KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jaskinia Espilca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22  Next
AutorWiadomość
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Gru 02, 2017 2:23 pm

Tak, tak, oczywiście, że prezentem. A papier i kokardki? Cóż, ekologia. Po co marnować cenne drzewa na to, by przerabiać je na kokardy, skoro można równie dobrze zrobić z nich grzebienie do grzywy i paśniki. W końcu co było ważniejsze od pielęgnacji grzywy, jedzenia i zabawiania się z napotkanymi klaczami… i okazyjnie ogierami? Hmm, no może co najwyżej uciekanie od tych, które niechcący się uwolniły. Bo jednak klacze to mściwe bestie i trzeba być ostrożnym.

Nie chciała się przedstawić ani wybrać sobie imienia? To niech będzie Roksana. Rzuciłem się na nią, przygniatając ją do ziemi. Wepchnąłem jej wędzidło do pyska i założyłem ogłowie na łeb. Ciasno zapiąłem nachrapnik, by nie mogła zbyt szeroko otwierać pyska. Ugryźć mogła, ale raczej byłoby to delikatne uszczypnięcie a nie solidne wgryzienie. Co było kolejną rzeczą, jaką jej nałożyłem? Oczywiście kajdany. Skoczyłem po jakieś mocne, wytrzymałe i jedną parę zapiąłem na jej przednich nogach, drugą na zadnich, oczywiście zapinane na jakiś kluczyk, kłódkę czy coś w tym stylu, tak by nie mogła ich samodzielnie zdjęć. Udało mi się? Jeśli protestowała, to ugryzłem ją a później obciążyłem swoją masą. Ze związanymi nogami nie mogła za bardzo utrudniać. Teraz mogłem jej rozwiązać nogi… ale póki co tego nie robiłem.
- Teraz będziesz grzeczną i posłuszną klaczką? – spytałem, wodząc chrapami po jej szyi - Silna, zwinna, szybka i piękna. Przyda mi się taka niewolnica - oznajmiłem jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Gru 02, 2017 11:08 pm

O ile na początku liczyłam, że ogłowie nie będzie mi przeszkadzać to teraz wiedziałam, że tak nie będzie. Mocno zapięte pasy ograniczały moje ruchy oddalając nadzieje na wgryzienie się w Espa i wyrwania mu kawałka mięsa do wtóru chlapiącej za ziemię krwi, tryskającej z dużej rany. Ewentualnie mogłabym złapać go za grzywę i szarpać tak mocno żeby wyrwać mu włosy z cebulkami. Odgryźć ucho czy kawałem nozdrza. Najbardziej bolesną rzeczą byłaby chyba utrata grzywy, którą ten chciał mnie zachwycić, ale mu nie wyszło, przecież jestem ładniejsza.
Gdy odszedł ode mnie ponownie sięgnęłam do lin, zaczęłam je podgryzać, lecz nie wiedziałam jak mam to wszystko złapać.
Wrócił Jaśnie Pan, napuszony, o sierści ciemniejszej niż krucze pióra nocą, o masie pod którą ziemia pęka na dwie części niczym moje serce, zakochane jedną połową we fryzie a drugą w luzytanie Andree. Dlaczego nie piszę powieści romantycznych, strasznie kiczowatych, ale pożądanych przez wszystkich.
Wierzgałam, przysięgam i dawało to skutki, ponieważ ten jakby się wahał, lecz w końcu obrał dobrą dla niego taktykę, wykorzystując jeden ze swoich atutów. Ciało spoczywające na mnie, ważące chyba tonę, było nieosiągalne dla moich kopyt. Machnęłam łbem podskubując ogiera, mimo tego on założył mi kajdany. Wystarczyłoby gdyby przyniósł mi kwiata, powiedział komplement i trafił na ruję, a już byłabym jego. Niecierpliwy. może go jarają takie rzeczy, pff nie mnie to teraz oceniać, ocenię później.
Czując miękkie chrapy na szyi parsknęłam krótko, oburzona.
-Jak ci się przyda do sprzątania twojego "wielkiego" lokum to idź sobie znajdź, bo ja nie będę ci usługiwać. -rzekłam w głowie mając, że im więcej majątku ktoś ma tym mniejszy ma ten, no. Nie powiem, hihi.
Co z tego, że ciężko byłoby mi go zrzucić, a widły trumna, może się uda. Spinałam mięśnie całego ciała by wprawić je w ruch. Szarpałam się na boki, czasami tak, jakbym próbowała wstać. Momentami usiłowałam ugryźć moją kołdrę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Gru 03, 2017 12:41 am

Zapiąłem ciasno poszczególne pasy od ogłowia i uśmiechnąłem się do klaczy z satysfakcją. Łatwo się było domyślić, że ma coś takiego na pysku pierwszy raz i dopiero teraz zaczyna rozumieć, co to jest i jak działa… gdy już jest za późno, by naprawdę agresywnie uniemożliwić mi założenie tego. Cóż, przynajmniej się czegoś nauczyła. Mogła wybrać kaganiec, to by nie miała metalu w pysku. Nie miałem pojęcia, jak się czuje ktoś, mający na sobie coś takiego, ale domyślam się, że najprzyjemniejsze to to nie jest. Dodatkowo wodzami podobno dało się kierować? Postanowiłem spróbować później, bo na razie rozpiąłem wodzę, zarzuciłem na szyję i ponownie zapiąłem. Skoro klacz była na obroży i na łańcuchu to było to konieczne. Inaczej by wodze jej głupio zwisały a ja musiałbym się obawiać, że je zniszczy. A to nie były tanie rzeczy. Chociaż ktoś tak bogaty jak ja, mogący sobie pozwolić na TRZY (3!!!) pomieszczenia w jaskini, mógł też zapewne sobie pozwolić na cały stos takich wodzy.

Myślałem, że nałożenie kajdan na nogi klaczy pójdzie mi łatwo, szybko i przyjemnie… ale niestety rozczarowałem się. Ta zaczęła wierzgać, kopać, szarpać się, utrudniać za wszelką cenę. Dlaczego tak robiła? Co z nią było nie tak? Nie miałem pojęcia. Faktem jest, że musiałem się na niej położyć, by ją obciążyć na tyle, by być w stanie skuć jej nogi kajdanami. A później… później zacząłem wodzić chrapami po jej szyi. W końcu chciałem, by było miło i przyjemnie. Szkoda tylko, że ona miała inne plany i wolała złośliwie utrudniać.
- Będziesz, będziesz. Klacze są do tego by sprzątać. Nikt się Ciebie nie pyta o zdanie. Ja mówię, co będziesz musiała robić. Oprócz tego będziesz też wychowywała nasze źrebaki. Nie wiem, czy masz doświadczenie w sprzątaniu jaskini oraz w rodzeniu i niańczeniu źrebaków, ale jeśli nie… to szybko będziesz musiała się tego nauczyć – oznajmiłem jej. Ledwo skończyłem mówić, ta zaczęła się coraz mocniej rzucać. Ze związanymi wciąż nogami nie miała szans mnie zrzucić, chociaż musiałem docenić jej upór, zawziętość i muskulaturę. W pewnej chwili udało jej się nawet uszczypnąć mnie, nim doszło do mnie, że w ogłowiu da się jednak używać zębów. No nic, w końcu zależało mi na czymś innym niż leżenie na mojej podusi, więc zdecydowałem się wstać. Ale nim wstałem, to szarpnięciem zdjąłem jej sznury z przednich i zadnich nóg, oczywiście nie ruszając kajdan. I dopiero wtedy zerwałem się z mojego łóżeczka i odskoczyłem od niej. I gdy byłem poza zasięgiem łańcucha, na którym była przykuta, to obserwowałem ją, czy wstaje. Jeśli tego nie zrobiła, to wróciłem się do niej, by ją użreć w zad, co powinno być zdecydowanie bardziej motywujące niż jakieś coachingi i inne takie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Gru 04, 2017 6:43 pm

Ja tak sobie leżałam pod nim niczym drewniana podłoga pod puchatym dywanem z ciężkiej skóry lwa morskiego.
Cóż za seksistowski ogier. Moja, trzymana mocno za mordę, feministyczna dusza zaczęła się szarpać jak rzucające się w spazmach ciałko tonącego szczura. Błyskawicznie jednak ją skarciłam przywracając do porządku.
-Cóż ogiery są do tego by bronić stada i zapewnić pożywienie.-odbiłam piłeczkę.-Ty byś nic nie zapewnił, bo byś wszystko zeżarł, a później coś by zjadło ciebie.-zwróciłam mu kąśliwą uwagę.-Jesteś taki odważny, że poruszasz się tylko po bezpiecznych terenach, na których trzeba się postarać by spotkać drapieżnika.-powiedziałam rozmarzonym i pełnym podziwu głosem, jednak wydźwięk szyderstwa był nad wyraz słyszalny.
Zaczęłam się szarpać i mimo, iż go nie zrzuciłam to sam postanowił wyjść, ale ja jestem przekonująca.
I przy okazji zdjął mi sznury. Nie czekając na jego zgodę czy nawet na to aż on się odsunie dalej, kilkoma błyskawicznymi ruchami poderwałam się z ziemi jak rażona piorunem, szybko odnajdując równowagę i wierzgnęłam tyłami u stronę karego. Udało mi się go trafić? Mam nadzieję, że tak. W każdym razie ponowiłam kopnięcie kilka razy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Gru 04, 2017 9:32 pm

Przypomniałem jej, czym klacze mają się zajmować. To chyba powinno być oczywiste dla każdego normalnego konia? Ogiery są do wyglądania i krycia, klacze do sprzątania, rodzenia i zajmowania się źrebakami. Tak przecież działała natura od setek lat! Czy ona nie była w stanie pojąć czegoś tak oczywistego? Jakoś w jej spojrzeniu próżno było szukać zrozumienia.
- Bronić… bronić może i owszem. Ale czy najlepszym sposobem bronienia nie jest bezpieczne miejsce? Na przykład porządna jaskinia z TRZEMA (TRZEMA!) pomieszczeniami, stado mogące zapewnić bezpieczeństwo i odpowiednie tereny. A pożywienie… miałem kiedyś niewolnika, który miał pracować na mnie… ale wkrótce znajduję sobie nowego – odpowiedziałem jej zgodnie z prawdą – Ty zaś o jedzenie i bezpieczeństwo nie będziesz musiała się martwić – możesz w pełni skupić się na rodzeniu źrebaków, wychowaniu ich, sprzątaniu i zadawalaniu mnie. Czyli na tych wszystkich czynnościach, które życiu klaczy nadają sens. Które czynią kobyły szczęśliwe – obiecałem jej będąc pewnym, że ta się ucieszy, że tak dobrze rozumiem jej potrzeby.
- Wcale nie jestem żarłoczny! – zaprotestowałem – My fryzy tyle musimy jeść by zachować naszą fryzyjską figurę! – broniłem się, słysząc jej złośliwe uwagi na temat mojej idealnej sylwetki. Chyba trochę… nie, nie trochę, bardzo! Chyba bardzo przesadzała! Bardzo, bardzo! – A poruszanie się po bezpiecznych terenach świadczy o mądrości, ostrożności i doświadczeniu! To poruszanie się po niebezpiecznych terenach jest głupotą! – odpowiedziałem jej.

Zdjąłem jej liny z nóg, na co klacz natychmiast poderwała się. Uśmiechnąłem się do niej szeroko.
- Zwinna i szybka jesteś. Pięknie się ruszasz – oceniłem. Pochwała, komplement? Nie, po prostu stwierdzenie faktu. Wierzgnęła? Kopnęła? Z kajdanami na nogach nie była w stanie tak szybko powstać, wycelować i strzelić by mnie trafić, zanim się oddaliłem. Dałem radę uciec… chociaż niewiele brakowało.
- Tak, robi wrażenie jak się tak denerwujesz. A może teraz staniesz grzecznie i się uspokoisz? Masz kajdany na przednich i zadnich nogach… a jak nie będziesz grzeczna to Ci całkiem kopytka przykuję do podłoża – zagroziłem jej, próbując się do niej zbliżyć, jakoś tak po łuku, by mnie nie była w stanie kopnąć. W końcu z kajdanami ciężko było jej się nagle odwrócić w moją stronę i wyrzucić obie zadnie nogi. Pęta uniemożliwiały szybkie galopowanie czy kopanie jedną nogą a mocno utrudniały „kicanie”, strzelane z zadu obiema nogami czy stawanie dęba. Próbowałem więc do klaczy doskoczyć od boku, w razie sukcesu chwytając ją zębami za szyję od góry czy kłąb, lekko ją przytrzymując, mając nadzieję, że to ją uspokoi.
- Spokój kochanie. Tylko grzecznie – poleciłem jej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Gru 05, 2017 12:05 am

Wierzgnięcie było słabe i nie trafiłam. Ostatnio moje życie i działania to pasmo cudownych porażek.
Jego tłumaczenia odbiją się na mojej psychice. Słuchanie kogoś tak bardzo staromodnego i niegrzeszącego inteligencją, kogoś o tak radykalnie tradycjonalistycznym i stereotypowym poglądzie zszokowało mnie.
Każdy tak ma, że w głowie jakiś tekst brzmi dobrze, lecz jak się go wypowie to jest takie: eee bez szału..
To jest chyba ten moment, ale Esp nie zwraca uwagi jak bardzo źle to wszystko brzmi. Jest przygłuchy lub jest sobą, swoją drogą, czy wszystkie fryzy takie są?
Na wszystkie komplementy zareagowałabym znacznie przyjaźniej o bardziej ochoczo, gdyby tylko okoliczności były inne, aczkolwiek teraz też sprawiały mi przyjemność. Jestem taka boska, że mnie porwał, schlebia mi to, no chyba, że porywa tak każdą. Miłosna historia.
Spacerował sobie dookoła mnie podczas gdy ja usiłowałam cały czas ustawiać się do niego zadem by przy najbliższej możliwej okazji kopnąć go. Jednak przestawianie ciągle nóg było trudne, łańcuch nie był krótki, lecz niewygodny do tego typu akrobacji. Zmieniłam więc taktykę i postanowiłam przesunąć przód w kierunku ciemnego, kolejny problem, plączący się łańcuch obroży. Ułożona bokiem byłam całkowicie odsłonięta, co on z chęcią wykorzystał. Ogarnęła mnie totalna irytacja.
Kiedy złapał mnie za kłąb nie zostałam dłużna. Przekręciłam się nieco odganiając go tylną nogą, a zębami zaczęłam go skubać, w końcu, o ile nie odskoczył, wykręcając mocno szyję złapałam skrawek jego elastycznej skóry w zęby i zacisnęłam je najmocniej, jak tylko mogłam. Polała się krew, czy ten się wywinął?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Gru 05, 2017 12:27 am

Wyjaśniłem klaczy, jak się powinna zachowywać, czego się od niej oczekuje, a ta zbytnio nie protestowała. I słusznie. Czyli w pełni się zgadzała? Bardzo, bardzo dobrze – uznałem, uśmiechając się do niej. Jakieś komplementy, które na koniec rzuciłem, chyba przypadły jej do gustu… chociaż mi na tym specjalnie nie zależało. Była tylko klaczą. Mogłem mówić, co uważałem, a ona się musiała słuchać. Takie były zasady.

Zacząłem okrążać klacz, próbując do niej podejść, ale ta była wyjątkowo złośliwa i perfidna i za każdym razem ustawiała się do mnie zadem. No jak tak można?! To bezczelność! Na szczęście nie można w nieskończoność uciekać. Chyba w pewnej chwili jej się nogi poplątały z powodu kajdan czy tam się zaplątał łańcuch od obroży… prawdę mówiąc nie zwracałem uwagi na powód, ale doskoczyłem do niej, korzystając z tego, że była ustawiona bokiem. Chwyciłem ją za kłąb, próbując ją przytrzymać i uzmysłowić jej, że ma być grzeczna Niestety chyba inteligencją nie grzeszyła, bo zrozumienie tej subtelnej sugestii nie wyszło jej najlepiej. Zadniej nogi uniknąłem – w końcu była łańcuchem i okowami przyczepiona do drugiej zadnie, więc cofnięcie się było stosunkowo proste. Jednak skupiony na jej kończynie zbyt późno zauważyłem, że postanowiła zaatakować i z drugiej strony, chwytając mnie pyskiem za szyję. Kwiknąłem z bólu i odskoczyłem. Skończyło się delikatną raną, która zaczęła krwawić, ale na szczęście było to tylko przerwanie skóry –porządne, głębokie wgryzienie się w mięśnie nie było zbytnio możliwe z powodu ogłowia.
- Osz ty szmato! – wyrwało mi się. Cofnąłem się troszkę, by oddalić się od jej zębów i chwycić jakąś linę… po czym rzuciłem się na jej zadnie, skute kajdanami nogi. Starałem się zawiązać sznur na pęcinie, być może musząc zrobić pętle na końcu i zarzucać prowizoryczne lasso na kończynę, jeśli próbowała kopać. Drugi koniec liny przywiązałem do jakiegoś pierścienia wystającego z posadzki, po czym to samo starałem się zrobić i z drugą tylną nogą, abym czuł się w miarę bezpiecznie przy jej zadzie. Dalej mogła podgryzać mnie, na ile jej łańcuch od obroży pozwalał sięgać, aczkolwiek nie zamierzałem podchodzić do jej przodu. W tej chwili bardziej zależało mi na jej tyle. Dużo bardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sro Gru 06, 2017 1:00 am

Kopnięcie go było niemożliwe, lecz wystarczyło by odwrócić jego uwagę i dać mi czas na wgryzienie się w to ciasteczko. Bum, Zaskoczenie, co nie? Na pewno się zdziwił, myślał, że będzie miał łatwo. Nie za mną.
Zacisk szczęk na moim ciele zniknął tak szybko jak się pojawił, a ja z satysfakcją i krzywym uśmiechem patrzyłam kątem oka na krwawiącą ranę. Nie była duża, ale zawsze coś.
Parsknęłam na jego nagły wybuch złości.
-To tak się zwracasz do klaczy, co?-zirytowana przezwaniem mnie, może zbyt łatwo mnie to wytrąciło z równowagi, ale nikt nie może tak o mnie mówić.
Wierzgnęłam koślawo kilka razy. Ja tu byłam zajęta rozkoszowaniem się krótkotrwałym zwycięstwem a ten niewychowany koń bezpardonowo mi przeszkadza i rzuca we mnie linami, które niczym węże oplątują się dookoła moich pęcin i nie puszczając ich są przywiązywane do ziemi ograniczając moją wolność jeszcze bardziej. Z jedną nogą unieruchomioną byłabym w stanie sobie poradzić, ale szybko oba tyły zostały przytwierdzone do ziemi. Co to dla mnie, zaraz się uwolnię, to tylko kwestia czasu. Cofnęłam się i siadłam na zadzie najniżej jak mogłam, mocno ciągnąc za obrożę i bijąc mocno acz niezdarnie przodami. Najwyżej obetrę sobie potylicę i uszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sro Gru 06, 2017 8:01 pm

Położyłem uszy po sobie. Może troszkę przesadziłem ze sposobem, w jakim ją nazwałem… ale z drugiej strony jej się należało! Nie powinna się tak zachowywać! Byłem najpiękniejszy, więc powinna mnie szanować! Bezczelna kobyła!
- To zachowuj się, jak na klacz przystało! Czyli nastaw się zadem, zwracaj się do mnie, jak przystało do Twojego Pana i Władcy! Zajmij się sprzątaniem, rodzeniem źrebaków i wychowywaniem ich! To będę się do Ciebie zwracał tak, jak do klaczy! – prychnąłem w odpowiedzi. Bo czego się spodziewała? Że ją przeproszę?! To się zawiodła! Nie zamierzałem jej przepraszać! Nie za to zachowanie, które od początku sobą prezentowała!

Rzuciłem się na klacz, by po krótkiej walce przywiązać najpierw jedną jej nogę do podłoża, następnie drugą. Wydawałoby się, że po czymś taki powinna się w końcu poddać i być grzeczna i posłuszna, jak przystało na klacz… ale ona chyba nie była co do tego przekonana. Położyłem uszy po sobie, gdy zamiast stać, położyła się.
- Ej! Ale stań normalnie! Bez czegoś takiego! – ofukałem ją, po czym spróbowałem ją użreć w grzbiet – Wstawaj! Nie ma takiego leżenia! Wstań i nastaw się! – zarżałem, starając się ją chwycić za ogon i szarpnąć w górę, próbując ją zmusić, by stanęła na wszystkich czterech nogach, tak jak powinna.
- Nie wygłupiaj się! Nic Ci to nie da! Wstawaj! – parsknąłem z irytacją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pią Gru 08, 2017 10:22 pm

Jego wymagania, oczekiwania i rozkazy były zbyt dziwne abym miała je choćby ochotę wykonać, nie za darmo. Każdy ma swoją cenę.
Oczywistym było również to, że nie oczekiwałam od niego przeprosin, po co? T..O by było nieco jak płaszczenie się przed nim o to by było mu przykro. Poza tym nie widzę sensu w przepraszaniu jeżeli nie masz wyrzutów sumienia czy nie jest ci naprawdę przykro. Mówimy to tylko dlatego, bo "co inni sobie o nas pomyślą", bo inni tego wymagają. Głupie. W rzeczywistości dzielimy się na dwa typy, agresywne chamy idące bez skrupułów po trupach, lub potulne owce, którym można deptać po łbach a one jeszcze podziękują. Którym typem byś był gdyby nie obowiązywała cię etykieta i opinia zazwyczaj obcych nic nieznaczących postaci?
Cóż za ślepiec, nie wiem jak go w domu wychowali, ale przecież nie leżę.
Posłusznie wykonałam polecenie zmotywowana ugryzieniem. Zrobiłam to bo mi to pasowało. Wierzgnęłam zadem, praktycznie to tylko przejechałam sobie metalem po stawach.
-Chcesz się przekonać czy na pewno nic to nie da?!?!-wykrzyknęłam wypełniona nagłym przypływem wściekłości.
Ponowiłam szarpnięcie do tyłu, tak jak wtedy. Może i szans dużych nie mam, ale on jest strachliwy i pewnie sięgnie po jakieś dodatkowe liny by zapobiec mojemu ewentualnemu powodzeniu.
Żebym mu się nadstawiła musiałby mnie chyba przywiązać za wszystkich stron i podwiesić pod sufitem. Strzelałam ogonem, poprzednio mnie za niego złapał, może teraz też spróbuje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pią Gru 08, 2017 10:40 pm

Czy moje wymagania były przesadne czy dziwne? Oczywiście, że nie! Moje wymagania były… no oczywiste. Racjonalne. Łatwo do domyślenia się. W końcu ogier tak piękny jak ja miał prawo mieć swoje wymagania. A klacz miała nie tylko prawe je spełnić… ale nawet obowiązek. Musiała się słuchać! Takie były zasady! Takie były zasady ustalone przeze mnie. A jak się jej nie podobały? To jej problem. Musiała się dostosować! Bo jak tak chciałem!

Rozkazałem jej wstać. Może nie leżała… ale takie siedzenie nie było naturalne. Konie tak się nie zachowują! A już na pewno nie klacze! A już na pewno nie klacze widzące takiego pięknego ogiera jak ja! A już na pewno nie klacze widzące takiego pięknego ogiera jak ja, który subtelnie daje znać, że ma na nie ochotę! W każdym razie po podgryzieniu na szczęście wstała, wierzgając zadem, co jej niewiele dało, skoro tylne kończyny miała przywiązane do posadzki.
- Chcę? W sumie… w sumie chyba chcę! – odpowiedziałem jej, starając się, by zabrzmiało to pewnie, ale trochę się jej obawiałem, widząc jej wściekłość. Zawahałem się, widząc jak się szarpie, rzuca, próbuje uwolnić… no ale miała przecież kajdany na przednich i zadnich nogach, ogłowie i obrożę… więc chyba nie powinna być zbytnio groźna? Obwiązać ją mocniej? Może… może nie będzie to konieczne? Jak się tak wyrywała i denerwowała to wyglądała… pięknie. Niezwykle nęcąco. Aż się chciało jej pokazać, kto tutaj jest ogierem. Aż się chciało poskromić złośnicę. Wymusić na niej posłuszeństwo. W końcu… w końcu podjąłem decyzję i bez ostrzeżenia naskoczyłem na nią, obejmując ją mocno przednimi nogami za boki, gryząc ją mocno w kłąb… ale tylko raz, bo po chwili puściłem jej grzbiet by chwycić za wodze, za które szarpnąłem.
- Ej! Ale grzecznie! Spokojnie! – poleciłem jej, próbując w nią wejść, jeśli miałem na to jakiekolwiek szanse.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Gru 09, 2017 2:41 pm

Czy on naprawdę myśli, że jest taki piękny? Niech się przyjrzy mi. On nic nie wie o dobrym wyglądzie.
Zresztą wygląd często jest przyćmiewany przez usposobienie, kary jest zbyt potulny i strachliwy, może to cecha tej rasy, może tak się wychował.

Widziałam wahanie i niepewność gdy mówił. Byłam w stu procentach pewna, że się boi. Z drugiej strony może go takie rzeczy kręcą, gdy klacz jest niedostępna i agresywna, pewnie tak. Odczułam to kiedy obciążył mnie sobą gdy próbowałam pokazać mu, że jego łańcuchy i obroże na nic się zdają.
Spora masa narzucona mi na grzbiet była zaskoczeniem, więc oczywistym było, ze instynktownie zacznę się bardziej rzucać, znaczy spróbuję to robić. Na ugryzienie chciałam odpowiedzieć tym samym, zrobiłam krok w przód, by łańcuch od obroży pozwolił mi obrócić łeb i zębami sięgnęłam do prawej nogi Espilca. Czy sięgnęłam?
Szarpnięcie na wodze zbyt dużego wrażenia na mnie nie zrobiło, bo byłam znacznie gorzej ciągana, często aż z kącików zaczynały mi spływać krople krwi. Zareagowałam na to dość schematycznie, czyli łeb do ziemi o podskoczenie zadem. Ponieważ tego drugiego nie mogłam swobodnie zrobić to najpierw mocno obniżyłam tył a następnie stanowczo i szybko uniosłam go najwyżej jak mogłam.
Będący zbyt blisko mnie ogier był stanowczo zbyt mocno podniecony, jak na fakt, że nie mam rui. Jednak nie chcąc dać mu satysfakcji ogon przywarł ciasno do ciała i nie odstępował go ani na chwilę. Tyły złożyły się pode mną prawie całkowicie i spróbowałam stanąć dęba, lecz blokowana przez wszystko nie mogłam tego porządnie wykonać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Gru 09, 2017 3:09 pm

Piękny? Oczywiście, że byłem piękny. W końcu byłem fryzem! A z zgodnie z kanonami piękna i zasadami sztuki kulinarnej, to fryzy były najładniejsze! Każdy fryz był ładniejszy od dowolnego nie fryza! Może i klacz była całkiem piękna jak na nie fryza… ale ze mną, pełnej krwi fryzem, równać się nie mogła. Hmm, ciekawe, że w sumie nigdy nie przepadałem za klaczami fryzyjskimi… ale chyba wolałem dowolne inne rasy. Może dlatego, że wtedy mogłem mieć pewność, że nikt nie uzna takiej klaczy za ładniejszą ode mnie? Tak chyba mogło być.

Wahałem się, byłem niepewny. Oczywiście, że się jej obawiałem! Była większa, umięśniona i agresywna! Każdy normalny ogier by się jej bał! I owszem… gdybym się jej nie bał, to by mnie nie kręciła. Czy groźne klacze nie są tym, co ogiery najbardziej podnieca? Mi się w każdym razie ona niesamowicie podobała. Stwierdziłem, że pora jej pokazać, że zawsze biorę co chcę, więc na nią naskoczyłem. Czułem, że próbuje uciec do przodu… co nie miało sensu, bo przecież przed sobą miała ścianę, do której był przykuty łańcuch. Szarpnąłem ją za wodzę… ale ona w tym momencie mnie ugryzła w prawą przednią nogę. Co prawda nie jakoś mocno, bo nie mogąc otworzyć szeroko pyska, nie była w stanie się w nią solidnie wgryźć, ale i tak było to bolesne. Kwiknąłem z bólu, próbowałem uciec prawą nogą, co spowodowało, że przechyliłem się niebezpiecznie w lewo. Podbiła zadem… i gdyby nie to, że jej tylne nogi były przywiązane do posadzki, to by mnie pewnie zrzuciła. Teraz na szczęście jej to nie wyszło. Zachwiało mną, gdy obniżała tył i podskakiwała nim, ale przetrzymałem się za wodze i jakoś utrzymałem na niej.
- Ej! Spokój! Bez takich! Grzecznie! – zarżałem panicznie, zaciskając zęby na wodzach. Próbowałem wykonać kilka ruchów biodrami, starając się przebić ogierością przez blokadę ogona. Zaczynało mi się powoli udawać? Wredna kobyła się pode mną coraz bardziej składała, jednocześnie dębująć, co mną z kolei zachwiało do tyłu, ale również nie na tyle by zlecieć – znowu się przytrzymałem wodzy. I szarpnąłem za nie, próbując ją skłonić do podniesienia zadu i uspokojenia się… bo tak to się po prostu nie dało nic zrobić! Te wodze… to to było jakieś przereklamowane dziadostwo! W końcu puściłem je i spróbowałem chwycić bezpośrednio za ogłowię, za nagłówek uznając, że jak ją tam przytrzymam i pociągnę jej łeb do tyłu, bliżej siebie, to nie będzie w stanie mnie znowu ugryźć. A w wypadku kolejnego dębowania, będę mógł się trzymać bezpośrednio za ogłowie, by nie zlecieć. Tylko na ile ogłowia są wytrzymałe? Nie miałem pojęcia. W końcu nie miałem zbyt dużego doświadczenia z nimi i nie miałem teraz czasu i ochoty się nad tym zastanawiać. Mocnym ruchem kolejny raz próbowałem jej wejść w zad. Może to ją skłoni do posłuszeństwa i zaprzestania szarpaniny?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sro Gru 13, 2017 12:56 am

Capnęłam go naciągając sobie nieco szyję. Przypomniałam sobie, że jest takie stado co sobie zakłada pierścienie na nią aby była dłuższa. Dziwnie to wygląda, kojarzy mi się z żyrafą.
Mniej więcej gdybym metodycznie wykorzystywała dane mi sposoby zrzuciłabym go. Wolałam, oczywiście z własnej woli, zabawić się z nim.
Nasza równowaga była mocno zachwiana, głównie przez niego. Tylko przez niego, chciałam dokładnie to powiedzieć. Zamiast się rzucać na mnie jak dogorywająca szynszyla mógłby zwyczajnie sobie odpuścić, ale nie, bo to przecież jest facet, oni się nie poddają. Kiedyś słono za to zapłaci. Nie kiedyś tylko niedługo.
Usiłowałam walczyć, lecz sposób w jaki byłam uwiązana mnie ograniczał, ciągle.
Sprawiające mi ból wędzidło zaczynało mi ranić wargi, w sumie nie powinnam się dziwić. Siła z jaką ludzie mnie ciągali za wodze byłą dużo mniejsza niż ta z jaką robił to fryz. Postanowiłam unieść łeb, pozwolić mu złapać krócej wodze i ponownie szarpnąć czerepem w dół i może tą metodą pozbyć się go z siebie.
Jego spinające się cały czas mięśnie były wyczuwalne pod warstwą tłuszczu, a silne w brew pozorom przednie nogi obejmowały mnie ciasno.
Nie przewidziałam, że ten zamiast skrócić wodze złapie mnie za samą tranzelkę. Wygięłam się pod niewygodnym kątem. Szarpana za pasek mocno do tyłu, do przodu zaś z obrożę nie mogłam nawet przekręcić się w żaden sposób aby było mi wygodnie. Chwilowo się rozluźniłam i strzeliłam ogonem, lecz gdy poczułam, dotyk czegoś twardego pod nim ten natychmiast się opamiętał i w ostatniej chwili wrócił na miejsce chroniąc mój zadek.
Czy on nie widział, że nie mam ochoty, może później. Kolejne jego ruchy, mocne, choć na razie nie odnosiły dużych rezultatów zaczęły nieco przesuwać ogon, który zawzięcie, lecz ze słabnąca mocą wykonywał powierzone zadanie. Czując jak przegrywam w tej kwestii postanowiłam zadziałać w jedyny dostępny tak naprawdę sposób czyli przycupnięcie na zadzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Czw Gru 14, 2017 11:07 pm

Czułem raz za razem, jak niewiele mi brakuje do zlecenia z niej, gdy tak mną rzucało z jednej strony na drugą. No cóż, silna, zwinna i wyjątkowo zawzięta klacz mi się trafiła. A ja… owszem, byłem piękny, ale nie należałem do najsprawniejszych. Moja delikatna nadwaga, właściwa dla każdego szanującego się fryza, czasami była pomocna, jak musiałem ją przygnieść, utrudnić szarpaninę, ale czasami była minusem, gdy podczas jej nagłego rzucania się, siła bezwładności powodowała, że leciałem i musiałem się sporo namęczyć, by mimo kolejnych prób wrednej kobyły utrzymać się na niej. Gdyby nie to, że była w dużym stopniu unieruchomiona, to już dawno bym się z nią pożegnał. A tak? Jakoś dawałem radę się utrzymać, chociaż łatwo nie było.

Chwyciłem klacz krócej za wodzę. Ta nagle szarpnęła, próbując chyba mi je wyrwać. Ale mocny zgryz, którym trzymałem wodzę, pozwolił mi je utrzymać. Szarpnęła może za mój łeb do przodu, ale jakoś dałem ją przytrzymać, kompensując to rzucanie się, mocniejszym objęciem jej przednimi nogami. Zmieniłem taktykę i chwyciłem za tranzelkę uznając, że będę miał w ten sposób lepszą kontrolę nad nią. Częściowo było to prawdą, bo wrednej klaczy ciężej było wyciągać łeb by gryźć mnie po nodze. Ale teraz mocniej mną rzucało, bo złośliwa kobyła była w stanie więcej siły włożyć w szarpanie łbem, skoro ból wbijającego się w pysk wędzidła jej nie ograniczał. Mimo to, postanowiłem iść dalej, dzielnie walcząc by przebić się ogerowością przez ogon… i gdy już, już myślałem, że mi się uda, ten wrócił na moment, ponownie zasłaniając mi miejsce. O nie, tak łatwo się nie poddam! Zacząłem wykonywać ruchy biodrami, szturmując raz za razem, próbując się przebić, czując, że powoli zaczynam odsuwać ogon. Czyżbym miał szansę? Nagle… nagle ona przycupnęła na zadzie. Wkurzyłem się! I to bardzo! Puściłem ogłowie… i wgryzłem się mocno, boleśnie w jej kark – by dobitnie dać jej znać, że takie zachowanie nie będzie tolerowane! Przydreptałem mocniej zadnimi nogami do przodu, próbując podciągnąć ją jakoś od dołu i nagłym ruchem biodrami wbić się mocniej, jakoś podbierając ją pod siebie, wypychając swoim ciałem w górę. No i ponownie ugryzłem ją w kłąb. Miałem dość jej zachowania! A później szybko zrozumiałem, że może lepiej nie puszczać jej ogłowia ani wodzy i ponowiłem próbę chwycenia za wodzę… lub za ogłowie, jeśli wodzę były niedostępne.
- Dość tego! Przestań! – zarżałem głośno na nią. Bezczelna, wredna, złośliwa klacz!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Gru 17, 2017 1:57 am

Niewygodna i wymuszona pozycja była uciążliwa. Może mu na gwiazdkę sprezentuję Kamasutrę czy coś w tym stylu, bo jak tak ten wałach będzie postępować to żadna klacz nie przyjdzie do niego drugi raz z własnej woli. On w sumie z wyglądu dobra dupa, ale reszta ssie. Chyba zbyt krytyczna jestem co do wybierania partnerów.
Mimo ogólnego chaosu, jaki odprawia moje imponujące ciało umysł jest spokojny, jak ciężarówka z tybetańskimi mnichami. Załóżmy, że tak jest. Jak się w coś mocno uwierzy to tak się stanie. Tak, genialny plan, powiedz to śmiertelnie chorym itp. Zginęła twoja rodzina? Spoko uwierz, że oni żyją, a tak będzie. Nie.

Wierzgałam, zapierałam się nogami i walczyłam. Niestety nie tylko ja się przykładałam do roboty. Czujności ogiera nie osłabiło moje zachowanie. Wyczuł moment mojej słabości i zaatakował, jak coś drapieżnego ofiarę. Tak na szybko ciężko wymyślić chwytliwy tekst. Uchroniłam się swoją ogonową tarczą.
W ramach dodatkowego zabezpieczenia się obniżyłam podwozie. Liczyłam, że on da radę się na to złapać jeszcze raz, ale to nie film, to, że ktoś jest "dobry" nie znaczy, że wygra.
Kujący, ostry i przeszywający ból rozszedł się po mnie promieniując od kłębu, wywołując uczucie tysiąca małych pajączków z nogami w postaci igieł.
Zarżałam głośno i czując, iż mam wolną głowę zapragnęłam stanąć dęba. Dębika? Dębiczka? Totalnie niskiego.
W momencie gdy moje przednie nogi oderwały się od ziemi, nagłe zamieszanie z tyłu odwróciło moją uwagę. Zestresowana chciałam wierzgnąć, ale nie jestem z Hiszpanii by robić takie zaawansowane figury z fryzem na grzbiecie i kajdanami wszędzie, gdzie tylko się da.
Pomocny ogier pomógł mi w powrocie na ziemię.
Nie zdołałam powstrzymać ogonem jego zdecydowanego ruchu. Wystraszyłam się nie na żarty i przyznam, że spanikowałam. Kolejny moment rozluźnienia.
Głośno jęknęłam z połączenia różnych emocji, głównie zaskoczenia i siły jakiej kary użył. Czułam, jak jego ogierzystość wdziera się we mnie mimo protestów, na które zdecydowałam się niestety za późno. Szybko poczułam jego ciepłe ciało przywierające go mojego zadu. Wzięłam głęboki wdech i zauważyłam, że nieświadomie odstawiłam ogon na bok. Przynajmniej on nie jest specjalnie ograniczony i mogę nim smagać fryza.
Wypchnięta do przodu zachwiałam się oraz machnęłam łbem w dół by w razie upadku nie łupnąć nim z aż tak dużą siłą. Wodze zjechały mi po grzywie i opadły na czoło zahaczając się o jedno ucho. Teraz mam okazję. Podskoczyłam zadem, przez co poczułam jak coś rusza się we mnie. Szarpnęłam tyłem mocniej, może łańcuchy się poddadzą? Jak nie popracuję nad innymi.
Najważniejsze jest teraz, żeby nie dać splamić swojego honoru nasieniem napastnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Gru 17, 2017 2:30 am

Czy było mi wygodnie? No nie do końca. Ale to była wina tylko i wyłącznie złośliwej chabety, która zamiast się grzecznie i posłusznie nadstawić, wolała kopać, wierzgać i się wyrywać. A dla mnie… dla mnie najważniejsze było, by wejść swoją ogierzością w jej zad, a kwestia wygody była drugorzędna. Albo nawet trzeciorzędna, bo drugorzędne to było przeżycie. A może przeżycie było za wygodą? Tutaj musiałbym się zastanowić. No ale to przecież normalne, że jak koń się spotyka z nieposłusznymi klaczami, to czasami dostanie się kopa, ugryzienie czy podeptanie. Tak to już bywa. W końcu od dawna wiadomo, że krycie nie jest bezpieczną zabawą. I właśnie dlatego wymyślono te wszystkie obroże, łańcuchy, kajdany czy kagańce. Więc moja obecna… partnerka? Czy ofiara? Jak ją powinienem tytułować? Miała na sobie kajdany, ogłowie, obrożę przykutą łańcuchem do muru i zadnie nogi przywiązane linami do posadzki. A ja… a ja dzielnie walczyłem, by mimo tych wszystkich środków, które na prawie każdą klacz byłyby wystarczające, utrzymać się na jej grzbiecie, kontynuując ruchy biodrami. Co mi nie przychodziło łatwo. I chyba zaczynałem panikować.

Trzymałem ją mocno przednimi nogami, starałem się przyciskając ją do ziemi, gryźć celem przywołania do porządku, a przede wszystkim ogierzością szturmowałem jej zad, starając się przebić przez zasłonę z ogona. Nie było łatwo. Ale nie zamierzałem się poddać. Naparłem na nią od tyłu, próbując nie pozwolić jej się położyć i wgryzłem się w jej kłąb, dając jej subtelną sugestię, że jej zachowania spotyka się ze stanowczą dezaprobatą z mojej strony. Niestety w tym momencie musiałem puścić jej kłąb, a ona złośliwie to wykorzystała, stając dęba. Więc więcej ciężaru przerzuciłem na jej przód, próbując ją przygnieść do ziemi i z całej siły naparłem na nią od tyłu… w końcu przebijając się ogierzością przez ogon, wchodząc w nią nagłym mocnym, zdecydowanym ruchem. No, tak się to robi! Czułem, jak ją rozpycham, jak się przez nią przebijam… i uśmiechnąłem się. Ogromna satysfakcja… czułem naprawdę ogromną satysfakcję, a to był dopiero początek zabawy. Szybko cofnąłem biodra… ale tylko trochę, by wredna klacz znowu nie postawiła zasłony z ogona, i wszedłem w nią kolejny raz. Silniej, mocniej, głębiej brutalniej!
- No, grzecznie klaczko! Widzisz? Po co ten bunt? Wszedłem! I biorę Cię! Czujesz mnie? Lepiej się przyzwyczajaj – po to Cię mam, by Cię wykorzystywać często! – oznajmiłem jej, próbując chwycić ją za wodzę… ale te mi uciekły. No nic – nie mając wodzy, chwyciłem za tranzelkę i mocno za nią szarpnąłem, chcąc przyciągnąć bliżej siebie łeb klaczy – bo gdyby mi się udało, to bym dał radę ponownie chwycić za wodzę. Chociaż równie dobrze ogłowie mogło pęknąć od nagłego szarpnięcia lub zlecieć, jeśli klacz złośliwie obróciła łeb. Czułem, że ta podskakuje zadem, ale tylne nogi miała przywiązane do posadzki, o ile sznury nie puściły, więc zbyt srogie wierzgnięcie jej nie wyszło.
- Oj, bez takich numerów! Grzecznie! – warknąłem, gryząc ją w kłąb a następnie w szyję. Naruszyłem obrożę, rozpinając ją? Miałem nadzieję, że nie. Kajdany na zadnich nogach lub sznury, którymi przywiązałem tylne kopyta klaczy do posadzki mogły się po takiej ostrej szarpaninie naruszyć, zwłaszcza że zakładałem i wiązałem je dość szybko. Ale miałem nadzieję, że to tylko pesymizm mi takie rzeczy podpowiada. Bo przecież… w sumie wszystko szło dobrze. Coraz szybsze, coraz mocniejsze ruchy biodrami powodowały, że raz za razem wchodziłem w klacz, rozpychałem ją. Byłem coraz bliżej celu. Ciężko dyszałem, moje ciało zrosił pot, ale nie przestawałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Gru 17, 2017 10:59 pm

Przypomniała mi się sytuacja z przeszłości, kiedy moje koleżanki z boksów obok były wyprowadzane w czasie rui poza stajnię. Zaplatano im ogon, obwiązywano nogi, co by się im nic nie stało, a końcu jakoś muszą na siebie zarabiać, a kulawy koń się do niczego nie nadaje. Ustawiano je między takimi dwoma niskimi płotkami. Następnie wbiegał ogier, piękny, zgrabny. Mocno zarysowane mięśnie odznaczały się na zdrowej, lśniącej sierści. No cudo. Tak przynajmniej uważały one, gdy rozanielone wracały do boksu z uniesionym ogonem. Ile to wszystko trwało minutę, dwie? Ogiery w ogóle nie potrafią się delektować chwilą.
Głośno parskałam bo jakby nie patrzeć taka nagła napaść na mnie sprawiła mi nie mały ból, oczywiście nie psychiczny. Już kilka razy wywinęłam się z podobnych tarapatów, gdzie właściciele przyprowadzając do mnie piątego ogiera uznali, że najlepiej dać mnie na wieś, żebym się wyżyła, niż żebym krzywdziła tych wypindrzonych pięknisiów, co sobie z kobyła poradzić nie potrafią. Jak oni byli samcami alfa to kim ja byłam, samicą alfa wśród samic alfa, boginią czy czymś podobnym? Dobra, za dużo już słów o przeszłości padło, czas walczyć.
Bierzesz mnie? Powinieneś mnie zabrać do sklepiku i kupić coś drogiego, bo widzę, że cię stać. Wtedy bez namysłu dałabym ci to czego pragniesz. Nie, ja głupia, przecież oni się nie domyślają.
Pierwszym odruchem kiedy zostałam znów pociągnięta do tyłu za ogłowie było ponowne szarpnięcie, ale dość szybko się opamiętałam. Wiem, jak łatwo jest przegryźć, z pozoru solidne skórzane pasy. Ogier ma do czynienia z doświadczonym przegryzaczem wytoków. Zniszczyłam również nie jedno ogłowie. Ząbki mam więc wyćwiczone.
Nie wiem czy on mi czyta w myślach, ale niestety puścił ogłowie. Widziałam, że ciężko mu się skupić na kontrolowaniu mnie i jednoczesnym wbijaniu się we mnie do końca.
-Jakich numerów? Przecież wiedziałeś na co się piszesz!-krzyknęłam coś, co miało pozostać w mojej głowie. Nie wiem czy za karę, czy on nie zrozumiał co powiedziałam w każdym razie. Kwiknęłam rozdrażniona na ugryzienie w kłąb. I kątem oka widziałam i mentalnie się przygotowywałam na ból szyi, ale poczułam tylko tępe, stłumione uderzenie. Oj kły cię bolą drogi Espilcu? Zaśmiałam się w duchu. Czarna owca wgryzając mi się w obrożę ścisnęła ja nieco, przez co klamra się poluzowała o kilka dziurek. Szarpnęłam czerepem w tył. Mimo, iż pas się nie rozpiął, to rozszerzył się na tyle bym mogła prześlizgnąć przez niego łeb. Kilkoma solidnymi pociągnięciami wyzwoliłam czaszkę.
Niepotrzebna mi obroża upadła z brzdękiem na posadzkę, a ja śmiało wtórując temu cudownemu dźwiękowi stuknęłam kilka razy tylnymi kopytami podchodząc nieco pod siebie. Z całej siły poderwałam przód, który zdaje się nie był niczym przywiązany do ziemi. Jeśli nie zrzuciłam go za pierwszym razem to ponowiłam próbę, którą zakończyłam mocnym wierzgnięciem, co prawda ograniczonym przez łańcuchy, ale cóż, przyznam, że tym kopnięciem starałam się je zerwać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Gru 18, 2017 1:50 am

Tak, byłem pewien, że świat nie był idealny. Bo w idealnym świecie klacze albo same by się następowały na sam widok mojej pięknej i bujnej grzywy. Albo by istniały… no nie wiem, jakieś krasnoludki, które by klacze pętały i ustawiały przede mną. Te ciągle pogonie, szarpaniny, walki to na pewno źle wpływały na grzywę. Włosy się robiły suche od wulkanów, na których szukałem ofiar, później mokre od potu, jak się musiałem użerać z nimi. Nie było to miłe i wygodne – no ale nic nie mogłem poradzić na to, że świat był tak skonstruowany. I dlatego gdy już się w końcu długo pomęczyłem ze schwytaną klaczą, liczyłem na te przyjemne kilka minut… i się zawiodłem. Mówienie, że tylko dwie minuty dla ogiera się liczyły… było kłamstwem. Całe przygotowanie, czekanie, wąchanie, zerkanie – wszystko było przyjemne. A te dwie minuty były tylko ukoronowaniem całego wysiłku, gdy drepcąc niemalże w miejscu, podchodziło się do takiej, podbijało przodem i lądowało. I wiadomo: im dłuższy i cięższy wysiłek, tym na końcu większa satysfakcja. Po takiej walce, którą z tą furiatką miałem, byłem pewien, że satysfakcja będzie ogromna. Tylko… tylko był jeden drobny problem. Mimo licznych prób, wciąż nie mogłem sobie z nią poradzić.

Kolejny raz szarpnąłem za ogłowie i kolejny raz je puściłem, by ją jeszcze ugryźć.
- To ty widziałaś, na jakiego ogiera się piszesz! I powinnaś mi się od razu podporządkować! – prychnąłem ze złością, nawet nie wiedząc do końca, o co jej chodzi. „Na co się piszę”? Co miała na myśli? No nie ważne. To nie ja miałem się „pisać na cokolwiek”. To klacze powinny się ustawiać w kolejce do mnie. A te wszystkie wysyłki, z roku na rok, stawały się dla mnie coraz cięższe. W końcu nie robiłem się coraz młodszy tylko coraz starszy. Ale dalej byłem najpiękniejszym koniem, jakiego znał świat! Ugryzłem ją więc w szyję. Niech ma za sprzeciwiania się! Później jeszcze raz, tym razem niestety zawadzając o obrożę, na co brzydko zakląłem. A jeszcze brzydziej zakląłem, gdy klacz pozbyła się obroży. Ale… ale jak to? Czy to możliwe, że miało to coś wspólnego z moim nieudanym ugryzieniem? Nie, na pewno nie!
- Ej! Spo… – zacząłem na nią rżeć, ale ta w tym momencie stanęła dęba, co mocno zachwiało moją równowagę. Nie zleciałem z niej, utrzymałem się, trochę tylko zsuwając się do tyłu. Niestety, gdy po pierwszej świecy poszła druga, kwiknąłem z bólu i przerażenia, spadając z jej grzbietu na ziemię.
- Zabiję Cię! Zabiję! Jak śmiesz MNIE tak traktować! – prychnąłem z wściekłością. Myślała, że co? Że się poddam? Nie! Nie ze mną te numery. Zadnie nogi dalej miała skute a dodatkowo przywiązane do ziemi? To natychmiast ponowiłem atak, szybko naskakując na nią i z zaskoczenia próbując szybkim ruchem wejść jej swoją ogierzością możliwie głęboko, mocno i brutalnie w zad. Zdążyła postawić osłonę z ogona czy się tym razem nie spodziewała, zagapiła i nie zdążyła? Mocno objąłem ją przednimi nogami, przeniosłem na jej przód swój ciężar, by kolejny raz nie dębowała i mocno chwyciłem pyskiem za wodze lub ogłowie – co tylko dosięgnąłem. Teraz… teraz na pewno mi się uda!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Gru 18, 2017 10:23 pm

Takk. Udało się. Ucieszyłam się niezmiernie i zadębowałam z radości jeszcze raz i machnęłam triumfalnie łbem, kręcąc koło.
Usłyszałam porządne łupnięcie za mną, to wszystko podjudziło moje zaangażowanie do walki z tym typem.
Już prawie miał to co chciał a teraz ni mu. Dobrze tak leszczowi, jest niegodny mnie. Powinien mnie błagać o zgodę choćby na patrzenie na mnie, a nie posuwać się (mnie) do takich rzeczy. Wybredna nie jestem, ale liczyłam na lepszego kandydata. Ten tu jest jak ci wszyscy z przeszłości. Potomstwu przekaże jedynie urodę i żadnych porządnych cech takich jak siła, wytrzymałość, predyspozycje do czegoś, nic. W sumie jego ciężar można uznać za atut, ale nie jest to coś niezwykłego, w końcu ile jest zimnokrwistych ogierów, które są cięższe od niego. Bardzo i to bardzo dużo. Podsumowując, lśniąca od potu sierść jest jedyną jego rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę.
Na jego ryk wściekłości i groźby skuliłam uszy i obróciłam czerep tak by jakoś na niego patrzeć. Szybko się jednak wyprostowałam i wierzgnęłam. Brzdęk łańcuchów i ledwo słyszalny zgrzyt metalu o metal. Czyżby jakieś ogniwo nie wytrzymywało moich wybryków. Jak to się mówi? Grupa jest tak silna jak najsłabszy osobnik.
Mimo złości i pochopnego działania w jego ruchach można było dostrzec swego rodzaju grację i elegancję. Znów na mnie naskoczył, mocniej niż wcześniej. Nogi się pode mną ugięły, ale dzielne stawy i mięśnie utrzymały mnie w pozycji normalnej. Tradycyjnej.
Zablokowałam ogonem jego atak, bez problemu przygotowując się na niego wcześniej. Może sobie on atak mnie obciążać i gryźć, szarpać za wodzę. Jak nie po prosi i nie będzie grzeczny to nagrody nie dostanie. O takie mam warunki, które on zapewne ma gdzieś. Nie mogłam bić przodami, więc przynajmniej rozstawiłam nogi szerzej i prawą tylną wierzgałam koślawo w tył. Najmocniej jak mogłam, nie zważając na ból drugiej tylnej kończyny. Ja mogę tak stać i stać, lecz on, cóż nie oszukujmy się, cały spocony, dyszący. Nie pociągnie długo. Złapał za wodze, w czym miałoby mu to pomóc? Wiesz co ci się uda, przegranie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Gru 18, 2017 11:10 pm

Kwiknąłem z bólu, jak zleciałem z klaczy. To nie powinno ją cieszyć! A wyraźnie sprawiała wrażenie radosnej z tej sytuacji. Co za wstrętna, wredna kobyła! Wstrętna oczywiście z powodu swojego charakteru, bo jeśli chodzi o wygląd… to zdecydowanie mi się podobała. I był to jedyny powód, dla którego dalej się z nią próbowałem zabawiać, zamiast przeznaczyć ją na karmę dla psów! Nie tylko złośliwa i wredna, ale dodatkowo głupia i ślepia, skoro nie widziała, jaką dobrą partią dla niej jestem! Powinna być wdzięczna losowi, że tak wspaniały, tak czcigodny ogier się nią zainteresował! A ona oczywiście nic nie doceniała! Bo jakżeby inaczej!

Szybko ponowiłem naskoczenie na nią. Skoro raz mnie zrzuciła… to teraz będę ostrożniejszy, wiedząc czego się mogę po niej spodziewać i nie dam się tak łatwo zaskoczyć. Ona niestety chyba również nie, bo niestety zdążyła postawić zasłonę z ogona… ale to tylko tymczasowe zabezpieczenie. Poprzednim razem w końcu je przebiłem… więc i teraz sobie z nim poradzę. Byłem tego pewien! Wgryzłem się w jej kark, później chwyciłem ją za wodzę, chcąc jej pokazać, gdzie raki zimują, chociaż prawdę mówiąc nie byłem nawet pewien, jak te całe raki wyglądają. Pewnie jak konie, tylko trochę bardziej płaskie. I czerwone. Kwiknąłem z bólu, gdy mnie kopnęła… ale jak była przygniatana to trudno, by kopniak był silny. W końcu do naprawdę potężnego, trzeba było ciężar przenieść na pozostałe trzy, zabrać rozpęd i kopnąć. I nawet jak się to zrobiło, to efekt był średni – naprawdę potężny strzał z zadu wymagał wyrzucenia obu nóg, używając nie tylko mięśni zadu ale również grzbietu. A obecnie było to dla klaczki niemożliwe.
- Spokój! – zarżałem kolejny raz, znowu próbując ją ugryźć w kark, grzbiet czy szyję. Albo we wszystkie te trzy miejsca, ruszając pyskiem na oślep. Ugryzienia nie miały być groźne, nie miały być głębokie. Miały po prostu ją rozproszyć na tyle, by rozkojarzona chociaż odrobinę odsunęła ogon, bym w nią wszedł. I na tyle, by ból ją skłonić do uspokojenia się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Czw Gru 21, 2017 12:19 am

Autentycznie zdegustowana jego nieuprzejmym i nachalnym zachowaniem machnęłam nogą w tył, przy czym ogniwa łańcucha przyjemnym dźwiękiem połechtały mi uszka.
Ciągle przestępując z nogi na nogę, do czego zmuszał mnie kary, zastanawiałam się jak go zniechęcić do siebie i nakłonić do zaniechania tego typu działań. Z pozoru niemożliwe zadanie, jednak w rzeczywistości całkiem prawdopodobne, że nawet wykonalne. Kto wie? Czyżby to mi było pisane poskromienie niesfornego dzikusa? To jest właśnie moje przeznaczenie? Móż życiowy cel, po którego osiągnięciu otworzą się przede mną rajskie wrota, przez które mogą przechodzić tylko bogowie? Tak, czuję w trzewiach, iż to jest to. Nirwana jest w mym zasięgu.
Nah, niech ta kraina wspaniałości jeszcze trochę poczeka.
Choleryk mi się trafił, o ile brzęk kajdan sprawiał mózgowi memu rozwiniętemu dużo przyjemności, o tyle ciągłe krzyki tuż przy uchu budziły mój niepokój i wprowadzały w stan poddenerwowania.
On jako mój pobratymiec powinien wiedzieć o tym jak ważny jest ton głosu. Widać nie wszyscy są tak wyrozumiali i empatyczni jak ja.
Kolejne chaotyczne ugryzienia w podobny obszar co poprzednio, wydawały się mocniejsze, zupełnie jak gwoździe wbijane w ciało. Ciężko mi porównać te odczucia, bo nikt nigdy we mnie gwoździ nie wbijał, ale ładnie można to sobie wyobrazić.
Tym razem postanowiłam znieść wszystko, w każdym razie jak najwięcej, i nie dać mu okazji do zabawy. Kuliłam uszy, kwiczałam ze złości i bólu, tupałam nogami, lecz ogon, jak wierny pies trzymany krótko za mordę, nie odsunął się nawet o milimetr. Liczyłam na to, że wkrótce ogier pojmie, że nici z wykorzystywania mnie i zmięknie.
Jego ciało stawało się jakby cięższe, czyżby opadał z sił? Trudno określić, ale w prawie stu procentach byłam pewna, że ten powalczy góra kilka minut i wycieńczony padnie za glebę.
Moje ciało po codziennych kilkugodzinnych treningach wyrobiło sobie mięśnie i wytrzymałość, choć nie jestem niezniszczalna i nie do pokonania mogę się założyć o mój śliczny łepek z prostym profilem, że mniej się zmęczę. Moje oddechy niespiesznie stawały się głębsze i cięższe, a na sierści można by się już dopatrywać maleńkich kropelek potu. Jednak co to dla mnie? Kontynuowałam mizerne, krzywe kopniaki, raz jedną nogą, raz drugą. A to się lekko wspięłam, a to ruszyłam nagle krok w przód. Subtelne drobiazgi, by dać mi czas i za razem nie dawać fyzkowi okazji do spoczynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Czw Gru 21, 2017 1:44 am

Nieuprzejme i nachalne?! Nikt by tak mojego zachowania na pewno nie określił! W końcu miałem piękną, bujną grzywę, na którą wszystkie klacze leciały. WSZYTKIE. Bez wyjątku! A nawet niektóre zimnokrwiste ogiery. Znałem takiego jednego… który chętnie by się poczuł klaczą. A nawet jeśli jakąś kobyłę musiałem odrobinę podgryźć czy spętać… to one to lubiły. W końcu wiedziały, że „łobuz kocha najmocniej” – ulubione motto wszelkich patologii. Słyszałem, jak klacz szarpie nogami. Dźwięk łańcucha z jednej strony pięknym tonem przypominał o tym, że gniada jest unieruchomiona, z drugiej był ostrzeżeniem, że metal może pęknąć… ale nie przejmowałem się tym. Zbyt byłem skupiony na szturmowaniu jej ogona, by się zajmować jakimiś drobnostkami takimi jak wytrzymałość łańcuchów. Klaczka przebierała nogami pode mną? Byłem pewien, że nie może się doczekać, kiedy z nią skończę.

Gryzłem ją raz za razem, chaotycznie, losowo, gdzie tylko byłem w stanie sięgnąć zębami. Tak by ją bólem zdominować, skłonić do posłuszeństwa, zmusić by była grzeczna, tak jak na klacz przystało. Póki co nie pomagało… ale może dlatego, że ugryzień było za mało? Albo były za słabe? Postanowiłem się bardziej postarać… więc kolejne ugryzienie było wyraźnie mocniejsze. Nie przejmowałem się jej kuleniem uszu, jej kwiczeniem i tupaniem. Protestowała? Broniła się? Zastawiała ogonem? To ból się jej należał! Im mocniejszy, im bardziej przejmujący, tym szybciej może dojdzie do wniosku, że sprzeciwianie mi się nie ma żadnego sensu! Żadnego!
- Przestań! – zarżałem, gryząc ją kolejny raz i ponownie przepuszczając szturm. Jej ogon… coraz bardziej mnie wkurzał. Coraz mocniej irytował. A ja… ja byłem coraz bardziej zmęczony. Nie przywykłem do takiego wysiłku. Chyba żadna klacz się tak mocno nie stawiała! Zawsze wystarczyło parę lin, trochę szarpaniny, ewentualne zarzucenie grzywą. I każda mi się poddawała. To co z nią było nie tak? Czułem, że jestem cały mokry od potu… czyli coraz bardziej się ślizgałem i trudniej było mi zachować na niej równowagę. Co chwile mnie kopała, chociaż z powodu kajdan i lin pojedyncze kopniaki nie było bolesne – ale ich ogromna ilość już tak. Nie mogłem się skupić przez to jej ciągłe rzucanie się, podbijanie zadem, podbieganie do przodu i cofanie się. Zbyt wiele energii musiałem poświęcać utrzymywaniu się na niej. Byłem wykończony. Moje ruchy stawały się wolniejsze ze zmęczenia. A przedłużająca się szarpanina rodziła obawy, że liny czy kajdany nie wytrzymają… a tego bym nie chciał. Musiałem w końcu ją zdominować, pokazać, gdzie jej miejsce. Więc jeszcze mocniej ją użarłem w szyję i kłąb. Kolejny raz szarpnąłem za wodzę, chcąc ją poskromić. I wycofałem trochę biodra, by jeszcze mocniej, jeszcze silniej naprzeć, próbując przebić ogon. Miałem tego dość! Byłem zmęczony, na skraju wycieńczenia i kapitulacji… ale liczyłem, że któreś z ostatnich pchnięć w końcu pozwoli przebić się przez zasłona ogona… a wtedy… a wtedy w końcu będę mógł skończyć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Gru 23, 2017 7:24 pm

Trochę zdechłam, możliwe, że to przez ból głowy wywołany samozachwytem ogiera i jego nieugiętym przekonaniem, że na radę mnie do czegoś nakłonić. Dziwak, wytrwały, męczący, odważny, ale dalej dziwak.
Dyskomfort i ból rozpraszały mnie oraz odrobinę przeszkadzały w logicznym myśleniu, lecz ja jestem wojowniczką z krwi i kości, żył i stawów, nerwów i skóry, to wszystko to tylko dobra okazja do wzmocnienia się, sprawdzenia ile dam radę wytrzymać.
Jego wściekłość i dominacja rozpalały we mnie dawno skrywane żądze. Opanowana jest jednak ze mnie klacz i nie zawsze ulegam nagłym impulsom. Teraz szczególnie musiałam się pilnować, przyszłość jako matka źrebaka tego tłustego narcyza jakoś specjalnie do mnie nie przemawiała. Skrzywiłam się na sama myśl o tym, lecz kary tego nie mógł dostrzec.
Głośno sapałam, machałam łbem poprawiając wpadającą do oczu,poplątaną grzywę, która mimo tego, iż została sponiewierana przez zęby i obrożę ciągle wyglądała dobrze. Nie to co jego grzywa. Ależ będzie płacz jak się przejrzy w lustrze.
Chociaż chciał by jego ruchy były mocne i dały jakikolwiek skutek, ja wyraźnie czułam, że one słabną. Mój mały wymęczony bojownik o przedłużenie swego rodu, chyba opadał już z sił. Dlaczego by tego nie wykorzystać? Skoro dotychczasowe techniki działały nie będę ich zmieniać. Szarpałam się jak poprzednio, czasem słabiej by odpocząć i zebrać siły na kolejne mocne uderzenie.
Szarpnięcie za wodze sprowokowało mnie do zaokrąglenia szyi tak by podbródkiem prawie dotykać piersi. Takie ustawienie wygląda niezwykle elegancko. Mimowolnie się wycofałam. To całe zamieszanie w niczym nie pomogło ogierowi w spełnieniu się jako ogier alfa. Silny ruch biodrami, mam nadzieję, że ostatni, zdał się na marne. Niby było blisko, ale nagle poczułam coś prześlizgującego mi się między tylnymi nogami, ocierającego się o sierść w tamtych rejonach. Kolejny raz chybił. Teraz dziwnym dla mnie była myśl, że jakaś klacz mogła sobie z nim nie poradzić.
Milczałam by go nie złościć i nie naładować bezmyślnie jego motywacji do dalszej walki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Gru 23, 2017 9:32 pm

„Samozachwyt” nie było dobrym słowem. Miało znaczenie odrobine pejoratywne. „Świadomość własnych cnót, zalet a szczególnie niewyobrażalnej piękności” było dużo lepszym określeniem. I nie miałem przekonania, że ją do czegoś nakłonię. Miałem tego pewność! Co prawda trochę nadszarpniętą przez przedłużającą się walkę i narastające zmęczenie… ale wciąż jednak byłem głęboko przekonany, że sobie z nią poradzę i zdominuję. Dlatego też mimo wycieńczenia kontynuowałem próby przebicia się przez zasłonę postawioną z ogona, chociaż dało się wyczuć, że kolejne ruchy biodrami stawały się wyraźnie słabsze, moje oddechy głębsze a cały byłem pokryty potem. Jednak… jednak się nie poddawałem! Była moja! Musiałem ją mieć! Musiałem mieć z nią źrebaki! Po prostu musiałem! W końcu… w końcu ona też powinna słabnąć. Więc czemu tego nie robiła? No tak, była jakąś żałosną rasą ze niezłą kondycją… a nie prawdziwym fryzem, który od wejścia na stromy pagórek dostaje zadyszki. Ale… ale i tak dam sobie z nią radę! Poradzę sobie! Szarpnąłem ją za wodze. Zaokrągliła się piękne… ale dalej nie chciała odpuścić. Miałe tego dość! Więc… więc w końcu z niej zszedłem.
- Co? Myślisz, że wygrałaś?! Nie! Nie wygrałaś! – parsknąłem ciężko dysząc ze zmęczenia. Poszedłem sobie… poszedłem sobie do swojej sypialni. Potrzebowałem kilku minut, by odpocząć. Nie miałem takiej kondycji jak ona. Drzwi wyjściowe na pewno zamknąłem. Zerknąłem przelotnie, że poza kajdanami na przednich i zadnich nogach, miała jeszcze obrożę, wędzidło i zadnie nogi przywiązane sznurami do posadzki. Czyli chyba nigdzie nie powinna pójść? Jakieś rzeczy mogły się nadszarpnąć lub poluźnić w trakcie szarpaniny? Jeśli nawet, to byłem zbyt zmęczony, by o tym myśleć.

Po kilkunastu minutach, wróciłem z sypialni… z bandażem. Gniadoszka dalej grzecznie stała? Jeśli tak, to zbliżyłem się do jej zadu, po czym starałem się obwiązać bandażem jej ogon, tak jak się to robi z klaczami przed kryciem. I jeśli nic niespodziewanego się nie zdarzyło, to po kilku próbach w końcu powinno mi się to udać. A wtedy... wtedy stawianie zasłony z ogona nie będzie żadną przeszkodą!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   

Powrót do góry Go down
 
Jaskinia Espilca
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 21 z 22Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22  Next
 Similar topics
-
» Lodowa jaskinia
» Legion Aion
» Jaskinia Urszuli
» Smocza Jaskinia
» Jaskinia Jormunganda

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Krwawej Zemsty :: Terytoria SKZ :: Podnóże wulkanów :: Siedziby-
Skocz do: