KARSIN

KARSIN

pbf o koniach
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jaskinia Espilca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22
AutorWiadomość
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Gru 25, 2017 7:21 pm

Cała spocona, śliska i pogryziona oddychałam głęboko rozszerzonymi do granic możliwości nozdrzami. Sapnęłam głośno kiedy mogłam w końcu zaczerpnąć całą powierzchnią płuc tyle powietrza ile chciałam, nie będąc ograniczoną jego nogami.
Jego głos w trakcie oznajmiania kapitulacji był słaby, słyszałam, jak drgał ze zmęczenia.
Tutaj kary mnie okropnie i po całości, mega, niewiarygodnie, bardzo zaskoczył swoim zachowaniem, on zwyczajnie wyszedł. Niby jaskinia była podzielona na pokoje i dopiero teraz miałam okazję się jej trochę dokładniej przyjrzeć. Dużo czerni i metalu, natrafiłam na gotha czy tam emo ogiera? Tylko wpleść mu w ogon różowe pasemka. Chociaż nie raczej emo. Do Espa nie pasuje chłód emocjonalny przypisywany gothom.
Tak czy inaczej postanowiłam nie rozwodzić się nad tym do jakiego ugrupowania, sekty i innych takich, należy czarny. Nie ma go tu i dobrze. Przystąpiłam do roboty, rozejrzałam się po ciele by ogarnąć które jego części mam jeszcze uwięzione, i które najoptymalniej byłoby wyzwolić. Decyzja szybko została podjęta i zanim mózg zdążył potwierdzić przyzwolenie na wykonanie zadania, tylne nogi uniosły się w górę. Zachwiawszy się wyrzuciłam je w tył nie blokowana przez dodatkowe pięćset kilo na zadzie. Kopnięcie było dużo mocniejsze niż przedtem. Łańcuchy złowieszczo brzęczały. Lina albo była słaba albo śliska na tyle, że już po trzech konkretnych wierzgnięciach się odczepiła od mych pięknych tyłów.
Czy ogier był zainteresowany moim wojowaniem i się do mnie pofatygował czy uznał, że i tak się nie uwolnię?
Teraz stałam praktycznie wolna, miałam na sobie tylko kajdany.
Tu są dwie opcje.

Pierwsza: grubasek nie był zainteresowany moją szarpaniną z liną i pozostał grzecznie w swoim pokoju, a ja w tym czacie podbiegłam do drzwi by się nieźle rozczarować ogarniając, iż są zamknięte. Następne swoje kroki skierowałam więc do sypialni mojego adoratora.

Druga: typek się zainteresował i przylazł akurat kiedy zerwałam liny, więc nie mając innej opcji rzuciłam się na niego z zębami i kopytami, gdyż przypominam, obrożę i łańcuch trzymający mnie przy ścianie już dawno zrzuciłam, oczywiście nie bez pomocy fryza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Gru 25, 2017 7:59 pm

Oznajmienia kapitulacji?! To nie było żadne oznajmienie kapitulacji! Ani tym bardziej ucieczka. To było „techniczne spie*dalanie”, zwane także przegrupowaniem się. Nawet Wielki Fryzyjski Generał Sun Tzu wspominał o tym w swojej księdze „Sztuka Układania Grzywy i Wojny”, gdzie opisywał, że gdy grzywa jest poplątana, to należy wycofać grzebień i użyć płynu do rozczesywania grzywy. A gdy klacz jest zbyt oporna, to należy się odsunąć, odpocząć i ponowić atak. A taki Wielki Fryzyjski Generał Sun Tuz to chyba wiedział, jak się grzywy czesze i klacze pacyfikuje? No i przy okazji, skoro już byłem… emo, wiadomo, czarna, długa, czarna grzywa zachodząca na oczy… to może warto było się przy okazji wypłakać w… nie, konie nie używały poduszek. W kostkę siana. Chociaż to też nie, bo takie siano od razu by weszło w grzywę. A tego bym nie chciał.

A tak, zapomniałem, że w trakcie szarpaniny obroża klaczy spadła. W końcu w tamtym momencie szyja nie była tą częścią klaczy, którą byłem najbardziej zainteresowany. Wychodziłem z założenia, że klacz grzecznie zaczeka. Gdy usłyszałem, jak wierzga, nie przyjąłem się tym zbytnio. Dopiero… dopiero jak usłyszałem tętent galopu, gdy klacz podbiegła do drzwi, zerwałem się z podłogi. Gdyby zrobiła to stępem, to bym się pewnie nie zorientował… a kopyta uderzającego o podłoże od razu wzbudziły moją uwagę. Wypadałem z sypialni mniej więcej w tym momencie, gdy klacz szarpała się z drzwiami i kierowała kroki w moją stronę.
- Stój! – kwiknąłem ze strachu, widząc, że jest odrobinę wkurzona. Nie odrobinę… nawet bardzo. Ale… ale może niepotrzebnie byłem tak przerażony? W końcu ogłowie z wędzidłem dalej miała na pysku? Tak jak i kajdany na nogach? Rzuciłem się w jej stronę, próbując chwycić za wodze od ogłowia. W razie sukcesu szarpnąłem za nie, próbując ją spacyfikować, nie ogarniając, że za wodze dobrze jest ciągnąć, gdy się jest za łbem klaczy, a nie przed nią.
- Pójdziesz… pójdziesz do celi! – rozkazałem jej, próbując brzmieć pewnie… ale wyszło mi raczej kwiczenie… i to jeszcze przerywane jąkaniem się. Szarpnąłem za wodze, próbując ją szarpnąć w stronę celi, starając się ją pociągnąć na tyle mocno, by mnie wyminęła, bym mógł na nią naprzeć i wepchnąć ją do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Gru 25, 2017 10:30 pm

Tiaa... Niech sobie to będzie nazywane jakkolwiek się komu chce to nazywać, lecz dla mnie ucieczka i poddawanie się to to samo. To, że on używa jakiegoś francuskiego czy rzymskiego określenia nie czyni tej czynności bardziej majestatycznej. Przyznaję niechętnie, że dałabym mu "Kokardkę Małego Wojownika" za zaangażowanie oraz poświęcenie.

Przez krótką szarpaninę przy drzwiach prawie nie usłyszałam dziwnego szmeru po mojej prawilnej pawicy będącej z prawej strony mego boskiego ciała wychwalanego pod niebiosa przez same serafiny.
Strach w jego oczach za trzy...dwa..jeden.Teraz. Odwróciłam się do niego robiąc piękny piruet na zadzie. Ileż ja takich piruetów narobiłam w życiu. Aż się łezka w oku kręci ze wzruszenia. Najpierw galop, później nagłe zatrzymanie, wierzgnięcie, wybicie się czterema nogami, ale tak by wylądować najpierw przodem, wtedy obrót i ucieczka albo „techniczne spie*dalanie”, jak to cudownie ujął mój towarzysz. Jeździec o ile nie leży już na glebie to jest już zaplątany w wodze i wleczony wzdłuż ujeżdżalni. Polecam Kion.
Tutaj technika niby częściowo podobna. Kiedy tylko dostrzegłam ruch w moją stronę, wybiłam się z czterech moich smukłych nóżek i doskoczyłam do teoretycznego potomka Suz Tuna czy innego chińczyka. Wylądowawszy zadębowałam. Niestety ta podłoga nie rozumie chyba do końca co to znaczy zatrzymać się. Przody się uniosły, ale nie za wysoko, gdyż asekuracyjnie tylko ledwo oderwałam je od ziemi w trakcie kiedy tylne kopytka wpadły w poślizg na posadzce i przejechały, mimo moich zamiarów, dobre trzydzieści centymetrów w przód. Serce gwałtownie mi załomotało w piersi na to zdarzenie.  Gdybym upadła byłby koniec. Morał jest jeden: Nie ufaj podłogom. Podstępne z nich bydlaki.
Wodze, zupełnie o nich nie myśląc przypomniałam sobie o nich gdy, zupełnie jak w zwolnionym tempie, zlatywały mi z potylicy i leciały sporo do przodu. Powolnie otwierająca się paszcza wojownika. Dobra, nie jest źle. Jeszcze coś wymyślę. Powiedziałam do siebie gdy ostre zęby zatrzasnęły się na skórzanych paskach.
Chciałam się cofnąć, ale kolejny raz w drogę wlazło mi niefartowne podłoże. Czy hacele jakoś by mi pomogły? Może Kary płaci podłodze za to co ona robi? Tak, z pewnością ją przekupił.
-Jasne!-krzyknęłam-Chciałbyś słodziaku!-warknęłam do niego szybko tego żałując, gdyż nieco luźne pasy pozwoliły na bolesne obicie mi zębów i poobcieranie podniebienia, dodatkowo język się dziwnie wplątał w to wszystko. Jakim cudem znalazł się nad wędzidłem a nie pod? Nie chcę wiedzieć. Machnęłam łbem w tył, przypłacając to kolejną falą bólu w tym wrażliwym obszarze. Kwiknęłam głośno gdy kolejny raz chciałam się wyszarpnąć. Oj, mój brutalu. ( ͡° ͜ʖ ͡° ) Lubię jak ktoś mnie krótko trzyma.
Zapomniałabym wspomnieć, na jakiej podstawie sądzisz, że jestem wkurzona? Pff ja tylko udaję. To co teraz czuję można lepiej określić jako "Lekkie Wyprowadzenie z Równowagi, bo Ktoś się Mnie Nie Słucha i Nie Chce Odpuścić Tak Łatwo Jak inni.". W skrócie LWzR,bKsMnSiNCOTŁJi i jakbyś nie wiedział to to jest choroba, poważna, choroba społeczna i dość popularna. Podejrzewam ją u Espilca.
Nie wiem czy mówienie ofierze o swoich planach jest dobrym pomysłem, podejrzewam, że nie, ale to już moja opinia.
Mimo napierdzielania pyska i metalicznego, pysznego smaku krwi na języku. Nie pozwalałam mu na ustawienie mnie miedzy nim a wejściem do celi. Trudne zadanie zwłaszcza, że momentami jeżdżę po podłodze jak po lodzie i jestem już dość mocno zmęczona walką. Kiedy ten zaczął na mnie napierać biłam go skutymi przodami. Coraz głośniej oddychałam, aż w końcu zorientowałam się, że odniósł zwycięstwo.
Byłam między młotem a kowadłem. Mój zadek był już w celi, lecz reszta ciała pozostała wyzwolona. Rozpoczęłam ostatnią desperacką walkę. Wgryzałam się mu w szyję, grzywę, łopatki, w cokolwiek sięgałam. Kopyta bezustannie leciały w jego stronę. Jednak jego siła o wiele przewyższała moją. Z każda sekundą byłam coraz głębiej w moim nowym pokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pon Gru 25, 2017 11:07 pm

Wypadłem… wypadłem z sypialni, pięknym, dostojnym galopem. Co z tego, że fryzy zbyt szybkie nie były… byliśmy piękne. I na upartego mogliśmy dogonić inne konie, jeśli tylko miały pęta na nogach. A nawet bez pęt, niektóre zwierzęta nie mogły się nam równać, jeśli chodzi o szybkość: bez problemu przeganialiśmy żółwie, ślimaki, żaby, myszy, pasikoniki… i parę innych. A teraz… teraz prędkość właśnie nie była ważna, bo nawet będąc fryzem, bez problemu mogłem dogonić nieposłuszną kobyłę, która na nogach miała gustowne kajdany. To prawie, jak biżuteria. W sumie nawet nie podziękowała za to, że jej takie ładne ozdoby założyłem. To bardzo brzydko z jej strony.

Przeraziłem się, gdy klacz nagle się odwróciła. Nie powinna tak szybko się obracać! Powinna się spytać, zanim się odwróci, skoro byłem jej właścicielem! Zaskoczony zatrzymałem się, nie wiedząc przez chwilę, jak zareagować. Nawet w kajdanach była zwinna… ale na szczęście nie aż tak, jak bez nich. Klacz próbowała zadębować… co jej średnio wyszło, bo zadnie nogi zaczęły lecieć do przodu, doganiając przednie. Cóż, moja podłoga to nie piasek. A przynajmniej niewiele piasku, bo trochę się mi go tutaj naniosło, zanim sprowadziłem sobie niewolnicę, która zamiast go sprzątać, to właśnie ślizgała się do przodu. A ja… ja wykorzystałem ten moment, chwytając w pysk wodzę, które zleciały jej z szyi. No to mam ją! Mam! Uśmiechnąłem się szeroko, ostentacyjnie… i odrobinę złośliwie. Bo niech widzi, że ją mam! Niech widzi i niech tego żałuje! Szarpnąłem ją za wodzę, próbując powstrzymać cofającą się klacz.
- Słodziaku?! – prychnąłem zirytowany. Z jednej strony takie określenie mi się podobało… w pewnym stopniu. Ale z drugiej trochę kolidowało z moim wizerunkiem pewnego siebie, statecznego, czcigodnego, majestatycznego Fryza! Mogła wymyślić bardziej odpowiednie określenie! Szarpnąłem więc ponownie za wodze. I jeszcze raz.
- Spokój! – parsknąłem, gdy klacz nie chciała ustąpić. Zaczęła się walka, przedłużająca szarpanina. Raz za razem szarpałem ją za wodzę, napierałem na nią, starałem się ją zmusić, by weszła do przodu. Była zwinniejsza, szybsza i może nawet silniejsza? Tak… była… a właściwie byłaby, gdyby nie kajdany, które całkowicie niwelowały jej przewagę. A ja… ja w przepychaniu mogłem wykorzystać swoją majestatyczną masę. I krok za krokiem, metr za metrem, powoli zmierzałem z nią do środka. Kwiknąłem z bólu, gdy mnie ugryzła w szyję. Bolesne… ale z powodu ogłowia, ciężko było jej na tyle otworzyć pysk, by się solidnie wgryźć. I w końcu… w końcu ostatkiem sił wepchnąłem ją do środka… i od razu zatrzasnąłem drzwi, zamykając je na klucz. Miałem ją!

Położyłem się na ziemi, jakieś dwa metry przed kratami. Byłem cały mokry, wprost lało się ze mnie, ciężko dyszałem. Ale… ale mimo tego się do niej złośliwie uśmiechałem.
- Jak Ci się podoba twój nowy, gustowny pokój? Powinnaś się cieszyć, że dzielę się z Tobą Całym Jednym pomieszczeniem, z moich TRZECH – oznajmiłem jej, akcentując wyraźnie ostatni wyraz. Tak by jej przypomnieć, jaki jestem bogaty – TRZECH pomieszczeń, które mam w SWOJEJ jaskini, złożonej z TRZECH pomieszczeń – dodałem. Podobno klacze lecą na bogactwo, władzę i piękną grzywę. Ona… ona chyba była głupia i ślepa, skoro na mnie nie leciała. Albo to kwestia czasu. Poszedłem po wodę… i wepchnąłem wiadro z wodą przez mały utwór w kratach.
- Napij się… a jedzenia NIE dostaniesz. Nie zasłużyłaś! Jutro… jutro sobie porozmawiamy. Noc bez jedzenia… i zobaczysz, jak jutro spokorniejesz – zapowiedziałem jej… no i wstałem powoli, ciężko dysząc. Szyja… szyja mnie piekła po tym ugryzieniu. Potrzebowałem odpocząć. Miałem szczęście. Prawie mi zwiała… ale prawie robi wielką różnicę. Miałem ją… miałem! A jutro… jutro z robię z nią, co tylko zechcę! Skierowałem się do sypialni, gdzie chwilę poleżałem. Zjadłem trochę owsa… i szybko zasnąłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Gru 26, 2017 12:53 pm

Zapierałam się ile miałam sił w nogach, lecz w pewnym momencie wystarczyło jedno mocne popchnięcie ze strony karego a ja już leciałam na ziemię. Upadłam na bok i mało brakowało a przekulgałabym się na drugą stronę, jednak siła rozpędu nie była aż tak duża. Poderwałam się i doskoczyłam do kraty, wpadając w nią. Może zawiasy są niskiej jakości? Parsknęłam i stając na zadnich wyrzuciłam przody uderzając nimi o metal odgradzający nas. Głośne echo rozniosło się po, jak na celę, dość przestronnym pomieszczeniu.
Stałam tak z obniżonym łbem, nie w geście posłuszeństwa tylko raczej jako szczurzenie się. Przeszywałam go wzrokiem gdy się kładł.
Rozumiem, żeby bogactwo zabierało mózg, ale żeby aż tak?
Wsłuchiwałam się w jego słowa z lekko skrzywioną miną wyrażającą dezaprobatę. Niby dobrze żyć w luksusie, ale dlaczego z tylko jednym partnerem? Przecież to nudne!
Może on liczył że powiem: Oh, chciałabym dzielić to jedno pomieszczenie z tobą.
Niu wium romantyczne rzeczy to nie moja sprawa i to do tego zbyt skomplikowana.
Gdy od definitywnie odpływał do krainy marzeń i zachwalania siebie jak wytrzepałam się z całego syfu, który do mnie przylgnął i idąc w jego ślady położyłam się na ziemi, tyle, że bliżej krat niż on.
Chciałam mu już coś odpowiedzieć, lecz dotarło do mnie, że żadne argumenty do niego nie dotrą. Milczałam głośno, acz spokojniej niż wcześniej, oddychając stęchłym powietrzem.
Co on myśli, że zawsze dostawałam co żreć? Nieźle się pomylił. Nie jestem jakąś wyświechtaną księżniczką, która je pięć posiłków dziennie. Jednak na wodę narzekać nie będę. Poczekałam tylko aż zostanę sama i wstałam podchodząc do wiadra. Wzięłam kilka porządnych łyków, pamiętając aby zostawić sobie coś na rano.
Przestawiwszy "naczynie" na środek pokoju sama zaległam, opierając się o ścianę, może metr od wejścia. Umięśnione kończyny mojego sekretnego kochanka Morfeusza otuliły moje śliskie, spocone ciało bardzo szybko. Z łbem ułożonym wygodnie na ziemi błyskawicznie zasnęłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Gru 26, 2017 1:31 pm

Wredna i złośliwa klacz się zapierała. No bo kto to widział by się sprzeciwiać mi – Fryzowi? Bezczelna, wstrętna kobyła! Chociaż… ładna. Niczego w jej wyglądzie nie można było skrytykować, chociaż grzywę to oczywiście ja miałem ładniejszą! Zatrzasnąłem szybko drzwi, gdy wepchnąłem ją do celi. I uśmiechnąłem się widząc, jak klacz szturmuje kraty tak wściekle, jak ja wcześniej jej ogon. Dałem jej wodę… i cóż, poszedłem się zdrzemnąć i odpocząć. Byłem wykończony. Dobrze, że miałem celę, bo inaczej… to nie wiem, co bym z nią zrobił.

Następnego dnia obudziłem się wcześnie… i aż jęknąłem z bólu. Miałem wszędzie zakwasy! Nie byłem przyzwyczajony do takiego wysiłku. Parę siniaków, śladów ugryzienia dawało o sobie znać. Powoli się podniosłem i przeciągnąłem się. Nie było dobrze. Na zakwasy podobno dobry był ruch? Ale ja byłem fryzem i nie zamierzałem się biegać czy ćwiczyć! Były konie, które całe dnie potrafiły galopować… no ale ja nie polecałem takiego stylu życia. Był zły dla grzywy. Zjadłem trochę owsa, wypiłem trochę wody i skierowałem się do klaczy, głośno pukając kopytem w kraty jej celi. Obudziłem ją tym czy już wcześniej wstała? W każdym razie taki hałas miał jej przypomnieć, że jest moim więźniem. Zerknąłem na jej nogi i pysk. Dalej miała kajdany i ogłowie?
- I jak Ci się spało? Teraz będziesz grzeczniejsza i pokornie mi się oddasz, jak przystało na moją niewolnicę? – spytałem, dając jej wiadro z wodą do środka – Jak grzecznie dasz mi się zabawić, to Ci dam owies. Chyba… uczciwa propozycja? – spytałem, uśmiechając się do niej szeroko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sro Gru 27, 2017 12:30 am

Tak sobie leżałam, nieco marznąc przez chłód bijący od dziwnie gładkich, kamiennych ścian. Zahartowane ciało nie buntowało się jednak, ponieważ wyćwiczony organizm dobrze wiedział, że w takich sytuacjach, po walce każdy odpoczynek trzeba wykorzystać maksymalnie oraz jak najszybciej zregenerować siły. Spałam jak zabita, jednak sen ten był czujny.

Pewnie wszystkie inne konie w krainie obudziły się teraz przez pierwsze promienie słońca przygotowujące się by ogrzać zmarzniętą jesienną ziemię, ale ja otworzyłam swe lśniące oczy gdy tylko mój sen dobiegł końca. Przysięgam, że jeszcze kilka sekund temu pamiętałam co takiego się w nim działo. Teraz wspomnienia uleciały jak spłoszony wróbel.
Obudziłam się w takiej samej pozycji w jakiej zasnęłam. Nie ruszałam się. Bo po co? Co miałabym robić?
Wbiłam wzrok w wiadro i z niezadowoleniem spostrzegłam, że u jego podstawy zrobiła się małych rozmiarów kałuża. Czyżby dno metalowego "koszyka" było nieszczelne? Może i ma jaskinię z trzema pokojami, ale chyba wydał na to wszystkie karminy, skoro nie stać go na zwykłe wiadro bez żadnych wad. Westchnęłam ciężko i przymknęłam oczy.

Podskoczyłam słysząc tak głośny dźwięk, zwłaszcza, że rankiem wszystko wydaje się brzmieć ostrzej. Lekko zdezorientowana spojrzałam na źródło hałasu, którym okazał się nie kto inny, jak mój ukochany, egoista Espiczek. Chryste, minął dopiero jeden dzień odkąd się nawiązaliśmy naszą znajomość, a mi zdaje się, że przejrzałam już go na wylot pięć razy, z kolei on poznał mnie dogłębnie, od środka. Ha dobry żart. Trza jakoś w takich momentach rozluźniać atmosferkę, bo inaczej ze sobą zwariujemy.
On dziwnie badawczo mi się przyglądał. Aha. Faktycznie. Sama zapomniałam o metalu i na nogach i w pysku. Jakoś tak wypadło mi to z głowy. Tylko żeby on nie odczytał tego jako chęć kontynuacji zdarzeń z wczoraj. O nie. Chwila zapomnienia, a tyle problemów. Mogę odejść w nicość, zapomnieć o tak ważnym szczególe. Przecież to niedopuszczalne. Co ja zrobiłam.
Już miałam się bardziej pogrążać w rozpaczy i załamaniu nerwowym, ale uwagę od błędu popełnionego przeze mnie skutecznie odwrócił kary.
Patrzyłam w jego stronę mętnym wzrokiem, w którym aż paliły się iskry świadczące o tym, że nic nie rozumiem. Wszystko ogarniałam jak przez mgłę. Zwyczajnie mózg mi się zawiesił.
Po jego pytaniu przez kilka sekund milczałam, aż w końcu jeżdżąc po nim zirytowanozagubionym spojrzeniem, z nieśmiało otwartym pyskiem, po przetrawieniu jego propozycji postanowiłam zająć stanowisko.
-Co ty gadasz?-zapytałam głosem pewnym acz nie uniesionym-Czy ty się słyszysz gościu?-kontynuowałam głosem typowego wandala, który za krzywe spojrzenie jest gotowy zjeść ciebie i twoją rodzinę.
Co jemu jest? To tak jak ja bym zapytała: ,,Ej...nie wiem...jak dasz mi ściąć tobie grzywę to dostaniesz marchewkę. "
Jego propozycja jest mniej więcej na takim poziomie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Czw Gru 28, 2017 11:31 am

Podszedłem do krat i uderzyłem o nie kopytem. Zerknąłem na swoją klacz. Nie sprawiała wrażenia zachwyconej… ale co mnie to obchodziło? Miała mi się podporządkować! W końcu była moja! Takie były zasady! Może liczyła na spanie do południa i nic nierobienie przez cały dzień? To się zdziwi, leniwa kobyła! Była moją niewolnicą, musiała pracować! Możliwie ciężko! A nie takie leniuchowanie do południa! Takie zachowanie było nieakceptowalne! W żadnym wypadku! Dlatego też uderzyłem kolejny raz kopytem o metal. Wstała już dawno? Ciągle leżała? Na pewno sprawiała wrażenie, że nie kontaktuję. Pomyślałbym, że może jest pijana, naćpana lub skacowana… ale przecież dobrze wiedziałem, że nie ma dostępu do niczego, czego jej nie dałem. Kopnąłem kraty kolejny raz, próbując ją przywołać do porządku. Niech się w końcu dobudzi… a nie dalej śpi! Jej ton, jej słowa mnie zaskoczyły. Rozdziawiłem pysk, przyglądając się jej przez chwilę, aż w końcu zrozumiałem, że zbyt mądrze nie wyglądam i postanowiłem go zamknąć. Położyłem uszy po sobie. Ona… ona była jakaś pie*dolnięta! Albo zwyczajnie brakowało jej którejś tam klepki!
- Gościu?! Jestem u siebie! To moja jaskinia! Cała! Wszystkie trzy pomieszczenia! – prychnąłem. Jak można mnie było określić gościem? W mojej własnej jaskini! Ona… ona się chyba zapominała! Ewidentnie! A skoro zapominała, że to moja jaskinia… to może powinienem jej jeszcze kilka razy przypomnieć, że ma nie jedno, nie dwa… a trzy pomieszczenia! Jak bogactwo to bogactwo! A nie kartonowa willa pod mostem, jak niektórzy!
- I nie tym tonem moja niewolnico! Bo sobie inaczej porozmawiamy! – zagroziłem jej – Mogę sobie gadać co chcę! A ty nie! – parsknąłem. Nie rozumiałem, o co jej chodziło. Moja wcześniejsza propozycja była chyba uczciwa… ale jak nie chce… to jej problem. Odszedłem od krat, by ze stosu sprzętu wziąć kaganiec, obrożę z łańcuchem i parę lin. I wróciłem do celi.
- Tylko grzecznie… chyba nie chcesz, bym się wkurzył? – spytałem retorycznie. I miałem nadzieję, że do Kion dotarło, że to groźba. Wszedłem do środka, zamykając za sobą drzwi i powoli zacząłem się do niej zbliżać. Nagle doskoczyłem do niej, próbując na nią naprzeć z całej siły, jeśli stała. Liczyłem, że skutymi nogami ciężko będzie jej zachować równowagę i się przewróci. Jeśli jednak zachowywała równowagę, to swoimi nogami próbowałem ją podciąć, albo też starałem się ją chwycić zębami za nogę i pociągnąć. Wszystko, by straciła równowagę. Jeśli oparła się o ścianę, to z kolei próbowałem ją pociągnąć w swoją stronę, chwytają ją zębami za szyję. Jeśli jednak i to nie było skuteczne, to starałem się jej sznurem obwiązać ciasno przednie nogi. W kajdanach jeszcze mogła łapać równowagę… ale z linami było to kompletnie niemożliwe.
Jeśli w końcu udało mi się ją powalić, to rzuciłem się na nią, przygniatając ją swoim ciężarem do ziemi. Próbowałem jej linami ciasno związać obie przednie nogi i obie tylne. Ciężkie nie powinno to być – kajdany utrudniały jej bronienie się. Więc po paru próbować powinno mi się udać. Chciałem ją mocniej ograniczyć. W pętach mogła spokojnie chodzić a z ciasno związanymi nogami nie był to raczej możliwe. Może takie traktowanie pozwoli jej zrozumieć, że sprzeciwianie mi się, jest bardzo złym pomysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Gru 31, 2017 11:42 pm

Jego wybuch, gdy ugodziłam go słowami w jego delikatne ego, był co najmniej zabawny. Każdy ogier taki jest, pewnie nie, ale znaczna większość na pewno. Tu się zatrzymam i nie będę oceniać wszystkich przedstawicieli danej płci na podstawie jednego osobnika, jak to robią feministki. Szalone z nich samice, o nich możesz mówić, że są pie*dolnięte,a ja jestem zwyczajnie stanowcza i trudna do zdobycia. Taka niedostępna, może to dlatego, że życie uczuciowe mnie nie interesuje. W sumie, żeby z kimś spółkować nie trzeba się angażować emocjonalnie.
To jak traktował mnie ogier z jednej strony mnie oburzało, a z drugiej niesamowicie schlebiało. Tak walczył i zabiegał o mnie.
Gdy ten odszedł w głąb pomieszczenia, sprawnie wstałam i ustawiłam się na przeciwko wejścia. Wyciągnęłam łeb ciekawa tego co typek niesie w pysku. Kaganiec. Skąd ja go znam?
Szybko przeanalizowałam, że noszenie na pysku namordnika i tranzelki na raz nie było by wygodne, poza tym ogier popełnił dość istotny błąd, gdyż miał zamiar się władować na mój teren, do celi. Już się tu zadomowiłam. Robienie takich rzeczy bez mojego przyzwolenia nigdy nie kończy się dobrze.
Kiedy tylko przekręcił klucz, czy otworzył kłódkę, nie obchodzi mnie co to było, ja natychmiast rzuciłam się, wściekle rżąc, na kraty. Doskoczyłam do nich uderzając piersią i szyją, następnie nieco się odsunąwszy zadębowałam niewysoko, gdyż na wysokości tej pozy mi nie zależało, tylko na możliwości jak najmocniejszego wyrzucenia przodów właśnie w przód. Idealnie mi się słowa powtórzyły. Tak więc, moje nogi wyprostowały się i z impetem rąbnęły w metal robiąc niesamowity hałas. Żelazne kajdany, stalowe pręty i kopyta zagrały nam chaotyczną lecz godną podziwu krótką symfonię.
Czy mimo tego ogier postanowił wleźć tam gdzie go nie chcieli? Może kopnięcie było na tyle mocne by odepchnąć karego otwierając drzwi, dając mi ucieczkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sro Sty 03, 2018 1:52 am

Zabawny? Mój wybuch nie był zabawny! Był… przerażający! Wszyscy powinni mnie po nim przepraszać, obiecywać, że takie zachowania się więcej nie powtórzą i prosić o wybaczenie! Więc czemu ta złośliwa klacz dalej się zachowywała, jak się zachowywała, zamiast się w końcu opamiętać?! I jeszcze złośliwie wstała, zanim zdążyłem wrócić, by mi dodać większą ilość pracy! To dopiero było oburzające! Zmrużyłem oczy i spiorunowałem ją wzrokiem. Czemu się tak wpatrywała we mnie, jak podchodziłem do krat? A, no tak, byłem piękny. Każdy na jej miejscu by wprost pożerał mnie wzrokiem! Otworzyłem drzwi… a klacz bez ostrzeżenia rzuciła się na nie! Zgodnie z zasadami BHP, drzwi otwierały się na zewnątrz, ja właśnie planowałem chwycić klamkę w pysk i pociągnąć, więc nie byłem w stanie tak szybko zareagować, gdy klacz z całej siły walnęła w nie kopytami, a te rozpędzone trafiły mnie w pysk. Kwiknąłem z bólu wyrażając swoje oburzenie i odruchowo odskoczyłem od drzwi, które tak podstępnie mnie zaatakowały. No bo przecież nie mogłem tego wszystkiego przewidzieć! Kto by się spodziewał, że klacz w kajdanach tak się zachowa! Ale… ale szybko zrozumiałem, że drzwi są otwarte a klacz jest po drugiej stronie. A to nie jest za dobrze. Rzuciłem się na drzwi, próbując je ponownie zatrzasnąć… ale jeśli Kion wykorzystała ten moment, aby wyskoczyć ze środka, to rzuciłem się za nią w pogoń, próbując chwycić za wodze od jej ogłowia, szarpnięciem starając się ją zatrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Sty 09, 2018 12:50 am

Odtrącony na bok ogier odleciał cóż..na bok. Nie przyglądałam się mu, to nie był dobry moment na takie rzeczy. Później będzie lepszy.
Zanim zrobiłam się agresywna w stosunku do drzwi, kopiąc je tak, jak ogier wchodził we mnie, czyli mocno i z determinacją, ujrzałam, jak kary sięga pyskiem do klamki.
A żeby mu te zęby się o metal rozwaliły. Nieee cofam to. Fajnie by było gdyby kły mu wypadły, lecz tak mogą się połamać i zrobić ostre. Cokolwiek nie zrobię czeka mnie gnój. Wszyscy umrzyjmy. Nie ma co się łamać. Zawsze jest jakieś dobre rozwiązanie, którego nie widzimy. Tak myśląc wybiegłam z celi wierzgając.
Dlaczego kajdany nie są pozłacane, albo wysadzane diamentami? Jak on śmie dawać mi takie śmieci i jeszcze oczekiwać podziękowań!? Kolejne wierzgnięcie poskutkowało zerwaniem jednego nadwyrężonych ogniw. Teraz zostały tylko przody i ogłowie, za które jestem szarpana.
Mocne pociągnięcie, na które mogę poradzić tylko jedno. Odwróciłam się przodem do ogiera, Przypominam: złą taktyką jest ciągnięcie za wodze od przodu.
Machnęłam łbem do tyłu i otworzyłam pysk. Złapałam w zęby prawego wodza (indiańskiego LOL) i zacisnęłam szczęki mocno. Charakterystyczne, stłumione stuknięcie nie nastąpiło od razu, musiałam nieco pomaglować i pomemłać skórzany pasek aby wytrzymały materiał się w końcu poddał.
No czarny bracie masz przechlapane. Natasza podaj piwo, zabawa trwa dalej!
Teraz wędzidło nieprzyjemnie łechtało mi lewy kącik warg mych pięknych.
Kolejny piruet i ładne nadstawienie się duperką do Espa i kopniak w powietrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Sty 09, 2018 10:37 pm

Złośliwa i wredna klacz mnie złośliwie i wrednie zaatakowała MOIMI własnymi drzwiami. Jęzorem szybko sprawdziłem uzębienie, ale wyglądało na to, że jest całe. I może przez to niepotrzebne sprawdzenie spóźniłem się o ułamek sekundy a klacz dała radę wybiec, nim zdążyłem ponownie zatrzasnąć drzwi. Niech to! Chciałem się na nią rzucić od razu, ale jej dzikie wierzganie mi dobitnie przypomniało, z jak bardzo niebezpieczną bestią mam do czynienia. Cofnąłem się… i przełknąłem nerwowo ślinę, gdy w pewnym momencie poszły zadnie okowy. Niedobrze. Bardzo, bardzo fatalnie. Odruchowo chwyciłem za jakieś liny. Chociaż nie miałem pojęcia, co teraz powinienem zrobić. Mając skutą i zamkniętą w celi kobyłę, nie spodziewałem się, że będę musiał z nią znowu walczyć! No i jeszcze na domiar złego zerwała jedną wodzę. To już całkowicie katastrofa! Rzuciłem się więc w jej stronę… ale gwałtownie zatrzymałem, gdy klacz zaczęła wykonywać piruet. Po chwili ponowiłem atak, próbując ją jakoś zajść od boku. Dalej miała kajdany na przednich nogach, więc nie powinna zbyt szybko zmieniać kierunku. A ja… ja próbowałem do niej doskoczyć, chwytając za jedną wodzę, by szarpnięciem za nią uzmysłowić jej, że nie życzę sobie takiego zachowania… i jeśli udało mi się podejść bliżej niej, to nagle naparłem na nią od boku, licząc na to, że ze skutymi przodami nie da rady zachować równowagi i się wywali. W razie problemów, próbowałem zębami chwycić ją za szyję od góry, by naciskiem, bólem i siłą zmusić ją do opuszczenia głowy. Jednocześnie nogami starałem się ją jakoś podciąć. A jeśli udało mi się ją powalić, to natychmiast ją przygniotłem własnym ciężarem do ziemi, by nie mogła wstać. No bo tak to się nie będziemy bawić! Ja jej zaraz pokażę… bo jeśli się całkiem uwolni… to może być bardzo, bardzo źle. Do tego wolałem nie dopuścić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Czw Sty 11, 2018 10:01 pm

Rany na pysku dawały się ze znaki, nieco ostudzając mój apetyt na walkę.
Na niego brak mi słów. Przecież i tak nie ucieknę, a ewentualne złapanie mnie w tak małej przestrzeni, w której nie mogę wykorzystać jednego z głównych swoich atutów, szybkości, będzie niesamowicie, źrebięco łatwe. Koniuk jost zo burdzo spjontu. Trza mu pobytu w gorących źródłach.
W sumie ja też się za bardzo wyluzowałam. Nie ma co się denerwować trzeba zwyczajnie wszystko brać ze spokojem na klatę.
Skracając wodzę nie mogłam się porządnie obrócić, jednak miałam sporo luzu na to by kopać tyłami. Machałam nogami celując w czułe miejsca na boku karego.
Wiadomo jak koń konie to dosyć bezpiecznym miejscem na bycie jest bycie blisko niego. Z każdym szybkim krokiem ogiera moje uderzenia traciły na sile. Usiłowałam się odsunąć w końcu nie raz robiłam zwroty za przodzie. Tyle, że wtedy nikt nie rzucał mi kłód pod nogi w postaci własnych kończyn plączących mi rytm i ustawienie.
Szarpaliśmy się tak krótką chwilę aż jemu się chyba znudziło moje wygrywanie. Szczur wgryzł mi się w grzywę i nacisną na moją szyję od góry usiłując przygnieść mnie do ziemi.
Usiłowałam się wyrwać poprzez szybkie, gwałtowne machnięcia łbem w dół i w stronę piersi. Coś à la niskie, zebranie trwające ułamek sekundy.
Przody się załamały zaplątane w życiowe problemy. Tyły stały dzielnie, nawet mimo lekkiego ślizgania się, braku oparcia rozjeżdżały się na boku. Łeb mój leżał płasko na ziemi, zaraz i mój piękny klaczowy mostek będzie dotykał zimnego podłoża. Usiłowałam się ułożyć na brzuchu ewentualnie na drugim boku, tak by moje kończyny były jak najdalej od jego pyska.
Mimo leżących na mnie pięciu ton mięsa ruszanie się nie było aż tak trudne, teraz kiedy jestem wypoczęta po nocy i "porządnej" kolacji odpieranie jego ataków nie będzie aż tak trudne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Pią Sty 12, 2018 9:59 pm

Owszem, w zamkniętym pomieszczeniu klacz nie mogła uciec ani nie była w stanie wykorzystać swojej szybkości i zwinności, którymi zdecydowanie przewyższyła te Prawdziwe Rasy, jak na przykład Fryzy. Ale… ale i tak musiałem działać. Nie mogłem dopuścić, by ta furiatka się całkiem uwolniła, bo gdyby tak się stało… oj, to byłoby bardzo, bardzo źle. Fatalnie. Nie chciało mi się znowu jej zakładać kajdan… więc wolałem ją bardziej unieruchomić, nim się jej uda pozbyć tych przydatnych narzędzi, które jej wciąż zostały na przednich nogach. Dlatego też doskoczyłem do niej, próbując znaleźć się bliżej niej – na tyle, by odzyskać pozostałą wodzę. Wredna kobyła odwracała się, kręciła, kopała. Kilka razy kwiknąłem z bólu, jak oberwałem kopytem… ale na szczęście w końcu dałem radę ją chwycić od góry za szyję i nacisnąć w dół, dopuszczając do obniżenia łba. Złośliwa małpa wyrywała się przez chwilę… ale w końcu moja masa i grawitacja zrobiły swoje. Naparcie zaczęło przynosić rezultaty, a klacz powoli zaczęła się składać. Najpierw jej łeb, później przody… a na końcu i tyłem zeszła do leżenia, kładąc się na brzuchu (?). To mi… no nie całkiem wystarczyło. Próbowałem na nią naprzeć od boku, starając się doprowadzić, by całkiem położyła się na którymś boku. Jeśli samo napieranie nie wystarczało, to próbowałem zębami chwycić za jej szyję, kłąb, grzbiet by trochę bólu przypomniało jej, że lepiej mi się nie sprzeciwiać. I jeśli w końcu udało mi się ją powalić na bok, to całkiem się na niej położyłem i przygotowanymi linami, próbowałem związać jej nogi: jedną pętle narzucając na obie przednie, ciasno ściągając sznury i mocno je wiążąc, a drugą na obie zadnie. Tak, by wredna kobyła nie mogła powstać i nawet nie myślała o kopaniu związanymi parami nogami. A jeśli sobie z tym poradziłem… to dla odmiany poszedłem po kajdany, które z kolei zapiąłem na jej zadnich nogach, w zamian za te, które zerwała. Następnie obciążyłem kopytem jej szyję, uniemożliwiając machanie głową i podduszając ją, po czym ostrożniej zdjąłem jej ogłowie, szybko starając się wepchnąć kaganiec na pysk, ciasno zapinając paski od niego. Jednak… jednak w takich wypadkach kagańce się bardziej przydawały niż ogłowie. Może wredna furiatka w końcu będzie grzeczna i posłuszna, jak na moją konkubinę przystało. W końcu lepszego ogiera niż ja to nie mogła trafić i powinna być zadowolona, że los skrzyżował nasze ścieżki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Sty 13, 2018 9:27 pm

Przody ciężej byłby mi uwolnić, nawet gdybym ni leżała. Te nogi mam silne, w końcu nie bez rezultatów trenowano mnie na konia wyścigowego i do biegów na przełaj. Jednak leżąc ciężko się nimi porządnie zamachnąć, a na boki nimi machać nie mogę, anatomia mi na to średnio pozwala.
Pchana przez ogiera, który za wszelką cenę starał się mnie odwrócić na jeden konkretny bok, tak bym nie była pośrodku, jak niezdecydowana kobyła. Tylne kopyta dzielnie zapierały się dopóki mój umysł zaskoczony gwałtownym bólem nie wykonał mymi mięśniami odruchowego ruchu. Ciało chcąc odgonić kopnięciem przeciwnika samo się pięknie podłożyło, więc teraz ślicznie leżałam pod fryzem. Dysząc ciężko z frustracji, złości na własny organizm.
Jak sięgam pamięcią zawsze udawało mi się odgonić od natrętnych, podnieconych ogierów z papką zamiast mózgu, nawet jeśli ludzie pomagali im w dobraniu się do mnie. Albo skutecznie się osłaniałam, albo wyrywałam, albo wzbudzałam w delikatnym ogierze taki niepokój, że ten nawet nie próbował się zbliżyć. Trafiłam tu i wszystkie moje nauki idą powoli w las machając mi różową chusteczką na pożegnanie. Bosko.
Opisywanie jak walczyłam z nim by nie zakładał mi lin na nogi, by mnie nie wiązał pominę. Ileż on już razy mnie łapał. Do naszego związku wkrada się rutyna.
Nie nie nie cofam to ostatnie. Łał teraz zamiast ogłowia, które jak słusznie kary zauważył dawało tyle co nic, postanowił dać mi kaganiec. Oh jak słodko. Zawsze marzyłam o swoim kagańcu, najlepiej metalowy pokrywy welurem. To taki cudowny materiał.
Jak poszedł po podarek dla mnie usiłowałam w niewiadomym celu popełzać/poczołgać się po ziemi. Może z nudów? Chyba chciałam zwyczajnie wyjść.
Przyduszona kopytem do posadzki jak anakonda kamieniem do gałęzi, strzelałam ogonem czekając aż on w końcu zapnie paski odstawi nogę. Postarałam się przeturlać lub ułożyć tak by ogier stał przy moich spętanych nogach i mimo lin spięłam mięśnie by wyrzucić kopyta w stronę karego.
-Jaki jest następny punkt spotkania?-zapytałam, bo to działa uspokajająco. Jak przychodził kowal, czy weterynarz zawsze coś mówił czy to do mnie, czy mamrotał pod nosem, ale jednak jakoś milej się wtedy robiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Sob Sty 13, 2018 10:29 pm

Napierałem całą swoją… może nie tyle „siłą” co raczej „masą” na klacz – to zdecydowanie łatwiej mi wychodziło, bo jak przystało na Prawdziwego Fryza, wagę miałem słuszną. I po chwili w końcu mi się udało powalić wredną, niechętną do współpracy kobyłę, przygniatając ją do ziemi własnym ciężarem. Leżąc na niej… poczułem się zdecydowanie pewniej. Ona pewnie miała do tego odrobinę inne podejście, ale mi w każdym razie było stosunkowo wygodnie. Chociaż przez chwilę, bo nie zamierzałem tracić czasu i po chwili zacząłem jej ciasno wiązać linami nogi: najpierw obie przednie, później obie zadnie. I gdy w końcu się z tym uwinąłem a furiatka miała znacznie ograniczone ruchy, to skoczyłem po kaganiec, podduszając klacz, zdejmując jej raczej mało skuteczne ogłowie i wpychając kaganiec na pysk, ciasno zapinając paski, obserwując z zainteresowaniem jak wściekła klacz daje upust swej irytacji strzelając ogonem. Jeszcze tyle była w stanie zrobić. W sumie niewiele więcej.
- No, w tym zdecydowanie bardziej Ci do pyska. Jeśli nie możesz kłapać swoimi ostrymi ząbkami, to może będziesz bardziej skora do uprzejmych „small talk” o pogodzie, mojej grzywie czy mojej rozległej Rezydencji z TRZEMA pomieszczeniami – parsknąłem rozbawiony… i kwiknąłem z bólu, gdy klacz zarzuciła spętanymi nogami. Nie było to jakieś silne, ale mimo wszystko niespodziewane i bolesne. I wcale a wcale mi się to nie spodobało.
- Jaki? A może w końcu skonsumujemy nasz związek? – zaproponowałem. Upewniłem się, że Kion ma kajdany i na przednich i na zadnich nogach, po czym założyłem jej na szyję obroże, która była przykuta łańcuchem do ściany, po czym… po czym zawahałem się. Zawahałem się raz, drugi, trzeci… i jeszcze parę razy. Po czym rozwiązałem jej nogi: najpierw przednie, później zadnie. I uszczypnąłem ją w zad, by ją skłonić do powstania. I natychmiast cofnąłem się, aby nie oberwać kopytem od wstającej klaczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Sty 14, 2018 8:29 pm

Tak czy owak, nie ważne czego używał, wynik jego starań jest nam wszystkim dobrze znany.

O nieeee!!! Zaczyna się. Ja, naprawdę rozumiem kopanie, gryzienie, kaganiec, złośliwe komentarze, ale tego, że w ciągu trwania naszej znajomości kary już tyle razy wspomniał, iż ma TRZY POMIESZCZENIA, że można by napisać niecienką książkę składającą się tylko ze zdań, w których on zachwyca, chwali się swym bogactwem.
Konie agresywne, nieobyte są jeszcze znośne, lecz takie zamożne, snobistyczne kucyki, którym słoma z owijek wystaje są zarazą tego świata.
Small talk? Powiadasz. I właśnie to lubię w porwaniach nie ma tego niezręcznego momentu ciszy i wahania, kiedy nie wiesz co powiedzieć.
Trafiłam go pokracznym kopniakiem, aż kwikną z bólu. Co prawda on zawsze przesadza i dramatyzuje. Delikatny jak róża ten mój ogier. W naszym związku to ja bym raczej pełniła rolę samca, oczywiście tylko w niektórych sprawach, ponieważ nie mam specyficznych narządów wytyczających warunki, na podstawie których określono by moją płeć mianem ,,OGIER''.
W dzisiejszych czasach jednak wszystko jest płynne, jak krew uciekająca z organizmu przez głęboką ranę, jednego dnia możesz mieć w papierach zapisane Chłop, następnego Samica Wargalota.
W pozycji półleżącej patrzyłam na karego oczyma pełnymi zdumienia.
W końcu jego pytanie można by uznać za swego rodzaju grzeczną sugestię, przejaw dbania o moją opinię i odczucia. Schlebia mi to nieco. Jeszcze trochę takich myków i sama będę go prosić aby się na mnie rzucił. Nieee, bo wyjdę na łatwą. Jak jesteś łatwa to nawet nie ma co udawać, że jesteś inna.
Nieco myślałam na odpowiedzią, na którą w końcu się zdobyłam.
-Oj, no wiesz..-gdyby ciało mi na to pozwalało moje lico pokryłby teraz czerwony rumieniec-...może poznajmy się lepiej.-powiedziałam nieco nieśmiało, udając speszoną i jednocześnie zachwyconą jego szarmanckim zachowaniem.
Jego wahanie zaczynało wywoływać u mnie ciarki zniecierpliwienia oraz złościoniepokoju. Wszystko jednak się ulotniło gdy ten zamiast mnie bardziej związać podszedł do mych kończyn i je rozwiązał. Całkowicie zupełnie mocno dało się wyczuć jego niepewność i rezerwę, z resztą gdy tylko więzy opadły uciekł gdzie pieprz rośnie (uprawiany jest w krajach strefy tropikalnej).
Nie byłam przekonana do pomysłu aby wstać, lecz...do niczego nie byłam przekonana. Ten typ namieszał mi w głowie, nie pod kątem romantycznym, ale, eh ciężki ma charakter. Hi hi trochę taki wariat, co nie? LOL Crejzi.
Poderwałam się z ziemi bezzwłocznie wyrzucając tyły do góry i odskakując na przeciwległy kraniec pokoju. Jak można to było przewidzieć, ustawiłam się przodem go mojego oprawcy, to chyba zbyt poważne słowo.
Uszy były nastawione w jego stronę, uważnie wyłapywały każdy dźwięk, ogon mocno okładał mój zad i niewinną ścianę. Przednie nogi były całkowicie wyprostowane, pierś wypięta do przodu a łeb wysoko uniesiony, jednak nie zadarty, zadnie nieco ugięte by w razie potrzeby móc wyrzucić mnie w powietrze, do przodu, jako atak czy obronę.
-Too ten. No...-zaczęłam nasz smol tok-Fajna miejscówka.-skomentowałam neutralnym głosem, jednak mowa ciała mówiła, że nie mam pojęcia co robić dalej.
Muszę teraz zapewne ostrożnie dobierać słowa, skoncentrować by przemyśleć każdy ruch. Zrobisz coś nie tak, twój domek z kart się zburzy a ty zostaniesz znowu uwięziona i wykorzystana. Zupełnie jakbym chodziła po cienkiej tafli lodu, pod którą płynie lawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Nie Sty 14, 2018 11:08 pm

Wspominając o TRZECH pomieszczeniach miałem wrażenie, że klacz… zareagowała? Jakoś delikatnie się spięła? Czyli… czyli potrafiła docenić takie bogactwo? Robiło to na niej niesamowite wrażenie? Takie wrażenie mogłem odnieść na podstawie jej zachowania. W sumie… w sumie nie dziwiło mnie. W końcu każdy wiedział, że klacze lecą na grzywę, na władzą i na bogactwo. A ja miałem wszystkie trzy rzeczy. Grzywę było widać a władza i bogactwo było ze sobą powiązane i wiązały się właśnie z TRZEMA pomieszczeniami. Może powinienem jeszcze częściej o tym przypominać klaczy? W końcu miała chyba problemy ze skupieniem, skoro reagowała podziwem na każde przypomnienie jej o tym, jak bardzo byłem bogaty. Chociaż… chociaż mogłaby tak nie kopać, bo mimo związanych nóg, kopnięcie, jakim mnie furiatka poczęstowała, do najmilszych nie należało. Parsknąłem, słysząc jej słowa.
- Poznać Cię lepiej? A co niby chcesz wiedzieć? O TRZECH pomieszczeniach być może wspominałem? A o Tobie… również wiem sporo. Furiatka, agresywna, niebezpieczna, szybka, zwinna, zawistna i okrutna – chyba trafnie ją opisałem – Chociaż w kajdanach i w kagańcu będziesz na pewno grzeczniejsza – dodałem po chwili, zakładając jej jeszcze obrożę z łańcuchem przymocowanym do ściany… i po dłuższej chwili wahania rozwiązując nogi. Szybko cofnąłem się, obserwując ją, jak będzie wstawać. I jak można było to łatwo się domyśleć, wstała gwałtownie, jakby się bała, że się rozmyślę i ponownie ją zwiąże. Z podziwem obserwowałem, jak mimo kajdan wyrzuciła zadnie nogi w góry i odsunęła się, na ile jej łańcuch od obroży pozwalał, ustawiając się do mnie przodem. Wbiłem w nią wzrok, podziwiając ją przez chwilę.
- A dziękuję. Ma TRZY pomieszczenia – odpowiedziałem odruchowo, bo chyba o tym nie wspominałem – A czemu ładne, zwinne, umięśnione klacze są jednocześnie tak bardzo agresywne? – spytałem nagle, w ramach small talka, w dalszym ciągu pożerając wzrokiem jej ciało, po czym zbliżyłem się trochę do niej… i szarpnąłem za łańcuch, próbując ją przybliżyć do ściany, aby przywiązać ją krócej, by nie miała aż takiej możliwości ruchu.
- Będziesz grzeczna i posłuszna? – spytałem się wprost, stając obok jej łopatki, daleko od zadnich nóg, próbując jej przejechać chrapami po szyi – Przykuć Ci kopytka? Obandażować ogon? Czy nie będziesz się głupio sprzeciwiać? – dopytywałem się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kion
Zwykły koń
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Sty 16, 2018 12:08 am

Skoro nie mogę go zniechęcić do zachwalania swojej hawiry, to może zacznę się z tego śmiać. Z drugiej strony nie ma co tego przeżywać, w końcu każdy ma swoja obsesję, tylko większość jest przytłoczona tym ,,co powiedzą inni" i nie wyraża zachwytu lub go hamuje. Złoty Środek trzeba znaleźć jak to mawiał mój mentor Jołdał. Ją dał? Komu dał i kim jest ta ona? Coraz więcej tajemnic się pojawia. Zaraz dojedziemy do punktu bez odwrotu. Lest dżast ignor his bat bihejwior.
Popatrzyłam na niego z figlarnymi iskierkami w oczach.
-Bo takie klacze wiedzą, że stać je na kogoś lepszego.-odpowiedziałam z zadziornym uśmiechem.
Pociągnięta za łańcuch, który nie został aż tak bardzo skrócony, bo jednak był na początku słusznej długości, a ja się odsunęłam na tyle na ile mogłam, stałam w takiej samej pozycji jak wcześniej. Wyprostowany przód, spięty zad.
Dobra, możemy powiedzieć, że nasza rozmowa nawet jako tako się klei, jak kartki pewnej gazety.      
( ͡° ͜ʖ ͡° ) Wiem o czym myślisz zbereźniku.
Oh oh oh. Ja cię kręcę, czyżby on zrozumiał, że bycie miłym przyniesie dużo lepszy rezultat?
-Cóż nie obiecuję, że będziesz mieć łatwo.-skomentowałam i zaczęłam rozmyślać czy zgodzić się na którąś z propozycji. Związany ogon kusił najbardziej, bo wygląda to mega, totalnie, tubro, ekstra, bardzo elegancko. Oczywiście, jeśli się potrafi go ładnie zaplatać, lecz kary zna się na grzywach, ogonach, powinien sobie poradzić.
Pozwoliłam mu na dotknięcie mojej smukłej, jak smukła rzecz, szyi tylko po to by po chwili dania mu nadziei odtrącić jego łeb moim pyskiem w kagańcu. Nie było to mocne, ale powinno wystarczyć by choć na chwilę przerwać nasz kontakt fizyczny. Ciekawiło mnie czy dalej będzie miły, czy taki mały wybryk go sfrustruje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Espilce
Wojak
avatar


PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   Wto Sty 16, 2018 10:05 am

Tak, widziałem, że każde wspomnienie o liczbie pomieszczeń robi na klaczy niesamowite wrażenie. Czyżbym trafił na jakiś jaskiniowy odpowiednik blachary? Wystarczy jej opowiedzieć o swojej jaskini, a ona już się na mnie rzuca? Chcąc się kochać w każdym pomieszczeniu po kolei: w sypialni, w przedpokoju, w celi, w przejściach, w bramie, przed jaskinią. Tak na moją jaskiniową blacharę działa moje miejsce zamieszkania? To czemu tego nie okazuje wprost, tylko trzeba ją odrobinę poskromić, związać, skuć i unieruchomić, by być w stanie… się za nią zabrać? Chyba… chyba zachowanie mojej niewolnicy było jakieś takie… nie do końca przemyślane.
- Co?! Na kogoś lepszego?! Jak śmiesz?! – wydarłem się oburzony – A gdzie ty kiedyś widziałaś ogiera z taką piękną, bujną i gęstą grzywą? Nie mówiąc już o TRZECH pomieszczeniach? Lepszej partii nie znajdziesz! – parsknąłem z irytacją, dziwiąc się, że klacz sama tego nie dostrzegła wcześniej. Ja już jej dam się ze mnie śmiać! I tak zadziornie uśmiechać! Ja już jej pokażę, gdzie jej miejsce! Szarpnąłem za łańcuch, odrobinę go skracając i zerknąłem na klacz. Kurczę, ładna była – przemknęło mi przez myśl, jak tak prostowała przód. Tylko czemu jednocześnie taka uparta?
- Ej, nawet mnie nie denerwuj! Bo Ci przykuję kopyta i się skończę te wygłupy! – ofukałem ją. Chciałem w końcu się nią zająć. Dogłębnie. I te sprzeciwy coraz bardziej rozbuchały mój apetyt. Teraz… teraz już ją MUSIAŁEM mieć. Natychmiast! Przejechanie chrapami po szyi tylko bardziej mnie rozochociło. Chciałem jej zadu! I kwiknąłem z oburzenia, gdy mnie odtrąciła pyskiem.
- Tak się nie będziemy bawić! – prychnąłem i ponownie szarpnąłem za łańcuch, starając się go tym razem bardziej skrócić, by klacz nie miała swobody i w końcu mi się podporządkowała. Za długo już czekałem! Ta gra wstępna przekroczyła wszelkie granice! Teraz… teraz jej zad mi się po prostu należał! Chwyciłem jakieś liny, podchodząc od prawego boku klaczy, po czym starałem się przywiązać sznur do prawej, zadniej nogi mojej dzikuski, aby drugi koniec liny przymocować do jakiegoś palika wystającego z posadzki. W razie sukcesu analogicznie próbowałem zrobić z lewą tylną nogą, tak ją wiążąc do kolejnego palika, by klacz miała zadnie nogi w delikatnym rozkroku. Bo jak już dawno się zorientowałem, że same kajdany to trochę za mało jak na nią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jaskinia Espilca   

Powrót do góry Go down
 
Jaskinia Espilca
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 22 z 22Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 20, 21, 22
 Similar topics
-
» Lodowa jaskinia
» Legion Aion
» Jaskinia Urszuli
» Smocza Jaskinia
» Jaskinia Jormunganda

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
KARSIN  :: Stado Krwawej Zemsty :: Terytoria SKZ :: Podnóże wulkanów :: Siedziby-
Skocz do: