz się buntował, to będziesz obrywał! Będziesz posłuszny to będziesz lepiej traktowany! – parsknąłem – Twój wybór - dodałem. Taką wielką, karą bestię trzeba było trzymać krótko! Musiał się mnie słuchać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 2:36 pm

Na co mu taki silny niewolnik jak ja? Mam mu piramidy budować?
Od początku było widać z jakim stanie jest ogier. Można by rzec, że w idealnym. Choć jak powszechnie wiadomo, nawet jeśli jesteś najpiękniejszy ze wszystkich, ale masz okropny charakter, nikt cię nie zechce. Jedyną osobą z jaką on może się dogadać jest pewnie jego odbicie w lustrze, które i tak z chęcią by porwał, uwięził i zmusił do prawienia mu komplementów.
Moja tężyzna fizyczna, z której jestem dumny, gdyż często budzę strach i respekt bez wysiłku, była chyba uważana prze Espilca za wadę, defekt, coś czym nie należy się chwalić, a ukrywać przed innymi. Śmieszne schowaj tonę mięsa przed innymi i zastopuj genetyczną, mocną budowę. Nawet gdybym cały czas się lenił, a nieliczne ćwiczenia wykonywał tylko po to by mi mięśnie nie zanikły, byłbym duży.
Końska skóra jest bardzo wrażliwa, latem gdy usiądzie na niej mucha łatwo to wyczuć i poprzez drganie mięśni odgonić ją. Skoro więc czujemy dotyk takiego maleństwa co mam powiedzieć o wielkich, twardych zębach wbijających mi się w brzuch. Zabolało. Spiąłem mięśnie w tamtym miejscu odskakując w bok. Łańcuchy pociągnęły mnie z powrotem ku ziemi. Tak długo jak nie zegnę kończyn szansa na wywalenie się będzie znikoma. Będę jak lalka na sztywnych nogach, gdy przechyli się zbytnio w lewo, krótkie więzy po prawej przytrzymają ją.
Patrzyłem na fryza jak podchodzi do ściany, do której jest przyczepiony łańcuch mej obroży. Nawet się zaparłem nieco, uniosłem łeb, jakoś nie pomogło. Stawiałem opór, ale już po chwili stałem z obolałą szyją mocno wyciągniętą przede mnie. Nie cofnę się bo nie mam jak, w przód nie podejdę, bo skute nogi. On to miał zaplanowane od początku, czy podejmuje tak bardzo dobre i spontaniczne decyzje? W sumie im bardziej unieruchomiony jestem ty więcej ma czasu na myślenie.
-Co ja poradzę?-zapytałem szarpiąc głową lekko.-Ja mam taką buntowniczą naturę.-uśmiechnąłem się z przekąsem, wlepiając ślepia w długowłosego kolegę. Gdybym mógł poruszałbym porozumiewawczo brwiami, ale jako koń nie mam tej opcji.
Nigdy nie trać twarzy ani optymizmu. Kto wie może zaraz łańcuchy w jakiś magiczny sposób rozerwą się, a z nieba zstąpi wróżka i da ci worek złota za twoją odwagę. Warto wierzyć choćby w takie głupoty by polepszyć sobie humor.
Być mu posłusznym czy nie być? Oto jest pytanie, którego się obawiałem. Szybka analiza tego co mogę zrobić w takiej sytuacji, podjęcie decyzji, wykreowanie planu B. Chyba zostanę grzeczny. Jeśli będę nieposłuszny, Espi przykuje mi tylne nogi do ziemi i i tak będę musiał robić to co on chce, a grzeczny zachowuję szansę na jako tako wolność tylnych kończyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 3:08 pm

Doskoczyłem do ogiera, gryząc go w bok w ramach ostrzeżenia… bolesnego ostrzeżenia. Oczywiście więzień próbował odskoczyć, ale przytrzymywany przez łańcuchy nie mógł się za daleko odsunąć. Mocniej naciągnąłem łańcuch, ale widząc, że kary ma głowę wysuniętą mocno do przodu, trochę go zluzowałem. Tak by mógł stać swobodnie, z głową trzymaną naturalnie, ale nie był w stanie ją obrócić czy cofnąć. Chociaż oczywiście w dalszym ciągu mógł ją spokojnie opuścić do przednich nóg czy podnieść w górę.
- Buntowniczą naturę? – parsknąłem z pogardą – Nie martw się… ja Ci już ją naprostuję – obiecałem mu, uśmiechając się do niego złowieszczo i przyglądając mu się uważnie – Będziesz grzecznym, posłusznym niewolnikiem. A nie jakimś tak buntownikiem! – zapowiedziałem mu, wodząc chrapami po jego grubej szyi by go na końcu lekko w nią uszczypnąć. Zerknąłem ponownie na jego nogi – przednie i zadnie miał przykute łańcuchami do posadzki, co powodowało, że był raczej bezbronny. Uśmiechnąłem się triumfalnie.
- Widzisz? Mimo Twoich żałosnych prób buntu i tak Cię złapałem – oznajmiłem mu, wodząc chrapami po jego łopatce a następnie klatce piersiowej, podziwiając jego muskulaturę. Owszem, była skazą na wyglądzie i źle świadczyła o danym koniu, ale mimo wszystko była pożądana u niewolników – Silny jesteś. To jak długo byłeś niewolnikiem, czym się zajmowałeś i jak Ci się udało uciec? – dopytywałem, wodząc pyskiem po jego lewym boku, od czasu do czasu go podszczypując – gównie po to, by mu zademonstrować, że jeślibym chciał, to mógłbym go ugryźć znacznie mocniej. Tak, musiałem przyznać, że ogier robił wrażenie siłą, masą, wytrzymałością i uporem. Ale... ale i tak dałem sobie z nim radę. I byłem pewien, że bez problemu go złamię, stłamszę, zmuszę do służenia sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 3:59 pm

To jest zawsze stres, poznajesz nową osobę, nie wiesz do czego jest zdolna, jakie ma słabości. A jeszcze jak ta próbuje ci wmówić, że zrobiłeś coś nie tak i nie dopuszcza do siebie żadnych usprawiedliwień.
Miałem ochotę mu podziękować, za poluźnienie łańcucha, ale skoro się nie upomniał o to, to po co mam to robić. Jak nie muszę to nie będę dawał tu tej satysfakcji, że już sam z siebie jestem dla niego miły słowami.
Nie podobał mi się jego uśmiech mieszanka szaleństwa, groźby i poczucia pełnej władzy. Jego wzrok również był nie na miejscu, zbyt nachalny bym czuł się z nim dobrze, jakby mnie studiował, niczym rentgenem zaglądał w moje wnętrze. Spiąłem się na ugryzienie, próbowałem się od niego odsunąć, ale od razu przypomniałem sobie, że nie mam szans na ucieczkę. Z chęcią odwdzięczyłbym się czymś podobnym, lecz kaganiec, delikatnie mówiąc, nieco przeszkadza. Może później poproszę o jego zdjęcie.
Zauważyłem, że fryz w znacznym stopniu się zabezpiecza przed moim atakiem. Mocno zapięty namordnik, skute mnóstwem żelaza nogi, za mocno naciągnięty łańcuch na początku. Nie jest najwidoczniej lekkomyślny i nie ignoruje siły przeciwnika. To właśnie mnie zgubiło, powinienem był od początku na niego uważać, zamiast traktować z litością.
-Widzę i gratuluję, nie każdemu się to udaje.-Tyle, że ja sam ci się podłożyłem i poza tobą nikt tego nie próbował. Nie świadczyło to o mnie dobrze, już pierwsza osoba, która postanowiła mnie porwać odniosła sukces. Statystycznie to jest sto procent. Wyszczerzyłem się sztucznie, gratulując. Pokazywałem całym sobą, że jestem w nie najlepszym nastroju.
-Nie byłem niczyim niewolnikiem-parsknąłem w odpowiedzi na uszczypnięcie.
Zastanawiałem się jak ładnie ubrać w słowa to, że byłem samotną sierotą mieszkającą w lesie i odkąd pamiętam wywoziłem z niego drewno na opał, lub cały dzień harowałem jak wół ciągnąc pług, a gdy stałem się bezużyteczny miałem pójść na rzeź. Jakkolwiek byś nie kombinował ładna historia to nie będzie. Może więc okroję ją z kilku szczegółów, w końcu po co mu te informacje.
-Jestem silny z natury, do tego pomagałem wozić drewno.-ominąłem nieznacznie temat pracy-Po prostu kiedy uznałem, że już mi się nie chce pracować, uciekłem.-skłamałem na całej linii. Kary musiałby być niesamowitym głupcem jeśli uwierzył w tę historyjkę. Kto go wie, może daruje sobie dalsze wypytywanie.
Chciałem się jakoś szarpnąć, jednak cały czas tłumiłem tego typu potrzeby, bo nie było sensu ich spełniać. Delikatne podskubywanie...może on lubi tak się pastwić nad innymi. Najpierw jest miło i lekko a potem chaps!... masz dziurę w boku i ślad po zębach. Oh..ale bym się obrócił i użarł go w zad, może wtedy by się zastanowił nad swoim postępowaniem i to z kim zadziera. Cały czas machałem ogonem w miarę swobodnie. Jeśli ten się zbliży może uda mi się go strzelić. Tylko, żeby mi go nie uciął, przydaje się w trakcie upałów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 4:46 pm

Wpatrywałem się łakomym wzrokiem w ogiera, który był moim niewolnikiem, moją własnością, całkowicie należącym do mnie, z którym mogłem zrobić, co tylko chciałem. Uwielbiałem to poczucie władzy, którą miałem nad nim i nad każdym innych schwytanym koniem. W takich momentach czułem się lepszy, silniejszy, ważniejszy. To dowodziło moją wartość. Było to wspaniałe, niezapomniane uczucie, które mnie zawsze zachwycało, by nie powiedzieć, że podniecało. Rozpromieniłem się, słysząc gratulację. Zawsze byłem niesamowicie łasy na wszelkie komplementy i pochwały.
- Mi się udaje. Nawet nie wiesz, ile koni dałem już radę schwytać – pochwaliłem się zgodnie z prawdą. Oczywiście wolałem nie dodawać, że większość mi zwiała, przy okazji mocno mnie kiereszując. Bo to były takie tam techniczne szczegóły, o których nie warto było wspominać – Ale wydaje mi się, że jesteś jednym z większych, masywniejszych i silniejszych – zwierzyłem się. Miałem dobry humor, więc nagle zrobiłem się rozmowniejszy – Wiesz, zwykle porywam klacze, bo zwykle są łatwiejsze i grzeczniejsze. A ogiery… zwykle są trudniejsze: agresywne, dominujące, silniejsze, bardziej nieustępliwe – wyjaśniałem mu, po czym zawahałem się, że może nie powinienem mu tego mówić – Ale oczywiście z każdym sobie poradziłem – dodałem, odrobinę za szybko, co mogło sprawiać wrażenie, że nie było to całkiem szczere.

- Nie byłeś niewolnikiem? – zdziwiłem się. Ta deklaracja mnie zaskoczyła – Pomagałeś wozić drewno? Tak… sam z siebie? Nie byłeś do tego zmuszany? Nikt Cię nie skuł, nie uderzał batem i nie kazał pracować? To… to czemu to robiłeś? – dopytywałem, bo nie mieściło mi się we łbie, że ktokolwiek był w stanie takie rzeczy robić z dobroci serca – A skoro nie musiałeś pracować to czemu „uciekłeś” a nie „odszedłeś”? Słowo „uciekłeś” sugeruje, że przed kimś, wbrew jego woli – wypomniałem mu, wodząc chrapami po jego boku i od czasu do czasu go podskubując. Coś mi w tej historii nie do końca pasowało. Miałem wrażenie, że ogier mnie okłamuje. Pewnie był niewolnikiem, a teraz tę historię wymyślił na poczekaniu! Byłem tego niemalże pewien!
- Muszę przyznać, że tak silnego i umięśnionego konia nie widziałem – pochwaliłem go, wodząc pyskiem, bo jego umięśnionym udzie, kierując się w dół po nodze i kończąc na pęcinie, na której były zakute okowy przyczepione łańcuchem do posadzki – Miałem szczęście, że udało mi się Ciebie schwytać – stwierdziłem mimochodem, wodząc po jego boku, idąc wzdłuż niego a następnie przejeżdżając pyskiem po jego szyi, gdzie go uszczypnąłem, by nie czuł się zbyt pewnie.
- Nawet mi się podobasz… mimo tego umięśnienia… a może z jego powodu? – zastanawiałem się na głos. Wyciągnąłem łeb w górę, próbując chwycić jego ucho w pysk, by je delikatnie wymemłać a na końcu je wypluć – Gdybyś byś klaczą… to… to inaczej byśmy się pobawili – dodałem, uśmiechając się do niego łakomie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 6:47 pm

Westchnąłem ciężko. Pan detektyw się znalazł, łapie za słówka i zmusza do mówienia tego co on chce. Zachowawszy jednak spokój stałem tam sobie cierpliwie znosząc jego obmacywanie i gryzienie. Czas nakłamać jeszcze trochę.
-Lubię pracę, wyrabia charakter i rzeźbi ciało.-odpowiedziałem.
Mówiłem szczerze bo tyranie w upalne dni, pocenie się a później miły odpoczynek w cieniu leśniczówki było naprawdę czystą przyjemnością. Brakowało tylko towarzystwa jakiejś pięknej, młodej damy. A właśnie, tak swoją drogą ciekawe ile on ma lat. Nie wygląda staro i ma w sobie trochę młodzieńczego wigoru. Mój rówieśnik, może nawet młodszy.
-Oczywiście, że to było wbrew ich woli.-obruszyłem się nieco, że niby jakiś rolnik pozwoliłby na stracenie tak pracowitego zwierzęcia jakim ja jestem.-Ktoś kogo uważasz za swoją własność i jest ci potrzebny pragnie odejść. Pozwalasz mu?-zapytałem nie oczekując od niego odpowiedzi, bo ta była oczywista.
Gdy zjeżdżał chrapami po mojej nodze powstrzymałem się resztkami samokontroli przed uderzeniem go ogonem, rozcięciu jego skóry, mięśni aż do kości. Aż takich obrażeń obrażeń bym oczywiście nie zadał, bom jest łaskawy koń, ale pomarzyć mi nikt nie zabroni.
Niesamowicie fascynowało mnie to jak bardzo ogier chciał pokazać swoją dominację, ciągłe podgryzanie już przestało mi przeszkadzać. Służyło mi nawet za prowizoryczny masaż. Oczywiście krzywiłem się przy tym nieco, bo przypominało ugryzienia owada. Wielkiego, otłuszczonego owada. Odchyliłem nieco łeb na bok, na tyle na ile mogłem, czyli prawie w ogóle, gdy dorwał się do mojej szyi, skoro nie mogłem odejść to chociaż łeb postaram się trzymać z dala.
Czy on specjalnie mówi takie zawstydzające rzeczy na głos czy mu się po prostu wymsknęło.
Robi to z premedytacją inaczej by się speszył, wycofał próbował tłumaczyć.
Jego pysk zmierzający do czubka mojego czerepu sprawił, że starałem się uniknąć tego kontaktu. Jako typowy koń pociągowy jestem duży, wysoki w kłębie, szyję natomiast mam nie długą, lecz nadal proporcjonalną. Moje ucho zostało pochwycone przez wargi Espilca i brutalnie potraktowane jego śliną. Gdy już puścił wzdrygnąłem się. Moje biedne ucho. Choć taka delikatna, niehigieniczna pieszczota była wspaniała.
Jego uśmiech i to co powiedział mnie zamurowało. Patrzyłem na niego zaskoczony i nie kryjąc zdezorientowania odchrząknąłem.
-Cóż..-zaciąłem się chwilowo-Dziękuję za komplement?-odpowiedziałem tak jak bym pytał. Niepewny o co konkretnie chodzi ogierowi, zostałem przez niego strasznie speszony. Patrzcie koń jak dąb a jak mu powiesz coś miłego to zachowuje się jak młodziutka klaczka w trakcie zalotów. Muszę przyznać, iż fryz miał znacznie ciekawszą i bardziej złożoną osobowość niż myślałem wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 7:12 pm

Wodziłem chrapami po jego ciele, od czasu do czasu go podgryzając i słuchając jego słów. Oczywiście, że w nie wierzyłem! Było kompletnie niezgodne z moim światopoglądem. Jak można było lubić pracę? Jak można było wierzyć, że ktoś może lubić pracę? Jak można było wierzyć, że ktoś może wierzyć, ze ktoś lubi prace? Nie, to mi się kompletnie we łbie nie mieściło! Wyrabia charakter? A co w nim jest do wyrabiania?! Rzeźbi ciało? Po co. Najważniejsze było modelowanie grzywy!
- Odszedłeś wbrew ich woli, czyli Cię trzymali wbrew Twojej woli? A to znaczyło, że byłeś ich niewolnikiem! – kontynuowałem dyskusję, próbując mu udowodnić, że jednak to ja mam rację – Tak, oczywiście że mu nie pozwalam. I dlatego nie masz nawet co o to prosić czy próbować uciec. Nie pozwalam Ci i skuty nie dasz rady – odpowiedziałem mu.

Wodziłem chrapami po jego nodze, następnie boku i szyi. Miałem wrażenie, że ogier się spina chociaż nie zawsze, nie za każdym razem. Dlaczego? Podobało mu się to? A może błędnie odczytywałem jego reakcję? Chwyciłem jego ucho, memląć je przez chwilę, jak to często robiłem różnorakim klaczom. Ale czy jakiegokolwiek ogiera tak potraktowałem? Nawet jeśli tak, to może wolałem tego nie pamiętać i umysł wyrzucił te wspomnienie z pamięci, bo nie mogłem sobie niczego w głowie przywołać. No ale nie ważne. Inne ogiery… to były tylko ogiery. A ten… w jakimś stopniu mi się podobał.  Nawet mi się z tego zwierzyłem… i zdziwiło mnie, że sprawia wrażenie jakiegoś takiego… skonfundowanego?  Ponownie zacząłem wodzić chrapami po jego boku, teraz idąc wzdłuż niego do tyłu.
- Tak mój niewolniku, bardzo mi się podobasz. Potężne ciało, mocne mięśnie, silne nogi, umięśniony zad. Naprawdę robisz wrażenie – oznajmiłem mu, zachodząc go centralnie od zadu. Zacząłem wycierać się o niego pyskiem.
- Pięknie się prezentujesz – oceniłem, robiąc koliste ruchy chrapami po jego zadzie.
- Kryłem wiele, naprawdę sporo klaczy ale z ogierem… kiedyś prawie się zdecydowałem, ale… ale nie wyszło – wyznałem mu, podgryzając go po nasadzie ogona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 9:32 pm

/Najdłuższy post w moim życiu Shocked

Upierdliwy typ, zamiast zaakceptować to co mu powiedziałem on drąży temat, szuka luk i niezgodności. Czyli poza boskim wyglądem ma on jeszcze mózg.
-Nie byłem niewolnikiem-warknąłem zniecierpliwiony-Po prostu oni przywiązali się do mnie bardziej niż ja do nich. Gdy postanowiłem odejść próbowali mnie zatrzymać...-budująca napięcie pauza zerknięcie na rozmówcę-...dostali za swoje. Mnie się nie zatrzymuje gdy chcę odejść, nigdy.-patrzyłem na niego przymrużonymi oczyma w których błyszczały iskry gniewu i niewypowiedzianej groźby.

Pierwszy raz spotkałem się z takim przypadkiem. Dziwne zachowanie ogiera mnie nie odpychało aż tak jak myślałem, że będzie, patrzyłem na niego, oczywiście z oburzeniem, bo ten przez cały czas uwłaczał mojej męskości, ale przede wszystkim z niesamowitym zainteresowaniem. Bo praktycznie po czterech latach w końcu widzę konia.
W pełni rozumiałem dlaczego ogiery porywają klacze, dla zabawy, by przekazać swoje geny. Jest to w końcu jedna z podstawowych potrzeb, nawet jeśli dążymy do spełnienia tego celu podświadomie. Cóż, sam bym tak pewnie zrobił, gdyby nie chciała iść ze mną po dobroci. Nie byłoby to trudne. Załóżmy znalazł bym jakąś młodą arabską, czy angielską. Uprowadzenie jej nie stanowiłoby dla mnie problemu. Znaleźć jakieś ustronne miejsce, liny łańcuchy...STOP. O czym ja myślę? Jestem porządnym ogierem, spokojnym tego typu nieetyczne, niezgodne z moimi moralnymi zasadami czyny nie powinny nawet na chwilę przyjść mi na myśl. Teraz pomyślałem, że wychodząc z tego pomieszczenia, co mam nadzieję nastąpi jak najszybciej, zachowam resztki niezdeprawowanego siebie.
Porywanie ogierów ma z kolei na celu podwyższenie pewności siebie napastnika, wzniesienie go wyżej w hierarchii stada, uwolnienie pierwotnych instynktów takich jak dominacja, walka o teren. Ale nabierałem wrażenia, że ten osobnik ma jeszcze jakiś inny powód, bałem się pomyśleć jaki.
Byłem wściekły nie na niego tylko na siebie, znaczy na niego też, ale nie teraz. Ja, można powiedzieć ogier w kwiecie wieku, silny nie mam pojęcia co robić. Jak dobrze, że uciekłem teraz a nie za kilka lat wtedy byłbym totalnym dzikusem. Za kilka lat nie mógłbym uciec, bo byłbym już dawno zjedzony, strawiony i wydalony. Okropna wizja mojej przyszłości.
Kolejne prawione przez niego pochwały dotyczące mojego wyglądu. Miałem podziękować? Powiedzieć i jemu coś miłego?
Skuliłem uszy gdy z brzucha i szyi przeniósł się na okolice zadu, jeszcze mówił te okropne słowa. Znowu mu się wymsknęło czy opowiada mi o tym specjalnie? Sprawdza moją reakcję?
Chcesz reakcję to będziesz miał.
Najpierw gwałtownie ruszyłem ogonem, gęste włosie, zważywszy na to w jakiej odległości Espilce był od mego umięśnionego tyłu, nie mógł go nie trafić. Nawet jeśli się odsunął zacząłem "wierzgać". Za wierzganie uznajmy szarpanie się w amoku, głównie zadem i głośne ryczenie, rżenie. Było to okazywanie wściekłości i frustracji w najczystszej postaci. Uderzenia łańcuchów o ziemię odbijało się głośnym echem, tak samo jak stukot mych kopyt. Gdyby ktoś stał teraz przed drzwiami, na pewno nie odważyłby się nawet zerknąć co się tutaj dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 10:04 pm

/Gratuluję Smile

Drążyłem dalej temat jego przyszłości. Coś mi nie pasowało w jego historii. Ewidentnie BYŁ niewolnikiem tylko z jakichś powodów nie chciał się do tego przyznać. Wstydził się tego? Czy nawet sam przed sobą starał się to zataić? Nie miałem pojęcie, ale mnie to dziwiło.
- Nie byłeś niewolnikiem? To jak się określisz? – prychnąłem z pogardą do jego krętactw. Po czym zmrużyłem oczy, słysząc w jaki sposób dokończył opowieść.
- Nie zatrzymuje bo co? Uderzysz kopytem o ziemię? Mogę Cię tak długo zatrzymywać ile będę chciał. Więc dobrze Ci radzę, byś lepiej nie próbował odejść…. Byś lepiej nie chciał odejść! – parsknąłem na niego. Iskry gniewu świetne widoczne w jego oczach może i budziłyby strach, gdyby tylko kaganiec, obroża i kajdany nie psuły jego obrazu groźnego ogiera.

Ja zdecydowanie nie pierwszy raz odczuwałem coś do ogiera. W końcu, jak się kryje tyle klaczy w ciągu roku, to czasami potrzebuje się pewnej odmiany. Ogiery były… inne. Pewniejsze, agresywniejsze, bardziej bojowo nastawione. A jak dodatkowo miało się do czynienia z takim silny, potężnym i umięśnionym ogierem to dochodziła pewna nutka… strachu niepewności, wyzwania. Dobrze wiedziałem, że gdyby nie łańcuchy, to ten nie byłby taki grzeczny… a mógłby być nawet zabójczy, mściwy i okrutny. I świadomość tego była na swój podniecająca. Owszem, ogiery raczej porywałem, aby mi służyły a czasami tylko dlatego, że naruszyły tereny stada lub też z tak prostego powodu jak chęć wyżycia się na kimś. Ranienie innego konia potrafi czasem bardzo poprawić humor a poczucie władzy nad kimś… od niego chyba byłem uzależniony. I dlatego tak bardzo mi się podobało wodzenie chrapami po jego ciele i świadomość, że on nie może nic zrobić. Albo prawie nic, bo chwili później kwiknąłem z bólu, gdy oberwałem jego ogonem po pysku.
- Ej! Co to miało być?! – wydarłem się na niego, po czym przerażony odskoczyłem widząc, jak ten zaczyna „wierzgać”. W pierwszej chwili naprawdę mocno się bałem, słysząc dźwięki, jakie wydawały łańcuchy, kopyta i wściekłe rżenie. Ale… ale szybko doszedłem do wniosku, że chyba niepotrzebnie się go obawiam.
- Spokój! Przestań! Natychmiast! – krzyknąłem, doskakując do niego, gryząc go mocno w zad. Chwyciłem jakiś sznur, robiąc na końcu pętle i próbując mu ją narzucić na ogon, aby go jakoś przywiązać do prawej zadniej nogi, by nie mógł tak prać. A jeśli dalej wierzgał, to mocno ugryzłem go w łopatkę a następnie w szyję.
- Stój! Nie ruszaj się! Takie zachowanie nie będzie tolerowane! – zarżałem na niego po czym ugryzłem go w przednie nogi – miejsce, gdzie ogiery zwykle się gryzą w trakcie walk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 10:28 pm

Totalnie zignorowałem zaczepki ogiera, skoro mi nie wierzy to jego sprawa, ja nie powiem o sobie nic więcej. Nie przyszedłem to filozofować tylko...tylko...no właśnie po co tu przylazłem i to z własnej woli, wszedłem prosto w paszczę lwa. Chyba mów wzrok nie wywołał u niego takich emocji jakich oczekiwałem. To było oczywiste. Nawet największy, najgroźniejszy lew jeśli jest za kratkami wygląda na uroczego kociaka.
Próbując się wyszarpnąć ignorowałem narastający ból nóg, szyi. Ryzyko jakie niosą ze sobą niekontrolowane ruchy.
Nie wiedziałem czy bardziej wystraszyłem czy zdenerwowałem ogiera, w każdym razie osiągnąłem cel. Napastnik odsunął się od mojego pięknego, szerokiego zadu. Falowany ogon cały się poplątał owinięty niedbale liną. O nie, ostatnia część ciała jaką mogę swobodnie ruszać. Co prawda moje akrobacje utrudniały pięknisiowi robotę i sznur nie wyglądał na solidnie obwiązany wokół mojej nogi. Kilka poruszeń nogą czy ogonem, a może ten się uwolni. Spojrzałem pod siebie. Stado lin, łańcuchów leżących na ziemi po prostu śmiało się ze mnie, mówiąc, że nie dam rady się uwolnić bez zgody mojego "Pana".
Łopatka, szyja, w końcu nogi. Fetyszysta gryzienia. Z każdą chwilą stawał się mniej delikatny, nie cackał się ze mną. Podobało mi się to konkretne podejście do mnie, nie każdy miał tyle odwagi. Patrzyłem na niego ostrym wzrokiem, nie po to by go wystraszyć, to było wyzwanie.
-To jest niesprawiedliwe.-odezwałem się w końcu.-Też chcę mieć możliwość ugryzienia cię.-złożyłem reklamację i domyślną prośbę o zdjęcie kagańca.-Jestem związany, przykuty łańcuchami, praktycznie nie mogę ruszać głową na boki.-przekonywałem go.
Faktycznie, jeśli zdejmie mi to coś będę go mógł dziabnąć tylko jeśli stanie blisko mojej głowy. Może da się namówić. Skoro lubi dominować to niech pokaże, że może dominować bez tych wszystkich sprzętów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala tortur    

Powrót do góry Go down
 
Sala tortur
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 23 z 26Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24, 25, 26  Next
 Similar topics
-
» Sala Tortur (Poziom - II; podziemia)
» Podziemna sala tortur
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Krwawej Zemsty :: Terytoria SKZ :: Zamek Karisto :: Drugie piętro-
Skocz do: