KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pustynne lochy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
kalipay
Zwykły koń
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sro Sie 02, 2017 11:31 pm

Uważnie rozejrzała się po tej jakże dostojnej celi. Chyba wcześniej nie oczekiwała takich zwrotów akcji, ale przecież to nic. Trafiła na ogiera przynajmniej tyle dobrze, że może jeszcze użyć swoich kształtów chodź w sumie i to nie było racjonalne bo mógłby się za bardzo tego trzymać co zapewne spowodowało by i tak to co zamierzał zrobić już wcześniej. -Nie.- Zamyśliła się. W sumie to było dla niej chyba oczywiste, że naruszanie cudzych ziem jest karalne, ale chyba lepiej było skłamać w tym przypadku.
Chwile zastanowiła się czy odpowiedzieć na to pytanie. -Stado Krwawej Zemsty.- Tym razem nie skłamała co pewnie nie wyjdzie jej na dobre, bo kłamstwo zawsze maskuje to co niepotrzebne, prawda?
Słysząc kolejno jego słowa klacz zamarła. - Niestety wiem, Burseg.- Przymrużyła oczy i pokręciła głową.
Falowana grzywa falowała więc to w lewo, to w prawo.
Ominęła zbędne pytanie bo chyba to było oczywiste, że nic nie chcę z tych rzeczy, które on ma na myśli. Wiadome było to, że chciała stąd jak najszybciej wyjść i chyba każdy raczej to rozumie?
Kolejny, nieprzyjemny i jakże denerwujący klacz dotyk. Nie lubiła go i chyba na prawdę już go nie polubi.
Spróbowała znów maski tej niewinnej -Nie wolałbyś tego zrobić po dobroci?- Zapytała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 10:21 am

Nie wiedziała? Naprawę nie wiedziała? Jakoś nie chciało mi się wierzyć.
- Oj, jaka biedna, zagubiona klaczka – ironizowałem sobie tonem wyraźnie na to wskazującym.
- Domyśliłem się, że Krawa Zemsta – stwierdziłem zgodnie z prawdą. Jej zapach na nie wskazywał – A czemu? Wiesz, że to złe konie, które Boga w sercu nie mają? – prychnąłem z pogardą. Po czym uśmiechnąłem się do niej.
- A więc wiesz? Czyżby Twoja diabelskie stado Cię tego nauczył? A może też krzywdziłaś konie, które niechcący weszły na Wasz teren? A teraz udajesz taką biedną i zagubioną? – domyśliłem się, wodząc chrapami po jej szyi.
- Po dobroci? Chyba wolałbym, ale to już zależy od Ciebie, czy będziesz grzecznie stała, jak na jakąś kurtyzaną przystało, czy zaczniesz utrudniać – odpowiedziałem jej, sięgając pyskiem do jej ucha, próbując je schwytać w pysk i delikatnie wymemłać. Byłem ciekawy, o co jej chodziło z tym po dobroci. Miała dla mnie jakąś propozycję? Dobrze wiedziałem, że muszę być ostrożny. W końcu pamiętałem, jaka była agresywna w oazie, w której ją schwytałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
kalipay
Zwykły koń
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 11:51 am

W między czasie kiedy ogier gadał bezcelowo coś na temat Krwawych ta bardziej skupiła się na dokładnym przejrzeniu sytuacji oraz celi, w której się znajdowała.
Co prawda nic jej to nie dało, ale warto było wykorzystać chwilę, a nie zajęło jej to długo. To była dosłownie krótka chwila, a dojście do rzeczywistości też nie trwało długo. - Jak możesz tak mówić?! Nie krzywdzę żadnych koni, przecież gdybym to robiła to już dawno byłoby o mnie tu głośno.- Powiedziała jakby z oburzeniem.-I jak możesz mieć tak brudne myśli?!- Co prawda ciągnęła kłamstwo za kłamstwem, ale chyba nie miała wyjścia.
Wolała sprawiać wrażenie niewinnej i biednej niż używać jakiejś walki. Może przez jej zielone oczy w końcu oprawca się zlituje? -Nie mówiłam tu o sobie.- Zaznaczyła cierpkim głosem. - Chodziło mi raczej o zamianę na inną. Też Fryzyjską... - Pojawił się dziwny grymas na jej twarzy. Co prawda kokietowała co niektórych, ale zarzucić jej coś na zlecenie to była przesada. -Gdybym taka była pewnie nie stawiałabym ci się przy Oazie. Poza tym chyba nie twierdzisz, że jesteś bogaczem?- Spojrzała na niego z widocznym obrzydzeniem i może zagubieniem w oczach od góry do dołu. Wspomniał przecież o Klaczach lekkich obyczajów dla Bogatych, ale chyba sam nie świecił jakimkolwiek Bogactwem. Nie podobał się jej ten typ. Miała przynajmniej na razie luz. Czuła kolejny, jakże obrzydliwy i upokarzający dotyk. Pokazała mu więc zęby. Chyba trafił w czuły punkt. Tego już nie zniosła, ale jak na razie tylko pokazała zęby zawsze mógł pomyśleć, że stać ją na więcej. -Co mam więc zrobić żebyś mnie wypuścił?- Ciągnęła swoją niewinną rozmowę. Zawsze mogła dodać łzy do swojego przedstawienia, ale to jak na razie wydawało się zbędne. Nie chciała tracić zbędnej energii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 2:15 pm

Mówiłem do klaczy, ale ta jakoś za wiele nie odpowiadała. Słuchała mnie chociaż? W sumie nie byłem tego pewien. Chyba jednak coś do niej docierało – można było wnioskowa z pytania, które mi zadała.
- Jak mogę? Po prostu mogę. Skoro nie krzywdzisz żadnych koni to czemu jesteś w stadzie tych, znanych z tego, że tak postępują? – spytałem retorycznie. Retorycznie, bo tego się przecież nie dało wyjaśnić. Jej argument mnie nie przekonywał – A skąd mam wiedzieć, że nie jest o Tobie głośno? To, że o Tobie nie słyszałem, nie oznacza, że historie o Twoim okrucieństwo nie krążą pomiędzy końmi. Może krążą? Nie wiem – nie interesują mnie plotki – odpowiedziałem jej.
Brudne myśli? – oburzyłem się – Nie mam żadnych brudnych myśli! – zaprzeczyłem, trochę mijając się z prawdą. Ale chyba każdy w jej towarzystwie miał brudne myśli.
- To o kim mówiłaś? – spytałem zaskoczony jej propozycję – Inną klacz? Ale po co mam zamieniać na inną, która nie wiem jak wygląda, skoro ty mi się podobasz? – spytałem retorycznie – Skąd pomysł, że tamta to zrobi po dobroci? – dopytywałem – I jak mogłabyś mi ją dostarczyć? Chyba nie sądzisz, że jestem taki głupi, że dam Ci odejść licząc na to, że kogoś mi przyprowadzić? – parsknąłem z pogardą. Chyba nie mogła być aż taką kretynką, aby mieć nadzieję, że taki plan wypali?! Nie, plan zamiany stanowczo odpadał. Musiała być ona.

Zastanowiłem się, słysząc jej kolejne słowa.
- No… pewnie nie – zgodziłem się z wahaniem – Nigdy nie mówiłem, że jestem bogaczem – dodałem po chwili, zastanawiając się, o co jej chodzi z tym bogaczem. Wydawało mi się to nie mieć związku z poprzednią rozmową. Wymemlałem jej ucho i zauważyłem, że ta pokazuje zęby.
- Nawet nie próbuj – ostrzegłem ją – Co masz zrobić? Ciekawe pytanie. Na pewno chcę się z Tobą zabawić a czy później się wypuszczę… to zobaczę – stwierdziłem, zachodząc ją od tyłu i jeśli nie protestowała, to na nią naskoczyłem. Bo ile można było czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
kalipay
Zwykły koń
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 4:04 pm

Zdała się nie zwracać uwagi na jego "spostrzegawczość". Chyba na prawdę powoli się realizował ten jakże niezaplanowany plan. - Jak chcesz, to sprawdź.- Odfuknęła jakby obrażona czy też oburzona. To udawanie coraz bardziej ją męczyło. Niedługo chyba wejdzie główne danie przez jej niecierpliwość.
-Sam mówiłeś, że z klaczami robi się coś innego niż tylko tortury. Nie udawaj głupka i tak będę cię postrzegać jako obrzydliwego gwałciciela.- Przyznała i przy ostatnim zdaniu podwyższyła ton.
-Co ty? Nie wierzysz mi? Ja zawsze dotrzymuję słowa- Sączyło się kolejne kłamstwo.
Pokręciła głową na kolejne jego odpowiedzi. Nie zamierzała mu tłumaczyć definicji słowa kurtyzana, bo nie miała czasu. Zresztą pewnie i tak nie wbiła by mu tego do głowy skoro nie umie nawet przyjąć, że jest uczciwa... Fakt, był na prawdę ostrożny co do jej słów czy zachowania.
Westchnęła i zamknęła pysk kiedy ten na nią nawrzeszczał, ale zaraz potem niczym żmija ponownie otwarła pysk i wyciągnęła szyję wbijając się zębami prosto w jego bok, czy też zad. Pewnie przy tej czynności również go zatrzymała? Jak tak to strasznie się cieszyła. Chyba już wolała jak ją dotykał, niż jak zachodził ją od zadu. -Ale ja się nie zgadzam, a uwierz moje zdanie jest ważne.- Przypomniała mu. To przecież nie on potem rodził, prawda? Właśnie. Tu pies pogrzebany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 5:22 pm

Spiorunowałem ją wzrokiem, słysząc jej odpowiedź.
- Nie, nie mam czasu wszystkiego sprawdzać. Zresztą… jakie to ma znaczenie? Niezależnie, czy jesteś zła czy nie, należysz do złego stada! A to oznacza, że odpowiadać za ich czyny! – parsknąłem oburzony.
No dobrze, miała rację z tym, że sam jej zasugerowałem, co się robi z klaczami. Niech jej będzie. Ale z tymi jej inwektywami nie mogłem się zgodzić.
- Obrzydliwego gwałciciela? No, trochę przesadziłaś! W tym nie ma nic złego, a sam Bóg nakazał się rozmnażać! – odpowiedziałem jej urażonym tym określeniem. Jakaś beznożna klacz śmie mnie pouczać? Ciekawe, czy kiedykolwiek czytała chociaż fragment z Pisma Święto?

Pokręciłem przecząco łbem, gdy mówiła, że dotrzymuje słowa. Jasne! Akurat jej wierzyłem! Już, już miałem ją zajść od strony zadu… gdy ta nagle rzuciła się na mnie zębami, wgryzając się boleśnie w mój bok. Kwiknąłem z bólu i odskoczyłem, próbując się uwolnić z jej szczęk. Osz ta wredna kobyła! Teraz mnie zirytowała.
- Wystarczy, że ja się zgadzam! Klacze nie mają tu nic do powiedzenia! – wydarłem się na nią i chwyciłem jakiś kaganiec z półki po czym rzuciłem się na jej łeb, próbując go jej wcisnąć na pysk, ciasno zapinając wszelkie paski od niego. Jeśli znowu zadzierała łeb tak jak poprzednie… to pociągnąłem za łańcuch od obroży, zmuszając ją do opuszczenia łba. A wtedy, wtedy już chyba powinno mi się udać założyć jej kaganiec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
kalipay
Zwykły koń
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 8:12 pm

Widziała jego wzrok. Specjalnie więc spojrzała na niego normalnie, jakby nic sobie z jego osoby nie robiła. Właśnie to było u niej dziwne. Po co jeszcze kogoś prowokować?
-W tym stadzie akurat wszyscy są niezależni.- Odpowiedziała pewnym głosem chodź w rzeczywistości raczej była zmieszana i nieco obrzydzona.
-Że co?! Mamy rozmnażać się z własnej woli, a nie z zachcianek ogiera! Ja tego nie chcę.- Odpowiedziała stanowczo i wycisnęła parę łez. Może teraz się w końcu nad nią zlituję?
-Ale przecież to nie w porządku! Przecież... przecież ja nic nie zrobiłam!.- Symulowała płacz mając nadzieje, że w końcu ten jakże ostrożny ogier się na to nabierze. Odwracała swą "zapłakaną" buźkę jak najdalej od tego kagańca. Przede wszystkim chciała się stąd wydostać, a do tego potrzebny był luz na pysku i nogach. Chyba jednak w końcu mu się to udało, bo czuła na pysku odrażający zacisk.
W takim razie zostały jej nogi, ale jak na razie nie miała zamiaru się przemęczać.
Co chwilę imitowała łkanie żeby nie było, że się uspokoiła. Ona przecież próbowała brać go na litość, a tego się tak szybko nie osiąga więc trzeba być cierpliwym. Czyhała teraz tylko aż ten jakoś zareaguje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 8:21 pm

Nie podobał mi się jej wzrok, który zdradzał, ze ta się niczym nie przejmuje. I nie mogłem się zgodzić z jej słowami.
- I co z tego, że jesteście niezależni? To żadne wytłumaczenie! Odpowiadasz solidarnie za innych członków! Moralnie i etycznie jesteś współwinna – skoro nie powstrzymałaś ich, przed krzywdzeniem innych – wyjaśniałem.
- Nie chcesz się rozmnażać? – spytałem i zaśmiałem się – A czemu Twoje zdanie miałoby mnie obchodzić? Jesteś tylko złą klaczą, ze złego stada i moim więźniem. Twoje słowo nie ma tutaj żadnego znaczenia – odpowiedziałem jej.
- Zrobiłaś: jesteś w Krwawej Zemście. Byłaś agresywna w Oazie. Zresztą… zresztą ja też nie chcę Ci nic zrobić. Tylko Cię pokryję – to nic takiego – odpowiedziałem jej, długo walcząc, by jej założyć kaganiec, co w końcu mi się udało. Jej łkaniem nie przejąłem się. Bóg wyraźnie mówił, że w piekle będzie „płacz i zgrzytanie zębów” a on się już wtedy nad żadnym koniem nie zlituje, skoro całe życie było się złym. To i ja nie litowałem się na złej klaczy.
- Będziesz grzeczna i spokojna czy Ci skuć kopytka? – spytałem i nie czekając na odpowiedź, chwyciłem jakieś pęta, czyli kajdany dla koni, i próbowałem je jej założyć na obie przednie nogi, chwilę się męcząc i ryzykując kopniaki, gdyby utrudniała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
kalipay
Zwykły koń
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 8:58 pm

Otworzyła szerzej oczy. To co mówił było bezsensowne. To władca odpowiadał za innych, a nie ona. Ona przecież odpowiadała sama za siebie. Wolała jednak nie przerywać mu tej jakże interesującej wypowiedzi.
Myślała, że go weźmie na litość, a on... on ignorował jej płacz co za dupek! -Nie jestem zła, nawet blizn nie mam.- Próbowała, dalej łkając. Na prawdę wczuła się w rolę. Kiedyś musi jeszcze tego użyć!
W końcu ogier chodź trochę się zawahał. Jak już będzie miała jeszcze większe doświadczenie to na pewno go jakoś spacyfikuje czy weźmie na litość... Zobaczymy.
-Ale... ale ja tak bardzo nie chcę.- Imitowała błaganie. Niech on w końcu się zacznie nabierać bo niedługo tu zdechnie.
W zasadzie rozważała jakieś gwałtowne zemdlenie, ale to byłoby nie racjonalne-jeszcze by ją związał.
-Nie, nie skuwaj, proszę!- Zanim jednak jednak zdołała te zdanie wypowiedzieć ogier już brał te zimne i nieprzyjemne żelastwo. W takim razie wycisnęła jeszcze więcej łez. Chyba jeszcze jej się to nie znudziło, a wręcz tak mocno podobało! Kopnęła go w takim razie i niekoniecznie chciała dać się skuć. Tu kopała, tu uciekała do przodu, w bok i inne takie widzi mi się... -To jest takie nieprzyjemne, nie zakładaj mi tego.- Próbowała go zmanipulować i wyprosić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 9:11 pm

Przekręciłem oczami. Po prostu nie szło się z nią dogadać. Nie szło! Nic do niej nie trafiało!
- Jak chcesz, to mogę Ci załatwić blizny – zagroziłem jej chociaż raczej nie miałem zamiaru spełniać swojej groźby. Bo i po co? Podobała mi się. Ładniejsza była bez takich ran. Chociaż oczywiście, gdyby trochę mocniejsze podejście byłoby konieczne to bym się nie powstrzymywał przed użyciem przemocy.
- Cóż, tak jak mówiłem, nie ma to znaczenia czy chcesz czy nie! – odpowiedziałem podniesionym tonem. I tylko się zaśmiałem, słysząc jej prośby.
- Nie skuwać? A nie pamiętasz jak się zachowywałaś w oazie? Nie pamiętasz, jak mnie ugryzłaś?! Skucie jest konieczne! – parsknąłem na nią, nie przejmując się jej łzami. Rzuciłem się na jej przednie nogi, ale ta mnie kopnęła. Próbowałem ponownie, ale ta albo uciekała, albo kopała, wciąż się wyrywając.
- Nie! To jest koniecznie! Stój w miejscu! – wydarłem się na nią. Ugryzłem ją w szyję, dla odwrócenia uwagi, po czym rzuciłem się ponownie na jej przednie nogi, próbując je skuć kajdanami. Udało mi się w końcu? Czy musiałem sięgnąć po inne sposoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
kalipay
Zwykły koń
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 9:40 pm

Spojrzała na niego jadowicie zielonymi oczami.
-Dobrze wiesz, że nie chce.- Jej głos zmienił się na chwile na bardziej stanowczy.
Głównie chyba chodziło jej o wydostanie się z tego lochu i uwolnienie się od tego siwego araba, który chyba tak prędko nie wyjdzie z jej pamięci. Może to i dobrze, bo będzie pamiętała jeszcze adres jakby przypadkiem się zgubiła, a zechciałaby powalczyć. To na prawdę dobry pomysł na wyżycie się.
Był przecież mniejszy i jakiś drobniejszy... - Ależ ma i to duże.- Stawiła mu się po raz kolejny.Osoba do której mówisz ma wyłączoną rzeczywistość. Niedługo zostanie powiadomiona o rozmowie. Chwila...i wróciła do rzeczywistości. -Przecież pamiętam. Fajnie było, prawda?- Uśmiechnęła się, a łzy już niemal wyschły na jej twarzy. Przeliczył się. Kal stwierdziła, że wzbudzenie u niego współczucia nic nie da więc skończyła z tą częścią przedstawienia, a zaczęła nową, lepszą.
-Skoro nie dałeś się po dobroci to teraz postanowiłam rozegrać to inaczej.- Poinformowała go i jeszcze raz wystrzeliła z kopyt. Była już tak zdesperowana i poirytowana, że dłużej nie wytrzymałaby w masce niewinności i łez. -Auu.- Zawyła z bólu. -Ej, to nie było w porządku!- Zaczęła uciekać kopytami, próbować się wyrywać, wierzgać. Takie nic, a jednak wszystko. Dało jej to coś? Otóż chyba nie bo po dłuższym czasie rzucania się i tracenia cennej energii nogi zostały przykute, zostały tylko tylne wolne, ale tego już mu się nie uda!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 9:52 pm

Tak, domyślałem się, że klacz nie chce blizn. Uśmiechnąłem się do niej złowieszczo. Nie zamierzałem jej ranić… ale mogłem to zrobić. Lepiej więc, by mnie ona nie denerwowała, bo to mogłoby się dla niej dobrze nie skończyć. Przekręciłem oczami słysząc jej kolejne słowa. Ma? Duże znaczenie? Ja tak nie uważałem, a w tym miejscu to ja rządziłem.
- Fajnie? Co było fajnie? W oazie? Czy ty jesteś normalna? Ugryzienie czy kopnięcie kogoś to dla Ciebie „fajnie”? – zarżałem z oburzenia. Nie powinna się tak uśmiechać i tak ostentacyjnie z tego cieszyć. Kompletny brak wychowania!

- Dałem po dobroci? Rozegrać inaczej? – spytałem, kręcąc pyskiem – Nic nie rozumiem. O co Ci do diaska chodzi? – próbowałem się dowiedzieć. W końcu straciłem cierpliwość i po prostu ją ugryzłem w szyję. Korzystając z jej rozkojarzenia, rzuciłem się na jej przednie nogi i skułem je kajdanami (czyli obie nogi ze sobą a nie do posadzki).
- To teraz będziesz grzeczniejsza czy zadnie nogi też Ci skuć? – spytałem, wodząc chrapami po jej szyi a następnie chwytając w pysk jej ucho, by je delikatnie pomemłać.
- Taka ładna, duża, silna klaczka a taka niegrzeczna – stwierdziłem rozbawiony, jeżdżąc chrapami po jej boku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
kalipay
Zwykły koń
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 10:18 pm

Widziała ten uśmieszek i nieco się zaniepokoiła, czego nie zdołała zasłonić jakąś maską. Ślizgała po nim wzrokiem. Nie sądziła, że taki arab mógłby być tak bardzo silny i sprytny. A to skurczybyk!
-A dla ciebie krycie kogoś tak nie winnego i to jeszcze na siłę też jest fajne?- Odbiła to co powiedział. To co robił na prawdę było niedorzeczne, a przecież...przecież ona się broniła!
Nie odpowiedziała już na żadne pytanie i zignorowała kolejne upokarzające słowa. Znowu ten obrzydzający dotyk. Czuła się źle. Była spięta i raczej zmieszana. Drgnęła niespokojnie po tym jak zaczął ślinić jej ucho.
Odwróciła łeb w drugą stronę żeby w końcu przestał. Łzy, które wcześniej leciały z jej powiek już prawie wyschły.
Raczej w tym momencie nie miała ochoty na nic. Nie miała nawet siły. Czuła się nieprzyjemnie i bardzo nieswojo. Fakt, odbierała wszystko tak delikatnie. Bolało ją nawet najmniejsze uderzenie. Zresztą jak na klacz przystało. Nic jednak z tych rzeczy nie czyniło z niej jakiejś damy, bo nie pieprzyła się dzień, w dzień z układaniem grzywy. Już myślała, że odpuścił kiedy nagle znów ten niemiły dotyk drażnił jej skórę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Sie 03, 2017 10:48 pm

Słysząc jej pytanie zawahałem się. Czy ona naprawdę zadała takie… głupie pytanie? Czy to była po prostu ironia?
- Tak, oczywiście że tak. Bardzo fajne! Co to za różnica, czy ktoś protestuje czy daje się grzecznie pokryć? Bóg kazał się rozmnażać, więc ogier ma prawo to robić. Grzeszy klacz utrudniając… chociaż też nie do końca. Takie „zapasy” są dobrym treningiem, więc krycie na siłę jest jak najbardziej zalecane – wyjaśniłem jej szczerze, chociaż być może niepotrzebnie.

Zacząłem wodzić pyskiem po jej szyi po czym kolejny raz wymemłałem ucho, tak jak to zawsze lubiłem robić.
- Czemu nic nie odpowiadasz? A to podobno klacze są bardziej gadatliwe – zauważyłem. Zrezygnowana była? Załamana? To w sumie… to może w sumie dobrze. Nie będzie próbować utrudniać tylko grzecznie da się pokryć? Warto spróbować – pomyślałem, po czym zaszedłem klacz od zadu i od razu na nią naskoczyłem, obejmując ją mocno przednimi nogami za boki.
- Tylko grzecznie klaczko - poleciłem jej i ugryzłem ją lekko w kłąb.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
kalipay
Zwykły koń
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Pią Sie 04, 2017 3:17 pm

Trzymała łeb tak, by go nie widzieć i żeby nie czuć tego wstrętnego obrzydzenia jakie obejmowało jej umysł w chwili, gdy dłużej się mu przyglądała, lub czuła na sobie jego wzrok, czy też dotyk.
-To widzę, że też jesteś nienormalny.- Podniosła na chwilę ogon i zamachnęła się nim by odgonić muchę siedzącą na jej boku. Schyliła się i podrapała się w nogę. Słyszała jego kolejne słowa. Chciał ją sprowokować żeby coś powiedziała, czy może poirytować? W takich planach spełnił obie możliwe wersje.
Odwróciła się do niego gwałtownie i jakby przeszyła go swoimi jadowitymi, zielonymi oczami.
-Widocznie sam jesteś klaczą.- Fuknęła w jego kierunku i zaczęła wpatrywać się za niego.
Źle się czuła patrząc na swojego "oprawcę". Nagle naskoczył na nią. Nie spodziewała się tego tak szybko. Była zdziwiona i zmieszana. Kwiknęła aż gdy została ugryziona w kłąb. Spróbowała uciec w przód. Zdołała zrobić kilka kroków, ale to raczej nie były te "niebezpieczne" dla ogiera.
W takim razie zaczęła się wiercić. Próbowała się wyrwać z jego objęć, zrzucić go. Robiła chyba wszystko tylko, żeby nie czuć ohydnego ciepła jego ciała. Znowu wycisnęła parę łez. Kolejny raz jej twarz pokryła się słoną cieczą. -Zejdź, ja nie chcę.- Próbowała wziąć go na litość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Pią Sie 04, 2017 7:00 pm

Uśmiechnąłem się widząc jak klacz unika mojego wzroku. Zbyt ją przerażałem? Nie chciała zdradzać, jak bardzo się mnie obawia? Pewnie tak.
- Nienormalny? – zdziwiłem się – A ty niby jesteś normalniejsza? Chyba tylko kompletnie chory, zdegenerowany koń może się przyłączyć do tych Krwawych Okrutników! – parsknąłem. Kim ona była, że nazywała mnie nienormalnym? Była zwykłą sadystką i zbrodniarzem, skoro się przełączyła do tamtej bezbożnej bandy wstrętnych, grzesznych koni! Uśmiechnąłem się, gdy po kolejnych moich słowach ta odwróciła się do mnie, piorunując mnie swoim wściekłym wzrokiem.
- Oj, straszna obraza. Nazwanie mnie klaczą. Nie możesz wymyśleć czegoś gorszego? – naigrywałem się z niej. W końcu stwierdziłem, że dalsze przedłużanie nie ma sensu i zaszedłem ją od zadu. I co teraz? Po prostu, bez ostrzeżenia, naskoczyłem na nią, obejmując ją przednimi nogami za boki. Ugryzłem ją w kłąb by ją odwieźć od utrudniania, ale chyba średnio to pomogło, bo Kali nagle ruszyła to przodu a ja musiałem mocno ją obejmować i podążać za nią, by z niej nie zlecieć. Czułem, jak się wierci pode mną. Ledwo dawałem radę się na niej utrzymać. Nie dość, że była większa, to jeszcze należała do dość szybkich i zwinnych klaczy i coraz bardziej żałowałem, że nie skułem jej również zadnich nóg. Łzami oczywiście się nie przejąłem – bo i czemu miałbym. Ale jeśli wiercenie nie ustawało, to coraz mocniej mną rzucało.
- Ej! Spokój! Stój grzecznie! – wydarłem się na nią, znowu ją gryząc, tym razem w szyję, próbując ją bólem zdominować i skłonić do posłuszeństwa, tak jak to klacz powinna się względem ogiera zachowywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
kalipay
Zwykły koń
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Pią Sie 04, 2017 11:52 pm

Zawsze powtarzał o czymś kilka razy pod rząd, czy może tylko jej?
-A skąd wiesz, że nie jestem tam tylko szpiegiem z innego stada?- Kolejne kłamstwo poleciało.
Oh, te nierealne rzeczy były tu jak najbardziej pożądane. Zupełnie tak jak wydostanie się stąd.
Widocznie się uśmiechnął. Zwróciła na to uwagę. Czyżby lubił patrzeć jak ona się denerwuję? Zmieniła więc taktykę. Przestała się irytować i wyciskać łzy, bo to nie pomagało. -Gdybym to zrobiła, zacząłbyś się wydzierać.- Westchnęła głośno i przymrużyła oczy. Słyszała jak ogier się denerwował wyraźnie zaznaczając to w swoim głosie, ale... ale ona nie miała zamiaru teraz odpuścić. Jak już tracił równowagę to już niedługo powinien też całkowicie spaść. Zdusiła w sobie krzyk cisnący się na jej usta po bolesnym ugryzieniu.
Tym razem próbowała go strzepać z siebie, wierzgać i przesuwać się w bok.
Nie przejmowała się jego krzykami. Zupełnie lepiej czuła się bez niego na plecach i bez jego dotyku, czy nawet samego głosu. Po prostu się brzydziła-jak każda ofiara takich zajść.
-Złaź ty pieprzony gwałcicielu!- Zdenerwowała się. Prawdopodobnie dlatego, że nie chciała mieć z nim stosunku, ani wogóle styczności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sob Sie 05, 2017 2:35 pm

Jej pytanie… jej pytanie była na swój sposób ciekawe. Zawahałem się na moment, nie mając pojęcia, co jej mogę odpowiedzieć.
- Ale jeśli jesteś szpiegiem… to z definicji jesteś zła. Szpiegostwo to życie w kłamstwie. A to grzech. W każdym razie na pewno nie jesteś szpiegiem z mojego stada – wiedziałbym o tym – odpowiedziałem jej, odrobinę się irytując, gdy ta przestała się tak mocno denerwować.
- Tak, więc lepiej bądź grzeczna i nie pyskuj – przytaknąłem jej, naskakując na jej grzbiet. Zacząłem wykonywać ruchy biodrami, od czasu do czasu gryząc ją i próbować skłonić do posłuszeństwa. Niestety moja taktyka chyba niespecjalnie na nią działa, bo fryzyjka nie tylko się nie uspokajała, co coraz mocniej wierzgała.
- EJ! Ale bez takich inwektyw! – krzyknąłem na nią, gryząc ją kolejny raz w grzbiet, ale sytuacja była coraz gorsza. Klacz była ode mnie znacznie większa, prała z kopyt co jakiś czas trafiając mnie w nogę, rzucała się na boki, szarpała, wiła. Coraz ciężej mi szło utrzymywanie się na niej… aż w końcu po tym, jak mną podbiła, poleciałem trochę na prawo, a ona w tym momencie odskoczyła niestety w lewo. Kwiknąłem, gdy się minęliśmy i z głuchym dźwiękiem zleciałem z niej, upadając na ziemię.
- Zapłacisz! Zapłacisz mi za to! – wydarłem się, próbując powstać i ugryźć ją w szyję. Byłem wściekły! Oburzony! Miałem jej dość!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Pon Paź 02, 2017 10:40 pm

No tak, tutaj mu musiałem przyznać, że rzeczywiście oddał mi ostatnio, co ukradł. Pytanie, ile było koni, którym nie oddał zabranych rzeczy? Mi na przykład dwa razy ukradł Inej i jakoś zapomniał mi ją oddać! Zawahałem się, gdy zaczął mi odpowiadać o tamtej klaczy. Owszem, mogłem mu powiedzieć, że ona jest moja, ale jakoś nie sądziłem, by był to dobry pomysł. Lepiej było go nie prowokować, więc tylko mu przytaknąłem. Przepytywaniem zajmę się później.
- Gorsze niż… kradzież? – zdziwiłem się. Inej wspomniała coś o morderstwach. A może to on mówił? W każdym razie uważałem to za jakiś żart. Szarpnąłem go za sznury i wolnym stępem ruszyliśmy w stronę zamku.

Droga zajęła znacznie dłużej, niż się spodziewałem. Zwłaszcza, że obawiałem się pospieszyć swojego więźnia, bo nie wiedziałem, jak ten zareaguje. Poruszaliśmy się spokojnie, a gdy tylko doszliśmy na miejsce, to sprawnie wprowadziłem swojego więźnia do sporej celi, zapinając mu na szyi mocną obrożę, która była grubym łańcuchem przykuta do ściany. I jeśli mi się udało, to szybko podszedłem z jakimiś pętami, czyli kajdanami dla koni, do jego przednich nóg, próbując mu je zapiąć, aby ograniczyć jego próby buntu. W końcu dobrze wiedziałem, z jak wielką i niebezpieczną bestią mam do czynienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Zwykły koń
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Wto Paź 03, 2017 8:32 pm

Szedł za nim wolno. Nie było to złośliwe tempo... Tym razem. Po prostu noga to nie była jego dobra strona. Pokuśtykał za Bursegiem do celi. Nie zapierał się specjalnie. W końcu nawet nie miał jak.
-Nie twoja sprawa.- Spojrzał na niego zwykłym, nic nie znaczącym wzrokiem, aczkolwiek dalej nie znosił araba. Nie po tym, co przez niego przeszedł. I oczywiście nie po tym jak uwięził Inej.
Kaz zamyślił się przez chwilę.
- A co do Zjawy. Pamiętaj, ma być ona dla ciebie jak ten twój Bóg. Spróbuj ją dotknąć jeszcze raz.- Zagroził mu.

Bezproblemowo dał się mu skuć. Zresztą Kaz zazwyczaj dawał się skuwać. Czy Burseg nie zdawał sobie sprawy z tego, że Kaz jeżeli się uwolni z kajdan wyjdzie też przez drzwi. Skoro otworzył je już kiedyś to teraz też potrafił. -Chcę nóż.- Powiadomił go już jak może zacząć te tortury.
Nóż był lepszy od dotyku, prawda? Poza tym ogier zawsze brał nóż. Przyzwyczaił się do tego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sro Paź 04, 2017 11:38 am

Spiorunowałem drania wzrokiem, gdy ten nie odpowiedział na moje pytanie i jeszcze pyskował.
- Nie moja?! Jesteś moim więźniem! Więc każda Twoja sprawa jest też moja! Masz mnie słuchać i odpowiadać na moje pytania, czy Ci się to podoba czy nie! – parsknąłem na niego z irytacją. Słysząc jego groźbę… zawahałem się. Jednak coś mi się w jego głosie nie podobało. I chyba wolałem go nie prowokować bardziej, niż było to konieczne. Ku mojemu zdziwieniu ogier nie protestował jak mu założyłem obrożę i kajdany na przednie nogi. Czemu? Gdzie był podstęp? Wydawało mi się to podejrzane… ale skoro był grzeczny i posłuszny, to trzeba było korzystać.
- Dobrze, zaraz będzie nóż – łaskawie się zgodziłem, idąc jednak najpierw po kolejne kajdany – te z kolei starałem się mu zapiąć na zadnich nogach. I niezależnie, czy mi się udało czy nie, to zdjąłem mu liny obwiązujące mu pysk, by starać się na ich miejsce wcisnąć kaganiec, ciasno zapinając paski od niego. Udało mi się? Czy jednak spory, silny ogier zaczął się buntować?
- Co robiłeś na naszych terenach? – spytałem. Przyszedł, aby się nawrócić? Raczej w to nie wierzyłem. Chociaż ścieżki Boga były nieprzewidywalne i wszystko mógł sprawić swoim wszechmocnym kopytem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Zwykły koń
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sro Paź 04, 2017 4:41 pm

Spojrzał na niego znudzonym  wzrokiem i pokręcił głową.
-Czyż właśnie nie odpowiedziałem?- Co prawda nie odpowiedział miło, a raczej "Przeciętnie". Mówiąc o tym co robił raczej nie powinien się przyznawać, że był zamieszany w kilkanaście morderstw i kradzieży. Nie przyszedł tu dla wykładu że to  źle.  Może coś knuł, a może po prostu nie miał ochoty protestować. Nie ważne. Niech Siwy pomyśli troszkę. Kaz bazował przecież na fakcie, że Szumowiny to mordercy, złodzieje i kłamcy. Musiał tylko zadbać o to, by nie nabrali zwyczaju okłamywania jego.
Kary rzucił mu twarde spojrzenie i równocześnie uśmiechnął się niby podstępnie. Może Na prawdę coś kminił, a może sobie kpił z Araba?

Bezproblemowo poszło Siwemu skucie nóg. Kaz nie protestował, miał to głęboko w poważaniu. Oczywiście mówiąc łagodnie. Prędzej, czy później będzie miał okazje to nadrobić.
-Wymyśl sobie. Może być nawet to, że przyszedłem tu w zamiarze pokuty, ale nie odpowiem, czy rzeczywiście tak było, Burseg.- Odpowiedział siarczysty głosem niczym kamień pocierany o kamień.
- W sumie i tak wyszedłem na prostą, znalazłem uczciwą robotę i żyję pobożnie.- Dodał jeszcze po chwili poważnym głosem. Musiał grać, musiał kłamać po to żeby namieszać mu w głowie. Brekker był sprytnym złodziejem. Tak sprytnym, by widzieć zyski w każdej chwili. Sekrety tracą wartość po ich wydaniu, co inne pieniądze. Niech gada. Pomyślał. Gdybym był zamknięty w Prawdziwych lochach pewnie dali by trudniejszy zamek do opanowania. Rozejrzał się stając wzrokiem na marnym zamku z drzwi. Taki szajs dziecko patykiem otworzy. Wywrócił oczami.
- Gdzie ten nóż? Myślisz, że w takim czasie nie zdołam uciec? Pośpiesz się, bo ci zwieje.- Warknął
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sro Paź 11, 2017 11:17 pm

Położyłem uszy po sobie i uderzyłem kopytem o posadzkę, by spróbować mu przekazać, że nie życzę sobie takich uwag! Po prostu nie życzę sobie!
- Gówno mnie obchodzi co powiedziałeś! Bóg wiele razy napominał konie, by za dużo nie mówiły. Wiele podjęło się ślubów milczenia, aby móc w pełni skupić się na Najwyższym. I Tobie też radzę zastanowić się, co chcesz powiedzieć, bo Ci wyrwę jęzor, byś przestał bluźnić i pyskować! – zarżałem na niego. Może taka groźba powstrzyma go przed głupimi odpowiedziami w stylu, że coś nie jest moją sprawą. Bo o tym, co było moją sprawą a co nią nie było, to ja decydowałem, czy to się mojemu więźniowi podobało czy nie! Zmrużyłem oczy, przyglądając się mu podejrzliwie. Nie podobało mi się jego spojrzenie, jego twardy uśmiech. Musiał coś kombinować! Na pewno! W końcu bez powodu by na Pustynie nie wracał!

Skułem draniowi nogi czego ten… nie utrudniał! Kolejny dowód na to, że coś knuł, że to jakiś podstęp. Bo przecież każdy normalny koń by protestował!
- Co wymyśl? Co wymyśl? Nie zamierzam niczego sobie wymyślać! To ty masz odpowiadać na zadawane Ci pytania! Czy to jasne? Czy to jasne ty bezczelny Kucu?! – wydarłem się na niego, chociaż raczej nie sądziłem, by ten się tym przejął i nagle zaczął być grzeczny i posłuszny. Ale… ale ja już go zmuszę do wykonywania moich rozkazów i postępowania zgodnie z Wolą Pana!
- Jasne! Nie okłamuj mnie! – skwitowałem jego słowa – Jesteś złodziejem! Karsiny Karsinami… ale ukradłeś mi tamtą klacz. Ona jest moja! Słyszysz?! Moja! – zarżałem ze złością. Chciał nóż? Naprawdę? Taki był tego pewien!? To oczywiście miałem zamiar mu dać to, o co się tak dopominał! Odszedłem na chwilę by po chwili wrócić z ostrym narzędziem w pysku.
- Zwiejesz? Ciekawe jak?! Wtedy Ci się udało… bo odpiąłem Ci kajdany a tamta wredna zołza, bezczelna wszetecznica, nierządnica szatana Ci pomogła. Ale… ale teraz jej nie ma. A ty jesteś skuty, skazany na moją łaskę! – rżałem nisko, próbując go przestraszyć. Dźgnąłem go nożem w łopatkę, wykonując płytkie, długie, pionowe nacięcie. A następnie krótkie poziome tak, by wyszedł mi krzyż.
- Nawrócisz się? Obiecasz posłuszeństwo? Czy wolisz cierpieć? – spytałem, przypatrując się potężnemu i umięśnionemu wrogowi. Może i był duży oraz silny… ale skuty i tak był niemalże bezbronny. A ja mogłem z nim zrobić, co tylko chciałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Zwykły koń
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Paź 12, 2017 6:29 am

Spojrzał na niego.
-Doprawdy, zadziwiasz mnie, ale ty chcesz bym mówił, Burseg. Prędzej to ja utnę ci język i wydłubię oczy wkładając do twoich oczodołów chusteczkę z moją krwią.-
Powiedział zupełnie normalnie. W końcu znał to... Od dziecka i nie musiał nawet się starać by jego akcnt brzmiał groźnie. Miał nadzieje, że to doprowadzi do zawahania araba.
Dalej patrzył na niego tym samym wzrokiem, jakim patrzył na niego wcześniej. Wyglądał jakby się nie przejął tym co Burseg powiedział i bardzo prawdopodobne było to, że tak właśnie było.
Nie zmieniał mimiki twarzy.
- Wiesz na czym w tamtym momencie zależało mi najbardziej?- Zadał mu pytanie. - Na tym by znów cię zlać, Burseg.- Dokończył dzieląc go pewnym siebie wzrokiem.
Zaśmiał się.
- A Zjawa... Zjawa była moją dobrą inwestycją. Nie pozwoliłbym na stracenie tylu pieniędzy.-
Przeciął ogonem powietrze. Mimo wszystko Inej to nie była jego inwestycja tylko też jego Zjawa, jego pająk. Dobrze wiedział, że wtedy nie zależało mu tak na inej jak na laniu siwego.
-Wiesz na czyją łaskę jestem skazany najbardziej?- Uśmiechnął się. -Na twojego Boga, nie na ciebie.- Odrzekł dokładnie oglądając jak Burseg robi mu na łopatce płytkie nacięcia.
Nie powinna zostać po tym blizna, ale Kaza nawet to nie interesowało.
Widząc nóż tuż przy łopatce postanowił to wykorzystać. Schylił się wyciągając głowę jak najbardziej w kierunku noża. Kaz przeciął paski od kagańca, odsunął łeb i zamachnął się nim na tyle by kaganiec poleciał siwemu prosto w pysk, a Kaz nie liczył tylko na to że dostanie, ale też na to, że upuści nóż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Paź 12, 2017 4:00 pm

Rżałem głośno na swojego więźnia, każąc mu się zamknąć i grożąc mu wyrwaniem jęzora. Ale zamiast spodziewanej ciszy, usłyszałem stos wyzwisk i gróźb. Wyrwanie języka, wydłubanie oczów? Zadrżałem, słysząc ton jego głosu, bez śladu emocji. W połączeniu z jego wzrokiem… brzmiało to niesamowicie realnie. I nawet przez chwilę nie miałem wątpliwości, że ogier jest zdolny do wprowadzenia swoich gróźb w czyn. Oblał mnie zimny pot i odruchowo się cofnąłem o krok, by być dalej od tego… nie, nie konia. Od tego wielkiego bydlaka pozbawionego sumienia, wszelkich oporów i nieposiadającego Boga w sercu! Miałem ochotę go okrzyczeć, zwyzywać od antychrystów… ale zbyt się go obawiałem. I nie chciałem, bym drżeniem głosu się z tym zdradził. Wolałem… wolałem nic nie odpowiadać. Może nie zauważył, jak bardzo się go bałem.

Zdziwiło mnie jego nagle postawione pytanie. Na czym mogło mu zależeć? Słysząc jego odpowiedź, znowu lekko zadrżałem. Coś było nie tak… bo to ja powinienem być pewny siebie! A teraz ewidentnie byłem przestraszony, podczas gdy on zerkał na mnie pewnym wzrokiem, zamiast go potulnie wbijać w posadzkę. I jeszcze mi groził!
- Jak chciałeś mnie zlać, to już więcej Ci się to nie uda! Spędzisz resztę życia w więzieniu! – oznajmiłem mu drżącym tonem. Chciałem, by brzmiał pewnie, ale coś mi chyba nie wyszło. Nazwał tamtą klacz inwestycją? To mi jakoś bardzo nie przeszkadzało. W końcu Bóg nakazywał traktować klacze instrumentalnie. Jedyne, co mnie zirytowało, to użycie słowa „moja”.
- Tak, BYŁA Twoją inwestycją. Teraz jest moja! – prychnąłem, nie zupełnie rozumiejąc, o co mu chodzi z łaską moją i Łaską Boga.
- Wszyscy jesteśmy skazani na Łaskę Boga. Ja tylko jestem Pokornym Narzędziem w Jego Kopytach – odpowiedziałem mu, kończąc nacięcie na jego łopatce, gdy nagle… gdy nagle ten uderzył łbem w nóż, przecinając paski kagańca… ale, ale jak. Kwiknąłem, gdy oberwałem kagańcem, ale jednak nie wypuściłem sztyletu z pyska. Skoro trzymałem go na tyle mocno, że zawadzenie o niego kagańcem mi go nie wyrzuciło i umożliwiło mu przecięcie pasków, to tym bardziej rzut nie spowodował, by ten mi wyleciał. Szybko odskoczyłem od drania, bojąc się ugryzienia i zastanawiałem się, co zrobić. Jak… jak mu się to udało?!
- Co to miało być?! Uspokój się, bo Cię zabiję! Będę Cię długo torturował aż umrzesz w cierpieniu! Spędzisz tutaj resztę życia, czy tego chcesz czy nie! – wydarłem się na niego, krzykiem próbując ukryć ogarniającą mnie panikę. On… on się uwalniał! Wielki, ciężki, silny ogier próbował odzyskać wolność! Na to nie mogłem się zgodzić! Odłożyłem nóż na jakąś półkę i zacząłem podchodzić do niego z zapasowym kagańcem. Powoli, ostrożnie, z wyraźnym wahaniem.
- Poddaj się! Obiecaj posłuszeństwo! Zaprzestań oporu… to będziesz mniej cierpiał – obiecałem mu, po czym rzuciłem się na niego, próbując założyć mu kaganiec na głowę, ciasno zapinając paski. Ale czy dałem sobie z nim radę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    

Powrót do góry Go down
 
Pustynne lochy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
 Similar topics
-
» Stare Lochy
» Wielka Sala
» Lochy Dreadfort
» Lochy pod Riverrun

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Ukrytych Łez :: Terytoria SUŁ :: Zamek Frinn :: Północna wieża-
Skocz do: