KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala tortur

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 23, 24, 25, 26  Next
AutorWiadomość
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 10:47 pm

Przerażony jego zachowanie w pierwszym odruchu się cofnąłem, ale już chwilę później, rzuciłem się na jego ogon przywiązując go do jego nogi. Może niezbyt solidnie, bo ciężko było to porządnie zrobić, jak się rzucał tak, jak mu tylko liny pozwoliły, ale uznałem, że powinno wystarczyć, przynajmniej na razie. Więzień dalej się rzucał, próbując się uwolnić, więc zacząłem go gryźć – teraz znacznie mocniej tak, by mu pokazać, że takie zachowanie nie będzie tolerowane. W końcu drania tej wielkości i o takiej sile musiałem trzymać krótko!
- Cóż, życie nie jest sprawiedliwe. Takie konie jak ja zostały stworzone do rządzenia, a takie jak ty, do służenia. I należy się dostosować – odpowiedziałem mu – Tak? A ja chciałbym mieć harem arabek – parsknąłem rozbawiony. Naprawdę myślał, że mu zdejmę kaganiec? – W nim spokojnie da się jeść czy pić. Możesz go mieć długo – wyjaśniłem mu – A związany jesteś… z powodu swojej siły – dodałem. Lubiłem dominować, ale tylko wtedy, by byłem bezpieczny, gdy nic mi nie groziło, gdy miałem pewne zwycięstwo. Tak jak teraz. A zdjęcie kagańca byłoby niepotrzebnym narażaniem się na ból. A bólu nie lubiłem.
- Ale jeśli będziesz grzeczny to może kiedyś zdejmę Ci kaganiec – dodałem, dając mu fałszywą nadzieję. Bo czemu miałbym mu kiedykolwiek zdejmować ten jakże przydatny przyrząd? Ale chciałem go uspokoić, przynajmniej na chwilę. I ponownie go spróbowałem zajść od zadu korzystając z tego, że chyba zaprzestał wierzgania i był w miarę spokojny. A jeśli znalazłem się za nim… to bez żadnego ostrzeżenia na niego naskoczyłem, obejmując go mocno przednimi nogami za boki. Na razie nie robiłem nic więcej, po prostu leżałem na nim.
- Tylko grzecznie. Nie zrób nic głupiego! – rozkazałem mu, podgryzając go po kłębie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 01, 2017 11:31 pm

A już miałem nadzieję, że choć raz, no jeden jedyny raz zrobi komuś przyjemność. Może pić się da w tym czymś, ale jedzenie może byś kłopotliwe, to tak jakbyś sobie pysk obwiązał mnóstwem sznurków. Trochę niewygodnie, co nie? Nikt nie lubi, gdy jego grzeczna prośba nie jest rozpatrzona pozytywnie, lecz co się dziwić. Zdobyłeś nad kimś przewagę to za nic nie chcesz jej stracić.
Co do jego obietnicy miałem jednak mieszane uczucia, może faktycznie za jakiś czas jak będę mu posłuszny to on odwdzięczy się jakimś miłym aktem. Kto ich tam wie tych wariatów. W każdym razie stałem grzecznie, gdy ten ponownie zaczął mnie molestować, bo chyba można to tak nazwać. W każdym razie byłem już pewien co ten...zboczeniec zamierza ze mną zrobić. Bez ceregieli, nawet bez zapytania o zgodę, moje zdanie, cokolwiek, naskoczył na mnie. Wziąłem głęboki wdech, położyłem uszy tak jak nigdy dotąd. Gdyby mój ogon nie był przywiązany już od dawna ściśle by przylegał do mego ciała, osłaniając to, co każdy ogier powinien przez całe życie mieć nienaruszone. Kolejny głęboki wdech. Spokojnie, na razie nic nie robi, ale jak zacznie to chyba oszaleję. Oczywistym było, że byłem zdenerwowany i spięty, on nie mógł tego nie poczuć.
-Ja nie zrobię nic głupiego.-powiedziałem zachowując pozory spokoju-Tobie też to radzę.-zagroziłem.
Serce strasznie mi łomotało, jak po długiej przebieżce. Oto widać czego boi się mężczyzna. Gwałtu. Bo to chyba tak będzie. Wbrew mojej woli? Czy na pewno. Chciałem by ogier ze mnie zszedł, powiedział, że jestem głupi zimniok i że żartuje. Z drugiej strony czułem dziwne mrowienie pod skórą. Te wrażenia były potęgowane przez szczypanie po kłębie, i ciężar ciepłego ciałka tej otłuszczonej bestii. W końcu znalazł się ktoś silniejszy ode mnie, kto mnie pokonał. Może to dla niektórych zabrzmi niedorzecznie, lecz bycie cały czas tym najsilniejszym, tym, którego się wszyscy boją jest nudne. Bałem się tego co może się zaraz stać, gdyż nie wiedziałem jak na to zareagować. To są dylematy i problemy stuprocentowego ogiera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sro Sie 02, 2017 11:27 pm

Ogier nie skomentował mojej odmowy zdjęcie mu kagańca ale dobrze widziałem, że mu się to nie podoba. Aż tak było to dla niego niewygodne? Czy miał nadzieję się uwolnić? A może marzył o zemście? Niezależnie jaki był powód, kaganiec pozostał na jego pysku. A ja? A ja zacząłem zachodzić go od tyłu, zatrzymując się centralnie za jego umięśnionym zadem. A wtedy… po prostu naskoczyłem na niego, obejmując go mocno przednimi nogami za boki.
- Nie zrobisz nic głupiego? To bardzo dobrze – pochwaliłem go – A co uznajesz za coś głupiego? – spytałem, podejrzliwie mrużąc oczy. Czy on coś sugerował? Czy próbował mi grozić – Uważaj, co mówisz. Takie słowa nie będą akceptowane! – parsknąłem. Nieustannie się zastanawiałem, co teraz zrobi. Było tyle możliwości. Ale może warto było skorzystać z sytuacji, która może się szybko nie powtórzyć? To chyba przeważyło szale i podjąłem decyzję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Czw Sie 03, 2017 2:28 am

/Dlaczego to jest w takiej dziwnej kratce?

Coś głupiego, lekkomyślnego, samolubnego a przede wszystkim odpychającego.
-Na przykład to, co chyba masz zamiar zrobić.-warknąłem.
Póki jest spokojny, nic nie robi spróbuję go zniechęcić.
Po jego groźbie wyraźnie było widać, że moje zachowanie nie jest uważane ze grzeczne i stosowne. To nie był dobry znak.

Teraz role się odwróciły, myślałem, że zaraz zacznę się trząść ze strachu. Bałem się go, znaczy nie jego, ale tego, że jest górą, może zrobić co mu się tylko zamarzy, spełniać swoje perwersyjne fantazje.  
Gdy tylko poczułem jego męskość tam, gdzie nie powinienem, moje mięśnie skamieniały pod wpływem napięcia. Chciałem uciec, kopnąć, ugryźć go. Bronić się!!! Moment mocnego ugryzienia zgrał się w czasie z wtargnięciem nieproszonego gościa do mojego wnętrza.  Parsknąłem gniewnie, poruszyłem się niespokojnie, bo kto by tego nie zrobił. Pragnąłem się skulić, schować przed światem. Ja, ja chciałem to zrobić! Tonowy samiec, który w życiu nie miał do czynienia z innymi końmi w ten sposób, już na pewno nie z ogierami. Próbowałem zaokrąglić szyję, mocno zacisnąłem oczy. Nozdrza niewyobrażalnie mi się rozszerzyły, by zaczerpnąć jak największą ilość powietrza, aby szybko dotlenić organizm w razie walki.
Jedynym pocieszeniem były dość delikatne ruchy karego, pewnie nie wiedział, jaką ulgę mi sprawił nie zabierając się do roboty porywczo i z ogierzą pasją.
-Ty się pytasz jak się czuję?!?-wykrzyczałem nie dowierzając, on tak na serio? Przecież i tak o to nie dba, choć miło by było.-Coś mi włazi od zadu strony i liczysz, że powiem: "Jak mi dobrze"?
Oddychałem ciężko, zacząłem szarpać nieco łbem, rozglądając się nerwowo, kiedy ten się ze mnie wysuwał. Moje ciało przeszedł potężny dreszcz. Obrzydzenia czy podniecenia, nie ważne.
Nim zdążyłem okrzyczeć fryza ponownie, poczułem ból w okolicach końca kręgosłupa i przerażająco dziwne emocje.
Lekko się zachwiałem, stając szerzej i pewniej na nogach.
Już ja ci dam grzecznego ogierka. W mojej obecnej sytuacji była to raczej obietnica niemożliwa do spełnienia. Mimo to podjąłem wyzwanie. Poczuwszy, jakkolwiek to nie zabrzmi, że ogier już dalej chyba nie da rady we mnie wejść, choć wszystko jest możliwe, zacząłem się wiercić. Nie o przestraszenie go tu chodziło, czy zdominowanie, tylko o pozbycie się tego "czegoś" ze mnie.
Choć przy każdym moim ruchu zadawałem sobie specyficzny ból, a nowe uczucia się potęgowały, na tyle na ile mogłem szarpałem się na łańcuchach, nie było to wiele.
-Złaź ze mnie!-rozkazałem, głośno acz całkowitego przekonania usłyszeć się nie dało.
Próbowałem także uwolnić ogon od mojej nogi, co osiągnąłem w zaledwie kilka sekund. Raczej on mi nic nie pomoże, bo teraz otrzymanie chlaśnięcia mym włosiem będzie dla Espilca niezauważalne. Desperacjo usiłowałem zmusić go do odsunięcia się ode mnie. Zacząłem przysiadać na zadzie, zadanie to jest utrudnione przez więzy. Mam go prosić by przestał? Nie, nie mogę. Uzna to za słabość, uzna, że mnie złamał. Pomysły na walkę z nim powoli mi się kończyły. W mojej czarnej główce coraz częściej przemykała myśl by się poddać. Szybko była jednak odrzucana a odczuwana przyjemność blokowana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Czw Sie 03, 2017 10:09 am

/Bo dałem w tagu hide, by nie było tego widać, jeśli się nie pisało w tym temacie. Taka cenzura, co by nie gorszyć innych. A według Ciebie nie ma ona sensu?

Uśmiechnąłem się, co ogier mógł dojrzeć kątem oka.
- Ja? Ja mam zamiar coś zrobić? – spytałem rozbawiony, udając niewiniątko. Nic, ale to nic nie planowałem. Zupełnie nic. Ale mnie bawiło jego zdenerwowanie. Wcześniej taki pewien siebie a teraz sprawiał wrażenie spłoszonego, by nie powiedzieć przerażonego. A ja? Ja coraz mocniej odczuwałem swoją władzę nad nim. Napawałem się nią i jego przerażeniem. Rozochocała mnie ona, podniecała, napędzała do dalszych czynów. W końcu zdecydowałem się i wszedłem w niego. Powoli i ostrożnie – w końcu było to dla mnie coś nowego, więc z jednej strony czułem silny pociąg ale z drugiej strony byłem ostrożny i zachowawczy. Ugryzłem go w geście dominacji, by go skłonić do zaniechania obrony, ale ten chyba zbytnio tym się nie przejął. Czułem, jak się spina, jak jego potężne mięśnie się napinają. Leżałem na nim, więc odczuwałem każdy jego ruch. Byłem niejako zafascynowany jego potęgą i siłą… a przede wszystkim tym, że nad nim mimo wszystko panowałem. Słyszałem jak parska, czułem jak napiera ale mimo tego… mimo tego wszystkiego był bezbronny. Piękne, wspaniałe uczucie.
- A co? Nie podoba Ci się? – parsknąłem rozbawiony – A powiedz mi, jak się czujesz z tą swoją bezradnością? Niby potężny, silny ogier… a jedyne, co możesz zrobić, to stać i czekać, aż zostaniesz wykorzystany – napawałem się jego upokorzeniem i wcale tego nie ukrywałem. Nawet więcej: starałem się mu to ostentacyjnie okazywać. Chciałem złamać jego ducha, uzmysłowić mu jego bezradność, przekonać go by stał się moim posłusznym niewolnikiem. A nie dumnym, potężnym ogierem, jakim był jeszcze kilka godzin temu. Uśmiechnąłem się szerzej. Szarpanie łbem to było jedyne, na co go było stać?

Z głębokiego samozadowolenia wyrwały mnie dopiero jego nagłe słowa. Da mi grzecznego ogierka? Nie podobała mi się ta deklaracja. Zaniepokoiłem się, gdy zaczął się wiercić pode mną. Obejmowałem go mocno przednimi nogami, leżałem na nim i czułem, jak się silny, ciężki ogier się pode mną wije. Słyszałem, jak napiera na łańcuchy, które głośno protestowały. I zadrżałem słysząc jego rozkaz. Deju vu? Tak się to nazywało? Przypomniało mi się, jak próbowałem innego ogiera tak potraktować i moment, gdy ten się nagle uwolnił. To nie było przyjemne wspomnienie. Juen był niby dużo lepiej skuty… ale też był znacznie większy i silniejszy.
- Ej! Przestań! Spokój! – warknąłem, próbując brzmieć pewnie i opanowanie, ale głos lekko mi zadrgał – Spokój! Głupi, wyrośnięty kucu! Żałosny, słaby, Zimnioku! – wydarłem się na niego, próbując agresją, krzykami i słownictwem maskować swój strach. Ugryzłem go kolejny raz w kłąb, następnie w szyję i łopatkę, próbując go zmusić do posłuszeństwa i zaprzestania tej szarpaniny, która wciąż przybierała na sile. Udało mu się uwolnić ogon – czułem, jak mnie nim chlastał po zadnich nogach, co akurat nie było zbytnio bolesne. Cofnąłem się, gdy przysiadł na zadzie, ale chwilę później zrobiłem krok do przodu, naparłem na niego, wchodząc w jego zad mocnym, zdecydowanym, brutalnym ruchem. Silniej objąłem go przednimi nogami i kolejny raz ugryzłem w kłąb.
- Stój w miejscu! Żałosny Kucu! – krzyknąłem na niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Czw Sie 03, 2017 4:10 pm

/Jak się komuś nie podoba to niech przestanie czytać, a jak ktoś lubi to niech se poobserwuje.

Jego zbytnia pewność siebie działała mi na nerwy. Miał powody by czuć się jak pan i władca, ale powinien zachować większą ostrożność i okazywać mi choć minimalny szacunek. W razie mojego uwolnienia się mógłby może spróbować wybłagać łaskę. Próbował mnie poniżyć i zniszczyć, ponieważ byłem tego świadomy mogłem lepiej dawać opór. Im więcej z nim rozmawiam, im więcej mu o sobie mówię tym lepiej będzie wiedział w jaki słaby punkt uderzyć. Gdy nie odpowiem będzie się wściekał i walił na oślep, aż trafi. Zagryzłem jednak zęby i powstrzymałem się od odwarknięcia mu.

Uciążliwy samiec. Trzymał się mnie jak rzep psiego ogona. Czułem pracę jego, wbrew temu co myślałem wcześniej, dość silnych nóg. Robił straszny hałas, krzyczał groźnie. Myślał chyba, że pokazując swoją pogardę dla koni zimnokrwistych mnie obrazi, niedoczekanie. Co innego porównywanie do kuców, to już poważna ujma na honorze. Że niby ja mocny, silny, koń, używany do ciężkich robót, dla którego nie ma rzeczy zbyt trudnych do robienia jestem podobny do tych małych, grubych, nieproporcjonalnych stworzeń, które na swych króciutkich nóżkach muszą nosić wielgachne brzuchy, a ich głowa ledwo wystaje sponad trawy? O nie, tego nie da się zignorować. Nie chcę wychodzić na kogoś kto nie toleruje innych, ale do kuców czuję jakąś podświadomą niechęć.
W ferworze...walki, nie słuchałem zbytnio karego, jednak drganie jego głosu i coraz bardziej paniczne zachowanie sugerowało mi, że znowu zaczynam budzić w nim respekt.
Tak jak przewidziałem smaganie go po nogach ogonem nic nie dało. Trzeba wdrożyć plan B. Konie pociągowe mają silne nogi, tylne mają większy zakres ruchu, dlatego właśnie one powinny zostać uwolnione jako pierwsze.
Szarpiąc się czułem kolejne konkretne ugryzienia teraz całym sercem musiałem przyznać, że klacze by mi nie wystarczyły. Mocny ruch z jego strony, aż kwiknąłem z bólu i zaskoczenia. Ja potrzebuję brutalności, dominacji. Ten narcystyczny fryz zaczynał dawać mi tę satysfakcję, to właśnie było w nim niesamowite lecz przysparzało mi ogromny dyskomfort psychiczny.
W żadnym wypadku nie mogłem tych uczuć pokazać, jaki byłby wtedy ze mnie ogier. Wierzgając poczułem dziwne szarpnięcie za nogę a później względny luz. Nawet nie patrzyłem co się stało, gdyż zgrzytnięcie metalu mnie o tym grzecznie poinformowało. Uśmiechnąłem się, spróbowałem też obrócić łeb by zobaczyć przerażenie na pysku napastnika.
-Nie jestem kucem.-powiedziałem spokojnie lecz stanowczo.
Bał się gdy się pod nim szarpałem, a skoro jedną kończynę mam wolną to czeka go chyba zawał. Zdecydował się uciec czy kontynuował ryzykując, że uwolnię drugą nogę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Czw Sie 03, 2017 5:05 pm

/Ale… ale czy to nie będzie demoralizować innych? Później będą im się śniły koszmary i takie tam Razz

Oczywiście, że byłem pewny siebie. Nie tylko pewny, ale też niesamowicie dumny z tego, co osiągnąłem. Poradziłem sobie z poskromieniem potężnego, silnego i wielkiego ogiera… a teraz mogłem się tym napawać, odbierając sobie przy okazji fizyczne korzyści w postaci przyjemności, jednocześnie jeszcze bardziej go poniżając, mieszając z błotem, udowadniając, jak bardzo jest słaby i żałosny. Wykonywałem więc kolejne ruchy biodrami, coraz szybciej, coraz mocniej, coraz zachłanniej, agresywniej, brutalnej. Z każdym miałem poczucie, że mu pokazuję, gdzie jest jego miejsce. Każdym się napawałem. Każdy mi sprawiał ogromną przyjemność. Przynajmniej aż do momenty, gdy ogier zaczynał się coraz bardziej buntować, próbując się uwolnić. Wtedy zacząłem powoli traci pewność siebie, co ukrywałem krzykami, wyzwiskami, ugryzieniami. Tak byłem skupiony na wykonywanej czynności, że nawet nie zwróciłem uwagi na trochę inny dźwięk, który pojawiał się w towarzystwie wielu innych. Zobaczyłem tylko tyle, że ten się odwraca do mnie przodem, dziwnie się uśmiechając. Zaniepokoiła mnie ta jego zmiana nastroju na tyle, że przez chwilę zaprzestałem ruchów biodrami. Gdzie wściekłość? Czemu się cieszy? Coś… coś ukrywał? Zmrużyłem oczy… ale nie, nie dam się zbić z pantałyku! Na pewno tylko udaje! – doszedłem do wniosku.
- Jesteś! Jesteś żałosnym kucem! Zimniokiem! Koniem od wozu, który ma mnie słuchać! – wydarłem się niepewnie, ugryzłem go mocno w grzbiet, zebrałem siły i wszedłem w niego wyjątkowo silnie, brutalnie i głęboko.
- Przestań się tak szarpać bo i tak Ci to nic nie da! Słaby, żałosny Kucu! – krzyknąłem, razem z kolejnym ruchem biodrami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Czw Sie 03, 2017 9:48 pm

/ Kto by nie chciał mieć takich koszmarów...( ͡° ͜ʖ ͡°)

Nie wiedziałem komu dziękować za zerwany łańcuch. Espilcowi, za wybieranie narzędzi wątpliwej jakości, czy poprzedniemu nieszczęśnikowi, który swoim szarpaniem naruszył strukturę ogniw.
Brak reakcji z jego strony na moją w połowie wolną nogę mnie mocno rozczarował. Oczekiwałem przerażenia, wściekłości, gróźb, a on nic nie zrobił. Sądzę, iż bardziej zadziałał na niego mój uśmiech posłany w jego stronę, bo w tym samym momencie dosadniej poczułem go w sobie. Dreszcz podniecenia przebiegł mi po kręgosłupie. Zastanawiałem się czy go nie zrzucić, krzyczeć by zszedł, wypuścił mnie, lecz wiedziałem, że gdyby to zrobił nie byłbym zadowolony.
W trakcie przepychanki, walki czy nawet spaceru do zamku ogier wydawał się mieć słabą kondycję. Przecież od razu gdy mnie związał położył się na mnie by odpocząć, a teraz? Z każdym ruchem zdawał się mieć coraz więcej energii. Mimo, iż pot powoli wstępował na nasze ciała on cały czas wykonywał swoją robotę. Pracownik roku. Zdziwiło mnie, że robi to z taką wprawą, skoro to jego drugi raz z osobnikiem tej samej płci. Choć, jak tak patrzeć, klacz nie różni się aż tak bardzo od ogiera, z zewnątrz.
Mimowolny skurcz mięśni w miejscu ugryzienia, zupełnie taki jakby właśnie na mnie mucha siadła.
Szczerze powiedziawszy miałem jedna szansę. Jeśli się nie uda to zostanę skuty jeszcze raz a wtedy mała szansa na to, iż uda mi się zerwać kolejne łańcuchy. Trzeba wykorzystać wszystko co mam, każdą najmniejszą przewagę.
Czy klacze też czują się tak bardzo źle w trakcie krycia? Pomyślałem przy kolejnym, znacznie silniejszym i chaotycznym pchnięciu. Sapnąłem głośno, lekko rżąc.
-A ty jesteś tłustym tchórzem.-powiedziałem prawie krzycząc-Czuję, jak się trzęsiesz ze strachu.
Pochyliłem łeb i zaparłem się przednimi nogami. Na tyle na ile mogłem ustawiłem się zachowując jak najlepszą równowagę. Podniosłem szybko prawą, tylną kończynę i wierzgnąłem w za siebie. Nie mogłem się nawet porządnie zamachnąć. Kopiąc pociągnąłem łańcuch, który był przytwierdzony do lewej. Metalowa obręcz boleśnie przejechała mi po tylnym nadpęciu. Kwiknąłem rozjuszony, jeśli nie udało mi się trafić w ogiera, co mogło się zdarzyć gdyż kopałem nieco na ukos, ponowiłem próbę tym razem wybijając się jeszcze, lekko i bardzo nisko drugą nogą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Czw Sie 03, 2017 10:21 pm

Widziałem jego odwrócony łeb o tyle, na ile mu obroża i łańcuch pozwalały, widziałem jego niezrozumiały dla mnie uśmiech. Co go tak cieszyło? Coś kombinował? Czy tylko symulował? Raczej to drugie, bo gdyby rzeczywiście mógł coś zrobić, to pewnie na samym uśmiechu by się nie skończyło. Dlatego też… po prostu kolejny raz w niego wszedłem. Mocno, brutalnie, agresywnie. Ja mu już pokaże, by się tak nie cieszył!
- Tłustym? Jak śmiesz! Ty przerośnięty kucu! Trzęsę się, że strachu? Chyba ty się mnie boisz i drżysz! Zaraz Ci pokaż… – zacząłem na niego rżeć podniesionym tonem. I dopiero się rozkręcałem. Chciałem jeszcze parę słów mu powiedzieć, gdy nagle on obniżył łeb, odrobinę przesunął ciężar i… i nagle poczułem ogromny ból, gdy zostałem kopnięty. Ale… ale jak? Przecież nogi miał przykute! Nic z tego nie rozumiałem. Wyciągnąłem pysk w bok by spojrzeć pod niego… i z przerażenie zobaczyłem zerwany łańcuch. O ile już wcześniej byłem mokry od potu… to teraz się jeszcze bardziej spociłem ze strachu i przerażenia. Musiałem, musiałem coś zrobić! Ale byłem tak przestraszony, że nie byłem w stanie wykonać najmniejszego ruchu. Z zaskoczenia wyrwał mnie dopiero kolejny kopniak, który był jeszcze mocniejszy. Próbowałem panicznie i niezdarnie się cofnąć, ale coś mi nie wyszło, potknąłem się na obolałej nodze i zleciałem jakoś na bok, upadając na posadzkę. Ale… ale szybko powstałem.
- Ej, nie, ja nic, przepraszam! – zacząłem przerażony panikować. On tylko jedną nogę uwolnił? Czy więcej? – Stój! Spokój! Nie ruszaj się! – kwiknąłem łamiącym się głosem, zdradzającym skrajną panikę. I próbowałem do niego doskoczyć jakoś od lewej strony, by następnie wgryźć mu się w bok, starając się go bólem skłonić do tego, by nawet nie próbował zerwać innych łańcuchów.
- Nie ruszaj się! Ani drgnij! – krzyknąłem, zastanawiając się, jak sobie poradzić z jego ponownym skuciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pią Sie 04, 2017 1:18 am

To jest to na co czekałem strach w błyszczących, ciemnych oczętach tego tchórza. Moje kopyto chyba cudem trafiło w jego nogę. Nie pytam, jak, grunt, to to, że go zabolało. Gdy poczułem lekkie odciążenie i chciałem wierzgnąć jeszcze raz, lecz zobaczyłem, jak ogier upada. Dziwne uczucie pustki przepłynęło przeze mnie. Przestałem machać nogą do czasu, aż ten się podniósł i nieco odsunął. Dlaczego? Nie chciałem go kopnąć? W każdym razie stanąłem spokojnie. Ogon natychmiast powędrował na swoje miejsce, przylgnął do mego zada, dzielnie broniąc go przed kolejną napaścią. Moment gdy mam spokój postanowiłem wykorzystać na odpoczynek. Rozluźniłem napięte przez cały czas mięśnie, które już zaczynały boleć. Otrzepałem się czegoś, może to był kurz, może pot, a może uczucie bycia ciągle dotykanym przez karego. W każdym razie pozbyłem się tego czegoś.
Odpoczynek nie trwał długo, ponieważ lewy bok został nagle zaatakowani. Jasne, że nie nagle. Gdybym obserwował przygotowałbym się. Moje uszy zaszalały, a ja próbowałem odskoczyć, udało się to połowicznie wolnej nodze, odstawionej nieco na bok. Poderwałem się raz, drugi. Nie ma szans bym się uwolnił bez jego pomocy. Wziąłem kilka szybkich, ciężkich wdechów.
Gdy krzyknął nadstawiłem jedno ucho w jego stronę, zatrzymałem się patrząc na niego kątem oka.
Milczałem, co miałem niby powiedzieć na jego obelgi i wrzaski. Rozmowy nie zamierzałem sam zaczynać, ot niech jemu będzie niezręcznie w trakcie tej ciszy. Ale kiedy nie rozmawiamy on planuje co zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pią Sie 04, 2017 6:48 pm

Upadłem na ziemię kwicząc głośno ze strachu i bólu. Spodziewałem się, że za pierwszymi kopniakami polecą kolejne, a nie byłem pewien, czy nie upadłem w zasięgu jego potężnych kopyt. Ku mojemu sporemu zdziwieniu… nie stało się tak. Nawet nie próbował kopać? Uznał, że nie sięgnie i nie sprawdzał? Przestraszył się? Bał się zemsty, która niechybnie by nastąpiła? Nie miałem pojęcia, jaki był podstawowy powód takiego zachowania, ale chyba nie był on w sumie dla mnie istotny. Najważniejsze, że nie oberwałem i sprawnie dałem radę się podnieść. A wtedy… a wtedy zaatakowałem drania, gryząc go w lewą stronę. Zacząłem na niego krzyczeć, żądając kapitulacji. Ale ten chyba nie przejął się. Ale też nie protestował. Można było to uznać za poddanie się? Nie byłem pewien.
- Nie ruszaj się! – powtórzyłem jeszcze raz i wziąłem z półki pod ścianą jakiś łańcuch z okowami. I zacząłem się zbliżać powoli, ostrożnie, z wyraźnym wahaniem do jego prawej tylnej nogi, zachodząc jakoś tak od boku, by nie mógł mnie kopnąć. Bałem się? Oczywiście, że się bałem! Dobrze już wiedziałem, jaki on jest silny i umięśniony. I obawiałem się kolejnego kopniaka. Noga wciąż mnie bolała, byłem całkiem wymęczony po nieudanej próbie krycia. Marzyłem tylko o tym, by się położyć i odpocząć. Ale nie mogłem – jakby drań się całkiem uwolnił, to by mogła zostać ze mnie mokra plama. Tudzież dywanik do jego jaskini. Musiałem działać. I to teraz. Od razu.

Rzuciłem się na jego nogę, próbując zakuć na niej kolejne okowy. Mógł nią kopać, rzucać, wierzgać – ale skoro była przykuta kajdanami do drugiej nogi, to miał ograniczone pole manewru. Mogłem co prawda zarobić jakieś kopniaki, ale w końcu powinno mi się udać. A wtedy przykułem łańcuch do pierścienia wystającego z posadzki. A wtedy rzuciłem się na jego ogon, próbując na końcu zawiązać ponownie sznur, którego drugi koniec przywiązałem do jakiegoś pierścienia, kilka metrów za jego zadem. Po co? I tak nie mogłem naskoczyć, gdyż tak unieruchomiony mi przeszkadzał. Ale miałem inny plan. Wziąłem jakiś bandaż i… i zacząłem bandażować jego ogon, tak jak się to robi klaczom przed kryciem. To częściowo unieruchamia tę część konia, usztywnia, utrudnia machanie czy zastawianie się nim. A gdy już to zrobiłem, to mogłem rozwiązać niepotrzebną już linę.
- To co? Mam ponownie skakać? – spytałem, zachodząc go jednak od boku. Chciałem zobaczyć strach w jego oczach, chciałem by musiał chwilę zaczekać na nieuniknione, ciągle się bojąc i obawiając, nie wiedząc, kiedy to nastąpi.
- Mam wrażenie, że czegoś nie zrozumiałeś. A konkretnie tego, że masz być posłuszny! Ale… ale ja już Cię poskromię! – obiecałem mu po czym ugryzłem go w prawy bok dość boleśnie – Przeproś! Przeproś za swoje zachowanie! – zażądałem i kolejny raz go ugryzłem – tym razem w prawą przednią nogę a następnie od razu w klatkę piersiową – Może udało Ci się kiedyś komuś uciec. Ale ode mnie nie zwiejesz! Ja już potrafię zdominować takie wielkie, kare bydlę jak ty! – zapowiedziałem mu, obchodząc go dookoła i gryząc go w zad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sob Sie 05, 2017 12:04 am

Widziałem, że jakbym się jeszcze trochę poszarpał ogier by się poddał, przynajmniej na jakiś czas. Jak się jest zmęczonym nie myśli się tak dobrze, ruchy też są opóźnione. Starałem się nie tracić go z oczu co było dość trudne, ale wykonalne. Strzygłem uszami, podążając nimi za dźwiękami wydawanymi przez niego. Stukot kopyt wydawał się być momentami nierówny. Czyżby "biedak" lekko kulał przeze mnie. Uśmiechnąłem się na tę myśl.
Uderzenia łańcuchów zwiastowały kolejny atak Epilca, który, można by powiedzieć nastąpił dość niespodziewanie, albowiem ogier rzucił się na mnie z niemalże desperacką gwałtownością.
Zastosowałem ten sam schemat co wcześniej, wierzganie, kopanie nieco na boki. Kilka razy trafiłem w coś kopytem, które wydało wtedy głuchy dźwięk uderzenia. Bez przerwy ruszałem nogą, lecz moje ruchy były zbyt ograniczone by uniknąć ponownego przykucia.
Ten niewyżyty samiec ponownie rzucił się w stronę mojego zadka. Aż tak dawno klaczy nie miał? Pomyślałem, dla bezpieczeństwa szarpnąłem się by go odstraszyć. Jemu jednak nie w głowie było naskakiwanie na mnie, dobrał mi się do ogona. Próbowałem zatrzymać go blisko ciała, ale liną, brutalnie i wbrew mojej woli został ode mnie odciągnięty i przywiązany do czegoś za mną. Czułem się jak arabski ogier na wystawie, z uniesionym ogonem. Tyle, że ja jestem dużo ładniejszy od takich chudzielców. Ledwo mogłem się obrócić i zobaczyć co kary tam majstruje. Bardziej czułem niż widziałem, jak owija moje włosie czymś miękkim. Ruszałem się jak mogłem, starałem się wyszarpnąć ogon, ale wysiłki me spełzły na niczym. Jak zwykle. Pomyślałem zirytowany tym, że znowu przegram. Z każdą chwilą frustracja coraz bardziej we mnie rosła. Byłem coraz bardziej wściekły na siebie i swoją bezradność. To ja powinienem być na górze, to ja powinienem teraz mu obwiązywać ogon, zakuwać w łańcuchy, gryźć, kopać, poniżać. To JA to powinienem robić!!! Nie robiłbym tego w obronie własnej, z zemsty, tylko dla przyjemności, żeby tylko widzieć jego rozwarte ze strachu źrenice, drżące ciało próbujące bezskutecznie osłonić się przed atakami.
Miałem tyle myśli w głowie, wiedziałem jednak, że nie uniknę bardzo bliskiego spotkania z fryzem. Korciło mnie by powiedzieć: Jasne wskakuj.". Byle to wszystko już się skończyło. Z drugiej strony nie blisko było bym zaczął błagać o litość. Patrzyłem na niego matowymi oczyma w których strach, obojętność mieszały się z czymś na styl pożądania i groźby.
Gdy darł się na mnie lekko obniżyłem łeb i obserwowałem go spode łba. Machnąłem drętwo zabandażowanym ogonem. Czułem się jak klacz wystawiona do krycia jak jakieś mięso, tyle, że jestem ogierem. Zastanawiałem się dlaczego Es tak postępuje, nie robi tak z każdym samcem, więc czemu ja?
Jestem duży, silny, wytrzymały, ale to nie oznacza, że nie czuję bólu. Poruszyłem się nerwowo, co miało być namiastką ucieczki, odskoczenia, kiedy jego zęby wżarły się we mnie.
Przy ugryzieniu w pierś machnąłem głową, starając się go uderzyć, ale łańcuch mnie zablokował. Kwiknąłem, podskoczyłem przednimi nogami nisko.
-Zobaczymy czy potrafisz- wyszeptałem wzburzony, cedziłem te słowa przez zaciśnięte zęby.
Znowu poruszenie ogonem, przycisnąłem go jak najściślej mi bandaż umożliwił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sob Sie 05, 2017 1:42 pm

Widziałem, że ogier jest nerwowy: zerka na mnie, strzyże uszami… i jakoś mnie to nie dziwiło. Miał ku temu powody. Zresztą i ja byłem w pewnym stopniu zdenerwowany. Bolała mnie noga a drań miał wolną kończynę i szybko musiałem go skuć, nim uwolni pozostałe. Dlatego też rzuciłem się na niego. Juet mocno kopał, wierzgał, rzucał na wszystkie strony tą jedną nogą, trafiając mnie kilka razy, co za każdym razem akcentowałem kwiknięciem przepełnionym bólem… ale w końcu poradziłem sobie z nim i udało mi się przykuć mu zadnią nogę ponownie do posadzki. A wtedy… wtedy wziąłem się za ogon. Najpierw go dowiązałem sznurem odciągnąłem, a następnie bandażem zacząłem go owijać, aby drań nie był w stanie się nim bronić, zasłaniać ani uderzać na lewo i prawo, jak to wcześniej robił. I co teraz? Skończy się utrudnianie mi zabawy? Uśmiechnąłem się złośliwie, widząc jego oczy. Kryła się w nich jakaś sugestia groźby – ale ryzyko jej spełnienia wydawało mi się całkowicie nierealne. Bo co przykuty ogier mógł mi zrobić? W zasadzie nic. A ja? A ja mogłem mu zrobić wszystko, co mu demonstrowałem w postaci kolejnych ugryzień. Nie podobały mu się one? A co mnie to obchodziło. Nikt się go nie pytał o zdanie. Raz tylko się zawahałem – gdy zamachnął się łbem i próbował podbić przodem… ale szybko zrozumiałem, że to i tak nie miało szansy być skuteczne. I zaśmiałem się z tej jego żałosnej próby.
- Zobaczymy? To jakieś wyzwanie? A może… a może życzenie? – spytałem, wycierając się pyskiem o jego umięśniony zad.
- Przez całe życie byłeś niewolnikiem. Może jednak potrzebujesz kogoś nad sobą? Konia, który trzyma bat, uderza Cię nim i pokazuje Ci, gdzie Twoje miejsce? – dopytywałem, wodząc chrapami po jego nogach: począwszy od nisko umiejscowionego ogona, poprzez silne uda, rozbudowany staw skokowy i skończywszy na pęcinach, na których były zapięte i kajdany, łączące obie tylne nogi i okowy, przykuwające je do posadzki.
- Jesteś silny – nie da się ukryć. Wysoko, mocno zbudowany, stworzony aby ciągnąć ciężkie ładunki. Ale jak widać, siła to nie wszystko – przypomniałem mu – Tak, chyba tęsknisz za kimś, kto Cię ustawia i wydaje Ci rozkazy. Przyznaj, brakuje Ci tego? – dopytywałem, podgryzając go po nasadzie ogona.
- A może… może oprócz wykorzystywania Twojej siły… to w jeszcze inny sposób byłeś wykorzystywany? – dopytywałem się, uśmiechając się do niego. Po czym nie tracąc czasu naskoczyłem na niego bez ostrzeżenia, mocno chwytając go przednimi nogami na boku i silnie, brutalnie i głęboko wchodząc w niego.
- Nie lubisz tego? Nie martw się – możemy to powtarzać aż to polubisz. A przynajmniej zaakceptujesz – oznajmiłem mu, gryząc go dotkliwie w grzbiet. Cofnąłem parę centymetrów biodra, napiąłem mięśnie zadnich nóg i ponownie się do niego docisnąłem, kolejny raz wchodząc w niego swoją ogierzością – Spokój! Grzeczny, spokojny Kucur! – parskałem, wykonując mocne ruchy biodrami. Nie spieszyło mi się – chciałem się rozkoszować całą sytuacją. Dlatego raczej skupiłem się na jakości, by każdy pojedynczy ruch był mocny i brutalny, jasno pokazując Juetowi, gdzie jego miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sob Sie 05, 2017 3:36 pm

Przestąpiłem z nogi na nogę. Nie wykonywałem gwałtownych ruchów. Żadnego kopania, szarpania się, w końcu nie chciałem poranić dobie nóg, które z pewnością jeszcze mu się przydadzą.
Uczucie przegranej dawało się we znaki, ale starałem się je ignorować tak bardzo jak tylko mogłem. Niestety moja godność już została naruszona przez tę nędzną kreaturę, jakby nie patrzeć bardzo, bardzo, bardzo dalekiego krewnego, w pewnym sensie. Zajmowałem umysł bezsensownymi myślami, w których byłem tylko ja.
Stałem dumnie wyprostowany gdy gładził mnie pyskiem po zadzie. Jego monolog był chwilami urywany jednak ja wsłuchiwałem się w jego głos. Chciałem się zaśmiać, gdyż skojarzyłem jego jeżdżenie chrapami po mnie z czymś na styl "gry wstępnej". Proszę to infantylny ogier, myślący o sobie. Robi to wszystko tylko po to by mnie sprowokować do ataku, a później wyśmiać moją bezradność.
Na jego dziwne insynuacje musiałem zareagować, rozwiać jego błędne podejrzenia. Choć może to tylko czcze gadanie?
Stałem posłusznie tak jak mi kazał. Nie chciałem się poddawać, lecz nie było wyjścia. Nic nie mogłem zrobić oprócz dawania jemu satysfakcji i dostarczania rozrywki.
Gwałtowne poruszenie w okolicy zadu i mimo, iż starałem się próbować osłonić ogonem, ponownie dziwne uczucie. Muszę przyznać, że gdy się rozluźnisz już nie jest aż tak źle. Co nie zmienia faktu, że mógłby uprzedzać, ale on uprzedzał mnie cały czas.
Głupek. Ja czy on? Oczywiście, że on.
-Nie martw się..-stęknąłem z kolejnym jego ruchem-..Ty jesteś moim pierwszym.- dodałem zalotnym głosem.
Jego słowa o powtarzaniu aż polubię lub zaakceptuję mnie, cóż...przeraziły? Czy on naprawdę byłby w stanie zmuszać mnie do tego rodzaju czynności dopóki nie zdobędzie pełnej dominacji nade mną? W sumie jest to możliwe i to bardzo. Mogę tak stać przywiązany kilka dni, jeśli jeszcze będzie mnie głodzić..finał będzie dla mnie nieciekawy.
-No przecież stoję grzecznie!-warknąłem uciekając mu w przód. Może o krok najwyżej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sob Sie 05, 2017 5:55 pm

Podobało mi się gładzenie go pyskiem go zadzie. Wyraźnie czułem jego silne mięśnie, widziałem jak się spina, wyobrażałem sobie, jaki ogier jest potężny… i uświadamiałem sobie, że mimo tego, i tak dałem radę go schwytać i spętać. I te myśli bardzo mi się podobały, napawały mnie samozadowoleniem i dumą. Ale… ale same myślenie nie wystarczyło. Chciałem czegoś więcej. Dlatego w końcu naskoczyłem na niego, wchodząc mu w zad gwałtownym ruchem.
- Twoim pierwszym? O, jak romantycznie – parsknąłem rozbawiony. Ale o ile słowa można było uznać za zabawne, to kolejne ruchy biodrami mimo wszystko było mocne i brutalne, tak samo jak kolejne ugryzienie jego grzbietu – I będę długo nie tylko Twoim pierwszym, ale również Twoim jedynym. W końcu stałe związki są najzdrowsze… a ja nie mam zamiaru Cię wypuszczać – parsknąłem, wykonując kolejny mocny ruch. Byłem coraz bardziej zmęczony, cały zalany potem, ale nie przestawałem. A nawet jeszcze mocniej się nakręcałem.
- Tak, stoisz, ale jeszcze chyba Ci trochę brakuje do pełnej akceptacji Twojej nowej sytuacji, mój ty przerośnięty Kucu, mój ty niewolniku – dodałem, podążając krok za nim, mocniej dociskając się ciałem do jego umięśnionego zadu. Tak, i kolejny ruch biodrami. Ciężko dyszałem ze zmęczenia ale czułem, że powoli dochodzę, że jestem coraz bliżej sukcesu. Jeszcze najwyżej kilka ruchów i będę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sob Sie 05, 2017 9:09 pm

Uśmiechnąłem się na jego uwagę co do romantyczności ten sytuacji. Przecież każdy tak ma, że spotykając obcego konia przechodzicie od razu do rzeczy, bez przedstawienia się, zapoznania, randki, kwiatów, czego tam jeszcze...czegoś pewnie zabrakło, ale ja się na tym nie znam, więc nie powiem.
W sumie faktycznie co co mówił można by uznać za słodkie. Jestem jego małą ptaszyną, którą nie chce się z nikim dzielić. Zbyt zaborczy i agresywny, ale jak to mówią: ,,Łobuz kocha najbardziej".
Zdusiłem w połowie kwik irytacji ale i zadowolenia.
Jakby to ująć już się przyzwyczaiłem do jego męskości w..., nie mam pojęcia jak to ładnie powiedzieć, może w tyłku. Tak to jest dobre określenie, nie wulgarne, ale oddające pełnię tego co się teraz dzieje.
-To co kiedy ślub?-zapytałem się ucieszony.
Skoro żartuję w nieodpowiednim momencie znaczy, że jest źle.
Nawet mi ciężko było stać w miejscu kiedy on się tak szarpał.
-Mi daleko do akceptacji, lecz tobie się chyba podoba.-to było wyśmianie czy zwyczajne stwierdzenie faktu?
Ależ on się we mnie wlepił tym spoconym cielskiem. W końcu nieźle ze mną walczył. Słyszałem nad uchem jego dyszenie. Zapaliła mi się w głowie lampka. On tak na serio? Jak ja się po tym wyczyszczę? Jeśli się nie zaraz nie wyrwę to będę bogatszy o nowe doświadczenia. Ktoś mnie kiedyś zapyta jak było, jakie to uczucie? Będę mógł z dumą powiedzieć, że wiem jak to jest, opisać wszystko, informacje z pierwszej ręki.
Chyba już go nie oduczę obrażania mnie mianem Kuca, ani nazywania niewolnikiem.
W miarę jak oddech Espilca stawał się coraz cięższy, jego brzuch coraz bardziej przylegał do mojego zadu, nogi mocniej zaciskały się na moich bokach, ja postarałem się ostatni raz go z siebie zrzucić, zaprotestować. Ogier tak na mnie napierał, przyciskał, że nie byłem pewien czy dałbym go radę zrzucić gdybym był wolny. Cały się spiąłem i uspokajałem się myślami. To żadna ujma na honorze, w końcu raz się żyje, wszystkiego trzeba spróbować. Złote powiedzonka mi co prawda nie pomogą, ale ułatwią powrót do siebie po tak przyjemnej traumie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sob Sie 05, 2017 9:38 pm

Ironizowałem sobie z romantyczności… bo przecież byliśmy ogierami, a w takim towarzystwie to chyba trudno o jakieś delikatne okazywanie uczuć, których chyba za bardzo w tej chwili nie było. On owszem, podniecał mnie z powodu swojej siły, masy, wzrostu i potęgi. Chciałem nad nim panować, kontrolować go i to było to, co chyba mnie w nim najbardziej kręciło. A czy jemu się podobało? Szczerze w to wątpiłem. Ale musiałem go zmusić w ciągu kolejnych dni, by to po prostu zaakceptował, dostosował się i mi podporządkował.
- Ślub? Z niewolnikiem? Raczej odpada… ale możemy za chwilę podkreślić nasz związek niewolnika i jego właściciela – zapowiedziałem mu, ciężko dysząc, pomiędzy kolejnymi ruchami biodrem. Czy on wiedział, co zamierzam i jaki mam plan? Było to raczej mało prawdopodobne. Chyba lepiej dla niego. Mógł jeszcze trochę pożyć w słodkiej nieświadomości.
- Mi? Tak, bardzo się podoba. Podnieca mnie ta Twoja bezsilność – odpowiedziałem mu, wcale się z tym nie kryjąc. W końcu podkreślanie tego… powinno jeszcze bardziej zwiększyć poczucie jego bezsilności i mojego podniecenia. A stąd był tylko krok do całkowitego złamania go, zdominowania, pozbawienia resztek godności i wolnej woli. Dlatego też coraz więcej siły wkładałem w ruchy biodrami, raz za razem wbijając się w niego swoją ogierzością, rozpychając go, powoli zbliżając się do końca. Jeszcze mocniej objąłem go przednimi nogami, jeszcze mocniej użarłem go dla odmiany w szyję. Byłem cały mokry od potu, który skapywał na niego. Czułem, jak ten jeszcze walczy, jeszcze próbuje protestować… ale chyba jakoś tak bez przekonania. A ja… ja chyba dawno nie byłem tak rozochocony. Po długiej walce, po długich staraniach w końcu nastąpił ten moment. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz, jęknąłem rozkoszy i zalałem ogiera życiodajnym płynem… który w obecnej sytuacji raczej życiodajny jednak nie mógł być. Zarżałem… i ciężko dysząc odpoczywałem dłuższą chwilę na jego grzbiecie. Byłem zmęczony, kompletnie wykończony.

Po chwili powoli, niespiesznie zszedłem z Jueta. Byłem szczęśliwy, spełniony, jakiś taki rozanielony. I to mimo kompletnego zmęczenia i tego, że dalej byłem mokry, ciężko dyszałem i marzyłem o odpoczynku. Jeszcze raz wytarłem się o jego zad… ale jakoś tak mocno z prawej, by się niczym nie pobrudzić. Po czym zacząłem go obchodzić dla odmiany od lewej, wodząc pyskiem po jego boku a na końcu przejeżdżając chrapami po jego łopatce.
- I jak Ci się podobało? – spytałem i nie czekając na odpowiedź dodałem – Mi bardzo… mój ty Żuecie. Mam nadzieję, że Tobie również, bo będziemy to często powtarzać – zapowiedziałem mu, gładząc go po szyi, po czym trochę mocniej uszczypnąłem go w klatkę piersiową, by się nie poczuł zbyt pewnie.
- I co? Znasz już swoje miejsce? Czy dalej zamierzasz się stawiać? – spytałem wprost, chociaż nie spodziewałem się szczerej odpowiedzi. Uważałem raczej, że ten teraz się podda uważając, że stracę czujność, ale wciąż będzie szukał okazji do zwiania. Ale… ale nie ze mną takie numery.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sob Sie 05, 2017 10:55 pm

Już miałem powiedzieć: "Jaka szkoda." I westchnąć głośno na brak wesela jednak z tropu zbiła mnie odpowiedź ogiera. Spodziewałem się, że powie, iż tak naprawdę tego nienawidzi i robi mi na złość czy jakoś inaczej się wymiga, a ten bez oporu się przyznał. Jest dziwny, lub zwyczajnie kłamie, choć wydawał się mówić szczerze. Pewnie przez przypływ emocji. W każdym razie zaskoczyła mnie jego otwartość.
Oburzone zaprotestowanie, jakobym nie był bezsilny nie wydobyło się jednak ze mnie. Logiczne dlaczego, nie chcę zakrzywiać prawdy i okłamywać siebie. Nie chcę? Przecież robię to cały czas, można by rzec, że robię to zawodowo.
Prychnąłem tylko głośno, by okazać resztkę woli walki.
Skąd on ma na to siłę. Siła woli odwala teraz za niego ciężką robotę. Zwiększona intensywność ruchów i wgryzienie się w szyję jak w kawał mięsa. Ja mu tu zapewniam rozrywkę, a on tak mi się odwdzięcza.
Czułem jak robię się mokry od jego potu, sam też się nieco spociłem. Będę obolały przez jakiś czas. Nawet jak na mnie dużo się namęczyłem.
Odczuwałem podniecenie ogiera, emocje jakie odczuwał wprost emanowały od niego. W końcu nadszedł moment, na który mój prywatny samiec tak długo czekał. Mocne, głębokie pchnięcie nieco mną zachwiało. Usłyszałem jego jęk, wydał mi się jaki pociągający. Jednak w tym samym momencie poczułem jak coś ciepłego zaczyna wypełniać moje wnętrze. Rozrywany wewnętrznie przez sprzeczne emocje, obrzydzenie, wstyd, fascynacja, zadowolenie, walczyły o to, które ma być pierwsze. Zrobiłem kilka kroków w miejscu po czym poczułem spory ciężar na sobie. Espil nie wyglądał na chudzielca, ale żeby ważyć aż tyle, jak na jego rasę oczywiście. Choć jak widać jego tusza mu w niczym nie przeszkadza. Ciężki oddech wykończonego fryza świszczał mi cicho gdy ja stałem kuląc uszy. Gdybym mógł się rumienić byłbym teraz czerwieńszy niż wulkan w trakcie erupcji.
Po krótkim odpoczynku, na mym cudownym grzbiecie, kary ociągając się zlazł. Gdy się ze mnie wysunął poczułem pustkę i kilka cienkich strumyczków, tego co gdyby trafiło do klaczy stworzyłoby uroczego źrebaka, zaczęło mi ściekać po nodze i wsiąkać w sierść. Ogon odruchowo wrócił na swoje miejsce, przyłożyłem go do siebie ściśle, na pewno go przy tym brudząc.
Wytarł się o pnie jak pies w świeżo ściętą trawę. Był blisko mnie, odważny się znalazł, gdybym miał przynajmniej jedną nogę wolną nawet by nie podszedł. Gdy mnie miział miękkimi chrapami odchylałem się od niego, odwracając nieco łeb w przeciwną stronę.
-Nie mam zamiaru uciekać. Chcę widzieć jakie robisz postępy...,-zarżałem-...więc następnym razem postaraj się bardziej.-doradziłem mu złośliwie.
Myślał, że się poddam, tak szybko, nie ma mowy. Nikt nie widział tego, co tu się stało. Nie ma świadków, nie ma zbrodni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sob Sie 05, 2017 11:25 pm

Uśmiechnąłem się lekko. Prychnął, chcąc udowodnić, że jednak ma wolę walki? Ja tam miałem inne zdanie. Dlatego przyspieszyłem ruchy, wykonując je coraz mocniej, aż w końcu doszedłem, zalewając go swoją „miłością”. Poleżałem jeszcze chwilę czując, jak ten porusza się, zapewne usiłując również rozłożyć ciężar, po czym powoli z niego zszedłem.

Szedłem wzdłuż ogiera, wodząc chrapami po jego ciele. Śmieszyło mnie to jego odsuwanie się, unikanie dotyku. Spodziewałem się, że po kryciu, zwykłe dotknięcie nie będzie powodowało takiej jego panicznej ucieczki. Jego odpowiedź mnie mocno zaskoczyła. Otworzyłem pysk, próbując coś powiedzieć, ale nie byłem w stanie. Zamilknąłem na chwilę, bo nie byłem pewien, czy mówi na serio, czy żartuje, czy po prostu robi dobrą minę do złej gry, jak to często było określane. To ostatnie wydawało się być chyba najbardziej prawdopodobne.
- To dobrze, że nie masz – bo szans na to również nie będziesz miał – odpowiedziałem mu – Czyli Ci się podobało? Przyznaj, przerośnięty Kucu – oznajmiłem mu, zastanawiając się nad czymś – Wygodnie Ci się tak stoi? – spytałem nagle, uśmiechając się do niego złośliwie. Podszedłem do ściany i wydłużyłem łańcuch, który był przykuty do ściany. Następnie podszedłem do niego od lewej strony i zdjąłem mu okowy z przedniej lewej i zadniej lewej nogi – te, którymi te nogi były przykute do posadzki, chociaż oczywiście nie zdejmowałem mu kajdan. Dalej nogi były parami skute. Myślał, że robię to, by było mu wygodnie? Taką miał nadzieję? To się pewnie zdziwił, gdy w pewnej chwili z całej siły naparłem na niego od lewej strony. Prawymi nogami nie mógł się zapierać i łapać równowagę, bo dalej były przykute. Lewe już nie były, więc liczyłem na to, że po tym, jak mocniej na niego naprę, ten się po prostu wywali na prawy bok. Jeśli nie pomogło, to wziąłem rozpęd i z kłusu próbowałem w niego wpaść swoją masą. A jeśli w końcu mi się udało go powalić, to momentalnie się na niego rzuciłem, próbując go przycisnąć własnym ciężarem do posadzki, uniemożliwiając mu powstanie. A w razie sukcesu starałem się sznurem obwiązać mu ciasno obie przednie nogi. Te były skute, dodatkowo jedna była wciąż przykuta do posadzki, więc dodatkowe ich oplątanie sznurem nie powinno być trudne. A jeśli mi się udało, to tak samo starałem się mu ciasno obwiązać obie zadnie nogi. Ciasno związane nogi praktycznie uniemożliwiały powstanie. A ja… a ja w razie sukcesu mogłem sobie teraz chwilę odpocząć, po prostu leżąc na ogierze leżącym na boku. Należało mi się, za to skrajne zmęczenie, spowodowane zachowaniem Jueta.
- Tylko się nie rzucaj – oznajmiłem mu i dla podkreślenia swojej prośby uszczypnąłem go w szyję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Sie 06, 2017 12:04 am

Najwidoczniej on również nie był gotowy na taką szczerość z mojej strony. Wydało mi się to zabawne, czyżbym reagował inaczej niż reszta więźniów. Ta nagła "troska" z jego strony była niepokojąca. Czyżby znowu coś kombinował.
-Całkiem wygodnie, choć z chęcią bym się położył.-odparłem niepewnie, śledząc ogiera wzrokiem.
Zaparłem się przednimi nogami gdy podszedł do łańcucha przede mną. Gdyby chciał go skrócić walczyłbym, lecz ten zrobił coś odwrotnego. Swobodnie machnąłem łbem w górę i w dół. Wytrzepałem się porządnie. Patrzyłem na jego ruchy podejrzliwie, gdy zaszedł mnie z lewej strony. Zaskoczony, zdezorientowany i przepełniony, pewnego rodzaju, nadzieją, dziwiłem się gry moje lewe nogi zostały uwolnione od ziemi. Spojrzałem w dół ignorując tego szakala.
Cóż moje marzenie o leżeniu szybko się spełniło, co prawda przypłaciłem je nieprzyjemnym, krótkotrwałym wygięciem prawych kończyn, ale w końcu zaległem na ziemi. Właściwie to o nią walnąłem, przygnieciony wałem tłuszczu. Rzucałem się w amoku, rżąc głośno, lecz zakres ruchu miałem niewielki.
Jak on to robi, że cały czas mu się udaje. Pomyślałem po czym, ze związanymi liną nogami, ochładzany z jednej strony przez kamienie, z drugie ogrzewany przez spoconego zboczucha, położyłem na ziemi łeb. Wyciągnąłem szyję. Pozycja może nie była komfortowa, ale odpoczynek to odpoczynek.
Zarobiłem jeszcze tylko szczypnięcie w wrażliwą część ciała, ale darowałem sobie reakcję na nie. Wziąłem głęboki wdech i spokojnie wypuściłem powietrze, wprawiając tym samym w ruch drobne kamyczki i nieliczne kłębuszki kurzu. Zamknąłem oczy.
-Nie było aż tak źle.-napomknąłem od niechcenia. Kto by pomyślał, że cisza może być dla mnie krępująca.-Ale musisz przyznać, że klacz to co innego niż ogier, co?-stwierdziłem bardziej niż powiedziałem i szybko dodałem. -Co nie zmienia faktu, że jesteś dziwny.-dodałem jakby na usprawiedliwienie, głosem naburmuszonego źrebaka.
Poruszyłem się nieco pod nim raczej po to by się ułożyć do snu, niż go zrzucić. W końcu im cieplej tym lepiej się śpi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Sie 06, 2017 12:33 am

Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej, słysząc jego prośbę. Chciał leżeć? Nie ma sprawy… mogę dać mu się położyć. Na razie nic nie odpowiedziałem, tylko wydłużyłem my łańcuch od obroży a następnie odpiąłem mu obie lewe nogi od ziemi. I pokręciłem przecząco łbem, gdy ten nic nie powiedział.
- Mówi się dziękuję – za uwolnienie nóg i wydłużenie łańcucha – upomniałem go. Żadnej wdzięczności nie odczuwał? A przecież zrobiłem tak, by było mu wygodniej. A nie, nie dlatego. Uśmiechnąłem się i naparłem na niego, powalając go na ziemię i przygniatając własnym ciężarem do ziemi. Zarżałem śmiechem, gdy ten zaczął się pode mną rzucać, ale z przykutymi prawymi nogami do posadzki i lewymi przykutymi do prawych, nie miał za wiele możliwości ruchu. A ja zabrałem się za ciasne wiązanie mu nóg, by nie mógł nimi tak machać. Jego kolejna deklaracja mnie zaskoczyła.
- Nie było… aż tak źle? Czyli Ci się podobało? – zdziwiłem się. Wcześniej niby coś sugerował, ale teraz to prawie że przyznał wprost. No, coraz bardziej mnie zadziwiał.
- Tak, coś innego – zgodziłem się po chwili, zastanawiając się, co wolę – Klacze są zwykle słabsze, posłuszniejsze, po prostu łatwiejsze. A ogiery? Bardziej dominujące i agresywne – odpowiedziałem mu szczerze, po czym uśmiechnąłem się do niego złośliwie – Ale z poskromienia takiego wielkiego karego bydlaka jak ty, satysfakcja jest niesamowita – dodałem, nie mogąc się powstrzymać, by mu tego nie powiedzieć.
- Dziwny? Czemu? – spytałem, po czym sięgnąłem pyskiem do jego ucha, by je delikatnie pomemłać. Leżąc na nim w końcu miałem do niego łatwy dostęp. Czułem, jak ogier się pode mną porusza, jak jego potężne mięśnie się napinają i mnie to niejako… cieszyło. Przypominało, jakiego prawie tonowego potwora zdominowałem.
- A teraz idź już spać i się nie wierć – rozkazałem mu – Jutro będziemy mieli dużo pracy – dodałem, próbując usnąć na jakże wygodnym „łóżku”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Sie 06, 2017 1:10 am

Zabawne, przed chwilą byliśmy gotowi się zamordować, a teraz rozmawiamy prawie jak kumple. Chyba faktycznie samcy są dużo prostsi w obsłudze.
-,,Nie było aż tak źle'' a ,,Podobało mi się'' to dwa różne stwierdzenia.-wyszeptałem, próbują się wymigać. Popatrzyłem na niego nieznacznie unosząc głowę.
Rzeczywiście klacze są łatwiejsze, w końcu one w genach mają zapisane posłuszeństwo silniejszym i szukanie najlepszego ogiera, mogącego przekazać dobre geny potomkom.
Oh oh oh, dziękuję ty mnie też usatysfakcjonowałeś. Nie ma tak dobrze. To znaczy, iż pokonanie mnie miało mu podnieść pewność siebie, samoocenę. Skoro targnął się na mnie to musiały być u niego bardzo niskie. Zwykłemu ogierowi wystarczy pobyczenie się w słońcu, dorwanie jakiejś młodej klaczki, zjedzenie czegoś smacznego i tyle.
Prychnąłem cichym śmiechem.
-Bo inni porywają klacze, a ty właśnie zmolestowałeś ogiera.-czyżby tylko dla mnie takie zachowanie nieco odbiegało od normy? Powiedziałem to jednak spokojnym, neutralnym głosem. Ponownie ułożyłem głowę na ziemi i wpół zamkniętymi oczami patrzyłem zmęczony przed siebie. Zamknąłem je gdy poczułem że moje ucho zostało pochłonięte przez paszczę potwora.
Jego masa ciążyła mi nieco, ale nie utrudniała swobodnego oddychania. Zgodnie z jego rozkazem starałem się nie ruszać, szczerze powiedziawszy nawet mi się nie chciało. Leżałem spokojnie, usiłując zasnąć, nawet nie wiem kiedy odpłynąłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Sie 06, 2017 10:25 am

Zastanowiłem się chwilkę nad jego słowami.
- Ale „nie było aż tak źle” bliskie jest „akceptuję to, nie mam nic przeciwko i nie będę w przyszłości protestował”, czyż nie? – upewniłem się, czy dobrze rozumiem jego wypowiedź. Chociaż to, czy wredny wyrośnięty kuc miał zamiar protestować, czy nie miał, nie miało tak naprawdę dużego znaczenia. Chociaż owszem, moim celem było złamanie go, a brak sprzeciwiania się był jedną z odznak absolutnego posłuszeństwa, którego wymagałem.
Nad kolejnymi jego słowami musiałem się zastanowić nawet chwilkę dłużej.
- Tak, dorwałem ogiera, bo sam mi się napatoczyłeś. A niewolnik mi się przyda. Jeśli przy okazji wykorzystam Ciebie trochę inaczej… to czemu nie. Zwłaszcza, że krycie, to najstarsza forma dominacji. Tak ogier pokazuje klaczy, gdzie jej miejsce… to czemu nie pokazać tego też innemu ogierowi? – spytałem retorycznie – Zresztą „raz w zad to nie pedał” – dodałem.
Chwilę później zasnąłem twardym snem – na takim „łóżku” spało mi bardzo wygodnie i przyjemnie.


Obudziłem się dość późno, w czym nie było nic dziwnego, skoro poprzedniego dnia mocno się zmęczyłem i potrzebowałem dłuższego odpoczynku. Juet jeszcze spał? Niezależnie czy zdążył się obudzić czy jeszcze nie, ugryzłem go delikatnie w szyję – tak by mu przypomnieć z samego rana, czy raczej dość późnego rana, gdzie jego miejsce. Wstałem z niego powoli, przyglądając się skutemu ogierowi.
- Najpierw śniadanie… a później… później zajmiemy się innymi rzeczami. Przygotowaniem odpowiedniej wersji „ślubu” również – zapowiedziałem mu, delikatnie się uśmiechając. Odszedłem od niego na moment, by po chwili wrócić z wiadrami z wodą i owsem. Zastanawiałem się, co zrobić. Ogier leżąc na ziemi mógł podnieść łeb w górę, ale podniesienie go i takie zagięcie, by mógł skorzystać z wiadra, było praktycznie niemożliwe. Mogłem mu podać jedzenie i wodę w jakiejś płaskiej misce, ale to zajęłoby sporo czasu. Mogłem mu rozwiązać nogi by mógł wstać… ale chyba wolałem póki co, jak tak leżał. W końcu podszedłem do jego nóg i odczepiłem je od posadzki. Dalej były skute kajdanami i obwiązane sznurami… to znaczy zadnie były, po przednie po chwili rozwiązałem, zostawiając oczywiście dalej na nich metalowe pęta. Podstawiłem wiadro z wodą i owsem przed nim.
- Dasz radę zjeść? – spytałem, ale w sumie niepotrzebnie. Ogier był w stanie jakoś częściowo się podnieść na przednich skutych nogach, chociaż oczywiście całkowite powstanie, z powodu związanych ciasno tylnych, było chyba praktycznie niemożliwe a przynajmniej dość trudne. A jeśliby przód podniósł, to mógł szyją i łbem sięgnąć do wiader. Kaganiec nie uniemożliwiał jedzenia. A że jedzenie w nim było mniej wygodne, tak samo jak pozycja, którą niejako wymuszałem, to było mi z tego powodu bardzo wszystko jedno. A nie, nawet nie wszystko jedno. Nawet mnie to cieszyło. Niech Kara Bestia się uczy i przyzwyczaja, że w życiu nie będzie mieć za łatwo.
- To smacznego – oznajmiłem mu i samemu wziąłem się za swoją porcję wody i owsa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Sie 06, 2017 2:22 pm

Takiego nie przegadasz, zawsze wszystko przekręci, żeby było, że on ma rację. Upierdliwy.
Z tą dominacją miał rację, nie raz się widywało psy w ten sposób walczące. Wydaje mi się jednak, iż jest to raczej rzadko spotykana forma górowania w śród ogierów.
Zaśmiałem się szczerze na jego uwagę, niby racja, ale skoro tylko raz.
-Skoro raz to nie pedał, to więcej niż raz robi z ciebie geja?-zapytałem retorycznie, w sumie taka jest logika tej wypowiedzi.-A z tego co mówiłeś to już kiedyś figlowałeś z innym.-zauważyłem, po czym dodałem poważnym tonem, niczym rodzić do dziecka-Więc teraz oficjalnie możesz się przyznać przed sobą do tego kim jesteś naprawdę.-podśmiewywałem się z niego.

W trakcie snu było mi nawet nieco za gorąco, lecz w miarę przyjemnie. Ogier, pewnie nawet nie zdając sobie z tego sprawy ,momentami wiercił się jak opętany.
Rankiem, czy raczej popołudniem poczułem na sobie jego ruch. Znowu nie może spać w spokoju czy już się obudził? Odpowiedź nastąpiła szybko. Przez sen się nikogo nie gryzie.
I kto normalny wstaje o tak diabelsko wczesnej porze.
Okazałem swoje niezadowolenie gdy ze mnie schodzi, bo mimo, iż robił to wolno, to jednak niedelikatnie.
Zastanawiałem się co jego słowa oznaczają wersja ślubu, inne rzeczy, coś mi mocno nie pasowało. Nieufnie patrzyłem na niego. W sumie raczej już mnie niczym nie zaskoczy.
Właśnie przecież wczoraj prawie nic nie jadłem. Na widok wiadra z owsem i wodą myślałem, że mi ślinka zaraz pocieknie.
Dzięki łasce ogiera mogłem się jako tako przekręcić nieco i leżąc wygiąć, może niezbyt wygodnie, ale wystarczyło by móc jeść. Uznałem, że zamiast odpowiadać mu zademonstruję. Natychmiast zanurzyłem pysk w wodzie i wychłeptałem połowę kilkoma wielkimi łykami. Suchość w gardle od razu zniknęła. Odsapnąłem chwilę.
-Taa, smacznego.-na razie będę miły, bo nie mam wyjścia. Chcę w spokoju zjeść. Przystawiłem wargi do owsa i niepewnie wsadziłem w niego pysk. Drobne ziarna bez problemów wpadały między paski kagańca wprost do mej paszczy. Nie jest aż tak trudno jak myślałem. Oderwałem się od jedzenia i spojrzałem na ogiera. Zmierzyłem go wzrokiem.
-Grzywa ci się potargała.-poinformowałem go, może nie było kołtunów, tylko nieco poplątana.
Przypomniałem sobie o moim ogonie.-Jak coś to możesz mi ogon rozwiązać.-co prawda podobałem się sobie z taką fryzurą przy zadzie, jednak brudny bandaż mocno krzywdził moje poczucie estetyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Sie 06, 2017 6:31 pm

Zaprzeczyłem kręcąc łbem.
- Raz w zad to nie pedał, a po dwóch się zeruje. Jakoś tak to mawiają – zauważyłem – Zresztą wiesz… ogierem jesteś pierwszym, w którym skończyłem. A klaczy… klaczy były dziesiątki, może setki. Więc wypadałoby… że jestem takim pięcioprocentowym gejem? Jakoś tak – stwierdziłem po chwili. Nie byłem zbyt dobry z matematyki ale procenty akurat umiałem. W końcu musiałem przeliczać stężenie aloesu w szamponie aby dobrać optymalną wartość do swojej pięknej i długiej grzywy. Naturalnie by taka nie urosła – potrzeba było ją regularnie nawilżać, odżywiać, pielęgnować. Ale taki ogier, który jedyne co w życiu widział, to dyszel od wozu… to co mógł wiedzieć o tak skomplikowanych sprawach jak pielęgnacja grzywy?
- Figlować? To chyba niedokładne słowo. Do niczego z innymi koniec końców nie doszło – odpowiedziałem zgodnie z prawdą ale i z delikatnym wahaniem. Bo nie doszło dlatego, że te się wkurzyły… ale o tym to zdecydowanie wolałem nie wspominać.
- To Twoja opinia. Dalej uważam, że wolę klacze… a ty jesteś tylko moim niewolnikiem – wyjaśniłem mu – No i może delikatnym urozmaicenie. „Aby życie miało smaczek, raz klaczeczka, raz ograsek.” – dodałem. Owszem, podniecał mnie, rozochocał, powodował, że różne części mojego ciała stawały, i nie chodziło tu o grzywę, ale nie miałem zamiaru się co do tego przyznawać. Bo i po co. Tak naprawdę… tak naprawdę koniem, którego najbardziej kochałem był… byłem ja sam.


Następnego dnia, po obudzenie, ugryzłem swojego niewolnika w szyję. Nie podobało mu się? Wcale mi to nie przeszkadzało – nic a nic. Obserwowałem, jak ten się przekręca, wygina, podnosi przód na tyle, by sięgnąć do wiadra. Bardzo mnie to śmieszyło… ale gdy w końcu mu się udało wypić wodę to poczułem lekki zawód co okazałem, kładąc uszy po sobie. To nie tak miało wyglądać! Miał się przewrócić i sobie ten głupi pysk rozwalić o ziemię, czy tam wiadro czy jakoś tak. Zdecydowanie jego sukces mi się nie podobał.
- Co? Grzywa? – zareagowałem panicznie. Przeglądnąłem się w wiadrze… i z ulgą ale i wściekłością dostrzegłem, że ten mnie okłamał. Grzywa nie była potargana tylko odrobinę pomierzwiona. A to drań! Zjadłem śniadanie a następnie czekałem cierpliwie, aż Juet również zje. A gdy skończyłem, to ponownie go popchnąłem, by wylądował płasko na ziemi, po czym ciasno mu obwiązałem przednie nogi, by musiał spokojnie leżeć.
- Ogon… ogon rozwiążemy później. A teraz… teraz pobawimy się inaczej – oznajmiłem mu, odchodząc na chwilę od niego, by wrócić… z czymś metalowym. Wielkie żelazne E na końcu kija z drewnianą rączką, za którą trzymałem ten przyrząd. Włożyłem metalową część nad jakąś pochodnię oświetlającą lochy i cierpliwie czekałem, aż E rozgrzeje się do czerwoności.
- Domyślasz się, jaki mam plan? Już wiesz, na czym polega ten odpowiednik ślubu, podkreślający, czyją własnością jest niewolnik? – spytałem, po czym zacząłem się zbliżać w stronę ogiera, złośliwie się uśmiechając. I jeśli ten nie zrobił niczego dziwnego to przełożyłem mu rozgrzany do czerwoności metal do zadu, przyciskając przez chwilę i wypalając swój znak na jego zadzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala tortur    

Powrót do góry Go down
 
Sala tortur
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 24 z 26Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 23, 24, 25, 26  Next
 Similar topics
-
» Sala Tortur (Poziom - II; podziemia)
» Podziemna sala tortur
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Krwawej Zemsty :: Terytoria SKZ :: Zamek Karisto :: Drugie piętro-
Skocz do: