KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala tortur

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 24, 25, 26  Next
AutorWiadomość
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Sie 06, 2017 8:27 pm

Zaśmiałem się z ogiera w myślach, gdy zobaczyłem tę jego wystraszoną mordkę. Komuś innemu byś powiedział, że grzywa mu się poplątała, to by się wytrzepał i poszedł dalej, ale nie ten ogier. Powróciłem do jedzenia. Spokojne zachowanie fryza, czekanie, aż zjem. Robiłem to powoli, delektując się każdą porcyjką tak, jakby była moją ostatnią.
Posłusznie, wybierając najbezpieczniejszą opcję dla mnie, pozwoliłem się znowu powalić na ziemię. Odrobinę się wierzgałem gdy moje pęciny spotkały się ze sznurami.
Zastrzygłem uszami słysząc to dziwne zdanie i oddalające się kroki. Krótkie stuknięcie metalem w innym końcu sali, nie miałem nic przeciwko łańcuchom, ale ten dźwięk brzmiał raczej jak stalowy pręt czy coś w tym stylu. Po chwili układania się w wygodniejszej pozycji dałem radę podnieść łeb. Moje źrenice się zwężyły, a uszy wtuliły potylicę i grzywę. Parsknąłem niepewnie na widok trzymanej przez niego rzeczy. Oj nie podoba mi się to. Zastygłem w bezruchu przyglądając mu się ze strachem. Jednak mnie zaskoczył.
-Właśnie widzę, jak różne mogą być tradycje ślubne.-zażartowałem słabym, niepewnym głosem, jakby przygaszonym.
Kiedy kary ruszył w moją stronę z tym rozgrzanym do czerwoności żelastwem, zacząłem się szarpać panicznie.
-No weź...-próbowałem zerwać łańcuchy-Ja dla ciebie taki miły byłem...-moje wysiłki nie dają rezultatów.-Jakoś się przecież dogadamy!-powiedziałem przerażony szamocząc się.
Okropne uczucie gdy wiesz co się czeka, ale nie możesz uciec. Wierzgałem, kwiczałem i rżałem przeraźliwie głośno, okazywałem wszystkie oznaki zarówno wściekłości jak i strachu.
Kiedy metal dotknął lewej strony mego zadu zawyłem z bólu. Było obrzydliwie bolesne. Gdybym mógł, to pozwalałbym mu na wykorzystywanie mojego zadu do zabaw kiedy tylko chce, byle by zabrał to coś ode mnie. Darłem się w niebo głosy, wierzgałem nogami obcierając i lekko raniąc sobie pęciny.
-Ty bydlaku!!! Padalcu ohydny!!!-przeklinałem go bez oporów.
Jak on śmiał bezcześcić moje piękne ciało!?!
Po chwili zad miałem tak obolały i odrętwiały tępym, pulsującym bólem przez który często przebijał się ostrzejszy i nagły, tak bardzo się zmęczyłem. Pot wstępował na moje ciało, głośno dyszałem, chyba nawet głośniej niż ta łajza podczas szczytowania. Walnąłem łeb na chłodnej ziemi. Machnąłem jeszcze kilka razy nogami. Uderzałem zawiniętym ogonem. Byłem wściekły i wystraszony. Niech on mnie w końcu zostawi. Powinienem od razu uciekać a nie bawić się z nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Nie Sie 06, 2017 9:06 pm

Przez chwilę miałem wrażenie, że ogier specjalnie wolno je, niepotrzebnie wszystko przedłużając… ale jakoś cierpliwie wytrzymałem aż do momentu jak skończy, wyobrażając sobie to, co mu zaraz zrobię. To mnie zdecydowanie cieszyło i powodowało, że wprost nie mogłem się doczekać. A gdy jedzenie w końcu zostało przez Karą Bestię pochłonięte, to ponownie go powaliłem na ziemię i związałem mu przednie nogi, z irytacją dostrzegając, że ten kolejny raz próbował wierzgać. A byłem pewien, że to na tyle poskromiłem, że już będzie spokojny. Jak widać się myliłem.

Po chwili wróciłem z metalowym przyrządem używanym do znakowania koni. Uśmiechnąłem się szeroko widząc reakcję ogiera. Nie wiedział, co to jest? Bał się? Bardzo dobrze. Napawałem się jego strachem.
- Tak, bardzo różne – przez grzeczność potwierdziłem, nagrzewając przyrząd do czerwoności i ruszając z nim w stronę leżącego na boku ogiera. Zaczął się szarpać? Oj, jak mi przykro, że nogi miał skute kajdanami i obwiązane sznurem.
- Wiesz, może i byłeś miły. Ale… ale to nic takiego. Malutki znaczek na zadzie, byś pamiętał o tym, kto jest Twoim właścicielem – odpowiedziałem mu, szeroko się uśmiechając. Jego nerwowa reakcja, próby zerwania łańcucha, rozpoczynająca się szamotanina, tylko bardziej mnie rozbawiły. Przez chwilę się zawahałem, gdy jego wierzganie nabierało na sile… ale gdy mimo tego łańcuchy i liny nie puściły, zacząłem się uspokajać, a na mój pysk powrócił uśmiech. Położyłem nogę na jego zadzie, próbując go przycisnąć, skoro się tak rzucał i przyłożyłem rozgrzany metal do jego sierści. Momentalnie poleciał dym a po pomieszczeniu rozszedł się swąd palonej sierści.
- Oj, ale bez takich słów – parsknąłem rozbawiony, odsuwając metalowy przyrząd od jego zadu – Kto jak kto, ale Bydlakiem jesteś tutaj Ty – przypomniałem mu, że jest ode mnie znacznie większy i cięższy i jako jedyny z naszej dwójki zasługuje na taki tytuł.
- I jak się czujesz? Boli zadek? Jest mi tak strasznie przykro – stwierdziłem ironicznym tonem wyraźnie wskazującym na to, że nie jest. I odszedłem od ogiera, odnosząc przyrząd na swoje miejsce a wracając z nożem. Rzuciłem się na niego, próbując się na nim ponownie położyć, przygniatając go swoim ciężarem do posadzki.
- Tylko nie ruszaj się! – poleciłem mu i zacząłem ostrzem pisać na jego boku swoje imię: ESPILCE. O ile oczywiście był w miarę spokojny, bo jeśli zaczął się rzucać to musiałem przerwać. Niby obie przednie nogi i obie zadnie nogi miał parami skute kajdanami i obwiązane sznurem, ale nie były one przymocowane do posadzki, co mu pozostawało pewną możliwość ruchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Sie 07, 2017 12:40 am

/Wybacz, że krótki, ale zdechło mi się dziś.

Dlaczego on się tak wywyższa, przecież obaj wiemy kto tu rządzi. Co prawda ja się do tego nie przyznam, ale ogier chyba miał rację, iż potrzebuję kogoś nad sobą.
Jego rozbawienie działało mi na nerwy, wierzgałem jeszcze mocniej. Kiedy odejmował metal od mojej skóry, miałem wrażenie, że ona ciągnie się za przedmiotem jak guma. Całe szczęście, że nie krwawię.
-Jak już jesteś wcieleniem zła to chociaż nie udawaj, że ci żal smarkaczu.-sapnąłem z pogardą.
Chwila spokoju gdy odszedł była dla mnie jak pobyt w niebie. Kilka głębszych wdechów. Spojrzenie na niego. No nie, a ten co znowu. Zajęczałem w głowie. On jest nienormalny, właśnie dlatego powiedziałem, że jest dziwny. On jest trochę jak dziecko, dostało zabawkę i chce sprawdzić ile wytrzyma. O dużo wytrzymam, na pewno, chyba..., mam nadzieję, że jeszcze trochę.
Tylko się nie ruszaj, jasne. Tylko masochista by się nie ruszał, a że ja takowym nie jestem, poczuwszy ostrze noża na skórze zacząłem szaleć. Mógł zrobić kilka kresek, przez które powoli sączyła się niewielka ilość krwi, ale całego dzieła nie dałby rady skończyć. Nawet gdyby próbował zamiast konkretnego kształtu powstały by nierówno i chaotycznie cięte linie. Zadnimi nogami nie ruszałem zbytnio, gdyż tył mój był obolały i miejsce z pieczęcią chyba zaczynało puchnąć.
-Nie masz już dosyć?-zapytałem z wyrzutem-Przecież już mnie oznaczyłeś.
Wprawiałem w ruch całe ciało, zupełnie jakbym chciał się przewrócić z prawego boku na brzuch, albo wstać. Przez tortury nie straciłem wypracowanej przez lata siły. Dlatego wątpię by ogier dał sobie radę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Sie 07, 2017 1:08 pm

Uśmiechnąłem się, słysząc jego sapnięcie.
- Wcielenie zła? Ciekawe określenie. Nie wiem, czy to pochwała? Chyba tak – zastanawiałem się na głos – Chociaż podejrzewałem, że to określenie to bardziej pasuje do takiej Karej Bestii jak ty. Gdybyś nie miał kagańca, kajdan i związanych ciasno nóg to ile bym jeszcze pożył? Pół godziny? – spytałem, będąc ciekawy, co odpowie. Skłamie, że wcale by mnie nie zabił tylko chciałby porozmawiać? Wymyśli cokolwiek innego, by mnie żałośnie prosić o zdjęcie z niego tych wszystkich przedmiotów i zostawienie go w spokoju? Jasne, akurat bym go wysłuchał!
- Tylko nie smarkaczu! Jesteś młodszy ode mnie… gówniarzu! – parsknąłem. Chociaż z drugiej strony nazywanie mnie starym byłoby chyba gorsze. To już smarkacz brzmiało lepiej.

Odszedłem od niego na chwilę, by rychło wrócić do niego z nożem. Przygniotłem ogiera swoim ciężarem do posadzki, próbując coś na nim napisać, ale ledwo dotknąłem jego skóry to ten zaczął szarpać się, rzucać, szaleć na wszystkie strony. Miał co prawda skute i ciasno obwiązane sznurami liny… ale nie przymocowałem jego nóg do posadzki, wiec śmiało mógł machać obiema przednimi i obiema zadnimi. Na początku to ignorowałem będąc pewnym, że zaraz się zmęczy i przestanie… ale nie przestawał. A ja… ja się zacząłem męczyć. W końcu… w końcu musiałem ratować się ucieczką, bo prawię się przewrócił na drugi bok i mnie zrzucił… a wolałem samemu wstać… bo tak po prostu wstałem, by nie było, że Juetowi udało się mnie zrzucić.
- Co to miało być? Pożałujesz! Kucu! – krzyknąłem, stając za jego grzbietem. Zgięte przednie nogi próbowałem mu położyć na szyi, by go lekko poddusić, przycisnąć do ziemi i skłonić do zaprzestania szarpaniny, po czym nożem, który wciąż trzymałem w pysku, próbowałem mu zrobić na szyi długie, ale płytkie nacięcie. Takie, by poczuł ból, ale jednocześnie, by nie krwawił obficie. A jeśli mi się udało, to po ranie przejechałem jęzorem, zlizując z niej krew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Sie 07, 2017 6:53 pm

Skrzywiłem się na jego uwagę.
-Chciałbyś wytrzymać półgodziny.-syknąłem-Pożyłbyś maksymalnie dziesięć.-rzekłem mrużąc oczy. Jak on śmie mnie nie doceniać. Co za pokurcz, ignoruje mój potencjał, siłę i zdolności, cóż za lekkomyślny koń.
-Kto wie czy nie jesteś młodszy ode mnie...-oburzony jego przezwiskiem.-Ile ty właściwie masz lat, co?-zapytałem z rozpędu. W sumie faktycznie mnie to ciekawi, kary nie wygląda staro, ale młodzieniaszkiem też nie jest. To przez tą zadbaną sierść.

Kilka ostrych ukłuć nożem były zupełnie jak ugryzienia gza. Trochę bolały, ale nie umrę.
Ucieszyłem się gdy zobaczyłem, że przez moje wierzganie musi się poddać. Widać było, że jest mu to nie w smak. Zgrywał jednak twardziela.
Zaraz jego ciężar przygniótł mi szyję. Szarpnąłem łbem, ale on był za ciężki, do tego jego nogi wbijały mi się w to jakże delikatne miejsce i uciskały tchawicę. Nie blokowały przepływu powietrza, jednak mocno je ograniczały. Nie wiedziałem kiedy ogier uzna ze mnie zejść. Może nigdy, zabije mnie teraz w taki łatwy sposób. Fascynujące, jak, mimo naszej siły, inteligencji, jeden mały ruch, jeden mały wirus czy skaleczenie potrafi nas szybko zabić. Próba wyrwania się spod niego nie dała efektów.
Zobaczyłem ostrze nad sobą. To to pa piękny świecie. Było fajnie przez te cztery lata. Z myślą, iż zaraz moja niesamowita dusza opuści to cudowne naczynie na nią, że zaraz stal przetnie mi tętnicę, leżałem na ziemi, nie okazując strachu. Niektórzy mówią, że śmierć to dopiero początek. Według mnie jest to tak naprawdę kontynuacja, tylko w innym miejscu, ciele, czasie.
Kiedy poczułem nóż przecinając skórę znieruchomiałem. Skoro nie wbijał go głęboko, znaczy, że zamordować mnie nie chce. Ja swoimi ruchami też nie chciałem się nadziać na ostrze bardziej niż powinienem.
Niemiłe to uczucie, oj niemiłe. Westchnąłem płytko, z ulgą. Ciepłą krew powoli wypływała z rany w dobrze ukrwionym miejscu. Nie był to wodospad juchy, od którego umrę, lecz uczucie niemocy powstrzymania krwawienia nieco przerażała. Co, jeśli te rany tak naprawdę są głębokie i zaraz się wykrwawię? Wtem mokry jęzor mojego "Pana" przejechał śliskim językiem po sierści, ranie. Niczym wampir.
Zamurowało mnie, chcę stąd wyjść. Z nim jest coś nie tak.
-Łoł...spokojnie.-wychrypiałem przez ściśnięte gardło-Nie podniecaj się tak.-dodałem, nie wiem, może chcąc go uspokoić za wczasu.
Wyglądał jak szaman w trakcie składania ofiary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Sie 07, 2017 8:05 pm

Cóż, odpowiedź ogiera mi się stanowczo nie spodobała. Spiorunowałem go wzrokiem dając mu wyraźny sygnał, że takich rzeczy nie powinien mi mówić, jeśli nie chce oberwać. To znaczy nie chce oberwać jeszcze dużo bardziej mocniej, niż oberwał i miał oberwać. W końcu zawsze można dostać silniej. Pokręciłem przecząco łbem, słysząc jego rozważanie na temat wieku.
- Mam ile mam, gówno Cię to obchodzi! – wydarłem się na niego, bo trochę wstyd mi było się przyznać, że mam już 8 lat… Coraz częściej czułem się staro i wolałem nie chwalić się swoim słusznym wiekiem.

Wstałem z wierzgającego ogiera, gdy ten coraz mocniej się szarpał, pode mną, a utrzymanie się na nim było coraz trudniejsze. Przygniotłem mu za to szyję, chcąc go poddusić i zmusić do posłuszeństwa. Wziąłem nóż chcąc mu sprawić trochę bólu, by powtrzymać go od dalszego oporu i wierzgania.
- Oj nie, tak szybko nie umrzesz, to by było dla ciebie za łatwe – odpowiedziałem mu. Nie byłem pewien, czy naprawdę sądził, że go zabiję, czy tylko się zgrywał. Ja w każdym razie nie miałem takich planów. Zabicie go jednym cięciem byłoby dla niego zbyt łatwe a dla mnie zbyt mało zabawne. Chciałem go długo i powoli męczyć. Przede wszystkim by go złamać i zmusić do posłuszeństwa. Dlatego też zacząłem robić długie, ale płytkie nacięcie na jego szyi. A gdy skończyłem używać noża, to przejechałem po jego szyi jęzorem, zlizując jego krew.
- Spokojny? Jestem spokojny. A ty za to smakujesz… jak każdy inny koń – stwierdziłem. Przejeżdżałem jęzorem po paru ranach klaczy ale Juet był chyba pierwszym ogierem, o ile dobrze pamiętam.
- Ale dobrze… tak się masz zachowywać. Grzecznie i spokojnie – pochwaliłem jego obecne zachowanie… i skoro był spokojny, to puściłem nogami jego szyję a zacząłem robić płytkie nacięcia na jego łopatce i przednich nogach, idąc dookoła niego. Jeśliby się nagle rzucił, wierzgnął, zaczął szarpać, to mogło się zdarzyć, że nożem niechcący zraniłem go mocniej… lub też przeciąłem liny pętające mu przednie lub zadnie nogi – a tego bym zdecydowanie nie chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Sie 07, 2017 10:34 pm

Chyba powinienem się obrazić. On mi ubliżał, wyraźnie to czułem. Nie jestem taki jak inni.
Śliska mieszanka mojej krwi, śliny Espilca. Jego język jeżdżący po mojej sierści. Miałem ochotę by wylizał mnie tak całego. Leżąc tak delektowałem się tą ohydną dla wieku czynnością wykonywaną przez niego. Rozumiałem czemu tak robi, sam bym się pieścił w ten sposób, ale skoro mam niewolnika do spełniania takich zachcianek....
Poczułem się świetnie, będąc pochwalonym przez ogiera. Dlaczego? Powinienem chcieć o zabić, nie... najpierw zgwałcić potem okaleczyć a potem zabić, tylko powoli, by słyszeć każde jego błaganie o szybszą śmierć. Brzmi genialnie!!! Tylko na razie.... na razie muszę się uwolnić. Tak, muszę znaleźć sposób. Będzie świetnie. Czuję się bosko.
Teraz po wypaleniu znaku takie małe cięcia nie robiły na mnie wrażenia, czułem je, lecz wystarczyło parsknięcie by wrzucić z siebie ból.
Tak jak prosił fryz nie ruszałem się zbytnio, wierzgnąłem kilka razy, poruszyłem mięśniami grzbietu. Nie miałem szans na ucieczkę, jeśli będę próbował się wyzwolić spadnie na mnie kara. Czuję jednak, że i tak zostanę zaraz ukarany. Zastanawiałem się o teraz zrobi, byłem tego cholernie ciekaw. Jego władza nade mną była pociągająca. To nie było jakieś pitu pitu z klaczą, delikatne ugryzienie, lekkie wierzgnięcie, to była porządna dominacja. Słuchałem jego kroków, były spokojne i pewne. Machnąłem ogonem, miękkie pacnięcie, gdy uderzył o ziemię. Kiedy mi go zdejmie?
-Co teraz spróbujesz mi zrobić?-zapytałem nie utrzymując ciekawości na wodzach, zaakcentowałem słowo trzecie słowo, bo ostatnim razem mu się nie udało wykonać na mnie jego arcydzieła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Sie 07, 2017 11:05 pm

Poczułem się odrobinę zawiedziony, gdy ogier tak jakby mniej się wściekał. Dlaczego? Liczyłem, że będzie się bardziej denerwował – zwłaszcza faktem bycia lizanym. Wiele klaczy było takim zachowaniem mocno zirytowana i zawzięcie protestowała. Czemu on nie? Skoro lizanie nie zrobiło na nim należytego wrażenia to wziąłem nóż i zacząłem go nim ranić, robiąc płytkie nacięcie na łopatce i przednich nogach. Tak by poczuł ból i zrozumiał, że tylko absolutne posłuszeństwo może mu pozwolić uniknąć dalszych ran. I zdziwiło mnie, że ten… jakby nie czuł. Nie wierzgał, nie rzucał się, był nad wyraz spokojny? Ale… ale dlaczego? Nie potrafiłem tego zrozumieć. Tak protestował przy okazji napisu a teraz, jak go ciąłem, to jakby nie robiło na nim żadnego wrażenia? Wydawało mi się to jakieś irracjonalne.
- Teraz skończę napis! – parsknąłem zirytowany. Jeśli chciał mnie wkurzyć, to dodanie tego trzeciego słowa zapewniło mu sukces. Skoro skończyłem Cięcie nóg to stanąłem sobie przed jego podbrzuszem, swoje przednie nogi dając wzdłuż stron jego przednich, by nie mógł nimi rzucać, po czym ostrzem trzymanym w pysku ponownie sięgnąłem do jego boku, próbując kontynuować napis, który zacząłem.
- Tylko nie próbuj protestować! – ostrzegłem go, a jeśli zaczął się mocniej rzucać, to ciąłem nożem w jego łopatkę, nogi, grzbiet czy brzuch – gdziekolwiek, gdzie trafiłem. W końcu nie mogłem mu darować, nie mogłem się cofnąć, bo to by świadczyło o słabości. Skoro postanowiłem się na nim podpisać, to musiało mi się udać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Sie 07, 2017 11:39 pm

Chce kończyć napis, nie. To przecież nie współgra z wypalonym znakiem. Wszyscy będą wiedzieć, do kogo należę. Znaczy nie należę, tylko kto mnie porwał i zmusił do tych wszystkich okropieństw.
-Nic nie skończysz!-krzyknąłem nagle sam siebie zaskakując. Uniosłem łeb i spojrzałem na niego kątem mego pięknego, lewego oka.
Ruszyłem całym ciałem próbując wstać, nie udało się. Tym razem. Przebłyski mojej spokojnej, uległej natury mieszały się z agresją i chęcią walki, udowodnienia mu, że jest gorszy niż ja.
-Protestuję.-zaśmiałem się głośno, brzmiało to trochę jak ostatni śmiech przed nagłą śmiercią, śmiech prawie że przez łzy.
Nie zważając na rany zadawane przez niego, w różnych miejscach, o różnych głębokościach. Z niektórych krew ściekała cienkimi strumyczkami, a innych upłynęło zaledwie kilka kropel. Bolało, jednak ja rzucałem się jak szalony. Skóra obtarta przez liny i okowy piekła. Oparzenie na zadzie pulsowało nieznośnym bólem, dopóki się nie ruszałem było dobrze, lecz teraz.. teraz czułem, że zabawa się zaczęła. Sporo czasu zajmie nim to wszystko się wygoi o ile nie wda się żadne zakażenie.
Ten jeden raz muszę z nim wygrać, muszę go zmusić by odpuścił. Szarpałem za łańcuchy, może znowu jakiś nie wytrzyma mojej siły? Zobaczymy czy mi się poszczęści, tak jak wcześniej.
Uderzyłem łbem w kagańcu o ziemię. Nie bolało, mam twardy czerep, do tego amortyzacja w postaci skórzanych pasów działa idealnie.
-Poddajesz się?-zapytałem usiłując się wyzwolić, tom mój był prześmiewczy.
Nie powinienem był mówić tych rzeczy. Powinienem leżeć spokojnie, tak jak kazał. Naznaczyłby mnie i pozwolił odejść, tak on na pewno taki jest. Uwolniłby mnie. On się mną opiekuje. On jest dobry, tylko teraz jest na mnie zły, bo nie wykonuję poleceń. Jestem nieposłuszny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Sie 21, 2017 1:49 am

Wróciłem do robienia napisu… ale to stanowczo nie spodobało się mojemu ogierowi, który zarżał protestować i rzucać się całym ciałem.
- Gówno mnie obchodzi Twój protest! Zamknij się! Stul pysk! Spokój! – wydarłem się na niego, tnąc go nożem po całym ciele, mając nadzieję że bólem go przekonam do posłuszeństwa. Póki co mi stanowczo nie wychodziło. Drań miał wysoki poziom odporności na ból, skoro nic sobie z niego nie robił, mimo moich kolejnych prób. Tak mocno był lany przez swojego poprzedniego właściciela, u którego był wcześniej niewolnikiem? A może duża ilość adrenaliny to powodowała? Mogłem sprawić mu jeszcze więcej bólu… no ale nie chciałem, by mi się wykrwawił. Nie chciało mi opatrywać go, leczyć mu ran. Miał być niewolnikiem, który mi służy, a nie takim, którym będę musiał się opiekować! No ale też nie mogłem mu ustąpić. Postanowiłem, że napis będzie, powiedziałem mu, to nie mogłem teraz zrezygnować. Musiał wiedzieć, kto tutaj rządzi! Widziałem, jak się rzuca – nogami tarł liny, ja sam mogłem jakiś sznury naruszyć nożem, gdy go ciąłem, ale póki co wytrzymywały. A nawet jakby puściły, to oprócz związanych ciasno nóg miał również kajdany.
- Ja? Poddać się?! Chyba kpisz! – parsknąłem. Chyba niepotrzebnie, bo jego ton wyraźnie mówił, że… że właśnie co? Zbiera mu się na żarty? A może nie był normalny? Może… po prostu był szalony? Tak to wyglądało. Normalny koń tak się przecież nie zachowuje!
- Nie! Dość tego! Tak się bawić nie będziemy! – zarżałem. Chciałem brzmieć groźnie, ale z powodu ciężkiego dyszenia i zmęczenia nie brzmiało to chyba jakoś bardzo przekonująco.
Czemu mi nie wychodziło? Gdzie zrobiłem błąd. Chyba niepotrzebnie mu odkuwałem nogi od posadzki – gdy były całkiem unieruchomione to był znacznie grzeczniejszy! Tak, musiałem to zmienić! Chwyciłem jakąś linę i podszedłem do związanych i skutych przednich nóg mojego więźnia. Spróbowałem zawiązać linę na jednej nodze, a jeśli mi się udało, to zacząłem ją ciągnąć do „przodu” leżącego ogiera, by ten miał przednie nogi wysunięte mocno w przód. Tak starałem się gdzieś przywiązać linę, aby wymusić taką jego pozycję. A jeśli mi się udało, to starałem się analogicznie zrobić z mocniejszymi, zadnimi nogami swojego niewolnika – próbując go zmusić, by je miał z kolei mocno w tył, tak aby leżał na boku, rozciągnięty między napiętymi linami, co powinno mu ograniczyć ruchy a mi dać szansę na skończenie napisu. Ale czy mi się udało? Czy też nagłe pęknięcie jakichś lin lub łańcuchów mi wszystko uniemożliwiło?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pon Sie 21, 2017 3:28 pm

No panie jak już mam zostać u niego na dłuższą chwilę to powinniśmy nawiązać jakieś relacje. Ja przynajmniej staram się jakoś na spokojnie pogadać, go przekonać, ale on... Rozumiem jest cholerykiem, niestabilnym emocjonalnie ogierem ze skłonnościami do sadyzmu. To go jednak nie usprawiedliwia, może jakaś terapia by mu się przydała? Jemu już nic nie pomoże. Jedynie siła miłości może coś zdziałać. Ulubiony slogan zdesperowanych klaczy. Romantyczek liczących na platoniczną miłość, która przerodzi się w miłość pełną zaufania, czułości, która za pomocą uczuć zmieni partnera z demona w czystego anioła, miłującego świat i ją.
Cóż, życie to nie bajka, właśnie ktoś mi to uświadamia. Zaraz ogłuchnę od jego wrzasków, która z każdą chwilą irytują mnie coraz bardziej. Co za dzieciak. Choćbym się uwolnił i go zaatakował nie ustąpiłby. Zawzięty gościu, nie rzuca słów na wiatr. W sumie ta cecha u niego jest dobra.
Chciałbym wyjść na zewnątrz...Co bym tam robił? Niby opcji jest dużo, ale wszystkie takie same. Coś zjeść, pobiegać, z kimś pogadać, z kimś się pobić, poflirtować, pójść spać, obudzić się i od nowa, aż do śmierci. Z takim planem na życie nie lepiej od razu się zabić, albo pozwolić komuś by nam pomógł.
Kiedy ten zabrał się za układanie mnie w tej, wbrew pozorom wygodnej pozycji dzięki której mogłem rozciągnąć moje stare kości, miałem w planach walczyć, opierać się by w pewnym stopniu mu utrudnić, ale zwyczajnie mi się nie chciało. Byłem zmęczony, mimo przyjemnej nocy, moje mięśnie, które cały czas pracowały powoli dawały za wygraną, może upływ krwi, niewielki co prawda, zrobił swoje. Można powiedzieć, że powoli popadałem w marazm, chwilowe zrywy waleczności nie dające skutków dołowały mnie trochę. Wszystko było przeciwko mnie. Zniecierpliwiony wyczekiwałem momentu aż on powie, że jestem wolny, albo chociaż weźmie mnie wyprowadzi na spacer na łańcuchu.
Posiadanie niewolników to trudna sztuka, jeśli nie nawiąże się odpowiedniego kontaktu z nim to ucieknie przy pierwszej okazji. Kary chyba się na tej sztuce nie zna bo na razie tym co chcę zrobić do zwiać stąd zostawiając za sobą jego ciało ze zmiażdżonym łbem, stygnące na kamiennej posadzce.
Daleko było do realizacji tego planu, choć może nie aż tak.
Leżałem wyciągnięty, tak jakbym przeskakiwał jakąś strasznie szeroką przeszkodę. Darmowy aerobik. Uśmiechnąłem się krzywo. Wierzgnąłem tylnymi nogami, czułem wilgoć pod stertą lin i metalu. To tylko skóra. Grunt, że stawy i kości nie są naruszone.
Rzężenie fryza, jego delikatnie spocone ciało.
-Może odsapniesz chwilkę?-zaproponowałem. Nie martwiłem się o niego zwyczajnie wydaje mi się, że gdy jest wypoczęty jest milszy.
Mam tylko nadzieję, że nie odczyta tego jako obrazy jego otłuszczonego ciałka i znikomej ilości mięśni.
Sam potrzebowałem oddechu, nie ma tu okiem, które można by otworzyć. Głupie lochy. Chciało mi się pić i było mi gorąco. Ileż bym dał by się wtarabanić do jakiegoś chłodnego jeziorka. Dlaczego tak bardzo odpływam myślami? W taką daleką przyszłość, możliwe przecież, że ten samiec w pewnym momencie zechce mnie zabić a wtedy moich fantazji nic nie zostanie. Muszę się bardziej skupić na tym co jest teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 22, 2017 11:25 pm

Relacja? Ja nie oczekiwałem żadnej konkretnej relacji. Juet był moim niewolnikiem. Zwykłym przedmiotem. Mówić o nawiązany relacji z niewolnikiem, to jakby zastanawiać się o nawiązany relacji z kostką siana, żłobem czy lizawką solną. Chociaż… chociaż musiałem skrycie przyznać, że potężny ogier zrobił na mnie spore wrażenie. Ciężko było mi powiedzieć, co tak naprawdę do niego czułem. A może nie było to takie ciężkie? Tylko ja zwyczajnie nie chciałem się do tego przyznać, nawet przed samym sobą? Bo co… pożądać innego ogiera? Przecież to był jakiś chory pomysł!

Chwyciłem liny i za ich pomocą przywiązałem drania tak, że przednie nogi miał w przód, zadnie w tył, co znacznie ograniczało mu możliwość wykonywania jakichkolwiek ruchów, wierzgania, kopania i rzucania się. I uśmiechnąłem się do niego triumfalnie. W końcu był mój… a ja mogłem zrobić z nim, co tylko chciałem.
- Odsapnę? – parsknąłem. Oczywiście, oczywiście że o tym marzyłem. By się położyć, odpocząć, coś zjeść, wypić, zdrzemnąć. Byłem koszmarnie zmęczony. Ale nie mogłem po sobie tego pokazać. Owszem, byłem cały spocony, moja piękna, bujna grzywa kleiła się do szyi, pot ze mnie ciekł… ale nie chciałem pokazać po sobie słabości.
- A czemu miałbym odpoczywać? Jestem w świetnej formie! – skłamałem – Nawet się nie zziajałem! – dodałem, ciężko dysząc. To, że był ode mnie silniejszy, bardziej umięśniony i miał bez porównania lepszą kondycję, to nie powód, by mi tak protekcjonalnie proponować odpoczynek. To JA byłem JEGO właścicielem i to tylko JA mogłem GO protekcjonalnie traktować!

Zerknąłem na niego, zastanawiając się, co zrobić. Tak, musiałem skończyć napis. Ale… ale byłem na to zbyt zmęczony. Potrzebowałem odpoczynku. Przynajmniej chwilkę. Albo chociaż jakiegoś lekkiego zajęcia, niewymagającego dalszego siłowania z więźniem. Coś… co było łatwe i nie wymagało siły.
- Jak to wyglądasz? Jesteś cały we krwi! – ofuknąłem go. No tak, niby sam go pociąłem… ale to była jego wina! To, że był ranny, oczywiście mi nie przeszkadzało do momentu, gdy do ran nie wdało się zakażenie. Zresztą potrzebowałem go żywego i w pełni sił. To oczywiste, że zdrowy niewolnik był bardziej „prestiżowy”, budził zazdrość innych koni i był „użyteczniejszy” – mógł przewieźć więcej rzeczy, przeciągnąć bardziej załadowany wóz, bardziej ciężko pracować.
- Nie ruszaj się! – poleciłem mu, i wolnym krokiem odszedłem od niego, gdzieś za jakiś róg. I tam położyłem się, by mnie nie widział, a tylko pyskiem przesuwałem w tę i we w tę jakieś rzeczy, udając że czegoś szukam, a tak naprawdę próbując złapać chociażby te kilka minut odpoczynku. Po chwili wstałem, chwyciłem jakieś butelki, bandaże, opatrunki i wróciłem do niego. Kiedyś byłem uzdrowicielem, bo kim innym mogłem być, jak z wiadomych powodów nie nadawałem się na wojownika, który przecież w każdej bitwie ryzykował grzywą. W każdym razie będąc w przeszłości uzdrowicielem, coś tam o medycynie wiedziałem. Zacząłem więc go polewać jodyną, co na szczęście nie wymagało zbyt wiele siły. A jego mogło szczypać, chociaż po ranach, taki ból raczej nie robił na nim żadnego wrażenia. Zalepiłem jakieś dwie większe rany po czym... użarłem go lekko w zad.
- Pamiętaj, kto jest Twoim właścicielem! – dodałem i skoro już go opatrzyłem, to dla własnej satysfakcji zacząłem wodzić chrapami po jego boku i szyi. Zbliżyłem się też pyskiem do jego ogierzości, wypuszczając na nią ciepłe powietrze. Gdy był tak rozciągnięty linami, to miałem do niej dobry dostęp.
- Gdyby Cię wywałaszyć to byłbyś spokojniejszy i posłuszniejszy – zagroziłem mu, chociaż oczywiście nie zamierzałem tego robić. Był zbyt dla mnie cenny. No i jako wałach miałby mnie siły, mniejszą masę mięśniową, więc mniej by się nadawał na niewolnika. A ktoś tak mądry i piękny jak ja, zasługiwał na najlepszego sługę.
- Nie ruszaj się! – ponownie mu rozkazałem, biorąc nóż w pysk i prawym przednim kopytem przyciskając jego szyję do ziemi, delikatnie go podduszając. Może to trochę absurdalnie wyglądało, że wcześniej go opatrywałem a teraz brałem nóż… ale musiałem skończyć co zacząłem. A teraz drań miał znacznie mniejsze możliwości ruchu, rozciągnięty linami. A ja… ja szybkimi, ale płytkimi pociągnięciami, starałem się skończyć napis na jego ciele.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sro Sie 23, 2017 1:37 am

Uznałem, iż zawierzę mu, że faktycznie nie pada ze zmęczenia, że trzyma się świetnie i może mnie męczyć przez najbliższe kilka godzin. Gdybym mógł wyśmiałbym go krzycząc jakim wielkim kłamcą jest, płakałbym, z jednej strony nad tym jaki on jest żałosny, z drugiej nad tym jaki ja jestem bezradny. Jednak przede wszystkim śmiałbym się głośno. Bez powodu, dla zabawy i zabicia tych wszystkich męczących dźwięków, które mnie otaczają. Patrzą się na mnie bez przerwy, krzywią się na każdą próbę uwolnienia się lub na powolny proces poddawania się życzeniom i zachciankom ogiera.

-Niby jak miałbym się ruszyć?-zapytałem retorycznie. Wiedziałem, że kary się tylko ubezpiecza, bo zmęczony raczej nie zwieję. Słuchałem stukotu kopyt i widziałem jak ten odchodzi ospale ciągnąc nogę za nogą. Gdy znikną mi z pola widzenia usłyszałem dziwne dźwięki. Jakby ktoś przekopywał się przez stertę barachła. O nie.... Co on znowu kombinuje? Liczyłem, że ten za sekundę wyjdzie z czymś na styl gigantycznego tasaka lub inne niespotykane narzędzia tortur. Czekałem jednak i czekałem. Leżąc na ziemi w bezruchu, regenerując energię, czas mi się dłużył. Zastanawiałem się czy go nie zawołać, zapytać czy wszystko w porządku, w czymś pomóc, ale co mnie to obchodzi? Przymknąłem oczy, odpłynąłem myślami w niebyt. Brałem głębokie wdechy rozszerzając mocno nozdrza. Przyjemnie. Przez tę krótką chwilę byłem sam ze sobą. "Machnąłem" nogą raz, to nie było specjalnie, ot taki odruch, zupełnie jak dreszczyk.
Łoo poszukiwania zakończone. Nie wiem co on tam wyciągnie, ale lepiej sobie nie wyobrażać co to może być, bo, jak wiadomo, można się na takich przewidywaniach nieźle przejechać. Czy to kwas? Lekko się wzdrygnąłem gdy polał moje ciałko nieznanym mi płynem, który na dodatek nie wywoływał miłych doznań. Syknąłem cicho, zaskoczony takim działaniem cieczy. Po chwili i bandaże poszły w ruch, może niewiele, ale zawsze coś. Chciałbym móc obrócić głowę i ocenić dzieło fachowca. Nie żebym mu nie ufał, ale uważam, iż walkę i medycynę fryz powinien zostawić komuś innemu, a sam niech się lepiej zajmie swoim wyglądem. Było to jednak zrozumiałe działanie, uważa, że mu się przydam, więc nie che bym umarł z powodu małej zakażonej ranki.
"Właściciel" to chyba jego ulubione słowo. Jego ton gdy je wymawia...
-Hej hej hej!! Co ty?-zareagowałem na nagłe zbliżenie się jego pyska, który wyposażony jest w twarde, ostre zęby, o czym zdążyłem się przekonać na własnej skórze, do mojej intymnej strefy miedzy tylnymi nogami. Czemu nie jestem jeżem, skuliłbym się w piłkę i byłoby świetnie. Wywałaszanie? Czy ja się przesłyszałem? Oby tak. Nie to, że mi zależy, ale nooo, jak to miałbym być taki...niekompletny?  
Wzięcie noża nie wróżyło nic dobrego. Moje piękne diamenty. Nieee!!! Prawie że płakałem. W myślach oczywiście. Położone uszy, ruszający się niespokojnie ogon.
Nie wiedziałem czy mam się cieszyć, że nie przeprowadził na mnie tej niehigienicznej operacji plastycznej, czy buntować się że znowu mnie tnie. Spróbuję się trochę podąsać na niego.
Ciężar jaki naciskał na moją szyję był na tyle duży bym nie mógł unieść łba. Kujący, specyficzny ból, nieprzyjemny. Chyba bardziej niż przy głębokich ranach. Nazwę go Irytujący, nie cierpisz aż tak, ale wkurza cię, że nie możesz się go pozbyć. Cienkie na cięcia powoli pojawiały się na moim ciele. Jak się wygoją, sierść mi urośnie nie będzie ich prawie widać, to dobrze. Mam nadzieję, że on nie będzie próbował poprawiać napisu żeby był lepiej widoczny.
Wzdychałem, co jakiś czas parskałem głośno, niezadowolony z sytuacji. Nie mam pojęcia co powinienem teraz zrobić, co mogę zrobić. Mogę liczyć jedynie na to, iż Espilce w akcie łaski mnie nieco uwolni, choć fajne było to uczucie zniewolenia. Byłem tymi łańcuchami rozciągnięty, w pozycji przypominającej wiszące na hakach ciała martwych świń. To porównanie mnie niepokoi. Nie chcę tak skończyć. Nie ma się czego bać, on mi nigdy tego nie zrobi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Czw Sie 24, 2017 7:55 pm

Zawahałem się słysząc jego pytanie. No tak, w sumie nie miał się za bardzo gdzie ruszyć, o co przecież sam zadbałem. Już mu miałem odpowiedzieć, gdy nagle domyśliłem się, że to pytanie było chyba retoryczne. No tak, chyba tak. A może jednak oczekiwał odpowiedzi? Czy taki… czy taki przerośnięty niewolnik mógł w ogóle wiedzieć, czym są pytania retoryczne? W sumie nie wydawało mi się… ale i tak zignorowałem jego słowa – bo na głupie pytania się nie odpowiada. Odszedłem od niego, chwilę odpocząłem i powróciłem, aby zacząć go opatrywać. Wiedział co robię? Domyślam się? Był kiedyś opatrywany? W sumie mógł – w końcu miał kiedyś jakiegoś właściciela. Raczej niezbyt inteligentnego, skoro udało się wielkoludowi uciec. Zaśmiałem się słysząc jego oburzenie, gdy zbliżyłem się z pyskiem do jego delikatnych rejonów. Jeden nagły ruch szczęką… a drań byłby zdecydowanie bardziej spokojniejszy. Ale niestety również mniej wartościowy jako niewolnik, a tego nie chciałem. Chociaż nie przeszkadzało mi to trochę mu pogrozić. Niech się boi. Widziałem jego strach. I napawałem się nim. Każdą chwilą jego trwania. Zacząłem powoli, starannie robić napis na jego ciele. Nie spieszyło mi się – miałem wiele czasu. I z zadowoleniem dostrzegłem, że mój więzień się uspokoił, nawet nie próbując mi przeszkadzać i utrudniać.
- Dobrze, bardzo dobrze – pochwaliłem go po chwili – Widzisz? Jeśli chcesz, to potrafisz być grzecznym i posłusznym niewolnikiem – dodałem, odkładając nóż. Przejechałem językiem po napisie, próbując jego krwi. Wiele klaczy to bardzo oburzało z jakichś powodów.
- Nie było chyba tak źle? Trzeba było się tak nie rzucać? – dodałem, podszczypując go po zadzie, obok wypalonego wcześniej znaku – Teraz każdy wie, że jesteś moim niewolnikiem. Napis powinien Ci przypominam o pełnym posłuszeństwie wobec mnie. I o tym, że jestem Twoim właścicielem – dodałem, uśmiechając się złośliwie. Musiałem mu to przypominać tak często, jak to tylko było możliwe, by mu się to na stałe zakorzeniło we łbie. By wdrukować to w jego psychikę.
- Dobra, pora wziąć się do pracy – zdecydowałem, po czym odwiązałem najpierw z zadnich nóg liny, które je ciągnęły do tyłu i ciasno oplątywały a następnie z przednich. Oczywiście drań wciąż miał na nich ciężkie, metalowe kajdany, tak jak i obrożę na szyi i kaganiec na pysku. Nie byłem samobójcą, by mu te rzeczy zdejmować. Ale uznałem, że sznury nie są już potrzebne.
- Wstań! – rozkazałem mu i jeśli szybko nie wykonał tego rozkazu, to go uszczypnąłem w zad.
- Czyli rozumiem, że teraz będziesz grzecznym i posłusznym niewolnikiem? – upewniłem się, wodząc pyskiem po jego mocnej szyi i umięśnionej łopatce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Czw Sie 24, 2017 9:18 pm

Kiedy skończył wykorzystywać mnie jako płótno czy kartkę odruchowo chciałem wstać jednak liny i łańcuchy mnie przytrzymały. Śliska mieszanka śliny i krwi pokrywała teraz zranioną część mego ciała. Podobno ślina ma właściwości odkażające, a tak że substancje łagodzące nieco ból. Tak więc, niech mnie liże ile tylko mu się chce. Poza tym chwilowy, ciepły okład z jego miękkiego języka był przyjemnością. Poruszyłem uszami. Mój mały wampir zdawał się mieć więcej fetyszy niż przypuszczałem.

Jasne, że nie trzeba było się tak rzucać, lecz jest to kwestia honoru i przyzwyczajenia oraz tego czego inni od nas oczekują. Zawsze wszyscy mówią: "Walcz do końca!", "Nie poddawaj się!", "Nawet gdy wiesz, że nie masz szans próbuj!". Wymuszone, jako obowiązkowe i potrzebne, działania w niektórych sytuacjach do niczego się nie nadają. Gdy zobaczyłem jego uśmiech wyczułem w nim czystą kpinę i wyższość. Nie było to bezpodstawne, ale zwiastowało, że do końca naszej przygody zostało jeszcze trochę.
Ogier wydawał się być bardzo spokojny, może nawet nieco radosny. Jednak ktoś z tak niestabilną psychiką nie utrzyma tak dobrego nastroju zbyt długo.
Pozycja ubitej maciory, dość wygodna, za mocno rozciągała moje mięśnie i ścięgna. Dlatego, gdy tylko poczułem luz, podwinąłem nogi pod siebie i ułożyłem tak by leżeć na brzuchu.
  Nagle poderwałem się z ziemi i zacząłem szarpać na wszystkie strony. Łańcuchy puściły z zadziwiającą szybkością. To pewnie przez moją ogromną siłę. Rzuciłem się na niego, lecz obroża mnie przytrzymała. Wystarczyło jednak tylko jedno mocne pociągnięcie by i ona się poddała. Przednimi nogami zarzuciłem mocno w górę, w tym samym czasie obniżając łeb i, z trudem bo z trudem, ściągnąłem kaganiec. Popatrzyłem groźnie na karego po czym bez namysłu rzuciłem się na niego, wgryzając od dołu w szyję. Zacisnąłem na niej mocne zęby. Przegryzłem się przez skórę, mięśnie, dotarłem do tętnicy, którą gwałtownym szarpnięciem przerwałem. Dogorywający fryzyjczyk padł na ziemię. Ciemna krew szybko zaczęła tworzyć na posadzce wielką kałużę, która niczym woda w rzece zaczęła omywać moje kopyta. Tak, tak, jasne. Westchnąłem do siebie. Gdyby to było takie łatwe jak sobie wyobrazisz. Niezadowolony na sekundę tylko odpłynąłem i właśnie w tym momencie została powiedziana komenda. Popatrzyłem lekko zdezorientowany na mojego oprawcę, który wbrew moim marzeniom dalej trzymał się dobrze. Sprawnie przetworzyłem podane przez niego polecenie, dodatkowy bodziec w postaci dziabnięcia w zad sprawiły, iż nieporadnie, acz zachowując resztki godności wstałem.
Co mu odpowiedzieć? Tak czy nie? Dylematy wszędzie trudne wybory. Może gdyby dotykała mnie w ten sposób jakaś powabna klaczka to pewnie byłbym wniebowzięty, ale "Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.".  Szczerze nie przeszkadza mi to, tylko jakoś tak trochę dziwnie mi z tym, że nie oburzam się tak jak chyba powinienem. Czy już po prostu zobojętniałem na takie zachowania. Wtedy byłbym obojętny na wszystko a nie jestem. Kątem oka, bo przecież nie chcę by ten zauważył, iż mu się przyglądam, obserwowałem jego, zaokrąglony zadek i bok. Może i jest ciężki, ma lekką nadwagę, ale sylwetkę nadal ma dobrą.
-Wiesz..-zacząłem niepewnie.-Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.-próbowałem jakoś się wywinąć.-Co mi narysowałeś na boku?-zapytałem szybko by nie drążył tematu mojej grzeczności. Owszem widzę jakieś rysy, ale nie mogę się obrócić na tyle by sobie to obejrzeć dokładnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Czw Sie 24, 2017 10:09 pm

Zadawałem mu pytania, czy był sens tak się rzucać, i jakoś nie byłem bardzo zaskoczony, że nie dostałem na nie odpowiedzi. Ogier zrozumiał, że jej nie oczekuję? Czy też było mu głupio przyznać, że ta cała walka nie miała sensu? Bo czy rzeczywiście jest sens walczyć do końca? Nie zawsze. Bezmyślna walka do końca jest tak naprawdę błędem. Co dzieli konie od bezrozumnych zwierząt? To, że bezrozumne zwierzę, gdy zostanie schwytane w sidła, będzie walczyć do końca byle tylko się uwolnić. Wilki potrafią sobie nawet odgryźć nogę, by uniknąć bólu i odzyskać wolność. Ale to zwierzęce zachowanie. Rozumny koń zignoruje ból, wytrzyma niewygody i zaczeka na myśliwego, by go skopać, usuwając tym samym zagrożenie dla swojego gatunku. Więc bezsensowna walka nie miała sensu. Świadczyła o przewadze instynktu nad logiką. Była poważnym błędem.

Zdjąłem mu liny z nóg: i te, które go rozciągały jak i te, które ciasno obwiązywały mu kończyny. Po wydaniu rozkazu i uszczypnięciu w zad, ten łaskawie posłuchał, powoli wstając. Trochę zbyt powoli. Powinienem go może użreć za opieszałe wykonywanie mojego rozkazu? A może było to uzasadnione długim zależeniem się? Tym razem postanowiłem mu to jeszcze darować, zadając pytanie, wprost się go pytając czy będzie grzeczny i posłuszny. Uśmiechnąłem się triumfalnie, dobrze wiedząc, jaka będzie odpowiedź. Po tych wszystkich wysiłkach przecież musiał mi obiecać bycie posłusznym. Jednak to co usłyszałem, spowodowało, że zaskoczony otworzyłem pysk, zastanawiając się, czy się nie przesłyszałem.
- Co? Co to znaczny trudno?! – parsknąłem ze złością. Co on w ogóle gadał? O co mu chodziło do diaska?! – Nie może być Ci trudno odpowiedzieć na pytanie. Odpowiedź jest prosta: albo tak, albo nie! A skoro odpowiedzią nie jest „tak” to wszystko inne go zaprzeczenie! – zarżałem zirytowany.
- Nie zmieniaj tematu! – ofukałem go – To moje imię, by każdy wiedział, że jesteś mój ty przerośnięty kucu! – wydarłem się na niego, po czym doskoczyłem do niego, gryząc go w łopatkę.
- Nie, tak się nie będziemy bawić! Dość tych bredni! Będziesz posłuszny?! Czy chcesz więcej tortur?! – zagroziłem mu i ponownie go użarłem, tym razem w bok – A co? Może nie wyraziłem się wystarczająco jasno? Masz problem z rozumieniem, co się do Ciebie mówi? Masz problemy z wykonywaniem rozkazów? To lepiej… to lepiej się popraw, bo Cię zmasakruję! – darłem się na niego po czym ponownie go użarłem – tym razem w przednie nogi.
- A teraz leżeć! Kładź się! – poleciłem mu, sprawdzając jak idzie mu wykonywanie rozkazów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pią Sie 25, 2017 1:13 am

Cóż za nagły napad irytacji i złości. Przecież, z tego co podejrzewam, miał on dużo do czynienia z klaczami, które są dużo bardziej humorzaste, niezdecydowane i tym podobne.
Ja zwyczajnie nie chciałem odpowiadać. Jasne, że będę mu posłuszny, bo nie mam wyjścia, ale tego nie powiem. To by była ujma na honorze, przyznanie się do porażki, słabości, nikt tego nie robi, a na pewno nie ja. No, może kiedyś to zrobię..może...kiedyś.
-No przecież prawdy ci nie powiem, a kłamać nie chcę.-prychnąłem pogardliwie na jego niedomyślność. Ostentacyjnie obróciłem łeb od niego.
Chęć odskoczenia od ugryzienia przyczyniła się do mojego upadnięcia na prawą, przednią mogę, która pociągnięta przez łańcuchy nie mogła się przemieścić by odpowiednio utrzymać mój ciężar. Szybko, jednym szarpnięciem podniosłem się i znów stałem pewnie.
-Jak ktoś ładnie prosi to wykonam zadanie z przyjemnością.-zadeklarowałem, chcąc zachęcić ogiera do grzeczniejszego tonu.-Z rozkazami mam lekki problem.
Jego groźba choć wypowiedziana w złości nie brzmiała aż tak strasznie. On mnie zmasakruje? Śmieszne. Chciałbym to zobaczyć. Jego upór, determinacja i stanowczość podobały mi się. Oczywiście lepiej byłoby gdyby te atuty prezentował na kimś innym, a ja byłbym obserwatorem, ale doświadczanie ich na własnej skórze też było w porządku.
Kolejną jego cechą jest niezdecydowanie, tak myślę. Wstań, kładź się. Pewnie zaraz znowu powie wstań. Pochyliłem nieco łeb, poruszyłem pogryzionymi przed chwilą nogami, tak jakbym miał się kłaść, lecz polecenia nie wykonałem.
-Przecież chciałeś, żebym wstał.-zdezorientowany stałem w pozycji, z której mogę się łatwo wyprostować, ale i równie szybko położyć. Co jak się położę, a on mnie znowu zwiąże? Aż taki zmienny to chyba nie jest.
Jeżeli ogier dał mi kilka sekund na przetrawienie podanej informacji już po chwili leżałem grzecznie, uważnie patrząc podejrzliwym wzrokiem na karego.
Jeśli zareagował agresywnie, próbując zmusić mnie do szybszego działania zacząłem się szarpać, ale po kilku ruchach dobrze wiedziałem, że nie mam szans, więc zaraz zaległem zirytowany na ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Pią Sie 25, 2017 11:06 pm


Stanowczym tonem zażądałem udzielenia odpowiedzi… ale z jakich powodów jej nie dostałem. Ten coś kręcił a ja nie mogłem pojąć, o co mu do diaska chodzi!
- Jak to nie powiesz prawdy?! Masz i powiedzieć prawdę! Teraz! Natychmiast! – zażądałem kategorycznie podniesionym tonem – Mów! – wydarłem się na niego. Ugryzłem go, na co ten prawie upadł. Prawie, bo w ostatnim momencie jakimś cudem szybko się podniósł, unikając wywrócenia się. A szkoda. Jakby się walnął tym głupim łbem o ścianę czy posadzkę to może by się czegoś nauczył.
- Nie mam zamiaru prosić! Ja wydaje rozkazy! – zauważyłem zimnym tonem nie znoszącym sprzeciwu – A jak masz problem… to ja ten problem wyleczę. Torturami, groźbami, bólem, krzykami, sztyletami, ogniem! – groziłem mu, próbując go przerazić i zmusić do posłuszeństwa.

Zażądałem od niego, by się położył, a on… a on dalej stał. Niby przez chwilę się wahał, ale póki co nie wykonał mojego polecenia. Oburzające! Spiorunowałem go wzrokiem, położyłem uszy po sobie, pokazując mu swoje niezadowolenie.
- A teraz chcę, byś się położył! – zauważyłem zimnym… nie, nie zimnym. Wprost lodowatym tonem! Wahał się? Może był głupi i musiał się dłużej zastanowić? Albo zwyczajnie przy jego rozmiarze, zanim od łba do nogi spłynęło polecenie położenia się, to musiało trochę czasu upłynąć? Nie miałem pojęcia – byłem co prawa kiedyś Uzdrowicielem, ale nie miałem aż takiej wiedzy o anatomii koni. Już, już zaczynałem tracić cierpliwość gdy nagle… nagle mój niewolnik się położył.
- Bardzo, bardzo dobrze – pochwaliłem go i po chwili położyłem się tradycyjnie na nim, przejeżdżając pyskiem po jego szyi a następnie chwytając jego uch w pysk, by je delikatnie pomemełać.
- W sumie nadajesz się na dywan. Jak będziesz nieposłuszny to Cię zabiję, wyprawię i będziesz leżał na ziemi w mojej jaskini – zagroziłem mu, złośliwie się do niego uśmiechając – A teraz do spania! Przez tę całą szarpaninę jestem zmęczony i mam wszystkiego dość. Więc lepiej nie utrudniaj, nie wierć się i mnie nie denerwuj! – rozkazałem mu, gryząc go delikatnie w szyję. Przeciągnąłem się, trochę powierciłem się na jego grzbiecie a następnie, jeśli nic dziwnego się nie stało, to zacząłem odpływać w sen. Tak, byłem bardzo zmęczony. Ale najważniejsze, że może następnego dnia więzień zmięknie i będzie łatwiej wymusić na nim pełne posłuszeństwo. I będę w stanie w końcu się wziąć za jego edukację! Brzmiało jak świetny plan!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sob Sie 26, 2017 1:13 am

/Wybierz sobie na którym boku Juet ma leżeć. Chodzi mi głównie o rany czy umierają marznąc przez ziemię czy może na nich leżysz?

Groźba jego do przewidzenia była. Powinien wykonywać jakieś ćwiczenia na relaksację. Jogę jakąś czy coś. Złość piękności szkodzi. Cóż w sumie on nie ma już nic do stracenia. Pfff.. Zaśmiałem się mentalnie. Było blisko a zrobiłbym to na głos. Spiąłem jednak mięśnie i ukazałem pełną oburzenia, strachu i powagi minę.

Już, już widziałem tą irytację i zniecierpliwienie w jego oku. Uznałem jednak, że nagrodzę go za cierpliwość i spokój posłusznie się kładąc. Choć jego polecenie nie było dla mnie w pełni uzasadnione. Wstań, kładź się. Mógłby tak mówić w nieskończoność, aż zaczął bym się buntować lub stawy by mi wysiadły. Mogę nawet powiedzieć, że jego rozkaz zabrzmiał dużo milej, cieplej. No, aż chciałem go spełnić, nie kłamię, dobra może troszeczkę.
-Widzisz jak się miło zrobiło.-rzekłem luźno gdy zaległem na ziemi. Obserwowałem go, po jego krokach zorientowałem się, że mój mały ogierek jest nieco zmęczony. Czas na drzemkę. Ułożyłem swoje zmęczone ciało wygodnie na boku, wyciągając szyję, delikatnie odkładając głowę. Na dziś mam spokój, względnie.
Bogacz szalony, jak się chwali. Też, jakbym chciał, mógłbym sobie załatwić jaskinię i dywan z konia. Stop. Ten rodzaj szantażu wywołał u mnie niepokój. Sądzę, że kary byłby to tego zdolny. Musiałby tylko zostać bardzo mocno rozzłoszczony. Morderstwo w afekcie czy jakoś tak. Phi morderstwo w efekcie.. W akompaniamencie i towarzystwie takich pseudo śmieszkowatych myśli po raz kolejny służyłem za łoże dla elity, materiały najwyższej jakości, wielozadaniowe. I pogadać można, i posprzątać kto ma no i wiele innych opcji, dzięki którym możesz spełniać swoje najbardziej zawirowane fantazje. Nie powiem, że było wygodnie. Jeden bok był przyłożony do zimnej ziemi, drugi uciskany przez cielsko rasowego porywacza. Oczywiście nie zapominajmy o ranach i wypalonym znaku. Mało miłe, zwłaszcza teraz gdy mięśnie się rozluźniają, adrenalina opadła. Zdechnę tutaj chyba. Pomyślałem mało optymistycznie.
Dyskomfort wywołany przez wszystko, sprawił, że najpierw zacząłem ruszać niespokojnie głową, by ją jakoś lepiej ułożyć. Nie było to efektywne. Po chwili moje ciało, delikatnie by nie obudzić śpiocha, zaczęło falować i drżeć by znaleźć odpowiednią pozycję do snu. Ni jak nie mogło jej znaleźć, chyba mnie opuściła skubana.
-Hej.-szepnąłem. Może chciałem go obudzić, może nie. W sumie to chyba po prostu powiedziałem to by zagłuszyć ciszę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Sie 29, 2017 9:25 pm

/Juet sam się położył – więc to on wybrał bok, na którym to zrobił. Więc wygląda na to, że to ty musisz wybrać stronę, na której leży Smile

Ogier w końcu się położył na wybranym przez siebie boku… a ja odetchnąłem z ulgą, że nie musiałem się z tym wielkoludem siłować. Dobre i tyle. Taka walka byłaby pewnie niezdrowa dla mojej pięknej grzywy.
- Miło zrobiło? – powtórzyłem jego słowa zaskoczony. Naprawdę tak uważał? Czy to była ta cała aronia czy inna ironia? Naśmiewał się ze mnie? Taki żarcik mówił? Jeśli nawet tak było, to chyba wolałem udawać, że tego nie zauważyłem. Zbyt zmęczony byłem, aby go karać. Położyłem się na nim, zamknąłem oczy i zapadłem w sen… a przynajmniej próbowałem zapaść. Bo już po chwili poczułem, jak ten się pode mną wierci. Próbuje się uwolnić? Nie, za słabo to chyba robił i nieodpowiednie. I gdyby rzeczywiście miał taki plan to by pewnie zaczekał aż całkiem zasnę. No i chyba nie wierzyłem, że może się uwolnić. To czemu to do diaska robił?! Chciał mnie wkurzyć? Nie miałem pojęcia. Ciężko westchnąłem mocno zirytowany jego postępowaniem, zwłaszcza gdy ruchy się nasiliły i drań zaczął cały falować i drżeć.
- Co hej? Uspokój się! Chcę spać! – zarżałem na niego… bo po prostu nie mogłem zasnąć. I straciłem cierpliwość, gdy on do mnie zagadał. Wstałem, uszczypnąłem go w szyję, by mu dać do zrozumienia, że takie zachowanie nie będzie akceptowalne.
- A spróbuj się jeszcze ruszać. To albo Cię poharatam nożem, albo pogryzę, albo pokryję. Albo… albo zrobię te wszystkie rzeczy po kolei! – próbowałem go przestraszyć. Położyłem się ponownie, ale tym razem nie na nim a obok niego. Na jego ciele, a konkretnie na boku w okolicy łopatki, oparłem tylko swój łeb. Teraz nie powinienem tak bardzo czuć, jak ten się będzie rzucał.
- Dobranoc! – parsknąłem tonem wyraźnie sugerującym, że nie życzę sobie dalszej rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Sro Sie 30, 2017 1:30 am

Spodziewałem się większej agresji. On musiał być naprawdę zmęczony. Nie chciałem go budzić, ale moja wygoda jest równie ważna co jego.
Ogromna ulga jaką odczułem sprawiała, że niemalże mogłem latać. Rany, przyciskane naszym wspólnym ciężarem do ziemi, cierpiały okropnie, chłód posadzki przenikał je na wskroś. Irytujące i bolesne uczucie, za chwilę doprowadziłoby mnie do szału.
Kiwnąłem głową nieświadomie, zgadzając się na jego rozkaz i czym prędzej przekręciłem się na drugi bok, tak by skaleczenia były na górze a zdrowa skóra stykała się z ziemią. O ogonie zawiniętym w bandaże prawie zapomniałem, już mi nie dokuczał jak wcześniej. Ułożyłem się wygodnie.
On zrobił to samo, tylko tym razem darował sobie robienie ze mnie łóżka. W końcu odpuścił, niby nic a cieszy. Poczuwszy jego dotyk uśmiechnąłem się nieśmiało. Może nie do końca odpuścił.
-Dobranoc...-szepnąłem w odpowiedzi. Zgodnie z jego życzeniem starałem się nie ruszać. Zrelaksowałem się i zamknąłem oczy.
Cisza panująca w pomieszczeniu była przytłaczająca jedynie przez chwilę. Długą chwilę starałem się zasnąć, lecz średnio mi to wychodziło. Wziąłem kilka głębszych wdechów, wyciągnąłem bardziej szyję i pogrążyłem w ciemności do wtóru cichego pufania fryza. Jak śpi jest hmm... słodki? To nie pasuje. Dobrze wygląda gdy jest nieobecny. Lepiej. Ciekawe czy gdybym powiedział to na głos uznałby to za komplement czy za obelgę. Zapewne obróciłby moje słowa tak by dopasować je do swoich potrzeb i zachcianek po czym oberwałbym za to co on sobie ubzdurał.
W końcu udało mi się jakoś wyłączyć, wyrównać oddech odciąć od wszystkiego. Powoli moja świadomość zaczęła się zapadać aż w końcu zeszła ze sceny dając miejsce podświadomości i niewypowiedzianym marzeniom, które w snach mają całkowite prawo się spełnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Wrz 05, 2017 11:16 am

/Bardzo Cię przepraszam za długą nieobecność – już wracam do regularnego odpisywania Smile

Byłem wyjątkowo zmęczony po kolejnej przepychance z ogierem, więc znowu dość długo spałem. A gdy w końcu się obudził to powoli wstałem, leniwie się przeciągając. Mój więzień dalej spał? Jeśli tak to go uszczypnąłem w zad.
- Wstawaj! – rozkazałem mu, uważnie mu się przyglądając. Zwłaszcza podziwiałem wypalone i wycięte noże znamiona na boku i zadzie. Pewnie przez jakiś czas będą widoczne – a później najwyżej się je poprawi.
- Mam nadzieję, że teraz będziesz pamiętać, kto jest Twoim właścicielem – stwierdziłem głosem wyraźnie dającym znać, ze lepiej nie zaprzeczać.
- Plan na dzisiaj jest dość prosty. Najpierw śniadanie, później praca – oznajmiłem mu, odchodząc od niego by po chwili wrócić z wodą i naprawdę sporą ilością wysokoenergetycznego owsa. Dałem mu to pod pysk a sam zadowoliłem się znacznie mniejszą dawką.
- Jedz! – poleciłem mu, samemu również zabierając się niespiesznie za konsumpcję.

- Ciągnąłeś wóz, prawda? – upewniłem się, gdy skończyłem jeść. Było to raczej oczywiste – chociażby z powodu jego masy i umięśnienia – Jesteś w stanie transportować ciężkie materiały, orać pole, rwać drewno w lesie i robić tego typu rzeczy? Miły, posłuszny, potulny kucyk który robi to, co mu się każe. Prawda? – spytałem, zbliżając pysk do jego szyi, gdzie go delikatnie uszczypnąłem.
- A oprócz tego co jeszcze umiesz? Sprzątanie, służenie, wykonywanie wszelkich poleceń, przynoszenie rzeczy i takie tam rzeczy ogarniasz? – dopytywałem się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Wrz 05, 2017 8:36 pm

Czy to paraliż senny? Czy to Zmora siedząca mi na żebrach? Któreś z tych dwóch na pewno, ponieważ tym razem wielki, 600-kilowy, czarny bydlak zwany Espilce nie zrobił ze mnie swojego łóżka. Bardzo irytujący, ale i pociągający gość.
Ugryzienie w zad uświadomiło mi, że skoro on już nie śpi, to dlaczego niby ja miałbym spać. Otworzyłem swoje piękne oczęta i z miłością rozejrzałem się po pomieszczeniu w tym samym czasie przekręcając się na brzuch, przednie nogi były rozciągnięte z przód, tylne zaś lekko podciągnięte do mostka. O, rana przestała prawie boleć. Zauważyłem z radością. Mój dobry humor nie trwał długo, ten brutalny ogier, który więzi mnie tutaj, już nie wiem nawet czy to jest w brew mojej woli, się do mnie odezwał. Robiąc to zrujnował mój dzień. Na jego miłe powitanie, zaraz zacznie wymagać bym mówił do niego "mój Panie", odwróciłem łeb w drugą stronę i wbiłem wzrok w posadzkę. Mogło wyglądać jakbym kulił uszy, lecz ja tylko nasłuchiwałem co typ stojący za mną mówi.
Znowu gdzieś idzie? Po co? Spojrzałem na niego, konkretniej na jego zadek, który był całkiem...zgrabny. Podgryzałbym takiego. Mimo dodatkowych kilogramów nie stracił płynności i elegancji ruchów Koni Fryzyjskich. Długi, mięciutki zapewne ogon falował w rytm jego kroków. Przyglądałem mu się bez skrępowania. Mógł to widzieć, przecież mamy dość duże pole widzenia, ale w tamtym momencie jakbym o tym zapomniał. Gdy wracał wciąż się na niego patrzyłem, ale wzrok był inny niż przed chwilą.
Skinieniem podziękowałem za strawę i wsadziłem pysk w wiadro z owsem, co chwila przekładałem łeb do drugiego wiadra by się napić. Kątem oka obserwowałem karego. Byliśmy dziwnie spokojni, aż zaczęło mnie to niepokoić.
Parsknąłem z pogardą i oburzeniem. Nie jestem upośledzony ani głupi na tyle by nie umieć wykonywać tak prostych czynności.
-Jasne, że umiem.-odpowiedziałem butnie.-Ale twój "Kucyk" nie zrobi nic dopóki będziesz go przezywał w ten sposób.-popatrzyłem na niego wyzywająco. Moja sytuacja zapewnia mi słabe zwycięstwo, ale raz się żyje, trzeba próbować, a nóż się zgodzi.
-Czego konkretnie chcesz?-zapytałem, nie obchodziło mnie to zbytnio, ważne, żebym w końcu mógł wstać, poruszać się. Takie bycie w bezruchu może szybko doprowadzić konia na skraj szaleństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Wrz 05, 2017 9:12 pm

Ugryzłem swojego więźnia, aby go dobudzić i z oburzeniem patrzyłem, jak ten się przeciąga zamiast od razu wstać, tak jak mu rozkazałem. Szczurzył się? Miałem nadzieję, że mi się wydaje, bo nie chciałem kolejnego dnia tracić na torturowanie go i przekonywanie, że sprzeciwianie mi się jest złym pomysłem. Wyjątkowo fatalnym. Ruszyłem po jedzenie widząc, że ten podąża za mną wzrokiem. Dlaczego? Coś kombinował? Myślał o ucieczce i wyczekiwał jakiegoś momentu, gdy stracę uwagę lub zrobię błąd? Jaki miałby inny powód, aby mi się tak uważnie przypatrywać? Wydawało mi się to… podejrzane. Nawet bardzo. Dałem mu jedzenie i sam skupiłem się na konsumpcji, uważnie się zastanawiając nad tym jego spojrzeniem, ale nie doszedłem do żadnych konstruktywnych wniosków.

Zaskoczyła mnie reakcja ogiera na moje pytanie. Parsknięcie, jakby to było oczywiste? Nie było. W końcu nie każdy koń ciągnął wozy. Ja na przykład tego nie robiłem – byłem w końcu Fryzem, stworzonym po to, by być pięknym. Zmrużyłem oczy, gdy ten odmówił pracy.
- Ej Kucyk, bez takich uwag! – upomniałem go, gryząc go w szyję tak, aby poczuł lekki ból, ale by nie spowodować kolejnych ran – Jesteś moim więźniem, moim niewolnikiem! Mogę Cię nazywać, jak tylko chcę, a ty i tak masz być posłuszny! Czy to jasne Kucu? – upewniłem się i uderzyłem kopytem o ziemię. Nie podobał mi się ten otwarty bunt i wyzywające spojrzenie. I nie zamierzałem mu ustępować. Nawet o pół kopyta.
- Przeproś, wbij pokornie spojrzenie w ziemię i obiecaj, że to ostatni raz, gdy się tak buntujesz – rozkazałem mu.
- Chcę byś przetransportował dla mnie parę rzeczy – odpowiedziałem mu – grzeczny kucu – dodałem, bo skoro go to tak denerwowało, to zamierzałem tak często używać te określenie, aż całkiem je zaakceptuje – Nie masz nic przeciwko? – upewniłem się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Juet
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Sala tortur    Wto Wrz 05, 2017 9:48 pm

Który już raz próbuję przekonać do do czegoś? Straciłem rachubę.
Szarpnąłem łbem gdy mnie ugryzł, łańcuchy jednak, na moje nieszczęście, dobrze się sprawowały.
Widać teraz stara się mnie przekonać do współpracy za pomocą magii słów i gróźb. Możliwe, że i on się zmęczył ciągłym przebywaniem w tym przytłaczającym pomieszczeniu. Mimo wszystko nie przeprosiłem, jedynie uciekłem wzrokiem i cicho prychając patrzyłem na swoje nogi. To wcale nie oznaczało, że się poddałem. Fakt mój zapał był słabszy, lecz nie zgasł. Popatrzyłem na niego kiedy powiedział czego chce. Jak on mnie zamierz kontrolować? Musi mnie uwolnić, zaprząc, załadować wóz czy co tam on chce i pilnować w trakcie wykonywania zadania. Przecież on mnie nie utrzyma, zwłaszcza, że jestem najedzony, wypoczęty i zaczynam trawić co wywoła zaraz spory napływ energii. Nie żebym nie wierzył w niego, ale jakoś ciężko mi było to sobie wyobrazić.
Oczywistym dla mnie było, iż pytanie mi zadane jest retoryczne. Dlaczegóż miałby się mnie pytać o zdanie. Niedorzeczne.
-Dla ciebie mój kochany zrobię wszystko.-powiedziałem poważnym acz zalotnym tonem. Patrzyłem przy tym na niego z subtelnym uśmiechem, poruszając związanym ogonem. Skoro nie mam innej opcji to może się trochę powygłupiam. Jemu raczej nie powinno to zrobić różnicy.
-Tylko jak masz zamiar to zrobić?-zadałem nurtujące mnie pytanie. Może zawoła kogoś do pomocy? Nie, jest zbyt dumny by to robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala tortur    

Powrót do góry Go down
 
Sala tortur
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 25 z 26Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 24, 25, 26  Next
 Similar topics
-
» Sala Tortur (Poziom - II; podziemia)
» Podziemna sala tortur
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Krwawej Zemsty :: Terytoria SKZ :: Zamek Karisto :: Drugie piętro-
Skocz do: