KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Izolatka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
Flora
Rekrut
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Izolatka    Wto Lip 19, 2016 11:24 pm

Wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się-Ej no nie tak się nie bawię ja chce zaszaleć, a nie leżeć na boku i mieć związane ciasno nogi!-mruknęłam i tupnęłam nogą o ziemie zaczynało mi kompletnie odbijać, a ja musiałam jeszcze się wydostać. Jak całkiem zwariuje kto wie do czego może dojść! Podeszłam w kąt by ten zechciał mnie złapać, ale gdy ten próbował się rzucić ja podstawiłam mu kopyto dając susa w bok i wymijając go. Później podbiegłam w inny kąt, a potem w inny robiąc tak co chwilę jednak za chwilę osłabłam. No dobrze wygra...-nie zdążyłam zakończyć zdania i padłam na ziemię. Byłam wykończona aż, że zemdlałam. Bałam się, że ogier wykorzysta tą sytuację. Za chwilę na moje szczęście się obudziłam, ale było to już kilka minut po tym jak zemdlałam jak ogier stał jeszcze w miejscu próbowałam szybko wstać i znowu zacząć ucieczkę, ale czy mi się to udało, czy ogier mi podstawił kopyto, czy tam we mnie wpadł i mnie wywalił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Pon Lip 25, 2016 9:25 pm

Uśmiechnąłem się złośliwie do klaczy.
- Każdy by wolał szaleć a nie leżeć związanym na boku. Ale ty nie masz wyjścia. - prychnąłem... chociaż po chwili zostałem zaskoczony, gdy mi ona jednak udowodniła, że ma inne wyjścia. Zaczęła złośliwie uciekać a ja rzuciłem się za nią w pogoń, co niestety nie było takie łatwe, jak się spodziewałem. Uciekała mi dzielnie i wytrwale... i już, już miałem się poddać gdy nagle ona... zemdlała? Nie mogłem uwierzyć własnemu szczęściu. Wygrałem! Czym prędzej podbiegłem do niej z ciężkimi kajdanami, których jedną parę zapiąłem na jej przednich nogach, drugą na tylnych. Potężne, ciężkie, grube, mocne łańcuchy i okowy - wszystko zamykane na zamek. Tego nie miała szansy już zerwać! Na szyję założyłem jej równie niezniszczalną obrożę przykutą tak samo wytrzymałym łańcuchem do ściany. I teraz tylko czekałem aż się obudzi, wstanie i... i wtedy ja już wiedziałem, co zrobię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flora
Rekrut
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Izolatka    Pon Lip 25, 2016 10:45 pm

Gdy się obudziłam położyłam uszy po sobie. Wywróciłam oczami i prychnęłam. Niech cie. Teraz to całkowicie nuda. Pff, a może zdradzisz swoje imię. Bo albo zapomniałam albo się nie przedstawiłeś.-mruknęłam do ogiera i się podniosłam. Oczywiście było mnóstwo przewrotek, ale w końcu. Za chwilę zdałam sobie sprawę, że to był zły pomysł. Nagle spostrzegłam jeden malutki szczególik. Uśmiechnęłam się w duszy. Pomyślałam sobie o Tormi, która by na moim miejscu się nie poddawała. W tej chwili doszedł mi duch do walki i miałam może i większe szanse niż ogier.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Pon Lip 25, 2016 11:16 pm

Przyjrzałem się jej uważniej widząc, że się budzi. Spodziewałem się raczej krzyków, gróźb lub próśb... a zamiast tego zostałem zapytany o imię. Zmrużyłem oczy zastanawiając się, co się może kryć za tym pytaniem.
- Chyba... chyba się przedstawiałem. Jestem Burseg. - przypomniałem jej, o ile oczywiście się nie myliłem, bo może rzeczywiście zapomniałem jej tego powiedzieć? W każdym razie nie miało to większego znaczenia - a już na pewno nie takiego, bym musiał się teraz nad tym zastanawiać. Miałem znacznie ciekawsze rzeczy do robienia. W końcu... w końcu zacząłem wyczuwać u niej ruję, a to miało wiele interesujących konsekwencji. Patrzyłem jak klacz się podnosi, a gdy tylko to zrobiła, to zaszedłem ją od tyłu, wycierając się pyskiem o jej zad by następnie włożyć pysk pod jej ogon, zaciągając się słodkim zapachem rui.
- No to... no to teraz będziemy mieli źrebaczka, czy Ci się to podoba czy nie. - oznajmiłem jej, podgryzając ją po nasadzie ogona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flora
Rekrut
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Izolatka    Pon Lip 25, 2016 11:36 pm

Burseg? O no proszę to o tobie mówiła Tormenta? Cherwalny karaluszku-zaśmiałam się przypominając sobie słowa Tormi. Jednak ten za chwilę zaszedł mnie od tyłu i włożył mi pysk pod ogon. Za to ja zaczęłam go walić tym ogonem by się odczepił. Oo jak słodko znowu się rozmarzył za bardzo-zaśmiałam się gdy ten wspomniał o źrebaku jednak gdy ten podgryzł mnie w nasadę ogona ja go nie odsunęłam i nie zamierzałam. Ten szczegół, który ujrzałam będzie mi baaardzo pomocny w sytuacji jaka może nastąpić za chwilę jednak odsunęłam ten ogon. By ten jak na razie mógł na mnie naskoczyć w spokoju, ale to na chwileczkę. Niech się pomęczy i dostanie nauczkę. A nie wiem czy mówiłam ja jestem Flora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Wto Lip 26, 2016 12:11 pm

Słysząc słowa klaczy położyłem uszy po sobie.
- Co? Znasz ją? Gdzie ona jest? - spytałem podniesionym tonem. Torma mi zwiała... ale byłem pewien, że wcześniej czy później ponownie ją schwytam. Kwiknąłem zirytowany tym, że mnie uderzała ogonem, ale na szczęście po chwili się opanowała i przestała.
- Rozmarzył? Mówisz to tak, jakbyś nie wierzyła w mój sukces. - zauważyłem - A masz ruję i źrebak będzie. - przypomniałem jej lekceważącym parsknięciem.
- Flora? Być może mówiłaś... nieważne. - odpowiedziałem odruchowo myśląc tylko o jednym - o zadzie, który został odsunięty. Niewiele myśląc zadziałem odruchowo i na nią naskoczyłem, obejmując ją mocno przednimi nogami.
- Tylko grzecznie, spokój! - rozkazałem jej, gryząc ją w kark aby powstrzymać ją przed próbami buntu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flora
Rekrut
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Izolatka    Wto Lip 26, 2016 12:24 pm

Pewnie, że ją znam to moja siostra-mruknęłam za chwilę uświadamiając sobie, że nie powinnam tego mówić. Pff, a co jak go nie będzie co wtedy zrobisz?-prychnęłam na niego i syknęłam na niego kiedy na mnie naskoczył i ugryzł mnie w kark. No przecież jestem spokojna. Niby jak mam być niespokojna kiedy jestem skuta?-prychnęłam znowu i wywróciłam oczami. Pff ogiery najpierw kryją, a później zostawiają. Nie rozumiałam ogierów popatrzyłam na obrożę, łańcuchy, a na końcu na kajdany. Wiedziałam co zrobię niech się cieszy tą chwilką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Wto Lip 26, 2016 2:59 pm

No, tym razem klacz mnie zaskoczyła. Zamilkłem na chwilę wpatrując się niepewnie w nią. Czy mogło być to prawdą? W sumie obie były trochę podobne z wyglądu... i tak samo pyskate z charakteru. Tak, mogły być rzeczywiście siostrami. Chyba by mnie to nie zdziwiło. Potrząsnąłem łbem próbując się wyrwać z zamyślenia.
- A czemu miałoby nie być? - spytałem zaskoczony - Masz ruję... więc... więc dobrze wiesz, co zaraz zrobię. I źrebak będzie. - zapowiedziałem jej, po czym naskoczyłem na nią. Owszem, była skuta ale nie przykuwałem jej nóg do posadzki, mimo że może powinienem był to zrobić, więc jednak nadal miała trochę możliwości ruchu. Na szczęście chyba się poddała i nie protestowała.
- Tak, i słusznie, że jesteś spokojna. - odpowiedziałem, gryząc ją kolejny raz w kłąb. Następnie mocno i brutalnie w nią wszedłem, natychmiast zaczynając wykonywanie ruchów biodrami - póki się ona nie rozmyśli i nie zacznie złośliwie utrudniać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flora
Rekrut
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Izolatka    Wto Lip 26, 2016 9:11 pm

Zignorowałam słowa ogiera. I znalazł się pan brutalny-prychnęłam kiedy ten mnie ugryzł i we mnie wszedł. Nic dziwnego, że Tormenta od ciebie uciekła wszystko robisz brutalnie. Pff-mruknęłam i wywróciłam oczami. Za chwilę spojrzałam na tylne nogi kątem oka. No jasne! Nie są przykute do posadzki! Mam większe szczęście niż myślałam. Po chwili jakoś wykrzywiłam głowę i ugryzłam go. (Nie wiem czy miała kaganiec, a jak tak to go zerwała w trakcie buntu). No mówiłeś wcześniej o jakimś związku. Co do tego jesteś niby dalej przekonany. Cóż nie sądzę.-zaśmiałam się. Ciekawe czy się zniechęcił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Wto Lip 26, 2016 9:20 pm

Słysząc jej słowa, uśmiechnąłem się złośliwie.
- Wiesz co... chyba nie znasz siostry. Coś sądzę, że Torma lubi tak "na ostro". I chyba ty również. To chyba u Was rodzinne. - prychnąłem, gryząc ją kolejny raz.
- A co? Może wolisz inaczej? Coś jednak czuję, że to lubisz. - dodałem. Kaganiec jej wcześniej założyłem, ale nie sprawdzałem czy po szarpaninie się paski nie poluzowały... i to był chyba błąd. Nim zdążyłem się zorientować, ta pozbyła się kagańca i mnie ugryzła. Natychmiast sam użarłem ją kolejny raz w kłąb a następnie próbowałem ją tak chwycić za szyję, by nie była w stanie jej wyciągnąć i mnie ugryźć. Jeśli jednak próbowała, starałem się wycofywać łbem by jej na to nie pozwolić. Mając obrożę i łańcuch miała jednak ograniczony zasięg, wiec powinienem być w stanie unikać jej prób.
- O związku? Jakim związku? - zdziwiłem się w pierwszej chwili - A tak, jestem! Trochę lin, łańcuchów i będziesz grzeczna i pokorna! - zapowiedziałem jej. Zacząłem wykonywanie ruchów biodrami mając zamiar ją zaźrebić. Oczywiście nie byłem delikatny. Robiłem to możliwie szybko, mocno, brutalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flora
Rekrut
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Izolatka    Wto Lip 26, 2016 9:34 pm

Wywróciłam oczami. Za chwilę zaczęłam się szarpać i wiercić-Wiesz ona jakoś za tobą nie przepada-prychnęłam i za chwilę próbowałam uwolnić tylne nogi. Po wielu szarpaninach udało się mi je uwolnić. Zaczęłam wierzgać tak by ten ze mnie spadł. Jak tak się stało starałam uwolnić przednie nogi. No i została tylko obroża. Zaczęłam się z nią szarpać no, ale nie udało mi się. Kiedy ogier chciał chwycić mi szyję ja ją odsunęłam. Pff nie pamiętasz przypomnij se twoje słowa chciałeś ze mnie zrobić konkubinę, a potem powiedziałeś ''A potem skonsumujemy związek''. Sklerozę masz czy co?-prychnęłam do ogiera. Ja nie przepadam za tym ''na ostro''. Ja jestem delikatna mój drogi. O szlak mogłam nic nie mówić o konkubinie.-syknęłam do siebie ostatnie zdanie i zaczęłam się szarpać. Oczywiście z okowami i łańcuchami było bardzo trudno. Co prawda porobiłam sobie parę rys i drobnych ran, ale było warto. Uśmiechnęłam się złośliwie. Uspokój się, a zrobię prawie wszystko co chcesz-zaproponowałam uświadamiając sobie plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Wto Lip 26, 2016 9:56 pm

Czułem, jak klacz się pode mną szarpie i wierci, ale jakoś bardziej w tej chwili dla mnie istotne były jej słowa.
- Nie przepada? Ona mnie kocha! A ja ją! Tylko tak mówi! I kiedyś... jeszcze kiedyś się ponownie spotkamy! Jestem tego pewien. - stwierdziłem pewnym tonem. Musiało tak być! I będzie! Myśmy się kochali!

W pewnej chwili Flora zaczęła wierzgać... ale jak? Niech to! Uwolniła zadnie nogi z kajdan! Próbowałem się przez chwilę na niej utrzymać, ale po chwili zleciałem, nie będąc w stanie sobie poradzić ze zwinną, silną, szybką i wysoką klaczą.
- I zrobię! Czy Ci się to podoba czy nie! Konkubinę, moją służącą! Ale... ale jeśli mam być szczery... to siostrze to ty nie dorastasz do kopyt! - prychnąłem. Tak, Torma była ładniejsza i mądrzejsza. A Flora to przy niej była... jakaś taka... głupsza? Tak to przynajmniej odbierałem. Z Tormą to chciałem stworzyć związek, czego tamta nie chciała. A Flora... a Flora to była puszczalska klacz, która sama nastawiała się zadem. Jakoś odrzucało mnie od niej. Bo jak mogłem odbierać kolejne słowa Flory jak nie propozycje puszczenia się?
- Taka puszczalska jesteś? Taka cichodajka? - prychnąłem z pogardą. Skoro dalej była przykuta za obrożę i łańcuch do ściany to nie zamierzałem jej pozwolić się uwolnić. Szybko rzuciłem się na nią z kolejnymi łańcuchami, przykuwając jej zadnie nogi do pierścieni wystających z posadzki, nawet jeślibym musiał kilka razy przy tym oberwać.
- Teraz skończysz z tym wierzganiem i kopaniem! - stwierdziłem triumfalnie, gryząc ją w zad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flora
Rekrut
avatar

Age : 15

PisanieTemat: Re: Izolatka    Sro Lip 27, 2016 7:50 pm

Już jasne. To, że jej nie dorastam do kopyt to nie poniżenie-prychnęłam i zmrużyłam oczy kiedy powiedział o mnie puszczalska. Ależ z ciebie idiota nie miałam na myśli tego. Skoro tak sądzisz to czas się pożegnać-mruknęłam i szarpnęłam bardzo mocno obroże prawie się udusiłam, ale ją zerwałam. Kątem oka dostrzegłam klucz i rzuciłam się w jego stronę otwierając drzwi-A teraz żegnam mikrusa-prychnęłam i rzuciłam się w stronę wyjścia.
być może z/t?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Sro Lip 27, 2016 9:40 pm

Popatrzyłem się na nią wrogo.
- A co? Myślisz że jej dorastasz? - prychnąłem lekceważąco. Nim zdążyłem zareagować, udało jej się zerwać z łańcucha.
- Ej! Wracaj! Nigdzie nie idziesz! Stój! - krzyknąłem na nią, ale Flora była szybsza. Nim zdążyłem zareagować podbiegła do drzwi i je otwarła.
- Nie, nie, nie! Nie wolno! - darłem się na nią, rzucając się galopem w stronę wyjścia, jednak ta niestety była szybsza i zdążyła wybiec. Próbowałem ją gonić, ale niestety nie dałem rady jej dorwać. Niech to! Ale jeszcze kiedyś... jeszcze kiedyś mi się uda! Byłem tego pewien.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Pon Wrz 12, 2016 12:23 am

Prawdopodobnie po długiej i męczącej walce w końcu dotarłem do Izolatki, prowadzać na linie wysokiego i umięśnionego ogiera. O rzesz ku**, czemu mi się zawsze tacy przerośnięci intruzi trafiali? Jak już dotarłem na miejsce byłem wykończony. Czemu kiedyś dla odmiany nie mogę trafić na jakiegoś hucuła, haflingera czy innego szetlanda? Tylko na kolejne wielkie bydle, które stanowczo nie umie się zachować? W każdym razie, mimo zmęczenia, pamiętałem aby dokładnie zamknąć drzwi za sobą na klucz, a następnie zatargałem więźnia do pala znajdującego się na środku Izolatki, aby założyć mu na szyję mocną obrożę, która była przykuta grubym łańcuchem do tego słupa. Zdjąłem niepotrzebną linę i odsunąłem się od drania, uważnie mu się przyglądając.
- Mam wrażenie, że czegoś tutaj nie rozumiesz. Jesteś jakiś głupi czy z choinki się urwałeś? - spytałem protekcjonalnym tonem, jakbym miał do czynienia z jakimś nieokrzesanym źrebakiem, który nic o Karsin nie wiedział.
- Jesteś z Krwawej Zemsty, prawda? - spytałem retorycznie - I nie kłam - wyczuwam Twój zapach. - szybko dodałem, aby uciąć ewentualne protesty drania.
- Ja jestem ze Stada Pustynnych... a ty naruszyłeś mój teren. Schwytałem Cię i teraz należysz do mnie. - oznajmiłem mu - Mogę z Tobą zrobić co tylko zechcę, więc lepiej bądź grzeczny. - zagroziłem zimnym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Escuro
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Pon Wrz 12, 2016 12:53 am

Escuro jak to miał w zwyczaju opierał się tak długo aż zupełnie nie opadł z sił. Oczywiście chciał dać popalić białasowi jednak przy tym upale i podduszaniu liną w końcu największy twardziel dałby za wygraną. W tym akurat Mroczny był mistrzem lecz i jego wytrzymałość i siły się kiedyś musiały skończyć. Jednak zapamięta sobie tego białasa i raczej ten nieznajomy ogier jego przyjacielem nie zostanie. Wrogiem i owszem jak nie śmiertelnym wrogiem. Cóż liny i krępowanie to było to czego Escuro bardzo nie lubił i właśnie w ten sposób to pokazywał. W końcu przecież jakoś musiał się kontaktować ze światem jeśli nie chciał zdradzać za dużo szczegółów o sobie, a że był do tego dość krnąbrny i uparty jak przysłowiowy osioł to większość koni miała z nim problem więc dlaczego i ten białas nie miałby mieć kilku kłopotów. No właśnie karus nie umiał znaleźć żadnych podstaw do tego by tym razem było inaczej. Gdy podczas szarpaniny kopyto Escuro zawadziło bok araba na pysk Mrocznego wypełzł nieładny uśmieszek. Owszem słuchał go jednak nie miał nic ciekawego do powiedzenia i tylko dawał się ciągnąć do lochów i to dosłownie.
- A ja mam wrażenie, że ty jesteś niespełna rozumu. Poza tym ja z żadnej choinki się nie urwałem ale ty chyba mułowi spod ogona wypadłeś. Wiesz co może się stać gdy moje stado dowie się, że mnie porwałeś? – zapytał z lekkim uśmieszkiem. Owszem zdawał sobie sprawę z tego, że aby interweniować Dhiren musiał o czymś takim wiedzieć, a Esc nie miał jak go powiadomić, ale przecież postawiać się mógł, bo kto mu zabroni, ten biały mikrus?
- Może tak, a może nie. A może byłem w ich lochach i dlatego nimi pachnę? – stwierdził Escuro naprawdę zaczynając się nieźle bawić słysząc pytania nieznajomego ogiera. Poza tym skoro ktoś zna odpowiedź to po co zawracał mu głowę tym wyciąganiem z niego stada. W końcu skoro mia na sobie zapach Krwawych to zapewne był właśnie z tego stada. To się rozumiało samo przez się, prawda?
- O to coś nowego. Muszę to zapamiętać. W tej krainie jest stado Pustynnych, które składa się z jednego konia, który rości sobie prawo do wielkiego terytorium. To jest dobre. Będę miał co powiedzieć innym jak wrócę już tam skąd przyszedłem. – rzekł naprawdę świetnie się bawiąc. Cóż może nie znajdował się w dogodnej dla siebie sytuacji jednak mógł doprowadzić tego, który go porwał do szewskiej pasji. Może czegoś jeszcze się na jego temat dowie. Przecież nikt nie zabroni karemu ogierowi próbować.
- No i muszę cię zmartwić. Nie należę do ciebie tylko do swojego stada. Ty mnie tylko chwilowo unieruchomiłeś i złapałeś, ale jestem pewny, że to sytuacja dość przejściowa. No i chyba raczej nie możesz zrobić ze mną co chcesz. No ale tego nie jestem pewny. A może jesteś tylko mocny w gadaniu? Kto to wie. – stwierdził Mroczny. Ok, może i zaczynał się bawić w filozofowanie jednak ta sytuacja bardziej go bawiła niż sprawiała, że się bał. No dobrze znajdował się w jakimś dziwnym miejscu, z Pustynnym ale czy to miało go napawać strachem? Kary ogier jak na razie był zdania, że to świetna rozrywka i jak na razie tego będzie się trzymał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Pon Wrz 12, 2016 6:50 pm

Mojej uwadze nie umknęło zadowolenie drania z tego, że mnie trafił kopytem. Ale postanowiłem... postanowiłem na razie udać, że nie zrobiło na mnie to większego wrażenia, bo na zemstę... nie, nie „na zemstę”, tylko „na karę”… na karę przyjdzie czas później. Bo ja się nie mściłem - zemsta oznaczała zbytnie zaangażowanie emocjonalne, chęć karania, rządzę okrucieństwa, co prowadzi do Grzechu... a ja nie należałem do tych okrutników z Krwawej Zemsty. Więc się nie mściłem, nie łaknąłem okrucieństwa, ja tylko karałem, wymierzałem sprawiedliwość, robiąc to z woli Boga. I tym się właśnie różniliśmy. Krwawy okrutnik… i ja, niosący sprawiedliwość, próbujący uczynić krainę lepszą, milszą Bogu. Zmrużyłem więc póki co tylko oczy, gdy ten uznał, że mułowi spod ogona wypadłem. Hmm, chyba do najinteligentniejszych nie należał, skoro nie wiedział, że muły są bezpłodne. Ale jego kolejne pytanie zaskoczyło mnie. W pierwszej chwili nie miałem pojęcia co mu odpowiedzieć, na pytanie o reakcję jego stada na porwanie. Udałem więc, że łapię oddech, odpoczywam, pozbywam się zadyszki, aby tylko zyskać chwilę czasu na zastanowienie się. No bo jaka mogła być reakcja jego stada? Zemsta? No właśnie konie z tej okrutnej grupy nie potrzebowałby powodu, by być okrutnym. Każde inne stado mogło się mścić… a Krwawa Zemsta, wbrew własnej nazwie, zawsze była okrutna, czy miała powód czy nie. Każdy schwytany koń był męczony, torturowany a klacze kryte. Niezależnie czy był najmniejszy powód ku temu. Wystarczyło, by jakiś koń dał się porwać, a już można było mieć pewność, że dalszy przebieg spotkania będzie bolesny dla nieszczęśnika. Ale co mu mogłem odpowiedzieć? A gdyby tak… a gdyby tak podejść do pytania inaczej?
- Jak się dowiedzą, że dałeś się porwać, to na pewno zostaniesz ukarany za swoją głupotę i nieostrożność. – stwierdziłem po chwili, mając nadzieję, że go tym trochę zaniepokoję i wybiję z tego samozadowolenia, które coraz mocniej działało mi na nerwy. Zresztą… zresztą czy mieli szansę się o tym dowiedzieć? Jeśli nie wróci, to mogliby zacząć go szukać. Pytanie, czy szedł taką drogą, której dało się go wyśledzić. Bo jeśli przeszedł przez jakiś strumyk lub jeśli wkrótce spadnie deszcz, to go tak łatwo nie namierzą. O ile oczywiści komuś nie powiedział o celu swojej wędrówki. A jego kolejne pytanie… również zmusiło mnie do krótkiego zastanowienia się.
- Ehmm… – zawahałem się. Teoretycznie… teoretycznie było to możliwe, ale tylko jakby pachniał innym stadem, jak sobie po chwili uświadomiłem.
- Gdybyś był w ich lochach, to byś miał liczne rany. – zauważyłem po chwili. Inne stada mogły wypuścić konia po odsiadce… ale nie Krwawa Zemsta. Ci okrutnicy każdego by skatowali tak, by ledwo był w stanie chodzić. A ogier stojący przede mną nie miał licznych ran, jak zdążyłem zauważyć.

Słysząc, jak więzień zaczyna kpić sobie z mojego stada, aż się zatrząsnąłem ze złości. Jak?! Jak on śmiał!
- Jednego konia?! Co?! Nasze stado jest liczne! Mamy aż… – zacząłem mówić, po czym nagle przerwałem. Może on tego oczekiwał? Może przyszedł na przeszpiegi, chcąc się jak najwięcej o nas dowiedzieć? Może specjalnie dał się porwać? Rozmyślnie mnie prowokował do tego, abym go schwytał? A teraz starał się ze mnie wyciągnąć informację o liczności stada i jego członkach? Wpatrzyłem się w niego ze złością, nie dodając nic więcej. Ale po co mu takie informacje mogły być przydatne? Ta banda okrutników przygotowywała się do frontalnego ataku na nasze ziemię? Stąd to wspomnienie o terytorium? I wyciąganie informacji o członkach? Tak, Krwawa Zemsta była prawdopodobnie znacznie liczniejsza od naszego stada. Ale czy mogli się zdecydować na atak? Nie sądziłem. Nas być może by pokonali… ale były jeszcze inne stada, które na pewno zareagowałyby na takie naruszenie równowagi sił. Bo jeśliby tego nie zrobiły, to byłyby kolejnym celem. A Krwawa Zemsta, nawet jeśli była liczna, to z wszystkimi nie dałaby rady. Bóg by na to nie pozwolił. Co prawda to wszystko było tylko moimi przewidywaniami… ale kto mógł wiedzieć, co mogło siedzieć w zepsutych łbach tych okrutników? Na pewno musiałem dokładnie przepytać swojego więźnia, aby jak najwięcej się o nim dowiedzieć.
- Sytuacja przejściowa? Skąd taki pomysł? – parsknąłem rozbawiony, próbując lekceważącym tonem ukryć to, jak mnie irytowało kwestionowanie moich umiejętności i potęgi mojego stada. Jednak mimo wszystko na wszelki wypadek podszedłem bliżej do drania, uważnie zerkając na obrożę i łańcuch, którymi tamten był przykuty do słupa, upewniając się że są wytrzymałe i dobrze zapięte (na jakiś klucz?) tak, by ten nie był w stanie ich samemu zdjąć.
- Owszem, nie jestem taki okrutny jak wy… ale mogę z Tobą zrobić wszystko, byle tylko spacyfikować Cię, zmusić do posłuszeństwa, wymusić na Tobie współpracę. – zagroziłem mu zimnym tonem – Więc lepiej uważaj… i więcej mnie nie prowokuj. – dodałem, zastanawiając się, co z nim dalej zrobić.
- Imię. Jak masz na imię? I czego szukałeś na Moim Terenie? – spytałem, wyraźnie akcentując słowo „Moim”. Ton głosu nie był uprzejmy. Był pewny, nieznoszący sprzeciwu, lodowaty. Żarty się skończyły. Jeśli więzień miał nadzieję na miły przebieg spotkania, to nie powinien mnie od początku prowokować. Chociaż oczywiście mógł mnie wciąż przeprosić i błagać o wybaczenie. A w zasadzie to nawet powinien tak się zachować, jeśli nie chciał ponieść bolesnych konsekwencji swojego zachowania. A ja mogłem mu wybaczyć. W końcu Bóg nakazał okazywać miłosierdzie tym, którzy zgrzeszyli ale nawrócili się i zawrócili z drogi występku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Escuro
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Pon Wrz 12, 2016 9:53 pm

Zadawanie bólu czy też ran rzeczywiście sprawiało Escuro sporo radości. Wręcz go podniecało i pchało do dalszego okrucieństwa, jednak na to naprawdę trzeba było sobie zasłużyć. Natomiast ten biały arab jeszcze nie zaszedł tak głęboko karemu za skórę by Mroczny zaczął pokazywać swoje najgorsze oblicze. Ok, miał trochę utrudnione ruchy z powodu tego, że miał na szyi założoną jakąś obrożę, która rzeczywiście wydawała się dość solidna, to jeszcze był przez to przytwierdzony do jakiegoś słupa, a to zaczynało naprawdę wkurwiać Trakena. Miał tylko nadzieję, że białas zrobi jakiś głupi ruch, który pozwoli mu na atak. A potrafił zadawać rany z zaskoczenia i wcale nie musiał do tego stawać dęba czy też wierzgać. W końcu od czego miał jeszcze zęby jednak na razie biały nieznajomy czy też jak to powiedział Pustynny stał za daleko od zasięgu jego zębów. No ale zobaczymy co się później stanie.
- Mówisz, że zostanę ukarany? Ha ha ha... Dobre sobie. Jeśli miałbym ponieść karę to raczej nie za to, że jakiś koń z przerostem ambicji, za długim językiem i bardzo mocno rozbuchanym ego mnie porwał. - powiedział dalej dowcipkując z białego. Tak Escuro zaczynał się wyśmienicie bawić patrząc jak Pustynny musi długo myśleć by w ogóle coś powiedzieć. Zaczęło to zastanawiać ogiera i po części też irytować gdyż nie lubił rozmawiać z takimi właśnie konikami, które uważają, że mają władzę nad innymi, a w rzeczywistości nie wiedzą zbyt wiele o życiu. Poza tym widział niepewność w postępowaniu białasa. Na wszystkie moce piekielne gdybym ja się tak zachowywał jak on zapewne dawno by mnie wyśmiali. Czy ten ogier nie widzi, że robi z siebie palanta? zacząłem się zastanawiać. Ok, miał rację w jednym Krwawi raczej nie wypuścili by ze swoich lochów konia, który by nie miał jakiegoś zadrapania na ciele jednak istniało jeszcze tyle możliwości wyjścia z lochów bez uszczerbku na zdrowiu, że Escuro dalej mógł się bawić odpowiadając porywaczowi. Przecież białas raczej nie wyciągnie od niego prawdy. W końcu czemu miałby ją usłyszeć.
- No wiesz moim oprawca w lochach Krwawych była Klacz. Więc aby wyjść cało z lochu zgodziłem się na pokrycie. Dlatego nie mam ran - powiedział udając tylko skruszony ton jakby specjalnie chciał wprowadzić białego ogiera w błąd. Jednak co Mroczny miał na to poradzić, że cała ta sytuacja z tłumaczącym się przed nim porywaczem go bawiła. Oj biały koniku lepiej weź się do roboty zamiast ględzić, bo jeszcze za dużo z twojego pyska wypadnie znów przeleciało mu przez myśl.
- No właśnie macie aż jednego konia, który chyba nie ma pojęcia po co się tu znalazł i co chce osiągnąć. - powiedział patrząc wyzywająco na białasa. Owszem chciał go sprowokować i dowiedzieć się jak najwięcej mógł o jego stadzie jednak nie dlatego, że planował inwazję czy też najazd. Po prostu Escuro powodowała zwykła ciekawość, a to, że mógł jeszcze z tego całego zamieszania wynieść ciekawego było tylko i wyłącznie plusem tej całej chorej sytuacji.
- Och to proste biały ogierku. Przecież trzymać mnie tu w nieskończoność nie możesz. Jak na razie tylko i wyłącznie zanudzasz mnie swoim kłapaniem pyskiem po próżnicy. Mam nawet wrażenie, że się mnie boisz, A to chyba ty, a nie ja ciebie złapałem. - stwierdził i znów nieładny uśmieszek wypełzł na twarz karego. Swoją drogą jeśli ktoś z boku patrzyłby na tą całą sytuację mógłby pomyśleć, że właśnie biały ogier, którego przy odrobinie wyobraźni można było wziąć za anioła, odprawia sąd nad przewyższającym go karym diabłem, w postaci Escuro. Tak to musiał być cudowny widok. Jednak choć Mroczny na chwilę zdawał się na chwilę odpłynąć w swoich rozmyślaniach, zauważył, że białas się do niego zbliżył na niebezpieczną odległość. Kary na chwilkę spuścił łeb, by po kilku sekundach targnąć nim. Oczywiście próbował ugryźć białasa w kark, by miał pamiątkę po nim i o ile mu się atak udał na pysk wypłynie mu tryumfalny uśmieszek. Lecz kolejne słowa Pustynnego spowodowały, że w Escuro zawrzało.
- Nie znasz mnie ani mojego stada więc jak śmiesz oceniać mnie po tym jaki zapach czujesz. Owszem jestem i zawsze byłem okrutny i dla twojej wiadomości należę do Stada Krwawej Zemsty jednakże nigdy, ale to nigdy nie waż się oceniać mojego stada. - warknął patrząc wściekle na białasa. Oj grabisz sobie kunusie, grabisz pomyślał, cały czas wbijając swój wzrok w Pustynnego. - A jeśli chcesz mnie spacyfikować to od razu ci powiem, że próżny twój trud. Wielu przed tobą próbowało i nikomu się to nie udało. Ale jak chcesz stracić czas to proszę bardzo próbuj. Przynajmniej się pośmieję z ciebie białasku. - stwierdził ze spokojem choć w środku się w nim gotowało. No ale to był Escuro, po którym można się było wszystkiego spodziewać.
- Moje imię podam ci dopiero wówczas gdy poznam twoje, na razie możesz mi mówić Krwawy, lub też dla ciebie panie Krwawy. Jak już chcesz mieć jakieś miano. - rzekł. Dalej się z nim bawił i starał się doprowadzić białego do szewskiej pasji, co jak widział po zachowaniu Pustynnego nawet nieźle mu wychodziło, no ale Mroczny był w tym mistrzem. I znów Escuro przyszedł na myśl obraz wirującej karuzeli, w której wpięte były by tylko dwa konie, kary i siwy. A popchnięta w ruch konstrukcja ukazywała by jeden z dwóch kolorów. Czarny koń, biały koń, czarny koń, biały koń... I tak w nieskończoność. Anioł, diabeł, anioł i diabeł... Karuzela z konikami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Pon Wrz 12, 2016 10:41 pm

Zadawanie bólu czy ran nie sprawiało mi radości. Nie powinno, nie mogło. Jeśli ktoś czerpał z tego przyjemność, to był okrutnikiem. Sprawianie komuś bólu i czerpanie z tego satysfakcji było strasznym grzechem. Było czymś złym, świadczącym o zwichrowanej psychice. Oczywiście całkiem inna sprawa była, jeśli się to robiło z poczucia obowiązku. Wtedy było nie tylko dozwolone ale nawet konieczne i chwalebne. W końcu czy Bóg nie zsyłał na nas różnych kar i przeciwności losu tylko po to, by nas wzmacniać i skłaniać do podążania jego ścieżką? Owszem, niektóre próby Pana były ciężkie, ale wychodząc z nich zwycięsko, stawało się kimś silniejszym, lepszym. Więc oczywiście nie chciałem krzywdzić schwytanego ogiera... ale jeśli było to konieczne, aby go złamać i zmusić do posłuszeństwa, to oczywiście miałem zamiar to zrobić. Bóg tego ode mnie wymagał. Miałem być jego mieczem, jego ostrzem sprawiedliwości.

Skrzywiłem się, słysząc słowa więźnia.
- Zostaniesz ukarany. Bóg zawsze karzę za grzechy. Jeśli nie teraz to po śmierci… ale kara Cię nie ominie. Trafisz do wielkiego kotła ze smołą, w którym będziesz się smażył przez wieczność. – ostrzegłem go – Tak naprawdę wymierzając Ci karę wcześniej, oddaję Ci przysługę, daję Ci szansę nawrócenia się. Skorzystaj z niej. – doradziłem mu szczerze, po czym kolejne jego słowa mnie trochę zasmuciły.
- Uważasz, że mam przerost ambicji i rozbudowane ego? Nie… chyba źle mnie oceniasz. „Pycha przed upadkiem kroczy” jak mówi Bóg. Jestem tylko jego pokornym sługą. – zapewniłem go, chociaż brakowało w moich słowach pewności. Może rzeczywiście miałem okazję zgrzeszyć myślą? Musiałem się bardziej pilnować. Musiałem zawsze pamiętać, że jestem tylko narzędziem w kopycie Boga, które ma posłusznie wykonywać jego wolę.

Byłem pewien, że więzień próbuje mnie oszukać i tylko blefuje z tym pobytem w lochach Krwawych… ale jego historia spowodowała, że się zawahałem. Była tak głupia i tak bezsensowna… że rzeczywiście mogła być prawdziwa. O tych wstrętnych bezbożnych hedonistach, okrutnikach, rozpustnikach to różne rzeczy słyszałem. Ale by zmuszali porwane ogiery do tego, by kryły ich klacze? No, tego się nie spodziewałem… ale… ale mimo wszystko coś w tej historii się nie trzymało kupy.
- Za mocno nimi pachniesz… i nie masz żadnych, nawet najmniejszych ran ani otarć, a przynajmniej ich nie miałeś wcześniej. No i nawet zachowujesz się jak oni. – powiedziałem z wahaniem. Byłem niemalże pewien, że mnie oszukuje. Gdyby nie był Krwawy to by od początku o tym mówił. Ewidentnie coś tutaj nie pasowało.
- Nie… nie. Mamy… dużo. Wiele koni… ale nie mogę nic więcej powiedzieć. Wiesz, ciekawość to pierwszy stopień do piekła. – przestrzegłem go dość wyraźnie zaznaczając, że nie wyciągnie ze mnie żadnych informacji. W końcu czy Bóg nie mówił, że milczenie jest cnotą, a długi język prowadzi do grzechu?

Kolejne słowa ogiera mnie niemile zaskoczyły. On chyba nie miał zamiaru się nawrócić. Zachowywał się prowokująco, nie szukał porozumienia. Przecząco pokręciłem tylko łbem ze smutkiem. Czemu niby nie miałbym go tutaj trzymać w nieskończoność? Jeśli byłoby to konieczne aby go nawrócić, to nie tylko mogłem, ale musiałem go więzić tak długo, jak to tylko okaże się konieczne, czy się to jemu będzie podobało czy nie.
- Nie boję się Ciebie… tylko Boga należy się bać, jeśli prowadzi się grzeszny żywot. – poinformowałem go, podchodząc bliżej niego i upewniając się, że obroża jest dobrze zapięta. Tak się na tym skupiłem… na sprawdzaniu tego i na zastanawianiu się, co z nim zrobić, że gdy więzień nagle się szarpnął pyskiem to było to tak zaskakujące, że z opóźnieniem odskoczyłem, co skończyło się tym, że zostałem przez niego boleśnie ugryziony. Kwiknąłem z bólu, odsuwając się poza zasięg łańcucha, na którym był przykuty. Dlaczego? Dlaczego on to zrobił? Gdybym wiedział, że jest z Krwawej Zemsty to zachowałbym większą ostrożność, a przez jego fortel straciłem czujność i dopiero teraz nabrałem pewności, co do jego tożsamości i to jeszcze przed tym, gdy ten to po chwili potwierdził.
- Bóg oceni! Oceni i osądzi Wasze stado! Wy bando okrutników! – wydarłem się na niego podniesionym tonem.
- I z Bożą pomocą Cię spacyfikuję! Złamię! Zmuszę do posłuszeństwa! – zapowiedziałem mu, gdy ten zaczął twierdzić, że do tego nie dojdzie. Zobaczy! Zobaczy, że go złamię! Byłem cierpliwy, miałem dużo czasu! Byłem pewien, że Bóg mi pomoże.
- A dla Twojej informacji jestem Burseg. – odpowiedziałem mu, nie widząc żadnego sensu w ukrywaniu swojego imienia. Nie chciał się przedstawiać? To nie. Bóg znał imię każdego. A ja nie zamierzałem dłużej tracić czasu na bezsensowne gadanie. Chyba powoli nadchodził czas działania. Dlatego też czując wyraźnie ból ugryzienia, skoczyłem do półki w rogu pomieszczenia, aby wziąć stamtąd kaganiec. Zacząłem się zbliżać jakoś od boku do swojego więźnia, uważając aby nie zarobić kopniaka, po czym nagle rzuciłem się na niego, usiłując wepchnąć mu kaganiec na pysk. Jeśli mi się nie udało, to szarpnąłem za łańcuch od obroży by go z jednej strony poddusić, z drugiej zmusić do przybliżenia łba, aby ponowić próbę nałożenia kagańca. A jeśli ta w końcu się udała, to ciasno zapiąłem paski od niego, aby uniemożliwić więźniowi gryzienie ale jednocześnie nie utrudniać mu mówienia. Oczywiście liczyłem się z tym, że w trakcie nakładania mogę zostać ugryziony, ale pozbawienie go możliwości używania zębów było konieczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Escuro
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Wto Wrz 13, 2016 6:15 pm

Dla Escuro właśnie takie było życie. Nigdy nie było tylko białe i pozbawione cierpienia lecz też nigdy nie było też czarne, gdzie taki koń jak Mroczny mógł cały czas moczyć swoje kopyta czy też zęby w krwi swoich wrogów. Ok, zawsze był brutalny jednak nie kary ogier nigdy nie chciał zmienić swojej natury i przyzwyczajeń. Podobało mu się to. Poza tym czy naprawdę jego zachowanie lub też bardziej postępowanie musiało świadczyć o zwichrowanej psychice... No raczej nie. widywał już gorszych szaleńców od siebie jednak oni nie potrafili przetrwać lub dostosować sytuację do własnego widzimisię. Escuro nawet nie wiedział o jakim Bogu ciągle nawija białas. Może kiedyś wierzył w jakąś siłę sprawczą jednak dawno przestał się tym przejmować i zatracił wiarę w to, że ktoś go obserwuje. Wziął los i swoje przeznaczenie w swoje kopyta i nie sądził, że kiedyś, ktoś będzie go za to oceniał. W końcu to było jego życie i jego sprawy, a także jego czyny i Mroczny uważał, że nikomu nic do tego. No ale skoro białas uważał inaczej to może spróbuje mu to udowodnić. Jednak Esc nie sądził, by Pustynny znalazł takie argumenty, które przekonałyby go do zmiany zdania czy też swojego charakteru lub upodobań. Bez nich Escuro nie był by sobą i na pewno zatraciłby część siebie pozwalającą mu przetrwać w tym świecie.
- Kto mnie zamierza ukarać? Kim jest ten twój Bóg, w którego pomoc i moc tak wierzysz? Może i nad tobą ma on władzę, ale nade mną ma władzę tylko i wyłącznie jedna osoba i na pewno nie jest to twój Bóg. - powiedział poważniejąc. Co ten białas bredzi? No pięknie czyżbym trafił na jakiegoś szaleńca nie tylko z manią wielkości ale i z zaburzeniami psychicznymi? Jak tak to błagam trzymajcie mnie, bo zmasakruję tutaj tego porywacza za dychę pomyślał i lekko targnął łbem. Nie zamierzał na razie ponownie atakować araba. W końcu po co mu to było skoro białas tak łatwo się dawał nabrać na jego sztuczki, tp Escuro przestawał mieć z tego radość więc na razie po prostu stał i słuchał kolejnych wywodów białego ogiera.
- Tak białasie, właśnie tak uważam. To przecież nie ja twierdzę, że cała ta pustynia jest moim terytorium. Więc raczej moja ocena jest bardziej swiadoma od twojej. Także masz rację twoja pycha cię kiedyś zgubi. I jak chcesz służyć tmu Bogu to proszę bardzo, ale mnie do tego nie zmusisz, ponieważ mój los zależy tylko i wyłącznie ode mnie, a nie od jakiegoś Boga. - stwierdził może i mówiąc jakieś bluźnierstwa lecz właśnie takie miał nastawienie do świata. Poza tym prawdą było, że pycha i buta były czymś co doprowadziło do upadku niejedno stworzenie, a ten białas mógł być doskonałym przypadkiem takiego stanu rzeczy. A może słońce mu zaszkodziło?[/b] zadawał sobie i takie pytania w myślach. No ale to był problem białasa, a nie karego ogiera.
Tak, Escuro cały czas próbował zwieść araba na manowce. Bawił się z nim umiejętnie dobierając słowa i wymyślając historie, które przy drobinie wiary mogłyby stać się prawdą. Jednak faltem było, że zapach mógł go zdradzić.
- Ech, skoro i ak wiesz lepiej, to po co zadajesz mi takie pytania. Spróbuj wysilić swoją łepetynę i zadać takie pytanie, na które odpowiedzi mogę ci tylko ja udzielić. Wówczas jest szansa, że ją otrzymasz. - stwierdził trochę profesorskim tonem. Może sam jeszcze nigdy nikogo nie przesłuchiwał i nie wypytuywał starając się zgadnąć kim jest i dlaczego wszedł na jego ziemię, ale znając życie Mroczny, nie pierdoliłby takich głupot i nie mieliłby językiem po próżnicy, a za każdą niesatysfakcjonującą lub złą odpowiedź wymierzałby karę. No cóż skoro dalej upierał się, że mają wiele koni, to Escuro nie zamierzał temu zaprzeczać lecz mówienie, że coś jest moje tudzież należy do mnie świadczyło o czymś zupełnie innym. Dlatego nie skomentował tejże wypowiedzi białasa gdyż nie widział w żadnej potrzeby by po raz kolejny się powtórzyć. Faktem było jednak, że przez długi język białasa i jego chęć do odpowiadania na każdą zaczepkę Escuro miał już parę informacji, które mógł po wyjściu z tego miejsca przedstawić swojemu władcy, a to było narawdę coś bardzo ważnego. Kolejne wywody wywoły tylko i wyłącznie salwy śmiechu u Escuro.
- Bóg, grzeszny żywot. A co my w jakimś klasztorze czy innym podobnym przybytku jesteśmy? - zapytał i momentalnie zaczął się śmiać. To po prostu była wypowiedź roku, która zamiast wystraszyć karego tylko i wyłącznie go rozśmieszyła. Przecież on nie był jakąś babcią z moherowym berecikiem by bać się Boga. On był ponad to. W końcu jaki koń mógł wierzy w takie głupoty. Niestety kolejne słowa zaczynały coraz bardziej denerwować Mrocznego i choć dał skończyć wypowiedź białasowi to jego ślepia minimalnie się zwęziły.
- Jeszcze raz będziesz złorzeczył na moje stado obiecuję ci, że zrobię ci większą krzywdę niż ugryzienie czy też kopnięcie. Będziesz dopiero wówczas piszczał. - powiedział i zaczął stukać kopytem o podłoże. Tak, Escuro mógł w każdej chwili się zdenerwować lub też najzwyczajniej w świecie wkurzyć, a wówczas mogło być rzeczywiście nieprzyjemnie. Na kolejne słowa tylko potrząsnął łbem z niedowierzaniem.
- Czy ty białasie jesteś głuchy czy tylko głupi. Chcesz zmusić do posłuszeństwa mnie? A jak chcesz to uczynić. Zagadzasz mnie, abym się zanudził? - zapytał zrezygnowany. W końcu tyle razy dał mu do zrozumienia, że jego nie da się okiełznać czy też złamać. No ale jeśli ten uparty czy też głupi Pustynny chce próbować to proszę bardzo, najwyżej zdobędzie jeszcze kilka blizn, po spotkaniu z kopytami czy też łbem Mrocznego. Jednak kolejna wypowiedź zdziwiła karego ogiera.
- No wreszcie. W końcu poznałem imię mojego gospodarza. Mnie zwą Escuro, dla twojej wiadomości. - rzekł i w kolejnej chwili musiał się bronić przed włożeniem na pysk kagańca. [i]Kurcze czy ja pies jestem?
pomyślał patrząc na białego araba. Nie mógł uwierzyć, że ten koń próbuje mu to coś założyć na pysk. Za pierwszym razem targnął łbem i kaganiec minął jego pysk o parę centymetrów. Jednak druga próba ucieczki nie była już tak udana i tak oto kary ogier stał przypięty łańcuchem bu jakiegoś drąga z kagańcem na pysku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Wto Wrz 13, 2016 7:17 pm

Słysząc jego słowa aż zadrżałem. Jak to, kim jest Bóg? To pytanie… to pytanie było tak bezsensowne, jakby ktoś spytał, czym są kopyta, czym jest powietrze, czym jest matka lub czym jest nadzieja. Po prostu niektóre pojęcia były tak oczywiste, że nie dało się ich wytłumaczyć… nie było to potrzebne, bo z samej swojej definicji, nie wymagały tłumaczenia. Każdy je znał. Więc… więc jak można było pytać, kim jest Bóg?
- Bóg… Bóg jest tym, Kto nas stworzył. Kto prowadzi nas przez życie. Kto daje nam nadzieję. Ustala zasady. Kto nas kocha. – odpowiedziałem mu chaotycznie, sam nie wiedząc co odpowiedzieć na jego pytanie. Bo… bo przecież każdy musiał wiedzieć, kim jest Bóg! A konie się dzieliły na te, które chciały żyć zgodnie z jego zasadami, i na te, które z jakichś powodów te zasady odrzucały – dla własnej wygody, z powodu lenistwa, z powodu chęci zatracenia się w przyjemnościach, hedonizmie i grzesznym życiu. A wtedy takie religijne konie jak ja powinny pomóc innym się nawrócić… niezależnie czy się to tym innym podobało czy nie. W końcu Bóg nie tylko pozwalał ale i nakazywał nawracać innych… i ogniem, i mieczem, i kopytami, i zębami – wszystkimi możliwymi środkami – Bóg ma nad każdym władzę – wszyscy mu podlegamy. – odpowiedziałem mu, zastanawiając się nad końcówką jego wypowiedzi.
- A kim jest niby ta osoba, która ma nad Tobą władzę? – w końcu spytałem. Oczywistym było, że tym koniem jestem ja, ale coś podejrzewałem, że mój więzień nie to mógł mieć na myśli. Pokręciłem tylko przecząco łbem, słysząc jego ocenę swojej osoby. Nie zgadzałem się z nim i nie uważałem, bym był pyszny. W końcu wszystko co w życiu robiłem, czyniłem dla Boga. I jeśli on myślał, że nie zmuszę go do zmiany postępowania, to się grubo mylił. Nasz Czterokopytny Pan był wszechmogący i potrafił pomóc nawrócić się największemu grzesznikowi, jeśli ten tylko chciał… lub został do tego odpowiednio zmuszony.
- Nie jest prawdą, że Twój los zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Jeśli bluźnisz i zaprzeczasz takim oczywistym rzeczom jak fakt istnienia Boga, to musisz przyznać, że Twój los zależy w dużym stopniu ode mnie, od Władcy Mojego Stada i Władcy Twojego stada, od trawy, pogody, pór roku, drapieżników, chorób i różnych wypadków losowych. Chyba temu nie zaprzeczysz? A jakbyś wierzył w Najwyższego, to byś zrozumiał, że tym wszystkim tak naprawdę steruję Bóg, który ma pełną władzę nad światem. – wyjaśniałem mu. Czy konie nie popełniały pychy myśląc, że wszystko zależy od nich? Była to oczywiste brednie i nie miałem pojęcia, jak ktoś może wierzyć w takie głupoty. Było to dla mnie kompletnie niewyobrażalne i niezrozumiałe.

Ciężko westchnąłem słysząc jego kolejny wywód. Zadawałem pytania to oczekiwałem odpowiedzi, a nie takiego przekręcania słów. Więzień miał odpowiadać, a nie oceniać moje pytania i na tej podstawie decydować, czy na nie odpowie czy nie. Na tym w końcu polegało przesłuchanie. Ja byłem przesłuchującym, on przesłuchiwanym a stanowczo nie zachowywał się tak, jak powinien. Musiałem coś z tym szybko zrobić, aby ukrócić jego nieodpowiednie pyskowanie. Zwłaszcza, gdy ten nagle… nagle się roześmiał. No, tego to już było za wiele! Spiorunowałem go wzrokiem, mając nadzieję, że ten się domyśli, że takie zachowanie jest wielce nieodpowiednie. Ale raczej było małe szansę, że się uda. Mój więzień był chyba nienormalny… a może jakiś szatan go opętał i stąd te bluźnierstwa?
- Jestem w Pustynnym Stadzie, a nie klasztorze. – przypomniałem mu, nie rozumiejąc skąd pomysł. Czy świeckie konie nie mogły być głęboko religijne? Oczywiście że mogły. Nie tylko mogły ale powinny... a nawet musiały być. Należało się w życiu kierować zasadami Boga, a nie okrucieństwem i hedonizmem, jak te wszystkie konie z Krwawej Zemsty.
- Ale Tobie stanowczo przydałby się jakiś klasztor… trochę odosobnienia, uspokojenia się, skupienia na sobie i na życiu wiecznym. To wszystko na pewno pomogłoby Ci odnaleźć drogę w życiu. – wyjaśniłem mu protekcjonalnym tonem, będąc całkowicie tego pewnym. Zresztą… czy trafiając do niniejszego lochu właśnie nie miał ku temu świetnej okazji, aby przemyśleć swoje postępowanie i życie? Może właśnie dlatego Bóg oddał go w moje kopyta, bym mógł go nawrócić i przemienić? Może taki był cel naszego spotkania? Oczywiście pychą byłoby uważać, że znam Boże zamierzenia, ale może Bóg zesłał mi łaskę, abym zrozumiał, o co Mu chodzi i zajął się nawróceniem tego niewiernego. Coraz mocniej się do tego przekonywałem.

Słysząc jego groźbę miałem ogromną ochotę kontynuować dalsze tłumaczenie mu, dlaczego jego stado jest złe i powinno zostać eksterminowane. Ale… ale by tego nie robić uświadamiał mnie ból ugryzienia, jakie mi więzień wcześniej zadał. Owszem, nie powinienem narzekać. Nie powinienem nawet przerywać prób nawracania go w odpowiedzi na jego groźby. W końcu Bóg był po mojej stronie, a gdy Bóg był ze mną, to nie musiałem się niczego lękać. No i czy ból nie jest czymś dobrym? Czyż nie pozwala się skupić na rzeczach najważniejszych? Czy cierpnie nie prowadzi do pełni życia? Czy nie kieruje koni do Boga, do Nieba i do życia wiecznego? Oczywiście, że tak było… ale mimo tego postanowiłem na razie mu odpuścić dalszej akcji ewangelizacyjnej a nawet zignorować jego uwagę. Przynajmniej na razie.  I gdy tylko poznałem imię swojego więźnia, rzuciłem się na niego z kagańcem, by po krótkiej walce w końcu nałożyć mu ten przydatny przyrząd na pysk. Tak, tak było zdecydowanie lepiej. Teraz można było dalej rozmawiać. A także odpowiedzieć mu na jego wcześniejsze słowa.
- Oczywiście, że Cię zmuszę do posłuszeństwa. A jeśli słowa do Ciebie nie przemówią… może ból Cię nawróci i złamie. Więc dobrze Ci radzę, nawróć się od razu, przeproś za wszystko, obiecaj mi posłuszeństwo, jeśli chcesz tego wszystkiego uniknąć. – doradziłem mu.
- Escuro? – zdziwiłem się, słysząc jego imię. Pierwszy raz słyszałem to słowo – Czy to coś… coś związanego z „obscurus”? – spytałem zaintrygowany. Spędzając wiele czasu na lekturze Świętych Ksiąg miałem trochę do czynienia z łaciną. Odszedłem od niego ponownie kierując się w stronę kąta, by tym razem wrócić z mocnymi pętami – czyli kajdanami dla koni. Ponownie podszedłem do swojego więźnia od przodu, tym razem starając się mu skuć przednie nogi. Byłem przekonany, że z kajdanami na nich będzie zdecydowanie grzeczniejszy i spokojniejszy. Może wreszcie zacznie do niego dochodzić że przegrał, a dalszy upór nie ma sensu, jeśli chce uniknąć ran.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Escuro
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Czw Wrz 15, 2016 2:24 pm

Escuro tylko potrząsnął łbem słysząc jakie bzdury, przynajmniej według karego ogiera, opowiada Burseg, aż się zakrztusił śmiechem. Ok, może i była jakaś siła sprawcza ale na pewno nie był nią jakiś wymyślony byt, który nazywa się Bóg. Także nawet najszczersza prawda nie była w stanie przemówić do Mrocznego. No bo w końcu jeśli ten cały Bóg dał mu życie to dlaczego, skoro podobno jest dobry, uczynił z niego tym, kim jest.
- Białasie... Tak wiem jak masz na imię ale wolę nazywać ciebie białasem. Posłuchaj sam siebie. Jak śmiesz mówić, że Bóg dał mi życie i mnie przez nie prowadzi skoro jestem jaki jestem. I na pewno nie jestem miłym i dobrym konikiem. Nie wiem jak tobie ale mi życie dała klacz i ogier, którzy byli moimi rodzicami, a nie żaden Bóg. Więc jeśli jeszcze raz usłyszę takie bzdury to się wścieknę, gdyż w ten sposób orażasz coś, co dla mnie jest najważniejsze. Moją rodzinę. - warknął patrząc na Pustynnego. Właśnie ta wypowiedź uświadomiła Mrocznemu, że ma do czynienia z jakimś świrem, w najlepszym wypadku. No ale jeśli to obłąkany lub też koń chory na umyśle, to co on robi na wolności. Może to miejsce odosobnienia, które było przeznaczone dla takich koni jak on.
- Nade mną władzę ma tylko i wyłącznie Dhiren, żaden Bóg nie ma dla mnie żadnego znaczenia. A nawet gdyby miał to nie wykonałbym jego rozkazów, bo dla mnie byłby takim samym kopytnym jak ty czy ja. - stwierdził szczerze i spojrzał na białego ogiera. Ok, rozumiał, że jeśli ma do czynienia ze świrem ten dalej będzie mówił o tym Bogu jednak Escuro nie miał zamiaru wchodzić w tak bezsensowne dyskusje. Prychnął tylko wyrażając swoje znudzenie rozmową z jak mu się wydawało chorym osobnikiem. No ale właśnie tak to wyglądało. No cóż jednak na razie musiał tu stać i słuchać tych banialuk, jakie mu prawił białas.
- Nie zgadzam się z tym. W tym momencie mój los zależy od ciebie, bo ogólnie to mój los i to gdzie pójdę jak stąd wyjdę zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Owszem władca mojego stada wydaje mi rozkazy lecz nie może mi nakazać zmienić swojego losu. Także Bóg też nie steruje moim światem. - powiedział i spojrzał Bursegowi prosto w oczy. Co miał zrobić skoro biały ogier trwał przy swoim i cały czas pieprzył o Bogu i jego władzy nad światem. Owszem może i taki ktoś istniał jednak na pewno Escuro nie zamierzał go poznawać, ani dawać za wygraną w dyskusji z tym konikiem. Teraz był już pewny. Pustynny był po prostu szalony i tyle. A skoro wszystko na to wskazywało to nawet jeśli powie mu coś więcej niż powinien i tak Burseg nie będzie umiał tego wykorzystać, bo jego stan mu na to po prostu nie pozwoli. Gorzej jeśli na tym terenie było więcej takich świrów. Wtedy trzeba będzie się zastanowić co z tym zrobić i to na poważnie. Tak o tym też musi pogadać z Dhirenem. Może on znajdzie jakieś rozwiązanie.
- Tak.... Miejsce odosobnienia czy też miejsce, w którym można pomyśleć o swoim życiu na pewno komuś z nas się przyda i na pewno nie jestem nim ja tylko ty. A klasztor byłby odpowiedni. - powiedział i spojrzał bez strachu na Bursega. Jeśli nawet wspierał go jakiś byt, którego istnienia nie było można zobaczyć to Esc nie zamierzał mu się poddać. On nigdy tego nie robił. Zawsze był dziki i taki pragnął pozostać. W końcu żadne stworzenie jakie Mroczny spotkał do tej pory nie było w staie narzucić mu swojej woli i tym razem na pewno tak nie będzie. Ok, może i stał teraz przywiązany do słupa, bez możliwości gryzienia jednak nawet w taki sposób białas go nie złamie. O co to, to nie.
Słysząc kolejne groźby i pewność jaką miał w głosie Burseg, Escuro naprawdę o mały włos nie zaczął się śmiać. No po prostu to co mówił było naprawdę dziwne. Poza tym takie uwiązanie raczej nikogo jeszcze nie złamało. Więc słowa Bursega nie miały raczej żadnej mocy by w jakikolwiek sposób przestraszyć karusa.
- Złamać to możesz sobie nogę, kark tudzież kość ogonową. A nawracanie zostaw sobie dla innych tobie podobnych, bo jestem pewny, że żaden normalny koń nie uwierz w twoje brednie, o Bogu i jego władzy nad kimkolwiek. - stwierdził ponownie próbując trafić swoim łbem w boku lub też szyję białego ogiera. W końcu Burseg sam tego chciał skoro co jakiś czas kręcił się właśnie w jej okolicy. Nie podobało mu się wcale to, że miał na sobie kaganiec i tą obrożę ale wytrzyma to do końca i nie pokaże słabości. W końcu jest ze stada, które powinno wzbudzać strach i grozę więc właśnie to zamierzał czynić.
- Nie mam pojęcia co znaczy owe słowo, jednak jeśli ma coś wspólnego z mrokiem to tak. Może być to związane z moim imieniem. - stwierdził po chwili. Jednak to, że Burseg od niego odszedł ani trochę mu się nie podobało, a widząc z czym wraca Mroczny nie zamierzał stać spokojnie i dać się w to coś zakuć. Zaczął skakać i wierzgać, a nawet podjął próbę stanięcia dęba i kilku wierzgnięć przednimi kopytami. Miał nadzieję, że to uświadomi temu świrowi, że takie próby mogą spowodować tylko i wyłącznie większe obrażenia ale u białasa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Czw Wrz 15, 2016 3:23 pm

Spiorunowałem wzrokiem więźnia, który bez powodu zaczął się śmiać. Ja mu tutaj opowiadam o Bogu, a ten wybucha śmiechem, jakby oglądał wstęp do Familiady. Oburzające! Gdy samo spojrzenie nie wystarczyło do uspokojenia tamtego, to próbowałem chrząknąć znacząco ale to prawdopodobnie również nie poskutkowało. Nie na kogoś tak bezczelnego, który zamiast mnie słuchać i myśleć o Bogu, wolał się zwyczajnie i bezczelnie śmiać bez powodu. I jeszcze nazwał mnie Białasem? Przecież mówiłem mu, że jestem Burseg. Już trochę abstrahując od tego, że nie byłem biały tylko siwy. No i byłem dumny z tego, że byłem siwy a nie kary. Przecież każdy wiedział, że biali są mądrzejsi, a czarni są głupi. Bóg tak konie stworzył, na pewno miał w tym jakiś cel a nikt nie miał prawa go oceniać. Zadrżałem słysząc taką porcję bezeceństw, jakimi mnie więzień po chwili obrzucił.
- Tak? A kto dał życie Twoim rodzicom? Ich rodzice? A tamtym? Inni rodzice? Zrodzeni przez innych, zrodzonych przez innych. Ale przecież gdzieś musi być początek… i to właśnie były konie stworzone bezpośrednio przez Boga. – wyjaśniłem mu – No i sam pomysł… że spotkanie dwóch koni może powodować powstanie życia. Nie widzisz tutaj kopyta Boga? On za wszystkim stoi, on stworzył ten cud, że jest możliwe powstanie nowego życia. – cierpliwie mu tłumaczyłem, chociaż czasami miałem wrażenie, że on niczego nie rozumie. No tak, był czarny, mogło to być z tym związane.
- Tak, nie jesteś miłym, dobrym ani zbyt inteligentnym… a jak Bóg mówi: „po owocach ich poznacie”. Więc pewnie i twoi rodzice byli tak zepsuci jak ty, skoro wydali na świat taką bestię. Cała Twoja rodzina, całe Twoje stado potrzebuje nawrócenia, ewangelizacji… albo eksterminacji. – odpowiedziałem mu, nic sobie nie robiąc z jego gróźb.

Jego kolejne słowa mnie zdziwiły.
- Dhiren? A kto to jest Dhiren? – spytałem zaintrygowany. Chyba pierwszy raz słyszałem to imię – Twój spowiednik? Twój ojciec? Władca Twojego stada? – zastanawiałem się, chociaż po chwili zacząłem się skłaniać ku temu ostatniemu. Możliwie, że tak się nazywał przywódca ich stada? Ciekawa informacja – warta zapamiętania. Słuchałem jego słów, próbując znaleźć w nich jakieś luki, które mogłem podważyć. No, jakbym ich nie znalazł, mogłem go po prostu zwyzywać od bezbożników, co zawsze działało – taki uniwersalny argument, gdy inne zawodziły.
- Czyli przyznajesz, że Twój los zależy ode mnie? No i skąd pomysł, że stąd wyjdziesz? – dopytywałem się go. Nie miałem zamiaru go zbyt szybko wypuszczać – a przynajmniej nie wcześniej, niż się w końcu nawróci.
- A skoro moim losem steruje Bóg, a Twoim losem steruję w tej chwili ja… to znaczy, że zgodnie z „Przykazaniem Przechodniości Implikacji” Bóg steruje w tej chwili Twoim życiem. Czy Ci się to podoba czy nie. – zauważyłem. I co teraz powie? Byłem pewien, że go teraz zagiąłem. W końcu! Uśmiechnąłem się, gdy więzień przyznał, że miejsce odosobnienia nam się przyda. Chociaż nie byłem do końca pewien, co on sugerował drugą częścią swojej wypowiedzi? Że chciałby abym został jego duchowym przewodnikiem? Czyżby mnie prosił o pomoc?
- Nie martw się, na pewno uda Ci się nawrócić i zmienić swoje życie. Jeśli tylko czegoś ode mnie potrzebujesz to pytaj śmiało. Chętnie Ci pomogę. – zapewniłem go mając nadzieję, że jakieś wspólne rozmowy o Bogu w końcu dotrą do jego świadomości, zniszczą klapeczki, które miał na oczach i zmienią go w żarliwego wyznawcę Boga.

Zagroziłem karemu mając nadzieję, że to przemówi mu do rozsądku, ale chyba się myliłem. Ten w dalszym ciągu uparcie, złośliwie i buńczucznie się stawiał.
- Że… że co? Każdy, prawie każdy koń wierzy w Boga. – uświadomiłem mu, co mi się wydawało, że jest prawdą. Bo jak można nie wierzyć w Boga? Każdy musiał wierzyć… może z wyjątkiem tego Karego, który i tak wkrótce uwierzy. Po ugryzieniu byłem bardziej ostrożny, więc uderzenia kagańcem uniknąłem, by po chwili się na więźnia rzucić z kajdanami.
- Tak. „Mrok”. Ale… ale nie możesz kroczyć drogą ciemności! Musisz się… musisz się przeoblec w nowego Konia, stworzonego na obraz Boga! I musisz kroczyć drogą światłości! – upomniałem go, po czym rzuciłem się na niego z kajdanami. Niestety to mi tak średnio wyszło. Drań zaczął tak mocno wierzgać, skakać i kopać, że nie byłem w stanie odpowiednio blisko do niego podejść. Był wysoki, umięśniony, silny co w znacznym stopniu utrudniało mi wszelkie ataki. Gdy kolejny raz oberwałem od niego kopytem to postanowiłem zmienić taktykę. Tylko wyczekałem, na kolejne stanięcie dęba czy wierzgnięcie, po czym naparłem na niego klatką piersiową, możliwie od boku, próbując mu zaburzyć równowagę. Zębami chwyciłem go za szyję, pociągnąłem mocno w drugą stronę i w dół, próbując raz za razem go powalić. Jeśli nie pomogło, to starałem się pociągnąć za łańcuch od obroży, by go troszkę poddusić, a jednocześnie starałem się go przednimi kopytami jakoś podciąć. Liczyłem, że za którymś razem mi się uda, a jeśli rzeczywiście doprowadziłem do przewrócenia się więźnia, to momentalnie przygniotłem go własnym ciężarem do ziemi, nie pozwalając mu wstać, próbując wykorzystać jego ewentualne zaskoczenie do tego, by sprawnie i szybko skuć mu kajdanami przednie nogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Escuro
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Czw Wrz 15, 2016 7:09 pm

Ojej konik się zdenerwował, jaka szkoda powiedział do siebie w myślach i widząc jego nieudolne próby zastraszenia jeszcze mocnej zaczął się śmiać. Nie wierzył, że ktoś może być aż tak ograniczony. Poza tym Mroczny nie miał żadnych klapek na oczach, a skąd. Escuro uważał, że myśli bardzo trzeźwo i na pewno nie był ograniczony umysłowo. Niestety kary nie mógł tego samego powiedzieć o Bursegu. Nie rozumiał jak można być tak opornym w zdobywaniu wiedzy, no ale skoro on tak bardzo wierzył w tego swojego Boga to niech dalej wierzy. Poza tym już wiedział jak go zagiąć więc tylko czekałem aby znów pośmiać się z jego tłumaczeń.
- No to chyba jasne, że moim rodzicom dali życie ich rodzice, a to co było na początku mnie nie obchodzi. Poza tym Bóg nawet jeśli stworzył konie w co mi się wierzyć nie chce, prędzej obstawiałbym coś innego, to na pewno nie pochwalałby twojego zachowania i zabierania innym wolności czy też wątpieniem w ich słowa. - powiedziałem i spojrzałem na białasa. Niestety Pustynny robił się coraz bardziej żałosny w moich oczach. Czepiał się takich spraw, o których zapewne nie miał pojęcia, Escuro zresztą za wiele o nich też nie wiedział więc dlatego uciął ten temat. Niestety kolejne słowa wywołały raczej odmienną reakcję niż siwek chciałby spowodować.
- Powiedziałem ci już raz głupolu, że obrażanie moich bliskich równa się dla ciebie cierpieniem. Mam rację więc lepiej to odszczekaj, bo jak tylko się uwolnię to marny będzie twój los. - warknął i na potwierdzenie swoich słów stanął dęba i zaczął walić kopytami w powietrzu licząc na to, że kiedyś trafi w ten głupi, biały łeb. Poza tym białas robił się aż nazbyt ciekawski. Co mu było do tego kim jest Dhiren, jednak jeśli miał się czegoś dowiedzieć na temat Władcy Stada Krwawej Zemsty to Mroczny przekaże mu informacje, ale takie, któe na pewno prawdą nie będą.
- Dhiren to bardzo szlachetny i mądry koń. Sądzę nawet, ze moglibyście się dogadać. Jednak jestem pewny, że nigdy go nie spotkasz gdyż jest on bardzo pokorny i rozmawia tylko z tymi, którzy chcą słuchać jego nauk. - powiedział Mroczny bez żadnego zająknięcia. Był ciekaw jak się potoczy sprawa gdy białas zechce spotkać władcę SKZ. Przy tej zabawie naprawdę chciał być i słyszeć jak Burseg przekonuje Rena o istnieniu Boga. Poza tym Escuro wątpił, że Pustynny w ogóle zapamięta to co on mówił o kimkolwiek. Przecież według karego ogiera Burseg był niespełna rozumu. Także kary wątpił, że te słowa dotrą do uszu Dhirena, a jeśli kiedyś się tak zdarzy to sam się przyzna, że zrobił to tylko dlatego by zamknąć jadaczkę białasowi gdyż jego wywody o Bogu zaczynały go bardzo denerwować. Poza tym Mroczny nie miał pojęcia kim jest spowiednik więc umiejętnie uniknął owego tematu.
- W tym momencie bardziej moje zdrowie zależy od ciebie, gdy mój los nadal jest w moich kopytach. A to, że stąd wyjdę jest bardziej niż pewne, gdyż zapewne twój Bóg to tobie nakaże mnie stąd wypuścić. - stwierdził spokojnie. Ok, nie zamierzał dać się złamać i zacząć jak białas wierzyć w coś czego nie ma ale mógł go przecież przegadać i pokazać, jaką posiada silną psychikę i wolę przetrwania. Kolejne słowa zbył tylko i wyłącznie śmiechem. Nie mógł uwierzyć w to co białas powiedział. No cóż skoro sam tego chciał to Escuro się z nim pobawi inaczej.
- Mówisz, że Bóg steruje teraz moim losem, tak? A gdzie był twój Bóg gdy ja ciebie raniłem, gdy moje zęby zaciskały się na twojej skórze? Czemu ciebie nie obronił i pozwolił na zranienie? - zapytał i brzydki uśmieszek wypełzł na koński pysk, bo naprawdę słowa Bursega tylko i wyłącznie go śmieszyły. Nawet nie musiał słuchać tego co Pustynny powie następnym razem by wiedzieć, że będą to słowa o łamaniu i nawracaniu. I niestety Kary miał rację.
- Wiesz co Burczek... Skończ już z tym nawracaniem, bo coś ci nie wychodzi. Poza tym nie mam zamiaru zmieniać swojego życia i nie muszę ciebie o nic pytać gdyż nie mam zamiaru się nawracać. Jak chcesz możesz mi zadać ból tylko zrób to szybko, b słuchanie twojego bełkotu sprawia, że usypiam. - stwierdził i ostentacyjnie ziewnął choć nie był bardzo zmęczony. Cóż jeśli Pustynny chciał go do czegoś nakłonić to na pewno mu się nie uda. Poza tym wiara oparta na przypuszczeniach była dla Mrocznego stekiem bzdur, a już to co białas mówił o jego narodzinach było dla Escuro gorsze od herezji. No ale niestety w tym momencie musiał słuchać tego co mówił Burseg.
- No to ja jestem pierwszy, który w tego Boga nie wierzy. Ja wierzę w Zemstę. Tylko ona jest sprawiedliwa dla wszystkich. - rzekł spokojnie patrząc na Pustynnego. No bo jaki koń mówił by takie rzeczy z taką pewnością. Owszem może w stadzie białasa było takich więcej jednak u Krwawych nie było takich osobników, które wierzyłyby w jakiegoś Boga i starały się wpłynąć na kogoś, by zmienił swoje poglądy.
- Moje imię znaczy Mroczny. I nie muszę się w nic przyoblekać. Jestem tym kim jestem i taki też pozostanę. I nie zamierzam kroczyć żadnymi ścieżkami światłości. - prawie wrzasnął na Bursega. Po prostu miał już dość jego głupich gadek. Owszem Escuro bronił się przed kajdanami jak tylko mógł jednak nagle poczuł, że nagle stracił stały grunt pod nogami i się przewrócił. Niestety już teraz nie miał jak się wyślizgnąć spod ciężaru Pustynnego, jednak nie zamierzał dać się zakuć. Zaczął tylko i wyłącznie wierzgać przednimi nogami by białas nie mógł założyć mu pęt na obie nogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Burseg
Rekrut
avatar


PisanieTemat: Re: Izolatka    Czw Wrz 15, 2016 9:21 pm

Ten drań mnie coraz bardziej irytował... nigdy bym nie sądził, że zwykły śmiech może tak wkurzać… a jak widać mógł. Czemu on to robił? Bo był głupi i miał klapki na oczach! Tylko kompletnie tępy i ograniczony koń mógł nie dostrzegać Boga! Nie zauważać dowodów jego obecności w swoim życiu! I chyba właśnie z takim koniem miałem do czynienia. I musiałem go jakoś nawrócić, skłonić do przemyślenia, siłą zmusić do uwierzenia w Boga. Niczym jakiś głęboko wierzący krzyżowiec, nawracający wszelkimi dostępnymi środkami. Bo w końcu czy cel nie uświęca środków?
- Mylisz się. – stwierdziłem, gdy ten uważał, że Bóg nie pochwalałby mojego zachowania. Zresztą jego słowa tylko potwierdzały moje myśli o typowej ignorancji. Bo niby więzień przyznawał, że ktoś musiał stworzyć konie, niby uważał, że to mógł być Bóg, ale mimo tego całkowicie ignorował ten fakt, dalej żyjąc w grzechu – Bóg się cieszy z każdego nawróconego grzesznika! I mówi swoim Wiernym, aby nawracali inne konie i inne stada. A środki? Czy nie należy użyć wszelkich dostępnych środków aby wcielać Boży Plan w życie? To przecież Bóg stworzył ból, stworzył zęby i kopyta, stworzył rany, siniaki, krwiaki. To czemu nie skorzystać z tego, co Najwyższy nam ofiarował, aby wszyscy w niego uwierzyli? – spytałem retorycznie, nie mogąc uwierzyć, że więzień tego nie dostrzega. Rozmowa z nim jakoś nie miała sensu. Bo głupio się upierał przy swojej racji i nie chciał zrozumieć tego, co było oczywiste. Nie chciał otworzyć swoich oczu, otworzyć swego serca i mózgu. Ale… ale ja już go skłonię do zmiany nastawienia. Byłem tego pewien! Tylko pokręciłem przecząco łbem, gdy ten mi zaczął wygrażać po usłyszeniu prawdy o jego bliskich. Tak właśnie reagował na argumenty – płytkimi groźbami i żałosnym stawaniem dęba. No ale tego wszystkiego nie musiałem się obawiać. On… on po prostu nie mógł się uwolnić. Bóg go oddał w moje kopyta. A ja nie miałem mu zamiaru dać zbyt szybko odejść. Cofnąłem się tylko o krok widząc jego ataki. Był on w tej chwili zbyt przewidywalny by mieć mi szansę coś zrobić.
- Szlachetny i mądry koń? A wierzy w Boga? Bo jeśli nie… to nie sądzę, byś go właściwie oceniał. – odpowiedziałem. Słowa więźnia o naukach tamtego tylko mnie umocniły w moich przewidywaniach. Kolejny bezbożnik – sam nie rozumiałem, czemu Bóg pozwala tylu chodzić po świecie, ale miałem nadzieję, że szybko spali ogniem niepokornych, tak jak zrobił z mieszkańcami Sodomy i Gomory.  
- Więcej niż pewne? Że stąd wyjdziesz? Jeśli się nie zmienisz, jeśli nie nawrócisz, to nie powiedziałbym, by było to możliwe. – odpowiedziałem smutnym głosem, kręcąc przecząco łbem. Nie rozumiałem, dlaczego on był takim zatwardziałym grzesznikiem i nie chciał zmienić swojego postępowania. Czemu to robił? Nie miałem pojęcia i mi się to wcale nie podobało. No i jego błędne argumenty też mi się nie podobały, bo były przewrotne i grzeszne.
- Bóg mnie wtedy wystawiał na próbę, testował moją wiarę. W końcu czy wszystkie przeciwności losu nie są po to, by uczynić nas silniejszymi? To tak jak z hartowaniem miecza. Tylko w najgorszym ogniu może powstać naprawdę dobra stal. Albo jak z diamentami– potrzebne jest ogromne ciśnienie, by coś tak pięknego mogło powstać. – tłumaczyłem mu, próbując go przekonać – A ból… ból pozwala się skupić na sobie, prowadzi do pełni życia. Zresztą wkrótce się o tym przekonasz. – dodałem z dziwnym błyskiem w oku, w odpowiedzi na brzydki uśmiech tamtego. Ciężko westchnąłem i pokręciłem łbem, gdy tamten odmawiał dalszej dyskusji i próbował mi przerwać. Nawet nie było sensu mu odpowiadać. Jak to mówił Bóg, lepiej by nasze czyny za nas mówiły. Chciał bólu? Uważał, że ten na niego nie wpływa? Zamiast czczego gadania lepiej, prościej i szybciej było się o tym przekonać, co zamierzałem wkrótce zrobić.
- Zemsta jest czymś złym, moralnie nagannym. Szukanie zemsty pcha nas w otchłań grzechu. Nie należy szukać zemsty – należy szukać sprawiedliwości. Ale do tego trzeba mieć czysty umysł, nieskażony rządzą okrucieństwa, zewem krwi, tylko natchniony przez Boga, chłodny, skupiony na celu, miłujący i wybaczający. – wyjaśniłem mu, ponownie kręcąc łbem. On był… on był taki zepsuty. Ale wierzyłem, że da się go zmienić. W końcu Bóg był wszechmogący a z jego łaską wszystko było możliwe.

Już nie miałem zamiaru tłumaczyć mu, że „Mroczny” nie jest dobrym imieniem. Wolałem skupić się na działaniu, zmienić go w lepszego konia… a wtedy nadać mu nowe, lepsze imię. Więc rzuciłem się na niego z kajdanami, ale gdy nie udało mu się ich założyć, zmieniłem podejście i naparłem na niego, w końcu go wywracając. Momentalnie go przygniotłem swoim ciężarem do ziemi, nie pozwalając wstać, ale dalej miałem problem z nałożeniem mu kajdan. Za mocno machał przednimi nogami.
- Przestań! Spokój! – wydarłem się na niego i spróbowałem mocno użreć go w szyję. Skoro na nim jakoś leżałem, to powinienem być w stanie dosięgnąć. Następnie chwyciłem linę na której go tutaj przyprowadziłem, a która powinna być gdzieś w okolicy, by zrobić na niej pętlę, którą starałem się narzucić na przednie nogi drania, szybko ją zaciągając. Jeśli nie trafiłem na obie, to ponawiałem rzut. Jeśli trafiłem tylko na jedną, to następnie starałem się owinąć obie przednie nogi razem. Jeśliby mi się w końcu udało, to starałem się ciasno obwiązać obie przednie nogi tą liną – co powinno praktycznie uniemożliwić draniowi wszelkie próby wstawania, bo z ciasno związanymi przednimi nogami było praktycznie niewykonalne by powstać, skoro nawet stanie w takiej pozycji nie należało do zbyt łatwych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Izolatka    

Powrót do góry Go down
 
Izolatka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 11, 12, 13  Next
 Similar topics
-
» Izolatka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Ukrytych Łez :: Terytoria SUŁ :: Zamek Frinn :: Północna wieża-
Skocz do: