KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pustynne lochy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Kaz
Zwykły koń
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Paź 12, 2017 9:00 pm

Nie drgnął nawet. Miał taką samą mimikę twarzy jak zwykle chodź wiedział, że Burseg się go boi. A co miał się napawać tym? Wielu się go bało i jego bandy i to była norma. Przynajmniej dla Kaz'a.
-Czyżby?- Zapytał patrząc na niego mimowolnie monotonnym wzrokiem błyskającym niekiedy pewnością siebie.
- Zamknij ten parszywy dziób, Burseg! Chcesz oberwać?! - Zdenerwował się ładnie mówiąc, bo nie mógł znieść słów o tym, że Inej należy do kogoś innego. To nie była prawda i Kaz dobrze o tym wiedział, ale nie cierpiał jak ktoś tak mówił.

Udało mu się zdjąć kaganiec, ale noża nie miał w pysku... Nie puścił go drań!
- Żadnych pogrzebów.- Powiedział zmieniając mimikę twarzy na tę zwykłą. -Żadnych żałobników.- Odpowiedział i westchnął. Dobrze wiedział, że Burseg nie odważyłby się go zabić, a nawet gdyby... Nie zdołałby tego dokonać. Po jego stronie stała Inej, Nina i Anarie, a po Araba nikt i tego Kaz był najbardziej pewny.
- Może nie będę cierpiał, ale odzyskam wolność i skopię ci tyłek, Burseg.-
Wyciągnął do niego łeb chcąc go ugryźć. Odsunął się, czy jednak nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Paź 12, 2017 9:52 pm

Czyżby? Czemu się mnie o to pyta? Wie coś, o czym nie wiem? Ma jakiś plan? Próbowałem udawać pewnego, ale było po mnie widać, że się go bałem. Dało się to dojrzeć w mimice mojego pyska, w moim kroku, w tonie głosu, ruchach ogona. Owszem, byłem przerażony. Ale tylko skończony idiota by się nie bał takiego bydlaka!
- Nie zamknę się! Sam się zamknij! – próbowałem się na niego wydrzeć, ale wyszedł mi cienki, cichy pisk. Groził mi… i był w trakcie tych gróźb cholernie przekonujący. A ja… chyba wolałem od niego nie oberwać.

Groziłem mu śmiercią, bólem… może jeszcze powinienem dorzucić kary piekielne, które słusznie mu się należały? Niestety nie wyglądało na to, by drań się przejął moimi słowami.
- Jak nie chcesz by był pogrzeb, to lepiej się poddaj… bo będzie źle! – parsknąłem, ale jakoś bez przekonania. Chyba wątpiłem, że dam radę go przekonać. Zacząłem się do niego zbliżać z kagańcem.
- Nie odzyskasz wolności! Już nigdy! – odpowiedziałem mu i nagłym ruchem doskoczyłem, próbując założyć mu kaganiec. Niestety w tym samym momencie wyciągnął łeb, próbując mnie ugryźć. Tego się nie spodziewałem – sądziłem, że raczej będzie głową uciekał. Mimo wszystko próbowałem mu założyć kaganiec, ale jeśli zdążył mnie chwycić pyskiem, to szarpnąłem się, próbując uwolnić swoje ciało z jego zębów. I jeśli mi się to udało, to ponowiłem próbę założenia mu kagańca i zapięcia pasków. Ale czy cokolwiek z tego mi wyszło? Czy jednak po nieudanej próbie musiałem ratować się ucieczką, że strachu przed kolejnym ugryzieniem mocnych i ostrych zębów?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Zwykły koń
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Pią Paź 13, 2017 9:31 pm

Mimo swojego przekonania, że siwy się go boi stał nadal ponury jakby nie robiąc sobie z niego większej sprawy.
-Na prawdę?- Zapytał Nonszalandzko. - Twoja śmierć należy do mnie, Burseg.- Szepnął dość słyszalnie po czym zaśmiał się cicho i nie wesoło.

Widział jego wzrok. Doprawdy był ekspertem od piorunowania wzrokiem. Zabawne jednak było gdy próbował zmierzyć się z rekinim wzrokiem Kaz'a .
- Wiem, że próbujesz kłamać na każdym kroku, ale nie udawaj głupiego. Już dość się skompromitowałeś.- Odpowiedział zaciskając szczęki na jego ciele.
Uparcie go trzymał do momentu kiedy nie zdążył ściągnąć kajdan z przednich nóg. Ulżyło mu bo nie musiał znosić dodatkowego bólu. Kłapał zębami przed pyskiem Bursega nie dając mu założyć sobie kagańca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sob Paź 14, 2017 7:59 pm

Zadrżałem, słysząc słowa Kaza. Nikt nie lubi, gdy mu się grozi śmiercią a w słowach ogiera najgorsze było to, że miało się przekonanie, że ten byłby gotów zrealizować swoją groźbę. Na szczęście był skuty… i bezbronny. Pytanie, jak długo? Byłem coraz bardziej zaniepokojony by nie powiedzieć przerażony jego zachowaniem. Oblał mnie zimny pot, gdy usłyszałem jego śmiech… miałem coraz gorsze przeczucia.

Kwiczałem z bólu, szarpałem się, próbując się wyrwać z jego szczęk, którymi mnie gryzł. Nawet nie byłem w stanie odpowiedzieć na jego słowa. Wolałem się skupić na próbie przeżycia, na ucieczce. W końcu przerażony odskoczyłem, gdy udało mi się uwolnić z jego zębów. Kagańca nie udało mi się założyć… a najgorsze, że on coś kombinował z kajdanami z przednich nóg? Czy to możliwe… że się ich… pozbył? Miałem nadzieję, że nie. Rzuciłem się na niego od boku, próbując go staranować i powalić na posadzkę. Nie mógł uciec, nie mógł uskoczyć – dalej miał obrożę i skute zadnie nogi. Liczyłem, że go przygniotę, a jeśli mi się udało, to starałem się szybko założyć mu kaganiec lub ewentualnie obwiązać linami pysk, by nie mógł mnie znowu gryźć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Zwykły koń
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sob Paź 14, 2017 8:45 pm

W końcu się zamknął? To dobrze. Kaz wyglądał jakby to go nie ruszyło. Był teraz już prawie wolny. Zostały mu tylko dwie rzeczy, ale nagle... nagle ten parszywy koń musiał na niego wlecieć. Nie zdążył uskoczyć. Nawet nie miał jak. Dotyk cudzej skóry wzbudzał w Kazie gwałtowną odrazę, ale ponieważ spodziewał się ataku zdołał zapanować nad mdłościami, które go ogarnęły.

Został obwiązany ponownie lecz nadal trwał jednak w swojej pewnej minie jakby zupełnie się nie przejmował. Czy zawsze musiał robić takie miny, że aż nie robić? Nie ważne.
W jego oczach widać było gniew i jakby mógł to dawno zabiłby go wzrokiem. Burseg nie wiedział czemu się wkurzył? Nie dlatego, że obwiązał mu pysk, tylko dlatego, że go dotknął. To był błąd! To było za wiele!
- Nie rób tak więcej!- Ostrzegł go mając nadzieje, że się podniesie i odsunie, a Kaz będzie mógł wstać. Jeżeli jednak Burseg się nie odsunął Kaz musiał leżeć. Noga go... Bolała, a dotyk prowadził do paraliżu. Nie mógł nic zrobić. Wcześniej ból nogi to było tylko tępe rwanie, a teraz. Teraz było to mocne rwanie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Pon Paź 16, 2017 8:43 pm

Byłem przerażony, wielka, groźna bestia coraz sprawniej się uwalniała. W pewnej chwili byłem niemalże pewien, że drań odzyska wolność… i rzuci się na mnie, aby wymierzyć mi zemstę. W rozpaczliwej próbie odzyskania inicjatywy rzuciłem się na niego, wpadając od boku w mojego przeciwnika… i udało mi się! Powaliłem drania i nim ten zdążył zareagować, obwiązałem mu pysk, by mnie nie mógł gryźć.
- Tak? Czyli jak? – spytałem, nie mając pojęcia o co mu chodzi. Oczywiście nie wstawałem z niego. Dalej leżałem na jego boku, przyciskając go do posadzki i nie pozwalając mu wstać. W końcu mogłem przez chwilę odpocząć, nie musząc się przejmować, że ta agresywna bestia się uwolni i mnie zabije. Bo przygniatany do posadzki nie miał za wiele możliwości ruchu.
- Trzeba się zastanowić, co można z Tobą zrobić. Jesteś zbyt niebezpieczny aby odzyskać wolność. Jakieś więzienie o podwyższonym rygorze? Praca fizyczna byś nie miał czasu myśleć o buncie? Ciągłe pilnowanie Cię? Kraty, kajdany, łańcuchy, obroże? – zastanawiałem się na głos – Byłeś kiedyś w więzieniu? Tak mówiłeś? To jak Ci się udało uciec? Co zrobić… byś nie zwiał? – spytałem, chociaż nie spodziewałem się, by mi coś doradził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Zwykły koń
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Wto Paź 17, 2017 7:03 am

Kaz obrzucił go siarczystym spojrzeniem.
Cegła po cegle. Powiedział w myślach. Tym zawsze dodawał sobie otuchy. Wiedział, że kiedyś go dorwie, a wtedy cegła po cegle Kaz zedrze z niego skórę, wydłubię oczy i zabije. Ale zawsze... Cegła po cegle.
-Wstań, albo moje odruchy wymiotne, nie będą tylko odruchami.- Ostrzegł go mając zamiar zmusić go do powstania. Ciało siwego tak samo przypominało zimne ciało Jordiego.
Nie, dłużej już nie mógł wytrzymać. Jeżeli Arab nie wstał. Kaz postanowił zająć się sprawą sam.
Szybko pozbył się lin z pyska, a później użył starej, dobrej sztuczki na kajdany u zadnich nóg. Opadły na ziemie szeleszcząc. Potem Kaz szybko wyślizgnął się spod Bursega. W końcu nie czuł jego skóry.
Kaz sięgnął po ten sam nóż, jakim ciął go Burseg.
Ponoć położył go gdzieś na półkę więc miał do niego dostęp? Jeżeli udało mu się go wziąć spojrzał na nie go.
-Skończymy to tutaj.- Powiedział wtedy i spojrzał na Bursega.
Co arab zrobił? Uciekał, atakował, przepraszał, darł się? Mimo tego Kaz zrobi to samo cegła, po cegle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sob Paź 21, 2017 9:20 pm

/Bardzo Cię przepraszam – ciężki tydzień
Zaśmiałem się, słysząc słowa Kaza. Naprawdę sądził… że go posłucham i tak po prostu wstanę?! Jasne! Leżałem na nim, unieruchamiałem go, przygniatając do posadzki… a póki to robiłem, to drań nie miał szans wstać. A przynajmniej tak mi się wydawało… chociaż mogż go nie doceniałem.
- Konie nie mają odruchów wymiotnych! – parsknąłem, przypominając mu o ważnym fakcie, o którym chyba zapomniałem. Ale… ale chyba niepotrzebnie go denerwowałem bo ogier w pewnym momencie się rzucił, zaczął szarpać, wierzgać… i sam nie wiem jak, ale jakoś udało mu się pozbyć lin i kajdan. I zanim zdążyłem zareagować, dał radę uwolnić się spode mnie, wstać chwytając nóż i zerkając na mnie w sposób, który ewidentnie mi się nie podobał.
- Ale… ale… co? Jak? Ja… ale… przepraszam – kwiknąłem przerażony, cofając się o krok. Dobrze wiedziałem, że nie mam z nim szans… więc zamiast walki chyba lepiej było się z nim dogadać. Bo sytuacja… nie wyglądała za dobrze… a nawet wręcz przeciwnie. Wyglądała bardzo, bardzo źle. Czy on był gotów… użyć nóż? Chciał mnie zaatakować? Wyglądał na takiego, który by się nawet sekundy nie wahał. Ale czy się ośmieli? W sumie nie musiałem pytać. Zbyt długo go znałem i byłem pewien, że byłby do tego zdolny.
- Ale… ale co chcesz skończyć? – spytałem przerażony, cofając się w stronę wyjścia. Chyba była pora uciekać… ale czy Kaz mi tego nie uniemożliwił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Zwykły koń
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Paź 22, 2017 8:28 pm

Wymknął mu się w końcu. Teraz... Teraz nadszedł nowy rozdział.
Tkwił w tej samej mimice twarzy. Nie wzruszył się jego słowami. Stał przez długą chwilę słuchając jak Burseg się tłumaczy, ale nie zważał na to. Tym razem miał do niego inne plany.
Doskoczył do niego, powalił i przygniótł do ziemi chodź zazwyczaj tego unikał, ale już się przygotował do dłuższego kontaktu ze skórą.
-Nie musiałeś długo czekać. Inej nie ma... Nie będzie nam przeszkadzać. Gdybyś jej do siebie nie zniechęcił pewnie wróciłaby chcąc cię obronić, ale sam sobie zaszkodziłeś, Burseg. Mojej Zjawy tu nie ma.- Powiedział i ostrożnie przyłożył nóż do łopatki araba. Mimika jego twarzy dalej była taka sama. Wyglądał zwyczajnie. Jakby wszystko co robił było jego codziennością.
Przycisnął nóż mocniej wbijając go dość głęboko.
-Trzeba było zrezygnować już wcześniej.-Powiedział ponuro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Paź 22, 2017 8:57 pm

Nie wyglądało to dobrze… wręcz przeciwnie. Wyglądało to bardzo, bardzo źle. Z przerażeniem obserwowałem ogiera, który nie zdawał się zbytnie przyjacielsko nastawiony. W sumie… czemu? Przecież go jakoś bardzo nie zdążyłem pomęczyć? Cofałem się, krok za krokiem… ale drań okazał się szybszy i nagle doskoczył do mnie, powalając mnie na ziemię i przygniatając do ziemi. Kwiknąłem z bólu, próbując się wyrwać, ale niestety mój oponent był znacznie większy i cięższy ode mnie.
- Ale… czekać? Na co? W czyn przeszkadzać? Zaszkodziłem? Ale… ale co ty wyprawiasz? Co… co zamierzasz? – pytałem przerażony. Szarpnąłem się, próbując się uwolnić, ale przygniatany nie miałem na to żadnych szans. Ucichłem widząc nóż, zbliżający się do mojej łopatki. Nerwowo przełknąłem ślinę.
- Ale… co… co zamierzasz? – spytałem przerażony i kwiknąłem z bólu czując nóż na szyi – Ja… ja przepraszam… nie chciałem. Proszę… proszę nie zabijaj! – błagałem będąc pewnym, że ten chce mnie zabić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Zwykły koń
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Czw Paź 26, 2017 5:55 pm

Spojrzał na niego obrzucając go nadwyraz dzikim spojrzeniem.
Lekko już przybrudzony krwią dalej działał mimo słów araba. Zaśmiał się głośno gdy Burseg wspomniał o śmierci. Miał podejrzenia, że Kaz chcę go zabić. Gdyby myślał tak miesiąc wcześniej miałby racje, ale teraz.... Kaz nie miał ochoty i planów go zabijać. Wbił nóż jeszcze głębiej.
-Dzisiaj jeszcze nie...- Powiedział wyjmując nóż z nacięcia. -Mówiłem, żebyś nic głupiego nie robił, Burseg, a ty znowu wchodzisz nam w drogę.- Wstał zabierając nóż i rzucając go gdzieś w kąt.
Cegła po cegle. Nie dzisiaj. Kiedyś zrobię to przy publiczności. Pocieszył się w myślach.
Podszedł do drzwi szperając przy nich chwile obok zawiasów. Stara, dobra sztuczka. Wyjął drzwi z zawiasów chodź trwało to kilka minut. Nie obawiał się Bursega, nie musiał, a przynajmniej miał nadzieje, że on nie drgnie w celu atakowania.
Jeżeli tego nie zrobił podszedł do niego i szarpnął za grzywę.
-Dzisiaj jest inaczej.- Wychrypiał. -Nie martw się... Wrócę.-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Paź 29, 2017 12:59 pm

Nie podobało mi się spojrzenie, które Kaz we mnie utkwił. Była w nim dzikość, okrucieństwo i chęć popełnienia morderstwa. A przynajmniej ja to tak oceniałem, spodziewając się, że zaraz zginę z jego kopyt. W końcu nie raz i nie dwa mi to obiecywał. Czyżby w końcu miał możliwość spełnienia groźby? I zaraz to zrobi? Kwiknąłem z bólu, gdy nóż bardziej zagłębił się w moim ciele. Jego słowa… mnie zaskoczyły. Nie miał zamiaru mnie zabijać? Czy tylko robił mi fałszywe nadzieje?
- Ja? Wchodzę? Prze… pra… praszam. Już… nie będę – obiecywałem mu, z przerażeniem obserwując ogiera, który odchodził z nożem, z którego kapała krew. Moja krew. Patrzyłem, jak ogier podchodzi do drzwi… i zaczyna grzebać przy zawiasach? Ale… ale po co? Byłem zbyt przerażony, by do niego podejść. Zbyt przerażony by w jakikolwiek sposób zareagować. Widziałem, jak powoli wyjmuje drzwi z zawiasów, chociaż nie miałem pojęcia, jak mu się to udało. Z przerażeniem obserwowałem, jak ogier ponownie do mnie podchodzi. Ale… ale drzwi były otwarte. Jeśli więc mi się udało, to próbowałem się rzucić przez wyważone drzwi, aby od niego uciec… no chyba, że dał radę mnie zatrzymać?

/być może z/t?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kaz
Zwykły koń
avatar

Age : 17

PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Pią Lis 03, 2017 1:13 pm

Złapał go, szybko reagując.
- Nie dotykaj Inej, Niny i Anarie, a nie stanie ci się krzywda.- Powiedział szorstkim głosem po czym puścił go i podszedł do wyważonych drzwi.
-A, jeszcze coś.- Wyrzucił karmina na podłogę w stronę araba.
-To za dobrą zabawę.- Skinął głową i odwrócił się. - Tylko nie wydawaj tego na głupstwa.- Dodał i wyszedł.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sob Lis 04, 2017 7:03 pm

Rzuciłem się ku drzwiom, ale Kaz okazał się być szybszy i zatrzymał mnie. Przerażony odskoczyłem, jeśli dałem radę, będąc pewnym, że mnie teraz już na pewno zabije. Skuliłem się, czekając na śmierć.
- Dobrze, dobrze, nie będę, obiecuję! - zapewniłem go. Nie miałem pojęcia, kim jest ta trzecia, ale byłem skłonny obiecać mu prawie wszystko, by przeżyć. Bo tylko przeżycie pozwalało mi dalej służyć Bogu. Ten jeszcze mnie nie wezwał do siebie - byłem mu więc na pewno potrzebny. Patrzyłem na Karmina... nie będąc pewnym o co mu chodziło... ale na szczęście w końcu sobie poszedł. Również odczekałem chwilę, aby upewnić się, że go nie spotkam i również wyszedłem.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sob Gru 02, 2017 11:31 pm

/Nie jestem pewien, czy można stosować konie „NPC”, jako wprowadzenie do jakiejś ustalonej fabuły, ale jeśli komuś to przeszkadza, to mogę niechętnie zmienić niniejszy post. Chociaż na wielu forach takie zachowanie jest powszechne.

Właśnie skończyłem modlitwy poranne, gdy usłyszałem kołatanie do bram Zamku. Zaintrygowało mnie to, bo nie spodziewałem się odwiedzin. Przez ostatnie dni to generalnie było pusto. Jakoś nie widywałem zbyt wielu innych koni. Wszyscy się gdzieś wyprowadzili? Może wybrali się na pielgrzymkę? W końcu każdy religijny koń powinien od czasu do czasu wybrać się w podróż, aby w samotności móc spojrzeć wewnątrz siebie, przemyśleć swoje postępowanie i zastanowić się, co może zmienić w swoim życiu, aby stać się lepszym i bardziej miłym Bogu. Sam również spędzałem dużo czasu na pustyni, bo chyba nie było lepszego miejsca na kontemplację. Niestety brak innych członków Pustynnego Stada zmusił mnie, abym więcej czasu przebywał w Zamku, gdzie musiałem pilnować wszystkiego, pod nieobecność innych. I dlatego właśnie ja zszedłem na dół, otwierając bramę i dostrzegając… trzy konie. Przypatrzyłem im się uważnie, mrużąc oczy i zastanawiając się, co tu jest grane. Przede wszystkim zwróciłem uwagę na konia karego niczym najczarniejsza noc, który był… nie duży. Duży to może być 170 cm hanower, 180 cm perszeron czy dwumetrowy shire. A on… on był ogromny! Ze 230 centymetrów mógł mieć, jeśli nie więcej i dopiero po chwili dojrzałem, że na pysku miał kaganiec a przednie i zadnie nogi skute były ciężkimi kajdanami. Od obroży, którą miał oczywiście na szyi, odchodziły dwa łańcuchy, trzymane przez pozostałą dwójkę koni, wyglądających jak araby. Zacząłem dopytywać o co chodzi, a dwa ogiery zaczęły mi opowiadać, jaki to jest groźny bandyta, przestępca i morderca. Z ich opowiadań wynikało, że to najgroźniejszy koń, jakiego pustynia nosiła. Istny demon, diabeł w końskiej skórze. Podobno go długo ścigały… a jak w końcu udało im się go złapać, chociaż w trakcie zatrzymania ciężko zranił ich dwóch towarzyszy. Musieli go więc gdzieś uwięzić a obawiając się, że nie będą w stanie odprowadzić go do miejsca skąd podchodzili, skierowali się do pierwszego zamku, który dostrzegli w okolicy, pytając się, czy mogę się nim zająć, że nie może NIGDY odzyskać wolności, że trzeba go więzić do końca jego życia. Zawahałem się. Miałem zamiar zaprotestować, ale błagali mnie. Wyglądało na to, że rzeczywiście nie mieli innej opcji… więc cóż mogłem zrobić. Naturalnie się zgodziłem. Zaprowadziłem ich do lochów do największej celi, gdzie założono mu na szyję mocną obrożę przykutą grubym łańcuchem do ściany. Tamta dwójka sprawdziła mu jeszcze kajdany i kaganiec po czym przekazała mi klucze do nich ostrzegając, bym przypadkiem ich nie zdejmował. Po chwili wyszli… a ja wróciłem do więźnia.
- To Twój nowy dom, na resztę Twojego życia – obiecałem mu, uważnie się przyglądając ogromnemu ogierowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zozo
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Sob Gru 02, 2017 11:55 pm

Usiłował powrócić do dawnego życia, niszczyć i psuć, ale jeżeli próbował rozprostować skrzydła to za każdym razem był strasznie obwiązywany z każdych stron i nie podołał niczemu innemu jak nawet nie porządnemu rozprostowaniu nóg. Z każdą ucieczką wiązały się kłopoty i kolejne chwytania, ale nie potrafił tak żyć. Znalazł się tutaj zmęczony i głodny, ale nie dawał oznak słabości.
Stał przed tymi nieczystymi, przepełnionymi Bogiem Drzwiami niezdolny do ucieczki.W końcu ktoś podołał zadaniu je otworzyć. Zozo myślał, że będzie miał chociaż przeciwnika większych rozmiarów, ale wydał się naprawdę niski. Zmierzył nieznajomego wzrokiem, a w nim było zawarte wszystko co grzeszne i złe.
Nie miałby skrupułów do zabicia tego araba. Nikt go tu nie znał i mógł robić co tylko zapragnie... To znaczy nie mógł zrobić nic jeśli był obwiązany.
Kiedy ci dwaj odeszli towarzyszyła mu ulga, ale też obrzydzenie tym miejscem.
Słuchając tych słów przepełniony pewnością siebie Zozo w końcu raczył się odezwać
- Ucieknę, wiesz to znakomicie.- A Zozo wiedział to dokładnie, bo osiągał to co chcę. Poza tym widział niepewność w oczach Siwego, a jeżeli widział wahanie i niepewność to miał przewagę i mógłto szybko wykorzystać. Jak na co dzień sprawdził czy łańcuchy są mocne rwąc się w tył, ale jakie łańcuchy nie są mocne? W każdym razie nie spotkał się nigdy ze słabymi?
Nie mógł odpuścić teraz temu arabowi tego co zrobił. Gdyby go od nich nie wziął byłby dawno na wolności, albo byłby znowu ścigany. Nie ważne co by się działo, byłoby zdecydowanie lepiej.
Miał zamiar stąd wyjść, a powód był jasny: Chciał odejść i czynić głupoty, czyli inaczej zło.
-Jestem głodny, łaska coś przywlec?- Zmęczony i głodny, chudy i spragniony. Taki w rzeczywistości był, ale miał zamiar to zmienić, a przecież Arab był zmuszony mu coś dać inaczej Bestia mu zdechnie. To byłby marny koniec. Zozo nie chciał wcale końca. Potrzebował żyć, bo niedopełnił jeszcze wiele zniszczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Gru 03, 2017 12:19 am

Gdy tamte araby odeszły, wróciłem do więźnia, informując go, że spędzi tutaj resztę życia. Dobrze wiedziałem, co mogę w odpowiedzi usłyszeć. Zapewnienia, że jest niewinny, że go z kimś pomylono, że to pomyłka. Każdy więzień się tak tłumaczył. Ktokolwiek zrobiłby ankietę w więzieniu to szybko by się przekonał. Że wszyscy, ale to wszyscy więźniowie są niewinny. Jeśli ktoś twierdził inaczej… to nie powinien być w więzieniu tylko w zamkniętym zakładzie dla czubków. Dlatego też otworzyłem oczy zaskoczony, słysząc słowa, których się nie spodziewałem. Przecząco pokręciłem pyskiem.
- Nie, nie uciekniesz. Spędzisz tutaj resztą życia. Ze skutymi nogami, z kagańcem na pysku, z obrożą na szyi. Nawet jakbyś się zerwał z łańcucha, jesteś zamknięty w celi. A cele są lochach zamkniętych ciężkimi drzwiami. A cały zamek jest zamknięty bramą. Więc nawet się nie łudź, że masz jakiekolwiek szanse, niewierny grzeszniku. Bóg mi światkiem, że nigdy nie opuścisz tego miejsca! – parsknąłem z pogardą, zerkając na niego wrogo.
- Nie zasługujesz, aby coś dostać do jedzenia! Nie zasługujesz nawet by żyć! – prychnąłem w odpowiedzi – Powinienem Cię zabić. Bóg by tak chciał. Chociaż dalej są niewielkie szanse, że się nawrócić. W końcu nikt nie zna ścieżek Najwyższego. Najsprawiedliwszy może zesłać nawrócenie nawet na największego grzesznika, takiego ja ty – dodałem w odpowiedzi. Wcale nie chciałem mu dawać jedzenia… ale miałem go więzić a nie zabić. Więc jeśli chciał jeść, musiałem go nakarmić. Ciężko westchnąłem. Odszedłem od niego, by po chwili wrócić z wiadrem z wodą i owsem, które postawiłem przed nim. W kagańcu spokojnie dało się mówić, pić i jeść, chociaż oczywiście gryzienie było kompletnie niemożliwe. Nie miałem pojęcia, ile taki ogier je, więc dałem mu sporą porcję. Ja jadłem wielokrotnie mniej.
- Masz szczęście, że Bóg mówi, że głodnego należy nakarmić, a każde ziarno dane koniowi jest zapisywanie przez Najsprawiedliwszego w spisie dobrych uczynków – dodałem, obserwując go, jak je. Rzeczywiście był duży, silny i prawdopodobnie cholernie niebezpieczny, jeśli to, co tamte araby mówiły, było zgodne z prawdą.
- To kim ty w ogóle jesteś? Jak masz na imię? I co takiego zrobiłeś, że musisz spędzić resztę życia w więzieniu? – dopytywałem się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zozo
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Gru 03, 2017 1:56 pm

Zignorował te słowa. Nie zabolało go zdanie tego araba i nie zwrócił na nie nawet najmniejszej cząstki uwagi. On rządził tym co ma się stać i co się stanie, a nie Burseg. Tu ON I TYLKO ON był ważny.
Nie chodziło mu o zemstę, bo najpierw liczyła się wolność. Niech każdy sobie zapamięta, że będzie do tego dążył po trupach, z krwią, czy bez. Zmierzył go zwyczajnym wzrokiem.
-To MOJA I WYŁĄCZNIE MOJA ścieżka i żaden Bożek nie ma możliwości nią kierować, a ja.. Ja sam Nie mam zamiarów się nawracać, Bóg nie ma prawa istnieć.- Fuknął zdenerwowany.
Bóg nie istnieje, modlitwy nie pomagają, spowiedź, ani żadna inna rzecz. Konie sobie wmawiają różne rzeczy, a ta była najgorsza i w tymże przekonaniu tkwiła Bestia.
Dobrał się do jedzenia odrywając się od świata rzeczywistego i skupiając się wyłącznie na zaspokajaniu pragnienia i głodu. Uważał że nie ma o czym rozmawiać z Religijnym Fanatykiem, o zupełnie innych poglądach.
Skonsumował wszystko... wszystko co było w tym cholernym wiadrze. Podniósł łeb wyciągając głowę do owego araba.
-Żadne szczęście nie będzie posyłane od Boga. To tylko mój spryt, nie szczęście.- Zaprzeczył. Irytowały go poglądy Bursega. Nie można dawać komuś jedzenia tylko z przykazań jakiegoś Bożka.

Wyciągając głowę jeszcze przez chwile próbował go dosięgnąć... I cóż. Był za daleko, a podejść, raczej nie podszedł.
-Jestem Z-o-z-o. A do tego zasranego więzienia trafiłem Za tzw. Zło w każdej postaci.-
Wszystko jest odwrotnie.Biały gołąb pikuje w dół zamiast lecieć wzwyż, W kościele wisi odwrócony krzyż, a Bóg jest diabłem. Jeżeli nikt nie widzi prawdy to ZOzo musi to wszystkim uświadomić i wywalczyć sobie kompetentną rację jak i uczciwe życie, a raczej te prawdziwe i złe jak świat i wszystko co nas otacza. Nikt nam nie wmówi, że na świecie dzieją się od zawsze dobre rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Gru 03, 2017 2:15 pm

Mówiłem wyraźnie ogierowi, jak spędzi resztę życia, ale ten nie wydawał się być tym zbyt przejęty. Nie rozumiał co do niego mówię? Naiwnie wierzył, że da radę się stąd wyrwać? Byłem pewien, że nie ma na to szans. Oczywiście nie ja decydowałem – wszystko było w Kopytach Boga, który decydował o wszystkim, co się działo. Ale głęboko wierzyłem, że nie da takiemu grzesznikowi chodzić po świecie. I prędzej go piorunem trzaśnie lub ziemie przed nim otworzy, by piekło go pochłonęło, niż pozwoli mu uciec. A ja, jako przedłużenie Kopyta Boga, jako wierny Sługa Najsprawiedliwszego, miałem dopilnować, by ten grzesznik spędził tutaj resztę swojego żałosnego życia.
- Co?! Co, co, co!? Jak śmiesz tak bluźnić! To herezje! – zarżałem oburzony, obserwując jak ten je – Wszyscyśmy zostali stworzeni przez Boga… więc jak nie ma prawa istnieć? A kto stworzył życie? Kto codziennie sprawia, że słońce wschodzi rano, oświetlając ziemię, którą Bóg dla nas stworzył? Kto sprawia, że wieczorem zachodzi, dając nam, jego wiernym sługą, czas na odpoczynek? Kto zsyła deszcz, wiatr? Kto stworzył pustynię, góry czy zamki, w których żyjemy? No kto? – dopytywałem. Bo na pewno nie znał odpowiedzi na tak postawione pytanie… bo nie było innej. To wszystko była Wola Boża. Jego Wielki Plan. Więc zaprzeczanie istnieniu Boga było… po prostu głupie. Bóg musiał istnieć!
- I ja już Cię zmuszę, byś się nawrócił! Bólem i cierpieniem! – zagroziłem mu. Nie zamierzałem tolerować jego bluźnierstw – Twój spryt, nie szczęście? Uważaj, bo jak mówi Księga Przysłów, Pycha przed upadkiem kroczy! – ostrzegłem go – Kto zapomina o Bogu, kto myśli, że sam wytycza sobie los, może zostać dotkliwie ukarany przez Boga! Więc strzeż się swoich bluźnierstw! – próbowałem go napominać.

Zawahałem się, słysząc jego imię. Zozo? Czy może Zo? Ale zająkał się? Wymyślił je na poczekaniu? Tak to trochę brzmiało. Czy „Zo” to nie było przekręcone „Zło”? I zająkane zabrzmiało jako Zozo? Jak nazwa jakiejś papugi? Kakadu? Zozodu? Cofnąłem się o krok, gdy próbował wyciągać łeb w moim kierunku.
- Ja jestem Burseg. Skromny Sługa Boży. Przedstawiciel Pustynnego Stada. A teraz również Twój Strażnik – odpowiedziałem mu – Zło w każdej postaci? Co przez to rozumiesz? – dopytywałem.
- Pora chyba ustalić jakieś zasady. Nie wolno Ci bluźnić. Nie wolno pleść herezji. Nie wolno przeklinać. Masz wykonywać rozkazy. I lepiej trzymaj swój zakuty w kaganiec łeb przy swojej klatce piersiowej a nie machaj nim na boki. Czy to jasne? Lepiej, by było, bo możesz być dotkliwie ukarany za wszelkie przewinienia – ostrzegłem go, podchodząc w jego stronę i jeśli znowu próbował sięgać w moją stronę głową, to doskoczyłem do niego, gryząc go w łopatkę – tak w ramach ostrzeżenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zozo
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Gru 03, 2017 2:48 pm

Tutaj jedni się wieszają, inni skaczą z okna. Nie było zahamowań w tym świecie. Ten wymiar był tak samo okropny jak wszystkie inne, bo niebo nie istniało. Każdy z nas niesie swój krzyż i własną koronę z cierni. Nikomu to nie umknie, każdy i tak zapłaci, bo nie ma konia bez grzechów.
Kościół niszczy wiarę,
Media niszczą informacje,
Politycy niszczą wolność,
Szkoły niszczą wiedzę,
Sądy niszczą sprawiedliwość,
Lekarze niszczą zdrowie.
Rzeczywistość jest i będzie okropna.

Omijał większość uwag fanatyka.
-Natura to jedyna odpowiedź na te wszystkie pytania.- Odpowiedział
- Poza tym Metanoja nie istnieje. Boże bajeczki wymyślił znudzony życiem koń, nie jacyś wierzący.-
Wyrzucił z siebie te zdanie. Jego zdanie. Burseg był chory na idolatrie, a w sumie nie chory, a był nią napędzany.
-Zamknij pysk, ja ustalam co chcę robić, a czego nie i będę przeklinał ile zechcę.-
Wyryczał wręcz demonicznym głosem, bo oczywiście jego zamiary były inne niż słuchanie araba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Gru 03, 2017 3:04 pm

Owszem, każdy niesie swój krzyż i własną koronę cierni, ale czy nie jest prawdą, że zbawienie przyszło przez krzyż? I że cierpienie prowadzi do pełni życia?
Kościół porządkuję wiarę, pozwalając uniknąć herezji
Media wybierają informację, pozwalając tylko na te właściwe
Politycy umożliwiają korzystanie z wolności ograniczając ją tym, którzy na nią nie zasługują.
Szkoły dają wiedzę, oświecają ciemne konie, bo tylko wiedzą można zwalczyć antyszczepienkowców
Sądy wymierzają sprawiedliwość, nie pozwalając na samosądy, gdzie emocję mają większe znaczenie niż prawda
Lekarze dają zdrowie, lecząc choroby i mówiąc koniom, jak te mają żyć
Rzeczywistość jest taka, jaką ją kształtujemy. A tylko wypełniona Bogiem może być piękna.

Spiorunowałem bezbożnika wzrokiem.
- Natura? Czyja natura? Każdy koń ma swoją naturę. Bóg też ma Bożą Naturę – nie rozumiałem, o co mu chodzi. I pokręciłem przecząco łbem.
- Oczywiście, że istnieje. Wiele koni jej dostąpiło. Bóg może zesłać łaskę nawrócenia na największego grzesznika! Zawsze możesz się nawrócić. Nawet na łożu śmierci – zachęcałem go, chociaż za te wszystką herezję to chciałem, by jak najszybciej na tym łożu śmierci wylądował.
- Prosiłem, byś nie grzeszył. Ostrzegałem! – upomniałem go kolejny raz. Miałem nadzieję, że ostatni, bo w końcu drań się nawróci, a nawet jeśli nie nawróci to przynajmniej zrozumie, że wkurzanie mnie nie jest najlepszym pomysłem.
- Co?! Jak śmiesz! – wydarłem się na niego i doskoczyłem do drania, próbując go ugryźć, możliwie dotkliwie w łopatkę, klatkę piersiową i szyję, jeśli do tej ostatniej dałem radę dosięgnąć.
- Odwołaj to! Przeproś! Bo sobie inaczej porozmawiamy! – zarżałem głośno. Chyba czas rozmów i nawoływania do nawrócenia się skończył i należało zastosować bardziej stanowcze metody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zozo
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Gru 03, 2017 6:14 pm

Rzeczywistość jest rzeczywista, bez cudów, bez nawróceń, bez światła. Jesteśmy tylko śmieciami wyrzuconymi do śmietnika, czyli do tego zadupia na jakim mieszkamy. Świat cuchnie i tego nie zmienimy.
- Bóg ma złą naturę. Diabeł przynajmniej jest szczery i przyznaje się do swoich złych czynów, a Bóg... Nie powinien istnieć. Sam chaos to mój pan, a nie twój Bożek.- Wysyczał z okropnym grymasem na twarzy. Nie nawidził słowa " Bóg" Czemu tak było? Czemu wszyscy w niego wierzyli? Co im takiego dał? Czym przekupił?

-Toś se wymyślił. Nie chcę się nawrócić ty parszywa świnio!- ( Przepraszam, moja postać jest wybuchowa Smile )
-Zamknij się, głowa już mnie boli. Same słowo Bóg mnie boli.- OStrzegł go. W końcu się zdenerwował i każdy ma do tego prawo. Niech arab da sobie spokój. Żem trafił nie tam gdziem powinien. Zbeształ się w myślach. Czy nie mógł natrafić na jakiegoś pajaca, bez wiary, albo o wierze odwrotnej chrześcijaństwu? Świat jest zły, szczęście nie istnieje.
-Jak się zaraz zerwę do ciebie to rozwalę ci pysk jak obuch. Oplujesz się krwią wołając o pomoc, a ja zmiażdżę cię, połamię ci nogi, żebra i czaszkę. -
Groził mu z wściekłością w oczach. Było go na to stać. Mógł się zerwać z tych łańcuchów i go rozszarpać. Był wiele większy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Gru 03, 2017 6:38 pm

Rzeczywiście rzeczywistość jest… rzeczywista? Ale czy to, co nazywamy rzeczywistości, naprawdę tak jest? A czy nie jest tak, że tylko Bóg widzi Rzeczywistość. A to, co nazywamy rzeczywistością… jest tylko marną projekcją prawdziwej Rzeczywistości na nasze proste, końskie umysły? Nie jesteśmy tak doskonali jak Najdoskonalszy, nie jesteśmy tak wspaniali jak Najwspanialsi. Więc jak możemy sobie uzurpować prawo do stwierdzania co jest rzeczywiste a co nie jest? W końcu to, co uważamy za cuda, jest dla Boga proste. On może Wszystko. Nawet nawrócić takich grzeszników, jak stojący przede mną ogier.

Stłumiłem kolejną wiązankę, którą chciałem puścić na tego heretyka.
- Czyli jeszcze przed chwilą uważałeś, że Boga nie ma… a słońce samo wschodzi i zachodzi… a teraz już nie jesteś tego pewien? Uważasz, że nie powinien istnieć, czyli przyznajesz, że istnieje? – próbowałem go łapać za słowo. Chociaż czy on rzeczywiście mówił, że Boga nie ma? Mógłbym go odesłać do 53 psalmu, ale i tak go pewnie nie znał. Cóż, skoro więzień miał zamiar spędzić tutaj resztę swojego życia, to miał sporo czasu, by poznać nie tylko ten psalm.
- Diabeł… nie jest szczery, wiedzie na pokuszenie, ciągnie innych do złego! Kusi konie, oferując im łatwą drogę złudnej przyjemności… ale ona prowadzi na zatracenia! Do piekła! Tylko w Bogu Odkupienie, Tylko w Bogu Życie! – żarliwie zaprotestowałem… i aż się zatrząsnąłem, gdy ten zaczął się na mnie drzeć.
- Świnio?! Świnia również jest stworzona przez Boga! Dlaczego więc obrażasz jego dzieła?! Ciebie to chyba do jakiegoś demona trzeba porównać! Do diabła! Do szatana! I gówno mnie obchodzi, czy chcesz się nawrócić czy nie! Masz się nawrócić! Czy Ci się to podoba czy nie! – darłem się na niego, całkowicie ignorując jego ostrzeżenia.
- Uważaj, bo za chwilę to nie tylko łeb będzie Cię bolał! – zagroziłem mu i rzuciłem się na niego, dotkliwie go gryząc (w poprzednim poście). Udało mi się? Chyba drań niewiele zrozumiał, bo zaczął mi grozić. Na tyle sugestywnie… że odruchowo się cofnąłem. Rzeczywiście mógł się zerwać, jak twierdził? Mógł mnie zaatakować? Wizja była przerażająca. Ale… ale przecież miał kajdany na nogach? Może to za mało?
- Nie, nie zerwiesz się! – zapowiedziałem mu i zbliżyłem się do niego od prawej, próbując dodatkowo zapiąć mu na pęcinach okowy, które w razie sukcesu krótkimi łańcuchami przyczepiłem do pierścieni wystających z posadzki, tak by drań nawet kroku nie mógł zrobić. Może takie unieruchomienie go nauczy posłuszeństwa! I jeśli udało mi się zrobić tak z obiema prawymi nogami, to następnie podobnie próbowałem postąpić z obiema lewymi. Więzień miał kajdany na nogach, więc wszelkie próby unikania przykucia kończyn do posadzki musiały być dość trudne i nieskuteczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zozo
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Gru 03, 2017 9:32 pm

On był inny! Bóg nie ma prawa nic rozróżniać. ZZ miał! I kropka.
-To było wcześniej, a nie teraz.- Powiedział obojętnie. Zwykłe gadanie! Siwy chyba nie wiedział z kim tak naprawdę gada! Zaraz się nauczy!
Kiedy arab ciągnął gadkę, Zozo zdążył uwolnić sobie nóżki (Standardowo, chyba wiadomo jak)
I jeżeli Burseg dalej nie reagował ZZ dalej próbował rwać kolejne łańcuszki.
Został co prawda ugryziony, ale nie spodziewał się kolejnych kajdan.
-Popieprzyło cię?! Nie masz już co robić?- Oburzył się. Tyle pracy na darmo! Bóg nie zasługuje na miano najwspanialszego co więcej nie jest najwspanialszy! Bzdury i brednie. Nawet ziarka prawdy nie ma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    Nie Gru 03, 2017 10:07 pm

Zmrużyłem oczy i położyłem uszy po sobie.
- Dla Boga nie ma „wcześniej”, nie ma „teraz”. Bóg jest ponad czasem. Bóg wie co było, co jest, co będzie – ofukałem go. Po chwili zacząłem przykuwać draniowi wszystkie nogi do posadzki okowami i krótkimi łańcuchami, by ten nawet nie mógł ich zbyt wysoko podnieść, nie mówiąc już o zrobieniu kroków. Czyżby udało mu się ściągnąć kajdany? No to ponownie je mu zapiałem. Oczywiście zapinając na jakieś klucze i takie tam. Nie ma takiego uwalniania się! Zerknąłem jeszcze, że obroża i kaganiec tkwiły na swoich miejscach. Gryźć też nie wolno!
- Mam… uwierz mi, wolałbym się skupić na modlitwie. Wcale mi się nie chce Tobą zajmować! – wyjaśniłem mu. Częściowo była to prawda ale z drugiej strony… może mi się taki wielki, silny umięśniony ogier podobał? Nie, nie podobał! Bo to był grzech! Ja po prostu doceniałem Dzieło Pana. I dlatego właśnie ugryzłem go kolejny raz w bok.
- To skoro nie chcesz się nawrócić po dobroci? To może parę tortur? Może ból pozwoli Ci przypomnieć, jak się masz zachowywać? – spytałem i bez ostrzeżenia ugryzłem go w jego umięśniony zad.
- Jedno Ci trzeba przyznać. Tak dużych i silnych koni to się zbyt często nie widuje – stwierdziłem, wodząc chrapami po jego tylnych nogach, począwszy od zadu a skończywszy na pęcinach, które były łańcuchami i okowami przykute do posadzki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pustynne lochy    

Powrót do góry Go down
 
Pustynne lochy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
 Similar topics
-
» Stare Lochy
» Wielka Sala
» Lochy Dreadfort
» Lochy pod Riverrun

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Ukrytych Łez :: Terytoria SUŁ :: Zamek Frinn :: Północna wieża-
Skocz do: